Nim zdążyłam się zorientować obudziłam się o poranku niesamowicie wypoczęta. Mówiąc ,,o poranku" mam na myśli godzinę jedenastą w zamachach do dwunastej. Przeciągnęłam się leniwie i nagle usłyszałam znajomy głos:
-Jak się dzisiaj czujesz słoneczko?- Należał do mojej znajomej pielęgniarki
-Dzień dobry. Muszę przyznać, że pani tabletka skutecznie podziałała.- Oznajmiłam zadowolona powoli siadając; mój kręgosłup już mnie nie bolał aż tak mocno
-Och, nie mów mi per pani. Jestem Janette.- Odparła kobieta zmieniając mi kroplówkę
-Aha, w porządku. Może wiesz Janette czy miałam dzisiaj jakichś gości? Na przykład mężczyznę po czterdziestce, z zarostem, lekko siwego o niebieskich oczach?- Zapytałam
-Tak, był dzisiaj u ciebie z samego rana. Chwilę pobył w twojej sali i wyszedł.
-Czyli musiał coś przynieść!- Uradowałam się i jak najszybciej sprawdziłam zawartość szuflady etażerki, która stała obok mojego łóżka; w szufladzie była mała karteczka z napisem: ,, Jenn, byłem u Ciebie rano i zostawiłem Ci sok oraz pare innych smakołyków. Wpadnę znów przed czternastą. Kocham Cię, tata" .
-Nadal bolą cię plecy?- Zapytała nagle Janette
-Tylko troszeczkę.- Odrzekłam promiennym głosem
-Dałam ci jeszcze raz paracetamol, ale tym razem w kroplówce.- Oznajmiła pielęgniarka
-Dobrze, dziękuję.
-No. Zostałabym z tobą dłużej, ale muszę zajść jeszcze do innych pacjentów.- Puściła mi oczko i opuściła moją salę.
Strasznie mi się nudziło, a do czternastej były jeszcze trzy godziny. Postanowiłam wysłać SMS-a do Carrie. Może na przerwie mi odpisze... Poczekałam trzydzieści minut i dostałam wiadomość od mojej przyjaciółki z zapytaniem jak się czuję oraz z informacją, że wczoraj po skończonych lekcjach odwiedziła mnie, lecz byłam nieprzytomna oraz, że bardzo się martwiła. Odpisałam jej, że niepotrzebnie, gdyż ze mną wszystko ok. Niestety musiała kończyć, gdyż powoli przerwa się kończyła, a na następnej lekcji miała mieć kartkówkę. Obiecała, że napisze do mnie za czterdzieści pięć minut albo zadzwoni. Odpisałam jej, że będę czekać i tak zakończyła się nasza korespondencja.
Następnego dnia, jako iż był wtorek, miałam szkołę i obowiązkowo musiałam do niej iść, bo miałam cholerną kartkówkę z historii. W trakcie lekcji i na przerwach trochę popisałam z Jenn, ale to nie mogło zastąpić nam normalnej rozmowy. Bardzo chciałam ją odwiedzić i osobiście sprawdzić czy wszystko gra, bardzo lubiła robić "nic" z poważnej sprawy. Na szczęście, miała bardzo dobrą opiekę zdrowotną o była pod czujnym okiem swego ojca, więc nie miałam za bardzo o co się martwić.
Po lekcjach, od razu pojechałam do szpitala, aby odwiedzić przyjaciółkę. Tym razem już nie spała i bardzo cieszyła się na mój widok. Chyba brakowało jej mego towarzystwa, albo coś, bo rzuciła mi się na szyję hak oszalała. Z resztą, ja sama bardzo cieszyłam się na jej widok, choć był lekko marny.
Na skórze miała lekkie siniaki, co spowodowało moje ogromne zaskoczenie. Zawsze była odważna i waleczna, więc nigdy nie miała takich obrażeń. Często broniła słabszych i mniej odważnych uczniów, co się jej bardzo chwaliło. W sumie, przez to, ze mnie obroniła, poznałyśmy się i zaprzyjaźniłyśmy.
- Hej Jenn. - Przywitałam się z przyjaciółką.
- Hej Carrie, nawet nie wiesz jak się cieszę, że cię widzę. Umierałam z nudów. - Wpadła w mały monolog.
- Też się cieszę, że cię widzę. Byłam u ciebie wczoraj, ale spałaś, więc cię nie budziłam.
- Wiem, pielęgniarka mi powiedziała.
- No tak, w sumie o to ją poprosiłam. - Zaśmiałam się.
- Mogłam się domyślić. Dobra tam, opowiadaj co ciekawego się działo w szkole i twoim życiu osobistym.
- Prawdę mówiąc, to wszystko jest po staremu, nic się nie zmieniło od wczoraj. A nie, może jedno... - Zrobiłam pauzę, aby ją zaciekawić.
- No gadaj, co się stało?
- A nie, nic. Dobra, nieważne.
- Eejj, tak nie można. Proszę, powiedz. - Prosiła, robiąc przy tym minę szczeniaczka
- Ale naprawdę, to nic ciekawego. - Powoli wymiękałam.
- Jak już zaczęłaś, to skończ.
- Czemu tak ci zależy?
- Bo mi nudno.
- To może przyniosę ci jakąś fajną książkę, to sobie poczytasz?
- Jasne, jesteś kochana, ale szkoda, że dzisiaj mi jej nie przyniosłaś, bo telefon mi powoli pada, a tata nie przyniósł mi jeszcze ładowarki.
- Uuuu, współczuję.
- No widzisz, jak ja tu mam się nie nudzić. A tak wracając do tematu, powiedz co się stało.
- No wieeesz, Johan pytał się o ciebie. - Przeciągałąm, aby ją zaciekawić.
- Serio?
- Tak, pytał się kiedy wrócisz do szkoły.
- A ty co mu powiedziałaś? - Dopytywała się ciekawsko, widocznie ta informacja bardzo ją zaskoczyła
- Prawdę, że jeszcze ze dwa, trzy dni nie będzie cie w szkole, bo jeszcze cię wszystko boli.
- Aha, no to spoko.
- Nom. - I nastała minuta niezręcznej ciszy. A potem już tyko śmiałyśmy się do chwili, w której zabrakło nam powietrza.
Pogadałyśmy jeszcze z godzinę, bo mnie wygonili. Kiedy oznajmili ponownie, że mogę do niej iść, musiałam uciekać do domu, wiec zrezygnowana poszłam się pożegnać z Jenn. Było jej smutno, gdy usłyszała, że muszę wracać do domu, ale starałam się pocieszyć ją myślą, że poesemesujemy jeszcze dzisiaj ze sobą. Przytuliłam ją i wyszłam ze szpitala, aby ruszyć w stronę przystanku autobusowego.
Jenny
Bardzo ucieszyłam się z odwiedzin Carrie. W mojej sali szpitalnej strasznie wiało nudą i jedynym ratunkiem, bym nie oszalała okazywały się obchody Janette, która co jakiś czas zmieniała mi kroplówki. Ach, jeszcze tylko wytrwać tą noc i rano będę w domku. Ta myśl dodawała mi otuchy. W końcu mój tata mnie odwiedził. Co prawda była już szesnasta, ale lepiej późno niż wcale:
-Cześć Jenn.- Przywitał się cały zdyszany
-No witaj tatulku. Czyli mam rozumieć, że jeżeli piszesz do mnie, że będziesz o czternastej to masz na myśli, że dwie godziny później?- Zapytałam udając obrażoną
-Och, no wybacz kochanie. Chłopaki wyciągnęli mnie rano na polowanie, a później mieliśmy gości...- Nie dokończył, bo mu przerwałam
-Jakich gości??
-Był u nas Bruno z synami. Z Johanem i Joachimem. Zagadali mnie troche...
-Taaaaa, trooooche.- Odparłam unosząc jedną brew w geście poirytowania
-No dobra, bardzo. Pasuje?
-Tak.- Rzekłam dumna z siebie- A tak w ogóle to o czym z nimi gadałeś?
-Aa, o polowaniach, typach broni, samochodach. Głównie o tym o czym rozmawiają faceci.
-Czyli uważasz, że jestem facetem?- Zapytałam śmiejąc się
-Ty Jenn jesteś wyjątkiem wśród dziewczyn.- Również sie zaśmiał i pogłaskał mnie po głowie
-I oni od tak sobie do nas przyszli?- Nie dowierzałam
-Nie do końca. Bruno chciał pożyczyć kilka naboi i przy okazji przyprowadził młodszego syna, a Johan przyniósł ci lekcje.- Powiedziawszy to wyjął z wewnętrznej kieszeni kurtki kilka pogniecionych kartek i podał mi je
-Wow. Dosyć starannie pisał...- Zamurowało mnie
-Nie wiem, ja tam się nie znam.- Odparł mój tata wyjmując z tylnej kieszeni spodni ładowarkę do mojego telefonu
-Podładujesz?- Zapytałam trzymając telefon wyciągnięty w jego kierunku, a on westchnął i zrobił to o co go prosiłam
-A tak ogólnie to jak się czujesz?
-Dobrze, plecy troszkę bolą, ale da sie wytrzymać. Dzięki, że pytasz.
-Nie ma sprawy. Chcesz coś zjeść?- Zadał mi pytanie, a ja zdałam sobie sprawę, że przez więcej niż dwadzieścia cztery godziny nic nie jadłam
-Jasne.- Odparłam, a on nalał sok do plastikowego kubka i podał mi go. Wypiłam wszystko za jednym tchem trochę zbyt łakomie.
-Powoli tygrysie. Masz jeszcze cztery litry soku w domu, które mogę specjalnie dla ciebie przemycić
-Jesteś aniołem.- Rzekłam po wypiciu zawartości kubka
-Chyba śmierci.- Zaśmiał się, a ja razem z nim
-Czyżbyś dodał do mojego soczku trucizny?- Zapytałam podejrzliwie
-Ależ skąd, skarbie. Ja? Noo może troche jadu kiełbasianego.- Prychnął śmiechem
-Och, umieram, O ty zły, niegodny!- Zaczęłam udawać mdlejącą i padłam na poduszki z językiem wywalonym na brodzie. Nagle usłyszałam oklaski dochodzące od strony drzwi:
-Pięknie złotko. Ja wiedziałam, że masz świetne zdolności aktorskie!- Oznajmiła roześmiana Janette
-Dziękuję ci bardzo.- Oznajmiłam podnosząc się do pozycji siedzącej
-Chyba będę się zbierał...- Zaczął tata, ale pielęgniarka powstrzymała go ruchem ręki
-Niech pan zostanie, ja tylko sprawdzam czy z pacjentką wszystko ok.- Powiedziawszy to puściła mu oczko i wyszła z sali zostawiając nas samych.
Tata posiedział ze mną dopóki inne pielęgniarki go nie wygoniły, a ja poszłam spać od razu jak mój tatulek opuścił mą salę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz