środa, 30 marca 2016

Rozdział 1 (Niedziela)

Jenny
I znowu jestem w lesie. Razem z tatą biegniemy i próbujemy ustrzelić jelenia. Tu pod Paryżem jest ich sporo, więc możemy spokojnie polować. A tak w ogóle to cześć! Jestem Jenny Hunetr, ale mówią na mnie Jen. W Paryżu mieszkam od jakichś pięciu lat, odkąd mama nie żyje. Pochodzę z mroźnej Norwegii. Czasami tęsknię za tymi szczytami gór i fiordami, ale co zimę razem z tatą jeździmy tam do dziadków. Jak się już skapnęliście mieszkam z tatą, który jest myśliwym. Od dziecka chodzę z nim na polowania i jestem całkiem nieźle obeznana z każdym rodzajem broni. Mam nawet własną kartę myśliwską, co jest dla mnie bardzo ważne, ponieważ mogę legalnie polować. Naszymi rywalami są Jägerowie. W Paryżu mieszkają krócej niż my i ciągle wpychają się na nasze tereny łowieckie. Dosyć często się kłócimy. No, ale mniejsza o to. Moją najlepszą przyjaciółką jest Carrie, która pochodzi ze środkowej Wenecji. Znam ją odkąd się tutaj przeprowadziłam. Razem byłyśmy w podstawówce i gimnazjum, a teraz jesteśmy w liceum, lecz w innych klasach. Ja chodzę do klasy sportowej o profilu lekkoatletycznym. Muszę być w doskonałej formie skoro jestem myśliwym. W mojej klasie jest dziewczyna imieniem Katie oraz syn Jägera, który nie zdał dwa razy pod rząd. Całkiem nieźle się uczę, więc nie mam problemów w szkole. Okropnie się kłócimy z Johanem i nieraz dochodzi do krwawych bójek, lecz na ogół unikamy siebie...
Tata dał mi znak, abym pobiegła w prawo i się przygotowała. Kiwnęłam porozumiewawczo głową i zrobiłam jak mi kazał. Sprawnie przeskakiwałam między drzewami ze strzelbą na plecach. Gdy w końcu dobiegłam na szczyt wzgórza, z którego roztaczał się widok na pustą i zieloną dolinę zdjęłam broń z pleców i kładąc się na trawie czekałam aż ujrzę galopującego jelenia, a za nim mego ojca. I oczywiście tak sie stało. Rozluźniłam się i skupiłam. tylko jeden precyzyjny strzał. Mój palec był na spuście, gdy nagle ktoś pociągnął mnie do tyłu za nogi:
- Hej!- Wrzasnęłam oburzona i ujrzałam Johana- Poluję, więc spadaj!
- To nasz teren.- Fuknął ten w odpowiedzi
- Wcale nie! To my byliśmy tutaj pierwsi!- Kłóciłam się i nagle usłyszałam charakterystyczne szczęknięcie broni tuż za moimi plecami
- Spadaj stąd Jäger.- Warknął mój wściekły ojciec celując bronią w chłopaka
- Nie boi się pan, że strzelba wystrzeli?- Zapytał bez ani krztyny strachu
- Bym się cieszył, jakby się to stało.- Odrzekł mój tata w odpowiedzi
- Johan, co jest?- Nagle z lasu wyłonił się ojciec chłopaka- O. Kogo my tu mamy...
- Zabieraj stąd swojego smarkacza Bruno.- Warknął mój tata
- Ależ Hans. Jesteśmy sąsiadami, a poza tym Pan Bóg kazał się dzielić z innymi.- Odrzekł starszy Jäger
- Dzielić się dzielę, ale nie przeszkadzajcie w polowaniach!- Wrzasnął mój ojciec
- No dobrze, dobrze. To był ostatni raz. Prawda Johan?
- Ja (Tak).- Odpowiedział jego syn po niemiecku i razem odeszli 
- Co za...- Mój tata był wściekły; znowu wracaliśmy z polowania z niczym.
Gdy wreszcie  wróciliśmy do domu zaparzyłam tacie herbatę i poszłam na górę. Zdjęłam swój strój do polowań i poszłam się wykąpać.

Carrie
Ponownie siedziałam z nosem w książce, która bardzo mi się podobała. Popijałam gorącą czekoladę i od czasu do czasu jadłam ciasto, które upichciła moja mama. Wyjątkowo była teraz w domu i postanowiła umilić wszystkim czas robiąc słodycze. Zawsze jest taka zajęta, ale to chyba normalne skoro jest panią prezes w bardzo prestiżowej firmie kosmetycznej. Mówi, że to jej pasja i że kocha tam przebywać, ale często jest jej smutno dlatego, że nie ma dla mnie czasu. Mi w sumie to pasuje, bo nie ma czasu na wypytywanie się mnie o szkołę i jak mi się układa z chłopakami. Tata za to, prawie że cały czas jest w domu i zajmuje się pisaniem swojej kolejnej książki. Ta praca tak go pochłania, że często zapomina o bożym świecie, jest niestety bardzo roztrzepany, ale akurat tej cechy po nim nie odziedziczyłam. Jak się okazuje odziedziczyłam po nim niewiele cech, za to po mamie, ogrom. Niektórzy mówią, że jestem jej kopią z lat młodości, jednak nie jestem pewna czy mówią prawdę.
Wyszłam z pokoju, aby zjeść obiad. Spotkała mnie niemiła niespodzianka. Nie wiem dlaczego, ale przy moim kuchennym stole siedział najbogatszy człowiek w Paryżu i miał sobie pogadankę z moją mamą.  Śmiali się i mieli tak luźną atmosferę, że mogłam zacząć myśleć iż są dobrymi przyjaciółmi.
- Hej skarbie, kojarzysz Juliana Heavens'a? - Zwróciła się do mnie mama.
Gdy zobaczyłam tego człowieka na oczy, mało nie oniemiałam. Byłam bardzo zdezorientowana tym widokiem. Ten mężczyzna był jednym z najbogatszych ludzi we Francji i miał cholernie rozpieszczonego syna, który potrafił działać mi na nerwy. Aiden był największym dupkiem jakiego znałam i starałam się go unikać jak tylko mogłam. Nie chciałam mieć z nim nic wspólnego, wolałabym nie wiedzieć nawet o jego istnieniu. To jeden wielki wrzód na tyłku. 
- Dzień dobry - odezwałam się do gościa.
- Witam cię młoda damo. Rosalie, bardzo dużo o tobie opowiadała. - Podał mi pan Julian dłoń.
- Mnie o panu nic nie wspominała. 
- Domyślam się, długo nie utrzymywaliśmy kontaktu, lecz postanowiliśmy to zmienić ze względu na to, że będziemy musieli razem pracować. - Odpowiedział na mą wypowiedź.
- Mamo, nic mi o tym nie mówiłaś. - Powiedziałam mamie zaskoczona, tym co słyszę.  
- Wiem, kochanie. To miała być niespodzianka dla ciebie i dla taty. Dzięki tej pracy będziemy mogli spędzać więcej czasu razem na wakacjach.
- Na czym miałaby polegać wasza współpraca?
- Z racji, że moja firma kosmetyczna jest najbardziej znana we Francji, postanowiliśmy rozszerzyć jej populację, a do tego potrzebne będą nam na to pieniądze.
- Czyli, że pan Julian będzie dofinansowywał twoją firmę i tyle?
- Tak, córeczko.
- Okeej. - Odparłam z lekką ulgą, bo chciałam mieć jak najmniej do czynienia z rodziną Heavens'ów.
Po tej rozmowie udałam się do mego królestwa i walnęłam się na łóżko. Najchętniej zapomniałabym o tym, co przed chwilą usłyszałam. Współpraca mojej mamy i ojca Aiden'a oznacza to, że będę musiała częściej widywać twarz mego wroga. Czemu to nie jest tylko okropny sen i czemu trzeba jutro iść do szkoły...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz