czwartek, 16 czerwca 2016

Rozdział 4 (Środa)

Carrie
Wstałam z łóżka niewyspana i wyglądałam gorzej niż potwór Frankensteina. Z racji, że dzisiaj była środa, miałam na późniejszą godzinę, co mnie bardzo cieszyło. Chodzenie do szkoły na ósmą było straszne, a wstawanie o szóstej, jeszcze gorsze.
Tak więc po wykonaniu wszystkich porannych czynności, byłam już gotowa do wyjścia, ale oczywiście musiałam wstać o godzinę za wcześnie, a z tego powodu nie miałam co robić. Jenn pewnie jeszcze śpi, a większej ilości znajomych nie mam  dlatego też, usychałam z tęsknoty za przyjaciółką, bo nie miałam z kim pisać na Messengerze. I właśnie z tego powodu musiałam wynaleźć sobie nowe zajęcie, aby umilić sobie czas oczekiwania na cholerną szkołę, która powoli stawała się coraz większym utrapieniem.  Tak wiec wzięłam ostatnią część Darów Anioła i kontynuowałam czytanie tej ciekawej lektury.
Gdy w końcu przyszedł czas, aby tata zawiózł mnie do szkoły ( tak, naprawili jego auto), ten zaspał i gdy spytałam czemu on jeszcze w piżamach, tata powiedział mi, że zapomniał i że nic się nie stanie, jak jeden dzień nie pójdę do szkoły. Jasne, byłam trochę na niego zła za to, że zaspał, ale skoro pozwalał mi zostać w domu, nie mogłam się na niego dłużej gniewać. W końcu, nie codziennie tata mówi, że zostaję w domu, gdy nie jestem chora i nic mi nie jest.
Zdjęłam z siebie tzw, szkolne ciuchy i ubrałam się w ciepłą piżamkę. Usadowiłam się z powrotem w moim ukochanym łożu i powróciłam do utęsknionych objęć Morfeusza.
Szłam holem naszego liceum w pięknej czarnej sukni wieczorowej. Cały przedsionek był pięknie przyozdobiony. Kroczyłam pewnie przed siebie i w końcu dotarłam do celu, hali sportowej, na której odbywał się bal maskowy. Gdy weszłam do pomieszczenia, oczy wszystkich obecnych znalazły się na mej osobie z niewiadomego mi powodu. Nagle tłum zaczął się rozstępować dzielić na dwie strony. Tam gdzie była przestrzeń szedł chłopak. Był dla mnie tajemnicą. Nie miałam możliwości ujrzenia jego twarzy, gdyż była zasłonięta maską, a przynajmniej mi się tak wydawało. Wiedziałam tylko, że ma szaroniebieski oczy, które były cholernie uwodzicielskie i które sprawiały, że kolana pode mną miękły. Chciałam na nie patrzeć przez cały czas, ale nie mogłam. Bo...
I się obudziłam. Chciałam wrócić jeszcze raz do snu, ale nie mogłam, nie potrafiłam, a może jednak nie chciałam, ale oczy chłopaka utkwiły na zawsze w mej pamięci. Wciąż widziałam je bardzo wyraźnie i nadal mogłam stwierdzić, że są bardzo pociągające. Nigdy czegoś takiego nie czułam, a tym bardziej z powodu czyichś oczu.
Wygrzebałam się z łóżka o południu i włączyłam muzykę na laptopie na fula, bo nikogo oprócz mnie nie było w domu. Tata pojechał do wydawnictwa, a mama wciąż siedziała w pracy. Lubiłam być sama w domu, bo mogłam zrobić wszystko na spokojnie i z niczego się nikomu nie musiałam tłumaczyć. Tak, więc po jakichś 10 minutach wyłączyłam muzykę, a w zamian odpaliłam od nowa wszystkie sezony „Once upon a time” i oglądałam, bo nie miałam w sumie nic do roboty. Chciałam pójść do Jenn, ale ona dopiero wróciła z szpitala do domu dlatego też, nie chciałam przeszkadzać jej w cieszeniu się faktem, że w końcu jest w domu. Poza tym, na pewno miała inne sprawy do roboty niż zajmowanie się mą osoba.

Jenny
Rano obudził mnie tata:
-No wstawaj śpiochu. Czas wracać do domu.- Powiedział cichym głosem
-To już jest środa?- Zapytałam ocierając po części z niedowierzania, a po części z niewyspania oczy.
-Tak.- Odparł krótko opróżniając moją etażerkę i wkładając jej zawartość do plecaka, który przyniósł
-No to świetnie!- Oznajmiłam i już miałam wstać z łóżka, kiedy mój ojciec mnie powstrzymał
-Nie wstawaj! Specjalnie wypożyczyłem dla ciebie wózek...
-Co?!- Wrzasnęłam głośno- Tato... Nie jestem JESZCZE kaleką i mogę się poruszać na własnych nogach samodzielnie. A co jeżeli ktoś będzie tego wózka potrzebował??- Zganiałam swego ojca, a on spokojnie odpowiedział
-Lekarz powiedział wyraźnie: masz odpoczywać i nie nadwyrężać pleców. Więc teraz siadaj mi tu na wózek, bez dyskusji!- Wiedziałam, że mój tata jest mega uparty (tak jak ja), więc posłusznie usiadłam na wózku
-Wiesz jak się to prowadzi?- Chciałam się upewnić, czy nie spowodujemy jakiejś kolizji
-Spokojna głowa. Nie takie rzeczy się prowadziło.- Zaśmiał się i popchał wózek do wyjścia.
Uprzejmie pożegnałam się z Janette i opuściliśmy szpital.
Gdy wreszcie dojechaliśmy do domu pokonując korki czuliśmy wielki tryumf. Już chciałam wysiąść, gdy nagle mój tata znalazł się przy drzwiach pasażera, wziął mnie na ręce i zaniósł do domu. Położył mnie na kanapie i nakazał się nie ruszać z miejsca. W tym czasie poszedł zabrać plecak z moimi gratami z samochodu i zamknąć nasz wóz. Ja sobie leżałam na kanapie i delektowałam się zapachem ciasta migdałowego. Szczerze mówiąc nie wiem skąd ono się tutaj wzięło, ponieważ mój tata nie umie piec ciast, a mamy już z nami nie ma... Gdy wreszcie tata wrócił zadałam mu pytanie dotyczące tego zapachu:
-Skąd masz ciasto?
-A skąd wiesz o cieście?- Zapytał szczerze zdziwiony
-Tato... Jestem myśliwym, węch mam lepszy niż pies myśliwski.- Przypomniałam mu
-Ach. No tak. W takim razie twój nos zepsuł ci niespodziankę...
-Sam piekłeś?- Zapytałam nagle
-Nie. Poprosiłem o pomoc Allie.
-Kto to jest Allie?- Zdziwiłam się, nigdy wcześniej nie słyszałam tego imienia
-Ech. Jest matką Johana i naszą sąsiadką.- Odparł
-Serio?! To aż tak się polubiliście?- Byłam wstrząśnięta, że nasz sojusz z  Jäger'ami przeradza się w sąsiedzką przyjaźń
-Tak. Dać ci te ciasto czy nie?
-Dawaj.- Byłam strasznie głodna i nawet zignorowałam fakt, że to pyszne ciasto było wyrobem naszych byłych wrogów.
-I jak? Smakuje?- Zapytał
-Nom. Jest strasznie słodkie i smaczne.- Odparłam z pełną buzią co było nieodłącznym elementem mego niechlujstwa 
-W takim razie i ja wezmę trochę.- Odrzekł i również się poczęstował ciastem; zjedliśmy je razem.
Po najedzeniu się ciasta tata powiedział, że musi na chwilę pojechać do sklepu, bo stara się naprawić nasz stary motor. Tak więc zostałam sama w domu z pilotem, telefonem, słuchawkami, książkami, laptopem i toną jedzenia pod ręką. Byłam lekko poirytowana jego nadmierną troskliwością o mnie, chociaż gdybyśmy się zamienili rolami robiłabym to samo dla niego co on dla mnie. Nooo oprócz noszenia na rękach... Pod względem charakteru byłam identyczna jak tata. Nazbyt opiekuńcza, uparta, odważna, bardzo rzadko wredna, waleczna, pewna siebie, mało dziewczęca i dobra w sportach. Natomiast po mamie mało odziedziczyłam, tylko głos, poczucie sprawiedliwości oraz odpowiedzialności, ambicje i kreatywność. Cóż, Andreas był idealną kopią mamy, pod jakim kątem by nie spojrzeć...
Trochę się wynudziłam oglądając telewizor. Nie wchodziłam na facebook'a, ponieważ wszyscy moi znajomi (łącznie z mą najlepszą przyjaciółką) byli w szkole. Powoli zaczynałam błagać Boga, by sie ten dzień szybciej skończył. Nie lubiłam nie chodzić do szkoły i nadrabiać stracone lekcje w domu. W końcu mój telefon za wibrował na stoliku do kawy, a ja rzuciłam się na niego jak wygłodniały lew na kawałek soczystego mięsa. Dostałam SMS-a od taty:
-Wolisz hamburgera czy cheeseburgera? P.S. Tak, jestem w Mac'u.- Z radości, aż podskoczyłam na kanapie, po czym szybko mu odpisałam:
-Cheesseburgera + duży waniliowy shake.
-Ok. Będę za 30 minut.
Odłożyłam telefon z powrotem na miejsce i czekałam na mego ojca.
Po jego powrocie najedliśmy się fast food'ami do syta po czym mój tata zaprosił do nas męską część rodziny naszych sąsiadów oprócz najmłodszego syna. Nie chciałam się widzieć z Johanem. To było dla mnie zbyt upokarzające dziękować wrogowi, za uratowanie tyłka. Nooo, teraz już byłemu wrogowi, ale ma niechęć do niego nadal pozostała. Tak więc starałam się jakoś wtopić w tapczan i udawać, że mnie nie ma. Niestety nie wyszło mi to, gdyż zanim zdążyłam się nakryć kołdrą i zamknąć oczy, nasi goście siedzieli już na skórzanych fotelach po mojej lewej stronie:
-Więc jak się dzisiaj czujesz Jenn?- Zapytał pan Bruno
-Jenny...- Poprawiłam go; nie lubiłam, gdy ktoś kogo nie lubiłam zwracał się do mnie krótszą wersją mego imienia -Dziękuję, dobrze.
-No to świetnie. Ej, Hans. A ubiegałeś się o odszkodowanie?- Zawrócił się myśliwy do mojego taty
-Nieee...
-No to leć, stary! Fortunę na tym odszkodowaniu zbijesz!- Zachęcał go nasz sąsiad
-Hah, nie ja tylko Jenn. A poza tym mam na tyle honoru, by nie ubiegać się o jakąś kase. Z czasem przyjdzie mu odpokutować za niedouczenie syna zachowywania się wobec dziewcząt.
-W sumie masz rację, ale gdyby jego synalek pobił moją małą Gretę to bym mu łapy poukręcał i jeszcze język odciął i...
-Już wystarczy tato. Wszyscy zrozumieli o co ci chodzi.- Odezwał się po raz pierwszy Johan
-No. Mniej więcej tak to by wyglądało.- Odrzekł dumny z siebie pan Jäger- Ej, Hans, chcesz może zapalić?
-Nie, dzięki. Już nie palę...
-Oj no dawaj. Jedno cygaro ci nie zaszkodzi.- Namawiał go pan Bruno, a mój ojciec popatrzył na mnie jakby pytając o zgodę, a ja kiwnęłam głową na znak, że może iść spokojnie zapalić. I wtedy wyszli z salonu i zostawili nas samych. Przez chwilę pożałowałam swojej decyzji, ale wiedziałam, że mój tata uwielbia cygara, więc nie mogłam się nie zgodzić. Mój wewnętrzny monolog przerwał chłopak:
-Nie bolą cię plecy?
-Nie.- Odparłam krótko
-Noo too... chyba dobrze...- Jakoś nasza rozmowa była marna 
-Słuchaj- Zaczęłam pewnie- Nadal cię uważam za swojego rywala, więc nie myśl, że ze mną pójdzie ci tak łatwo jak z moim ojcem.- Posłałam mu wrogie spojrzenie, a on się zaśmiał
-Myślisz, że przez dwa lata nie zdążyłem cię poznać? Wiem, że tak łatwo nie odpuścisz, więc nie liczę na to, że tak szybko się do nas przekonasz.
-I dobrze myślisz!- Odparłam nadąsana
-A chcesz ciasteczko?- Zapytał nagle, a mój wzrok powędrował na stoliczek do kawy, na którym leżały ciasteczka
-Nie. Nie lubię ich.- Odrzekłam, a jego oczy sie zaświeciły
-Też ich nie lubię.
-Cóż za niespodzianka.- Odparłam z ironią w głosie i udawanym zaskoczeniem
-Zabawna jesteś.- Zauważył
-A ty upierdliwy.
-Wiem. To moja cecha rozpoznawcza.
-Taa.
-Jaką bronią lubisz się posługiwać podczas polowań?- Zapytał nagle i trafił w mój najwrażliwszy punkt; zaczęłam gadać jak najęta, myślistwo to był mój konik od dziecka
-Hmm... Najlepsza jest strzelba, później wole kuszę, ale tą bardziej nowoczesną, następnie jest łuk z zatrutymi strzałami, a na samym końcu sztylety. Lubię też zastawiać pułapki takie jak sidła albo doły.
-Wow. Sporo wiesz i lubisz.- Był lekko zdziwiony- A jaki typ polowań najbardziej lubisz?
- Uwielbiam pościgi. Są takie emocjonujące! Gonisz zwierzynę i nagle dostajesz takiego kopa,że biegniesz prawie na równi z nią. A później naciągasz cięciwę łuku i bach. Zdobycz twoja. No i oczywiście trzeba jeszcze jej ulżyć, ale tym zajmuje się tata...
-Czyżby brutalna łowczyni imieniem Jenn bała się widoku krwi?- Zapytał rozbawiony
-Wcale nie boję się widoku krwi! Po prostu nie lubię im odbierać życia. Wole je łapać.
-Ciekawie.
-A ty?
-Wiesz co jest najbardziej irytujące? Gdy pytasz swoją rywalkę o to co najbardziej podoba się jej w polowaniach oraz jaką bronią lubi się posługiwać, a ona ci odpowiada to samo, co ty byś odpowiedział.- Odrzekł
-Taaa na pewno...- Popatrzyłam na niego spode łba, a on tylko przechylił głowę i się we mnie wpatrywał; wyglądał dosyć... Nie! Nie powiem o nim tego!!! To sprzeczne z moją naturą...- Błagam nie patrz tak na mnie. Wyglądasz jak debil.
-Ależ ty miła jesteś.- Fuknął i wbił się w fotel obrażony; szczerze mówiąc Johan zazwyczaj sprawia wrażenie czujnego obserwatora, dosyć surowego i brutalnego osobnika, a tu proszę... jak pięciolatek, który drażni się ze swoją starszą siostrą. Przesiedzieliśmy w ciszy do powrotu naszych ojców. Co jakiś czas chłopak rzucał mi ukradkowe spojrzenia, dostrzegałam to kątem oka. Po jakichś trzydziestu minutach pogadanki o francuskiej drużynie piłkarskiej w końcu pan Bruno i Johan opuścili nasz dom, a tata zaniósł mnie na górę do łazienki i kazał się w miarę możliwości umyć oraz gdy już skończę i będę w piżamie bym go zawołała. Zrobiłam tak jak nakazał, chociaż muszę przyznać, że miałam nie mały problem z umyciem się i zmianą ubrania. Kiedy skończyłam zawołałam go, a on znów wziął mnie na ręce i położył do łóżka. Poleżałam z trzy godziny czytając mangę online na tablecie, a później obejrzałam kilka odcinków anime ,,Kuroshitsuji". Bolące oczy były oznaką, że więcej dzisiaj odcinków nie obejrzę, tak więc odłożyłam tablet na etażerkę i poszłam spać. W taki sposób zakończyłam swój mega nudny dzień.



Carrie
Około godziny szesnastej pozbierałam się do kupy i postanowiłam wyjść na miasto. Za bardzo się już wynudziłam w domu, aby dalej w nim siedzieć. Wsadziłam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy do torby, w tym telefon, słuchawki i portfel, i wyszłam. 
Poczekałam z pięć minut na autobus, na pewno nie więcej, a po dotarciu na miejsce, czyli centrum handlowe, zaczęłam łazić po sklepach i szukać nowych fajnych ciuchów i nie tylko. W sumie, to najbardziej interesowały mnie książki, ale mniejsza z tym. W każdym razie, gdy tak sobie się przechadzałam po galerii, zauważyłam kilka bardzo interesujących rzeczy. Po pierwsze, dowiedziałam się kiedy miała być w końcu premiera "Pani Nocy" Cassandry Clare, a po drugie, to ujrzałam suknię z mojego snu, co było dość dziwne.
Zajrzałam do sklepu, w którym jak się okazało, była wyprzedaż, a tak naprawdę sprzedawali taniej suknie z nowej kolekcji w pierwszy weekend po wystawieniu. Fajny sklep, no nie? A wracając do tematu, to kupiłam ta sukienkę, zbyt mi się podobała żebym jej nie kupiła, a poza tym była dość tania jak na taka kreację. Chyba zakochałam się w niej, od pierwszego wejrzenia we śnie, a teraz na jawie. Torebka, w której była moja nowa sukienka, nie była zbyt wielka i nie zajmowała zbyt dużo miejsca, więc schowałam ją wraz z zawartością do torby, którą zawsze nosiłam przy sobie,
Nim się obejrzałam, była już dwudziesta i była pora na to, abym w końcu wracała  do domu, bo rodzice by się zaczęli o mnie martwić. Tak, więc ruszyłam krótszą drogą w stronę przystanku, bo było jasne, że gdybym poszła na autobus dłuższą, nie wyrobiłabym się na przedostatni kurs.   
Szłam ciemną uliczką, gdzie blask świateł z lamp ulicznych ledwo docierał. Było dość cicho jak na tą okolice, gdzie zawsze słychać było odgłosy silników samochodów. Dziś był wyjątek, a może jednak nie...
Nagle usłyszałam warkot silników i ujrzałam samochody chłopaków czekających na to, aż wyścig się zacznie. Nigdy nie sądziła, że w tej właśnie prawie zapomnianej ulicy zaczną się wyścigi. A wracając do tematu, to jeden z samochodów należał do mojego odwiecznego wroga, Aidena. Jego auto była dla mnie najłatwiej rozpoznawalne, bo było najdroższe i jego silnik wydawał piękne odgłosy. 
Po chwili samochody przekroczyły linię startu i ruszyły po wyznaczonej trasie. Okazuje się, że linia startu była także linią mety, czyli wszyscy zawodnicy robili kółko. Niestety tak się złożyło dla mnie niefartownie, że moje sekretne przejście było częścią trasy. Oznaczało to dla mnie, że musiałam poczekać, aż chłopacy skończą wyścig. Trochę mnie to zasmuciło, a zarazem uszczęśliwiło, bo uwielbiałam patrzeć na wyścigi, chociaż były nielegalne w prawie wszystkich krajach, a może nie, z resztą nie wiem. Ale tak, lubiłam auta, choć nie miałam swojego, mimo to posiadałam prawo jazdy i genialnie radziłam sobie z samochodami. Czasem, gdy jeździłam do Wenecji w czasie wakacji, mój brat cioteczny pożyczał mi swoje cudeńko i pozwalał nim jeździć. Zawsze byłam strasznie szczęśliwa, gdy siadałam za kółkiem.
Kierowcy byli już w połowie trasy, czyli została już im tylko druga połowa,a to oznaczało, że wkrótce będzie koniec wyścigów na dzisiaj. Czekałam i czekałam, aż wszyscy uczestnicy przekroczą metę, ale najważniejszą osobą z nich wszystkich był zwycięsca, którym okazał się Aiden, jak zawsze z resztą. Był szkolnym mistrzem kierownicy, co wiązało się z tym, ze licealiści albo go kochali albo szczerze nienawidzili. Ja byłam po środku, bo moja nienawiść nie była aż zawisła. Aż tak bardzo mi nie zalazł za skórę, chociaż nie mogę powiedzieć, że go lubię, bo denerwuje mnie jak cholera i nie daje mi żyć, więc jest moim wrogiem numer jeden.
Gdy było już po tym całym wyścigu, ulice zaczęły się powoli zwalniać, chociaż wciąż było od groma ludzi, którzy chcieli pogratulować zwycięscy lub też powiedzieć, że to jeszcze nie koniec. Ja po prostu chciałam sobie spokojnie przejść, ale mi się nie udało. Oczywiście musiały zawyć syreny policyjne, a tak się składało, ze stałam prawie na środku miejsca przestępstwa, a na domiar złego postać Aidena zauważył mą osobę. Spanikowałam. Nie miałam zielonego pojęcia co robić, a nie, w sumie miałam, wiać!
Zaczęłam biec przed siebie ledwo patrząc gdzie prowadzą mnie moje nogi. Zbyt się bałam teraz, aby się tym przejmować. Niewiele dźwięków dochodziło do mych uszu, słyszałam pisk opon samochodów i swój przyśpieszony oddech. Biegłam wciąż przed siebie starając się też dotrzeć na przystanek, aby w końcu wrócić do domu i mieć za sobą cały ten koszmar. Ale coś się zdarzyło dla mnie całkiem niespodziewanego...
Auto Aidena zatrzymało się przede mną. Drzwi samochodu od strony pasażera się otworzyły i usłyszałam głos właściciela bryki.
- Carrie, wsiadaj, już! - Rozkazał mi, a że jestem bardzo posłuszna, to wsiadłam. - Co ty tu do cholery robisz?! -  Zapytał się mnie zdenerwowany, gdy wsiadłam.
- Jeśli tak bardzo to cię interesuje, to starałam się wrócić do domu, dopóki wasz powalony wyścig nie zastawił mi drogi powrotnej.
- To wiele wyjaśnia. Ale czemu do jasnej ciasnej nie mogłaś pójść na około skoro zobaczyłaś, że jest wyścig? - Odezwał się do mnie, gdy jego emocje już trochę opadły, czyli po pięciu minutach jazdy.
- Bo bym nie zdążyła na autobus. Jest  coś takiego jak rozkład, a według niego, byłabym spóźniona o dwie minuty.
- Aha. Wiesz, że nie powinnaś tamtędy chodzić, to niebezpieczna okolica. - Nie wiem od kiedy on miał prawo, aby mi matkować, a poza tym sam tam przebywał, więc...
- I to mi mówi ten, który sprawił, że tamte miejsce stało się niebezpieczne dla zwykłych ludzi. - Rzuciłam lekko poirytowana.
- Na pewno ktoś mądrzejszy od ciebie.
- Ja zamierzasz tak do mnie gadać, to mnie wypuść z auta. Nie zamierzam słuchać twojego gderania panie Gówno Mnie Obchodzi Co Myślisz, Ale Jesteś Skazana Na Mą Łaskę.
- A jeśli szanowna pani Odpierdol Się Ode Mnie Popaprańcu, nie zamknie się w końcu, to sam ją uciszę.
- Ciekawa jestem, w jaki sposób tego dokonasz.
- Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.
- I tak już jestem w piekle.
- Stąd do piekła, droga daleka.
- Z tobą to wszędzie jest jak w piekle.
- A czy zdajesz sobie sprawę, że właśnie uratowałem cię z jeszcze gorszego miejsca niż mój samochód.
- Tak, wiem. I zdaję sobie sprawę z tego, że będziesz oczekiwał jakiejś zapłaty.
- I tu się z tobą zgodzę, skarbie.
- Błagam, tylko nie nazywaj mnie "skarbie".
- To jak mam cię nazywać, kotku.
- Najlepiej w ogóle się do mnie nie odzywaj. Mów czego chcesz i będzie po sprawie.
- Dowiesz się w swoim czasie, kochanie. - I puścił do mnie oczko. Tak mój najgorszy wróg to zrobił, wkurzył mnie jak nikt inny do tej pory.
Resztę drogi do mojego domu przejechaliśmy w ciszy. Gdy przyszła pora, abym wyszła z wozu, złapał mnie za rękę i rzekł:
- Wiedz, że któregoś dnia upomnę się o swoją zapłatę. -  Powiedział tajemniczym głosem.
-  Jak mogłabym o tym zapomnieć. Już na sam twój widok będzie mi się to przypominało.
- I dobrze, przynajmniej będziesz wiedziała, że ode mnie nie uciekniesz. Nigdy. -Podkreślił swe ostatnie słowo.
- I bez tego o tym dobrze pamiętam. Przypominasz mi o tym co dnia, jak mogłabym, wiec zapomnieć.
Po mojej odzywce już nic nie powiedział, po prostu odjechał, a ja w końcu poszłam do domu. Tak bardzo pragnęłam gorącej kąpieli, że mogłabym zabić.
Dopiero gdy weszłam na górę, do swojego pokoju, zauważyłam kilka nieodebranych połączeń od Jenn, wcześniej tego nie zrobiłam, bo padł mi telefon. Było dość późno, więc postanowiłam, że  nie będę teraz do niej oddzwaniać, bo na pewno śpi, bidulka. Strasznie było mi jej szkoda i bardzo za nią tęskniłam. Nie wiedziałam, jak sobie poradzę z tym wszystkim bez niej. Była moja opoką, jak to niektórzy mówią, mogłam zawsze się dal niej z wszystkiego wyżalić i wiedziałam, że ona mnie wysłucha i jakoś doradzi. Była dla mnie jak siostra, której nigdy nie miała. była dla mnie rodziną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz