Wstałam bardzo wcześnie i od razu zaczęłam szykować się do szkoły. Miałam problem ze znalezieniem odpowiedniej stylizacji na dzisiejszy dzień. Był sam początek września i zaczynało się powoli robić chłodno, więc na pewno nie włożyłabym dzisiaj krótkich szortów, mimo że je uwielbiałam. Postanowiłam założyć czarne rurki i moja ukochaną brązowobeżową bluzkę z napisem Brooklyn, a do tego komin i brązowe buty, ale wpierw udałam się do łazienki, by odbyć poranną kąpiel, a następnie nałożyć makijaż.
Zeszłam na dół na śniadanie. Oczywiście mamy już nie było w domu, a tata robił naleśniki, które wychodziły mu znakomicie. Wzięłam kilka z talerza i zaczęłam zajadać ze smakiem popijając kawą z mlekiem.
Gdy wszystko co musiałam zrobić w domu było odznaczone, mogłam wejść na laptopa i sprawdzić facebook'a i posłuchać ulubionej muzyki. Nie trwało to zbyt długo, bo tata zaczął mnie wołać nie wiadomo po co.
- Tato, co się stało że tak krzyczysz? - Zawołałam do mojego rodzica.
- Dzisiaj musisz pojechać autobusem do szkoły, bo zapomniałem oddać samochód do warsztatu w piątek.
- Spoko. To o której mam ten autobus?
- Za 10 minut. Wiesz gdzie jest przystanek?
- Jasne, tatku. - Odpowiedziałam i ucałowałam go w policzek.- To ja zaraz będę wychodziła, bo jak nie zdążę, to będzie kiepsko.
- Pamiętaj o śniadaniu i torbie.
- Dobrze.
Zaraz po rozmowie z tatą, zgarnęłam wszystkie potrzebne mi rzeczy z góry do brązowej torby i ruszyłam w stronę przystanku. W drodze wyjęłam telefon z torby i słuchawki, a następnie włączyłam ukochaną playlistę, która nigdy mi się nie nudziła. Z racji, że mieszkałam w dość bogatej dzielnicy, nie było zbyt dużo przystanków autobusowych, bo ludzie zakładali, że większość nastolatków posiada już własne samochody, więc musiałam trochę sprężyć dupę i się pośpieszyć.
W trakcie mojej małej wycieczki musiałam spotkać słodkiego kotka, który rozproszył mą uwagę więć teraz musiałam podbiec do miejsca zatrzymania się autobusu.
Cieszyłam się jak oszalała, gdy autobus nadjechał. Wsiadłam sama do autobusu, bo nikogo poza mną nie było i zaszyłam się w najciemniejszym kącie pojazdu. Nadala słuchałam muzyki, a teraz szła piosenka "The End Is Where We Begin" zespołu Thousand Foot Krutch.
Gdy byliśmy już pod szkołą, poszłam do budynku, a następnie pod salę biologiczną i zaczęłam się uczyć. Koło mnie przeszło kilka osób, ale i tak żadna z nich mnie nie zauważyła. Starałam się być niewidzialna i na razie dobrze mi to wychodziło, dopóki nie pojawił się mój wróg numer jeden ze swoją paczką. Uwielbiał mi dokuczać i się ze mną drażnić. Zawsze robił mi na przekór i nie pozwalał realizować mi mojego postanowienia. Gdyby mi się udało stać się niewidzialną, byłabym najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
Po lekcji biologi, miałam historię, gdzie miałam niezapowiedzianą kartkówkę. Oczywiście znałam wszystkie odpowiedzi, więc nie martwiłam się oceną jaką miałam dostać. Reszta lekcji była nudna jak flaki z olejem, więc rysowałam na końcu zeszytu.
Gdy miałam już biec na język francuski, usłyszałam znajomy mi głos.
Poniedziałek zaczęłam od wygramolenia się z łóżka i wzięcia orzeźwiającego prysznicu. Mój poranny wygląd można porównać do egipskiej mumii, po której przejechał walec i z trzy tiry. Tak, aż tak źle rano wyglądam...
Po podprowadzeniu się do porządku zeszłam na dół. Byłam ubrana w beżowy wełniany sweter, jasne jeansy oraz buty, w których zazwyczaj chodzę na polowania czyli w czarne i lśniące wojskowe buty. Na szyi jako ozdobę miałam zawieszony naszyjnik w kształcie piórka w kolorze postarzałego złota, a na uszach widniały kolczyki w kształcie krzyży.
Mój tata siedział już przy stole i ostrzył groty strzał:
- Idziesz dzisiaj postrzelać?- Przywitałam się, a on podniósł wzrok ze strzały i pocałował mnie w policzek
- Tak. Ładnie wyglądasz, tylko te buty...- Po części skomplementował mój wygląd
- Dziękuję i udam, że tego o butach nie usłyszałam.- Odrzekłam z łobuzerskim uśmiechem, a on odpowiedział mi tym samym
- Na którą dzisiaj masz?- Zadał mi pytanie
- Na dziewiątą, ale dzisiaj muszę wcześniej być, bo babka z histy chce bym rozwiesiła dla niej gazetkę.
-Aha, ok. Przyjechać po ciebie jak skończysz?
-A pojedziemy na polowanie?- Zapytałam.
-Możeee...
-Błaaaagaaaam.- Przytuliłam się do niego i mało go nie udusiłam.
-No dobrze, dobrze. Pojedziemy. Tylko najpierw zajedziemy do związku łowieckiego. Mam tam parę spraw do załatwienia.
- Ok.- Odparłam zadowolona i usiadłam po drugiej stronie stołu biorąc z talerza kanapkę z szynką.
- A i jeszcze jedno. - Nagle odezwał się mój ojciec. - Do polowania dołączą Chuck, Ben i Connie.
- Miło. - Skomentowałam; byli to znajomi mojego taty z Paryża, również myśliwi. Pozwalają mi mówić do siebie po imieniu, na serio spoko goście, lubię ich.
Gdy wreszcie skończyłam jeść uścisnęłam się z tatą i poszłam na przystanek autobusowy. Tak się składało, że mieszkaliśmy na obrzeżach Paryża, niedaleko lasu.
Jak się mogłam spodziewać na przystanku stał już nikt inny jak Johan... Mój sąsiad od siedmiu boleści. Był ubrany w czarną bluzę z kapturem, spodnie moro zwężane przy kostkach oraz buty takie same jak moje tylko o kilka rozmiarów większe. Gdy mnie zauważył spiorunował mnie wzrokiem, a ja jego. Strasznie się nie cierpieliśmy... Czekaliśmy na przystanku w ciszy. Ja patrzyłam się w jedną stronę, a on w drugą. W końcu wpadłam na pomysł, by czegoś posłuchać, więc wyciągnęłam z plecaka słuchawki i telefon z kieszeni. Połączyłam ze sobą obie rzeczy za pomocą kabla, wsadziłam obie słuchawki do uszu i włączyłam na ful piosenkę zespołu Lordi ,,Hard Rock Hallelujah". Uśmiechnęłam się złośliwie pod nosem i rzuciłam okiem na to co robił chłopak. Johan stał i przeglądał fejsa na swoim telefonie. Poczekaliśmy jeszcze z pięć minut i autobus nadjechał. Ustawiłam się pierwsza do wejścia, a on za mną. Drzwi się otworzyły i wkroczyłam do wnętrza jeszcze pustego autobusu. Zawsze nasz przystanek był pierwszym przystankiem i dopiero później dołączali do nas inni uczniowie. Jak zawsze usiadłam najbliżej drzwi i miejsca kierowcy, a mój wróg na samym końcu autobusu:
-Wy się chyba nigdy nie zaprzyjaźnicie.- Zwrócił mi uwagę kierowca z lekkim rozbawieniem
-Taaa.- Odparłam i ponownie wsadziłam słuchawkę do ucha.
Reszta podróży przebiegła w ciszy, pomijając wrzaski uczniów z gimnazjum, z którymi dzieliliśmy autobus. Gdy w końcu dojechaliśmy do liceum wstałam ze swojego miejsca i już miałam wysiadać, gdy ten debil ,,niechcący" walną mnie czymś w plecy. Warknęłam do niego, by spadał i wyszłam z autobusu. Skierowałam się prosto do sali historycznej i zastałam w niej panią Historlive:
-O witaj Jenny! Miło, że przyszłaś.- Przywitała się ze mną nauczycielka
-Dzień dobry, psze pani.- Odpowiedziałam i zabrałam się za wieszanie materiału na korkowej tablicy.
Moja nauczycielka siedziała za biurkiem i sprawdzała kartkówki jakiejś klasy. W klasie nastała cisza. Gdy skończyłam wieszać materiał odezwałam się:
-Już. Co mam teraz zrobić?- Zapytałam
-Słucham?- Odpowiedziała pytaniem i podniosła głowę- Ach, możesz iść. Dziękuję ci bardzo.- Odrzekła uśmiechając się, a ja kiwnęłam głową i wyszłam z sali. Zostało jakieś piętnaście minut do przerwy, więc poszłam pod swoją salę lekcyjną i znów zaczęłam słuchać muzyki. Johan'a nigdzie nie było, chociaż zapewne poszedł do sklepu czy gdzieś tam indziej. Nie obchodziło mnie to za specjalnie. Przesiedziałam całe piętnaście minut na dupie i gdy wreszcie zadzwonił dzwonek schowałam słuchawki do plecaka, a telefon do kieszeni. Zaczęli się schodzić uczniowie z mojej klasy. Niektórzy się witali ze mną, a inni nie. Jako iż jestem osobą bardzo spostrzegawczą dostrzegłam niewidzialną dla innych Katie i się z nią przywitałam:
-Hej.
-Cz-cześć.- Zająknęła się wystraszona mało nie rozpłakując się
-Co tam?- Zapytałam
-Na-nawet ok. A u ciebie?
-Też. Nauczyłaś się na kartkówkę z francuskiego?
-Chyba tak.- Stała mega spięta i nerwowo skubała swoje rude włosy; rzadko z kim rozmawiała
-No to dobrze.- Posłałam jej lekki uśmiech, na co również się nieśmiało uśmiechnęła.
Wreszcie zadzwonił dzwonek na lekcję i przyszła nauczycielka francuskiego. Wpuściła nas do klasy licząc ilu uczniów przyszło dzisiaj na jej lekcje. Gdy już wszyscy zajęliśmy miejsca w naszych pojedynczych ławkach przywitała się z nami i rozdała kartkówki. Cóż... Nie było, aż tak źle. Jako iż byłam cudzoziemką miałam małe ,,fory" i dawała mi zazwyczaj coś łatwego. To samo tyczyło się Johan'a i Katie. Później zaczęła sie normalna lekcja języka francuskiego. Nawet nie zauważyłam kiedy się skończyła. Lubiłam francuski oraz inne języki. Były to moje ulubione przedmioty razem z historią i wuefem. Po przerwie miałam w planie biologię z panem Hardwork'iem. Na początku oczywiście jak zawsze krótka powtórka wiadomości z lekcji poprzedniej i zaczęliśmy następny temat. Nie to, że nie lubię biologii... Po prostu takie rzeczy mnie nie interesują. W przeciwieństwie do mnie Katie siedziała jak zaczarowana i notowała każde słowo jakie wypowiadał nauczyciel.
Przesiedziałam całą lekcję na wpół śpiąc. Obudził mnie wybawczy dźwięk dzwonka na przerwę i ospale wsadziłam książki do plecaka. Już miałam wychodzić, gdy zawoła mnie nauczyciel:
-Podejdź tutaj Jenny.
-Tak?- zapytałam ziewając
-Dlaczego zawsze na moich lekcjach musisz spać?
-Eeeem...- Nie wiedziałam co powiedzieć
-To, że nie zwracam ci uwagi nie oznacza, że tego nie widzę. Bardzo proszę nie zasypiać na moich lekcjach inaczej będę musiał porozmawiać z twoimi rodzicami.
-Dobrze, psze pana. Obiecuję, że się poprawię.- Odrzekłam i wyszłam z sali; jak on mnie irytował!
Na korytarzu natknęłam się na Carrie, która pędziła na górę:
-Hej!- Krzyknęłam, a ona się zatrzymałam i popatrzyła na mnie uradowana.
-Heeej Jenn. Jak tam ci minął weekend?
- Za szybko.- Zaśmiałam się i chwyciłam ją za ramię ciągnąc w dół. Nad naszymi głowami przeleciała litrowa butelka z wodą
- Dzięki.- Odrzekła ma przyjaciółka- Ty zawsze masz świetny refleks.
- E tam.- Odparłam
- Jak zawsze skromna.
- Oczywiście.- Posłałam jej promienny uśmiech i obie wybuchnęłyśmy śmiechem, lecz nie na długo, bo oberwałam książką po głowie i się wnerwiłam- Który to?!- Wrzasnęłam, a na korytarzu zapanowała cisza; nagle przed nami stanął syn najbogatszego człowieka w Paryżu:
- Czego tak się wnerwiasz? To nie było w ciebie...- Nie dokończył bo mu przerwałam
- I chuj mnie obchodzi w kogo to było! To bolało!
- Oj oj. Wyrażaj się ładniej słonko, bo ci język urwie.- Posłał mi drwiący uśmiech i już miałam go trzepnąć tą książką po ryju, gdy poczułam dłoń Carrie na ramieniu i się troszeczkę uspokoiłam
-Na razie mój język zostanie na swoim miejscu, a ty, pierdoło powinieneś mnie przeprosić. Mamusia cię nie nauczyła? A podobno z dobrego domu się wywodzisz.- Wkroczyłam w niebezpieczną strefę ryzykując swoją licencję łowiecką.
- Przymknij się debilko...- Nie dokończył, bo jego twarz spotkała się z moją pięścią; wywrócił się do tyłu, a z jego nosa trysnęła krew.
- Wyrażaj się do dziewczyn z większym szacunkiem gówniarzu, a w szczególności do tych silniejszych od ciebie.- Warknęłam i żegnając się z Carrie, ruszyłam w kierunku sali gimnastycznej.
Carrie
Po tym jak Jenn uderzyła Aidena, chciałam jak najszybciej zmyć się stamtąd, chociaż było mi odrobinę go szkoda, jednakże zasłużył sobie na ten cios. Nigdy nie był zbyt uprzejmy wobec nas i innych dziewczyn, no chyba że chciał którąś z nich poderwać, a one już rozpływały się po jego pierwszych słowach. Nigdy ich nie rozumiałam i chyba nigdy nie zrozumiem. Wciąż tylko się na niego gapiły i śliniły się na jego widok. Nie wiem, co one widziały w tym debilu z bożej łaski. Może i miał swój urok osobisty, ale rozumem to on nie grzeszył, jak reszta jego bandy.
Na lekcji francuskiego, pani oddała zaległe kartkówki i zrobiła nową lekcję, która była dość interesująca. Z ciekawością słuchałam, co nauczycielka miała do powiedzenia, a gdy lekcja się skończyła, byłam smutna, bo miałam mieć teraz wuef z chłopakami z mojej klasy, czyli też z Aidenem. Zadzwonił dzwonek na przerwę. Była teraz przerwa na lunch, więc wzięłam jedzenie i usiadłam przy moim i Jenn stoliku wraz z jeszcze kilkoma osobami.
- Heej wszystkim. - Zawołała z entuzjazmem Jenn i uzyskała równie pozytywną odpowiedź. Wszyscy ją uwielbiali za to, że jest taka cudowna i odważna. Większość z naszego towarzystwa zazdrościło jej tego, ale nie dziwię się im, też jej tego zazdrościłam i przez to mało jej nie straciłam. Kiedyś byłam taka jak ona, ale życie dało mi niemiłą nauczkę i od tamtej pory staram się być jak najmniej widzialną. Do czasów zanim poznałam Aidena, udawało mi się to doskonale.
- Carrie, czemu jesteś taka przygnębiona? - Zapytała się mnie nagle Jenn, wyrywając mnie przy tym z mego monologu.
- Co?- Zapytałam się zaskoczona. - Czemu miałabym być przygnębiona?
- Bo masz minę zbitego pieska.
- Wcale, że nie. - Powiedziałam.
- A właśnie, że tak. - Potwierdziło zdanie Jenn nasze towarzystwo.
- Naprawdę? - Zapytałam się znajomych.
- Taak. - Rzekli chórem.
- No Carrie, powiedz o co chodzi. - Poprosiła Jenn.
- Po prostu martwię się szkołą i tym co mam w domu. Mama zaczyna współpracę z ojcem Aiden'a, co skutkuje tym, że będę musiała częściej widywać Aidena, a tego nie chcę najbardziej w świecie.
- Carrie, to jeszcze nie koniec świata. Możesz po prostu go unikać i nic się nie stanie.
- Łatwo ci mówić Jenn, to nie ty przez niego ryczałaś w podstawówce, tylko ja.
- No tak, ale dobra, koniec tematu, nie chcę się z tobą kłócić.
- Ja z tobą też. - I przytuliłyśmy się do siebie, dając znak, że nie będziemy już o tym gadać.
Po skończonej przerwie obiadowej, udałam się do szatni dziewczyn, aby się przebrać na wuef.
Gdy wszyscy uczniowie wyszli z szatni i zebrali się na hali gimnastycznej, nauczyciele sprawdzili obecność i zarządzili rozgrzewkę przed grą w siatkówkę. Akurat kochałam siatkówkę, więc nawet obecność Aidena na wuefie nie mogła przeszkodzić mojemu szczęściu.
Na początku zajęć, zaraz po sprawdzeniu obecności, nauczycielka zarządziła rozgrzewkę, a następnie podzieliła nas na grupy ośmio-osobowe. Byłam w drużynie Aidena, niestety, chociaż lepsze to, niż od niego obrywać pół meczu.
Zaczynałam grę, oczywiście mój skład wygrał wszystkie mecze, oczywiście te, w których braliśmy udział. Obyło się bez żadnych ofiar śmiertelnych, jednakże bez małych kontuzji się nie obyło. Wyjątkowo ominął mnie dzień kalek. Mogłabym być bardziej szczęśliwa, gdyby nie fakt, że jutro będę miała zmarnowany cały dzień przez Aidena, mojego małego dręczyciela, do którego powoli zaczęłam się przyzwyczajać.
Na szczęście nie było kilku nauczycieli, więc spokojnie mogłam udać się wcześniej do domu, aby obejrzeć nowy odcinek ulubionego serialu. Niemożliwe, że czekałam na niego aż pięć miesięcy, a jednak. Ciekawość mnie zżerała od środka.
Nie zastawszy nikogo w domu, poszłam na górę, aby wziąć szybki prysznic i się przebrać, a następnie odpaliłam laptopa w gabinecie mamy i rozsadziłam się w mega wygodnym fotelu, na którym spędzałam pół normalnego dnia. Tak, więc włączyłam odcinek i rozkoszowałam się czterdziestoma dwoma minutami cudów...
Jenny
Wuef przeleciał dosyć szybko. Pomijając, że ktoś oberwał ode mnie piłką do kosza w brzuch oraz w palec, przez co musiałam iść z Johan'em do pielęgniarki. Wolę pominąć co się tam działo (biedna pielęgniarka)...
Po wuefie miałam lunch i pogadankę z Carrie, o której również nie mam ochoty wspominać. Następnie w planie lekcji miałam matematykę, której wręcz nie znosiłam. Tak więc na matmie spisywałam wszystko to co pojawiło się na tablicy, a resztę lekcji miałam centralnie gdzieś. W końcu gdy zadzwonił dzwonek wyszłam pierwsza z klasy i poczłapałam ospale na zajęcia informatyczne, które były moją ostatnią lekcją w tym dniu. Ten dzień i tak był zły, ale stał się gorszy, gdyż na przerwie otrzymałam SMS-a od taty, że dzisiaj nie pójdziemy polować, ponieważ ma sporo spraw do załatwienia na mieście. Tak więc przez ostatnią godzinę lekcyjną byłam mega wściekła. Po lekcjach, gdy już wychodziłam ze szkoły ktoś złapał mnie od tyłu i rzucił na chodnik. Jęknęłam i usłyszałam drwiący głos Aiden'a:
-I jak to jest być poniżonym, co? Bez widowni już nie jesteś taka odważna.- Zamachnął się nogą i kopną mnie w brzuch. Zgięłam się wpół, a po moich policzkach pociekły łzy. Potem kolejne kopnięcie, tym razem w plecy. Wyciągnęłam się jak struna i leżałam nieruchomo sparaliżowana bólem w kręgosłupie. W końcu chłopak przygotował się do kopnięcia mnie w twarz, lecz coś się stało... Zamknęłam oczy gotowa przyjąć cios, lecz on nie nadszedł. Gdy otworzyłam oczy ujrzałam coś czego nigdy w życiu nie zapomnę... Aiden stał przyparty do ściany i był okładany pięściami przez dosyć wysokiego chłopaka jak na pierwszą liceum, o kruczoczarnych włosach i dobrze zbudowanym ciele z szerokimi barkami. Koledzy Aiden'a gdzieś uciekli i przed szkołą zostaliśmy tylko my. Było mi strasznie słabo. Ostatnie co ujrzałam to krew syna bogacza na ścianie szkoły oraz kucającego przy mnie Johana. Później nastała tylko i wyłącznie ciemność.
Obudziłam się pod wieczór w szpitalu. Leżałam przypięta do kroplówki i z bandażem owiniętym wokół brzucha.
Chciałam usiąść, lecz szybko pożałowałam, bo tak zabolały mnie plecy, że opadłam z powrotem na poduszki. Nagle usłyszałam zatroskany głos mojego taty:
-Nie ruszaj się kochanie.- Można było usłyszeć w nim smutek i ojcowską miłość
-Tato...- Głos mi się załamał-N-nie martw się, to nic.- Próbowałam go uspokoić, chociaż sama byłam zdenerwowana zaistniałą sytuacją
-Wiem wszystko. Nie musisz się tłumaczyć.- Odrzekł mój ojciec i pogłaskał mnie po głowie
-Ja na serio nie chciałam go wtedy uderzyć...
-Masz temperament swojej matki. Chociaż sam bym się wkurzył, jakby jakiś debil rzucił we mnie książką.- Uspokoił mnie tata i uśmiechnął się wyrozumiale.
-Hej Hans, twoja córa cała?- Usłyszałam głos wydobywający się z drugiej strony sali, gdzie było wejście
-Tak Bruno, dziękujemy.- Odpowiedział mój ojciec, a pan Jäger wyszedł z sali; nagle zamurowało mnie, gdy przypomniałam sobie jak to wszystko się skończyło
-Tato.- Szepnęłam
-Tak?- Również odszepnął i się nachylił w moją stronę
-Wiesz kto mi pomógł?- Chciałam się upewnić
-Oczywiście Jenn, chociaż to mnie lekko zaniepokoiło. Jak na razie wstępnie się pogodziliśmy z Jäger'ami. Ale to jest dosyć niepewne. Ustaliliśmy, że mogą polować na naszym terenie, lecz mają nam nie przeszkadzać, więc mamy tymczasowy rozejm.
-To chyba dobrze...
-Cóż, lepsze to niż wracać z łowów z niczym.- Pocieszył mnie mój tata
-Masz rację.- Rozpogodziłam się- A wiesz może kiedy wyjdę?
-Tak, rozmawiałem z lekarzem. Powiedział, że jeżeli badania twojego kręgosłupa i brzucha będą ok to wyjdziesz w środę.
-Jeeej!- Ucieszyłam się
-Też jestem z tego zadowolony. A i po szpitalu przez dwa tygodnie nie będziesz chodziła na polowania i na wuef. Twoje plecy muszą solidnie odpocząć.
-A do szkoły mam chodzić?- Zapytałam z nadzieją, że odpowiedź będzie przecząca
-Zobaczę co da się zrobić.- Puścił mi oczko i wstając z krzesła wyszedł z pokoju zostawiając mnie samą.
Na szczęście nie musiałam zbyt długo na niego czekać:
-Już przyszły twoje badania i lekarz zaraz do nas z nimi przyjdzie.- Odrzekł zadowolony
-Miło.- Skomentowałam i w ciszy czekaliśmy na doktora. Zanim przyszedł minęło jakieś dziesięć minut:
-Bardzo przepraszam, że państwo musieli tak długo czekać, ale przyjechał na oddział wyjątkowy przypadek, a obecnie na oddziale jestem jedynym lekarzem i mam sporo zajęć na głowie. Tak więc nie przeciągając oto pani badania.- Podniósł nade mną zdjęcie rentgenowskie mojego kręgosłupa, a później pokazał je mojemu tacie- Tak więc, pani kręgosłup jest cały, lecz de facto odcinek piersiowy jest mocno poobijany. Natomiast pani brzuch jest cały. Ani obrażeń wewnętrznych, ani zewnętrznych. Tylko kręgosłup. No i tak jak obiecałem. Wychodzi pani w środę. Dostanie również pani zwolnienie z zajęć szkolnych i tych dodatkowych na niecałe dwa tygodnie. Powinna pani odpocząć w łóżku i nie nadwyrężać kręgosłupa. To bardzo ważne w szybkim powrocie do zdrowia.- W końcu skończył mówić
-Bardzo panu dziękujemy.- Opowiedział mój ojciec, a lekarz tylko kiwnął głową i szybko wyszedł z sali
-Wow. Dziwny ten doktor.- Skomentowałam
-Wiesz, jakbyś miała cały oddział chorych na głowie i byś była sama na zmianie też byś była dziwna i zmęczona.- Usprawiedliwił go
-Masz rację. A tak w ogóle to która godzina?
-Po dwudziestej pierwszej.
-Musiałam dosyć długo być nieprzytomna...
-Doktor wytłumaczył mi, że to normalne, ponieważ ten smarkacz kopnął cię w miejsce, które jest dosyć delikatne.
-Ciekawe.- Może gdybym bardziej uważała na biologi rozumiałabym lepiej medycynę?
-Wiesz co skarbie? Chciałbym z tobą tu zostać, ale znając życie niedługo przyjdzie tu pielęgniarka i mnie wygoni oraz zaraz zamykają parking szpitalny...
-Jasne, jedź.- Odparłam zakłopotana
-Jesteś pewna? Nie chcesz bym został jeszcze kilka minut?
-Nie. Z resztą i tak jestem nadal senna, więc teraz sobie pośpię.- Skłamałam
-No dobrze. To dobranoc Królewno.- Wstając pocałował mnie w czoło i wyszedł z pokoju gasząc światło.
Leżałam w ciemności i wpatrywałam się w sufit. W duchu cieszyłam się, że ten idiota nie uszkodził mi poważnie kręgosłupa i nie muszę poruszać się na wózku albo co gorsza leżeć sparaliżowana. Co jakiś czas dało się usłyszeć jakieś krzyki, płacze oraz szepty. Było to bardziej niż irytujące. Miałam ochotę wstać z tego łóżka, wyjść z sali i uciszyć te wszystkie głosy, które tworzyły tragiczną symfonię. Starałam się zasnąć, ale nic z tego, więc wcisnęłam magiczny guzik, po którym przyszła do mnie pielęgniarka:
-Już się właśnie do ciebie wybierałam. Mocno cię bolą plecy?- Zapytała kobieta z wyraźnym francuskim akcentem
-Tak, mogłaby mi pani podać paracetamol i coś na sen?
-Jasne złotko. Już się robi.- Powiedziała i na chwilę zniknęła; po chwili wróciła z dwiema tabletkami i kubkiem wody- Pomóc ci usiąść?
-Byłabym wdzięczna.- Odpowiedziałam z lekkim uśmiechem, a kobieta powoli podniosła moją klatkę piersiową na tyle wysoko, bym mogła spokojnie popić tabletki i się nie zakrztusić. Po podanych lekach pielęgniarka miała już wyjść, gdy ją zawołałam:
-Mogłaby pani wyjąć z szuflady słuchawki i mój telefon? Bardzo proszę.
-Oczywiście.- Odrzekła i podała mi oba przedmioty do ręki- Dobranoc kochanie.- Pożegnała się i zamknęła drzwi zgaszjąc światło.
Uradowana, że mam chociaż tyle połączyłam ze sobą słuchawki i telefon. Następnie włączyłam sobie rockową piosenkę (Skillet- ,,Say Goodbye"). Nuciłam szeptem słowa z chwili na chwilę wczuwając się coraz bardziej w piosenkę:
,,Don't say goodbye
Cause I don't wanna hear those words tonight
Cause maybe it's not the end for you and I
And although we knew
This time would come for me and you
Don't say anything tonight
If you're gonna say goodbye..."
Ostatecznie mój występ w duecie z wokalistą zakończył się oklaskami ze strony mojej znajomej pielęgniarki:
-Pięknie śpiewasz słoneczko.- Pochwaliła mnie
-Aż tak głośno mnie słychać?- Zapytałam się z nadzieją w głosie, że odpowiedź będzie przecząca
-Nieee. Właśnie robię obchód. Jeśli nie masz nic przeciwko to czy mogłabyś jeszcze raz zaśpiewać tą piosenkę? Tylko w obecności moich koleżanek?- Zadała mi pytanie błagalnym tonem
-Noo dobrze...- Zgodziłam się
-Świetnie! Zaraz wrócę.- Oznajmiwszy to biegiem wyszła z sali i wróciła z koleżankami, które był niezwykle podniecone. Gdy tylko wszystkie ucichły wsadziłam swoje słuchawki do uszu i jeszcze raz zaczęłam śpiewać, tym razem odrobinę głośniej. Kiedy w końcu skończyłam, pielęgniarki zachwycały się jak jeszcze nigdy:
-Masz głos anioła dziecinko.- Rzekła jedna z nich
-Co ty gadasz?! Bogini!- Poprawiła ją druga
-Należysz do jakiegoś chóru?- Zapytała trzecia
-Nie i proszę nikomu o tym nie mówić, a w szczególności mojemu ojcu.- Poprosiłam
-Dlaczego??- Zapytały wszystkie cztery równocześnie
-Bo to wiąże się z nieprzyjemnymi i bolesnymi wspomnieniami...- Westchnęłam
-No dobrze. Skoro sobie tego życzysz.- Powiedziała jedna z pielęgniarek, a inne ją poparły
-Dziękuję.- Posłałam im lekki uśmiech i ziewnęłam sennie
-Chyba lek zaczyna działać.- Oznajmiła moja zaprzyjaźniona pielęgniarka, po czym wszystkie jedna za drugą wyszły mówiąc dobranoc i gasząc światło.
Jeszcze przez chwilę leżałam i rozmyślałam o mojej mamie i Andreasie. Oboje mieli wielki talent wokalny, a w szczególności moja mama, która była niegdyś nauczycielką w norweskiej szkole muzycznej. Mój młodszy brat Andreas również był niczego sobie. Często razem przy łagodnych dźwiękach fortepianu śpiewał z mamą, a my z tatą przysłuchiwaliśmy się im z aprobatą i delektowaliśmy się muzyką. Strasznie mi ich brakowało...
Carrie
Gdy tylko się dowiedziałam, że moja najlepsza przyjaciółka jest w szpitalu, od razu się tam udałam. Nie mogłam pojąć, jak Aiden mógł jej to zrobić. Serce aż mi się krajało, gdy usłyszałam o tym straszliwym wydarzeniu. Niestety miałam tę okrutną świadomość, że Aiden'owi przejdzie to wszystko płazem, ponieważ jego tatulek miał swoje kontakty w szkole i nie tylko.
Gdy po raz pierwszy poszłam odwiedzić Jenn na sali, powiedziano mi, że śpi, więc postanowiłam jej nie budzić i po prostu poszłam do domu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz