Nareszcie sobota. Myślałam, że wyśpię się do dwunastej, lecz około siódmej rano dostałam SMS-a. Jak się okazało jego nadawcą był Johan, którego miałam zamiar w najbliższym czasie ukatrupić. Treść wiadomości była następująca:
,,Hej, Jenn, masz ochotę może wyskoczyć na miasto??? Ewentualnie do lasu lub parku???"
,,Zabiję cię idioto!!! To po pierwsze, a po drugie jest sobota i chciałabym odpocząć od widoku twojej zacnej twarzy, więc moja odpowiedź brzmi: NIE! Pisz tylko w pilnych sprawach!!!"- Odpisałam mu z prędkością światła i padłam znowu na poduszki usiłując zasnąć, lecz nagle znów dostałam od tego przygłupa wiadomość:
,,Czyli mam rozumieć, że nie chcesz połazić po targach łowieckich???"- Uderzył w sedno; oprócz polowań uwielbiałam chodzić na zakupy a w szczególności na targi łowieckie (sprzedaje się tam różne skóry, futra, wypchane zwierzęta, breloczki i takie tam bzdety, które uwielbiam)
,,Przed moim domem za trzydzieści minut"- Odpisałam i szybko pobiegłam doprowadzić się do porządku. Uczesałam włosy w koński ogon, lecz z grzywką na twarzy, pomalowałam się i założyłam swój strój codzienny czyli beżowy wełniany sweter, jasne jeansy, buty wojskowe, kolczyki-krzyże oraz naszyjnik z metalicznymi pozłacanymi piórami. Po doprowadzenia się do znośnego stanu pościeliłam swe łóżko, troszeczkę posprzątałam w pokoju, aby tata nie miał się do czego przyczepić i zeszłam na dół do kuchni na szybkie śniadanko w postaci gorącej czekolady i francuskich rogalików. Mój tata siedział w salonie i oglądał ,,Kaczą Dynastię". Gdy tylko usłyszał dźwięk mikrofali zawołał:
-Co tak wcześnie?
-Kolega zaprosił mnie na...- Nie dokończyłam, bo mój ojciec siedział odwrócony od telewizora i wpatrywał się we mnie ustalając jaką bronią zabić owego osobnika, który mnie gdzieś zaprosił.
-Gdzie cię zabiera, o której wrócisz, jak ma na imię, jest godzien zaufania i czy chociaż jest przystojny?- Zadał mi te wszystkie pytania na raz
-Tato... To nie jest randka. Po prostu wychodzę z Johanem na targi łowieckie...- I znów nie dokończyłam, bo mi przerwał
-Mogę iść z wami, dawno nie byłem.- Zaoferował i w tym samym czasie rozległ się nasz dzwonek do drzwi. Tata szybko poderwał się z kanapy i wpuścił chłopaka do środka.
Usłyszałam jak tata prowadzi chłopaka do salonu i każe mu usiąść na kanapie. Prawdopodobnie mieli odbyć męską pogadankę typu ,, Jak coś się jej stanie już nie żyjesz" lub ,,Jeśli ją skrzywdzisz to ja skrzywdzę ciebie". No, w każdym razie po męskiej rozmowie z idealnym wyczuciem czasu wstąpił do nas ojciec Johana z prośbą o pomoc do mojego taty. Nasz sąsiad miał problem ze swoim starym Jeep'em, a jako iż mój tata był mechanikiem najszybciej było mu się zwrócić właśnie do niego. Z domu wyszliśmy razem i już zmierzaliśmy na przystanek, gdy mój tata rzucił memu koledze kluczyki od naszego czarnego jak węgiel Suzuki Grand Vitara z rocznika 2006:
-Ani jednej rysy.- Zabrzmiał groźnie, po czym dodał ,,Dobrej zabawy" co w odniesieniu do Johana miało oznaczać ,,Opiekuj się nią dobrze, albo będzie z tobą źle". Po zapakowaniu się do samochodu chłopak odpalił silnik i powoli wycofał maszynę z podjazdu, po czym pomknęliśmy na targi łowieckie, które jak co miesiąc odbywały się pod Wierzą Eiffla.
Cóż, z miejscem parkingowym mieliśmy niemały problem, ale jakoś sobie poradziliśmy. Jak się okazało Johan był całkiem zdolnym kierowcą, więc mój tata mógł być spokojny o samochód.
Przechadzaliśmy się, a właściwie przedzieraliśmy się przez tłumy łowców oraz turystów i oglądaliśmy różne stragany. Najbardziej zaciekawił mnie ten z biżuterią, do którego przyczepiłam się jak Carrie do swojego łóżka wieczorem. Cały czas stałam i przeglądałam przeróżne kolczyki, wisiorki i tym podobne bzdety. Oczywiście nie obyłoby się bez ponagleń Johana, który twierdził, że jeszcze tu wrócimy oraz że chce obejrzeć jeszcze inne stragany, zanim znikną. Dla świętego spokoju dałam za wygraną i znów przedzieraliśmy sie od straganu do straganu. W końcu nadarzył się jeden z breloczkami z lisich, wiewiórczych, łasiczych i Bóg wie jeszcze jakich kit. Były nawet tanie, więc kupiłam jedną małą czarną kitę i wolałam nie zagłębiać się do jakiego zwierza należała. Później po zakończonych oględzinach i po obejrzeniu wszystkich straganów zgodnie z obietnicą Johan pomógł mi się przepchnąć do straganu z biżuterią. Musze przyznać, że tutaj miałam niemały dylemat. Ceny były nawet znośne, lecz produkty olśniewające i od pierwszego wejrzenia zakochałam się w nich.
Stałabym przy tym straganie prawdopodobnie cały dzień, gdyby ktoś nagle nie wpadł na mnie i mnie nie wywrócił. Już myślałam, że odnowi mi się ból pleców, lecz na szczęście Johan stał po mojej lewicy i mnie złapał chroniąc przed upadkiem:
-Uważaj szczylu jak łazisz.- Warknął Johan do osobnika, który powoli podnosił się z ziemi
-J-ja bardzo przepraszam.- Rzekł chłopak z amerykańskim akcentem i otrzepał swe ubranie
-Spoko, nie przejmuj się. Wszystko jest OK.- Odparłam radośnie chcąc dodać otuchy chłopakowi; wiedziałam jaki jest Johan, gdy poznaje nowe osoby, więc chciałam, by nowo poznany chłopak aż tak sie nie spinał- Jak masz na imię?
-Taylor.- Odparł i podał mi z lekkim uśmiechem swoją dłoń, którą chyba zbyt mocno uścisnęłam, bo dosłyszałam lekki jęk w jego głosie
-Wybacz. Przyzwyczajenie...- Powiedziałam przepraszającym głosem, po czym dodałam- ...i cecha charakteru.
-Nic nie szkodzi.- Odrzekł ten nieśmiało
-Jestem Jenny, ale możesz mówić mi Jenn.
-Miło cię poznać, Jenn.
-A to jest Johan.- Wskazałam na z mojego sąsiada, który stał za mną i przewyższał mnie o półtora głowy
-C-ciebie też miło poznać.- Posłał mu niepewny uśmiech, który spotkał się z kamiennym wyrazem twarzy Johana i od razu przygasł
-Może wyjdziemy z tego tłumu?- Zaproponowałam i jakoś przecisnęliśmy się do samochodu mojego taty- Więc co tutaj robisz Taylor?- Zapytałam
-Ja? Robię zdjęcia do gazetki...-Nie dokończył, bo mu przerwałam
-Zdjęcia? Ojej, twój aparat w jednym kawałku? Nie został uszkodzony?- Dopytywałam się
-Nieee, wszystko z nim w porządku.- Odrzekł łagodnie
-Uff, całe szczęście. A do jakiej szkoły chodzisz?- Znów zadałam pytanie
-Do Lycée Condorcet, drugi rok.- Miał lekki kłopot z wymową nazwy liceum, do którego wszyscy troje uczęszczaliśmy
-My też!- Rzekłam radośnie- Razem z Johanem jesteśmy na pierwszym roku.
-Serio? Ach, no tak. Ty musisz być TĄ Jenny Hunter, która broni słabszych uczniów i jest podobno mega miła. Muszę stwierdzić, że to prawda.- Uśmiechnął się lekko rumieniąc, na co Johan położył swe ogromne (i ciepłe) łapska na moich ramionach
-Miło to słyszeć.- Wyszczerzyłam swe białe zęby, a on zarumienił się jeszcze bardziej
-Johana też znam. Mówi się o nim ,,Syn Myśliwego" i że jest bardzo silny...-Powiedział lekko drżącym głosem w obawie przed potężnym głosem mego sąsiada
-Noo to też prawda.- Przyznałam- Szkoda, że nie mówią jeszcze o tym, że jest mega irytujący i uparty.- Zaśmiałam się, a Johan w dalszym ciągu piorunował wzrokiem Taylora
-A wy jesteście...?- Zapytał niepewnie brunet, a ja w mig zrozumiałam o co mu chodzi
-Nieeee!- Zawyłam lekko (bardzo) oburzona i troszeczkę urażona- My nie jesteśmy parą, po prostu Johan pilnuje, by nic mi się nie stało. Wiesz, taki osobisty ochroniarz.- Puściłam oczko brunetowi, a ten nagle zaproponował:
-Może przejdziemy się do parku?
-Po co iść tyle drogi skoro mamy samochód.- Oznajmiłam, po czym postukałam w dłoń Johana wskazując wzrokiem na samochód. Chłopak zrozumiał. Zdjął jedną rękę z mojego ramienia i sięgnął nią do czeluści swej kieszeni wyjmując z niej po chwili kluczyk. Otworzył nasze auto i zapakowaliśmy się do niego wszyscy troje, po czym pomknęliśmy do Parc des Buttes Chaumont.
Trzydzieści minut później siedzieliśmy na ławce nieopodal całkiem sporego stawu i rozmawialiśmy:
-Jakoś nie widziałam cię jeszcze w naszej szkole.- Odparłam
-Serio? Cóż, zazwyczaj wtapiam się w tłum i wglądam dosyć pospolicie, więc nic dziwnego, że wcześniej mnie nie dostrzegałaś.- Wyjaśnił
-Bardzo możliwe.- Przyznałam mu rację- A czym się interesujesz?
-Głównie fotografią...- Rzekł i nagle coś sobie przypomniał- Czekajcie, mogę wam zrobić zdjęcie?
-Po co?- Nagle odezwał się ponuro Johan, aż przeszły mi ciarki po plecach
-Nooo jesteście dosyć podobnie ubrani, więc wyszłoby całkiem niezłe zdjęcie, mogę?- Dopytywał się
-W sumie dawno nikt mi zdjęć nie robił.- Uśmiechnęłam się i wstałam z ławki gotowa do pozowania
-No to super. Podejdźcie do tego drzewa. Jedno z jednej strony, a drugie z drugiej. O tak! Świetnie. Oboje ustawcie się bokiem do pnia, ale w przeciwnych kierunkach. IDEALNIE!- Kierował nami Taylor, który wyraźnie był w swoim żywiole- Tylko się nie ruszajcie!- Polecił i chwycił swój aparat
-No co ty nie powiesz.- Mruknął poirytowany Johan i dalej pozował.
Po tej interesującej sesji brunet pokazał nam wyniki swojej pracy:
-Wow. Jest piękne.- Rzekłam zachwycona
-Nawet znośne.- Przyznał Johan, a Taylor pękał z dumy
-Jesteś świetnym fotografem.- Przyznałam
-A wy idealnymi modelami. Może chcielibyście ze mną współpracować?- Zaproponował,a jego oczy błyszczały
-W sumie czemu nie. Ja się zgadzam.- Odpowiedziałam za siebie, a po chwili Johan kiwnął głową również się zgadzając
-Jeeej, jak się cieszę. Jesteście moimi pierwszymi modelami!- Zakrzyknął uradowany
-Na serio?- Zapytałam z niedowierzaniem
-No niestety. Latem dorabiam sobie pod Wierzą Eiffla. Sporo turystów prosi mnie o zdjęcie, więc interes jakoś sie kręci.
-No to dobrze.- Skomentowałam; chłopak się najwyraźniej przyzwyczaił do naszego towarzystwa, gdyż był już bardziej pewny siebie
-A ty Johan? Jakoś ci idzie sprzedawanie skór i tym podobnych?- Zainteresował się mym sąsiadem
-Nawet, nawet, ale my głównie zatrzymujemy je dla siebie.- Odparł, nadal wrogo nastawiony do bruneta
-Nooo ciekawie, ciekawie.- Skomentował Taylor nie zwracając uwagi na jego oschły ton
-Hmm, chyba powinniśmy już wracać.- Zwróciłam sie do Johana, a on jakby się rozpromienił
-Tak szybko? Szkoda. Może spotkamy się jutro..?- Nie dokończył, bo przerwał mu mój sąsiad
-Jutro Jenn idzie na polowanie, więc wątpię by się z tobą spotkała.- Rzekł ponuro, chwycił mnie w pasie i pociągnął w stronę samochodu rzucając przez plecy szybkie ,,Nara".
-Co to było?- Zapytałam go, gdy wreszcie wsiedliśmy do samochodu
-Prawda.- Rzekł odpalając silnik czarnej Grand Vitary- Jutro idziesz ze mną na polowanie.
-Co?- Zapytałam z niedowierzaniem- Przecież ja nie mogę polować! Mam zakaz wchodzenia do lasu.
-A kto powiedział, że idziemy do lasu?- Rzekł Johan z chytrym uśmiechem
-No to na co będziemy polować i niby gdzie?- Zadałam pytanie
-Myślałem, że lubisz biżuterię, więc miałem pomysł, by zabrać cię do galerii, ale skoro nie chcesz...
-Jasne, że chcę!- Zaprotestowałam szybko, ale nagle uświadomiłam sobie, że on oczekiwał, że tak zrobię
-No to świetnie. Chyba, że chcesz teraz jechać. Dla mnie bez znaczenia.- Odparł
-Dzisiaj raczej nie. I tak dużo dzisiaj chodziłam. Może wpadnijmy do kawiarni.- Wpadłam na całkiem ciekawy pomysł, a on kiwnął głową i skierował samochód w stronę kawiarni Les Deux Magots.
Gdy wreszcie dotarliśmy do kawiarni było kilka minut po dziesiątej. Ku mojemu zdziwieniu Johan zapłacił za moją gorącą czekoladę (którą osobiście uwielbiałam pić w tym lokalu) oraz za swoją zwykłą czarną kawę. Siedzieliśmy i o dziwo normalnie rozmawialiśmy, bez żadnych kłótni i docinek. Chociaż czasami miałam ochotę rzucić mu jakąś ripostę, lecz uznałam, że przy ludziach nie wypada.Głównym tematem naszej pogawędki były polowania, szkoła, a nawet moje zdrowie. W końcu postanowiłam poruszyć temat dzisiejszego spotkania z Taylorem:
-Czemu byłeś do niego tak wrogo nastawiony?
-Wrogo?- Odpowiedział pytaniem na pytanie
-Tak. Byłeś dla niego dosyć oziębły...
-Mało cię nie wywrócił.- Odrzekł chłopak broniąc się
-No i co z tego? Każdemu może się wydarzyć mały wypadek.- Broniłam bruneta
-Ale ten twój ,,mały wypadek" mógł zakończyć się wizytą u lekarza i jeszcze dłuższym zwolnieniem.- Warknął Johan
-Od kiedy ty się interesujesz moim zdrowiem?- Zapytałam rozwścieczona
-Jakoś tak odkąd znalazłem cię ledwie przytomną na chodniku przed szkołą.- Odparł agresywnie
-No pewnie, zacznij mi teraz wypominać chwile, kiedy mi pomagałeś.
-Jesteś tego pewna? Będzie tego sporo.- Ostrzegł mnie podniesionym głosem- Najpierw przed szkołą, później w szkole, a ostatnio dzisiaj...Więc chyba jakieś ,,dziękuję" się należy?
-Ale ja cię o to nie prosiłam, więc nie oczekuj niczego w zamian!- Uderzyłam dłońmi w stół (przez co wszystkie oczy w kawiarni zwrócone były w naszą stronę) i opuściłam lokal obrażona. Szłam ulicą i nawet nie wiedziałam gdzie iść. Z każdym kolejnym krokiem złość uchodziła ze mnie, a na jej miejsce wchodził smutek i przygnębienie. W końcu zauważyłam drewnianą ławkę, więc postanowiłam na niej usiąść. Powoli po mym policzku zaczynały spływać łzy. Zaczęłam żałować, że się tak na niego niepotrzebnie wydarłam. Przecież on starał się być dla mnie miły, nawet mi pomagał, a ja zachowywałam się jak ostatnia debilka i nawet nie powiedziałam mu tego durnego ,,dziękuję". Było mi strasznie głupio. Nagle poczułam czyjeś znajome ręce na mych ramionach i czyjąś twarz przy moim prawym uchu:
-Przepraszam.- Wyszeptał Johan, a ja nie dość, że się zarumieniłam na prawie bordowy kolor to jeszcze zaczęłam płakać jak dziecko, aż chłopak się zdziwił i usiadł obok mnie nic nie rozumiejąc- Hej, Jenn...- Zaczął troskliwym głosem, ale mu przerwałam
-Jest OK. Tylko...- Pociągnęłam nosem-... To było miłe kiedy mnie przeprosiłeś, po mimo iż byłam taką wredną...- Nie dokończyłam, bo chłopak zasłonił mi ręką usta i szepnął mi na ucho:
-To ja byłem wredny, nie powinienem był żądać od ciebie czegokolwiek w zamian. No już, wytrzyj się, zanim spłoszysz wszystkie ptaki.- Podał mi chusteczkę i uśmiechnął się ciepło
-Dzięki Johan.- Posłałam mu słodki uśmiech i przytuliłam się do niego przyjacielsko. Na początku musiał być zdziwiony, bo dopiero po pięciu sekundach poczułam jego ręce na moich plecach, co było oznaką, że odwzajemnia mój uścisk.
Po tych ,,szczerych chwilach" wróciliśmy do mnie do domu. Jak się okazało nikogo nie było w środku, więc poszliśmy do Johana. Zgodnie z moją damską intuicją mój tata przebywał u sąsiadów i razem z panem Bruno siedzieli w garażu. Allie zrobiła nam kanapki i chłopak zaprosił mnie do swojego pokoju. Po drodze spotkaliśmy Gretę, jego młodszą siostrę, która tylko popatrzyła na mnie niepewnie, lecz szybko się uśmiechnęła i znów ruszyła w swoją stronę. Gdy wreszcie doszliśmy na górę okazało się, że jego pokój jest zaskakująco podobny do mojego. Na podłodze skóry zwierząt, na ścianie różnego rodzaju poroża, drewniane meble oraz kilka porozrzucanych ubrań:
-Wybacz za ten bałagan...- Był trochę zakłopotany
-Nie no spoko, u mnie jest podobnie, więc jestem już przyzwyczajona.- Uspokoiłam go.
-To może usiądź gdzieś, a ja to szybko ogarnę.- Zaproponował, lecz ja postanowiłam bardziej szczegółowo obejrzeć jego pokój. Ogółem jego pokój prezentował się bardziej schludniej niż mój, pomimo iż byłam dziewczyną. Na półkach miał różne zdjęcia przedstawiające jego rodzinę, kilka zabytków niemieckich oraz jego samego. Praktycznie na każdym zdjęciu się nie uśmiechał. Spojrzałam na niego i pomyślałam, że teraz jest zupełnie inny. W sumie ja też się sporo zmieniłam pod względem charakteru, więc to go usprawiedliwia.
Gdy wreszcie skończył oznajmił, że musi na chwilę zejść na dół i żebym poczekała. Kiwnęłam głową zgadzając się, a on szybko wyszedł ze swego lokum. W między czasie, gdy na niego czekałam do pokoju zajrzał Joachim, który radośnie się ze mną przywitał i zaczął rozmawiać:
-Johan musi cię lubić, skoro wpuścił cię do swojego pokoju.- Oznajmił uśmiechając się
-Na serio?- Zdziwiłam się
-Ja (Tak). Tylko tata, ja, ty i Jeremy tu byliśmy...
-Wow. Nawet waszej mamy tu nie wpuszcza?
-Nein (Nie).- Potwierdził krótko i szybko się pożegnał, gdyż Johan już wracał.
-I co, nie zdemolowałaś mi pokoju? Karniaki wstawione na facebook'a?- Dopytywał się
-A jak myślisz?- Odpowiedziałam pytaniem i zaczęliśmy się śmiać; wolałam mu nie mówić o rozmowie z jego młodszym bratem- A tak w ogóle to po co mnie tu sprowadziłeś?
-Wiesz... Chciałbym wiedzieć, czy ...- Zaczął się pocić i popadać w zakłopotanie, a ja poczułam cię okropnie ciekawa
-Noooom.- Ponaglałam
-...Czy...- Wciąż nie mógł powiedzieć niczego sensownego- ...Czy mogłabyś mi pożyczyć jakieś mangi?- W końcu udało mu się coś z siebie wydusić
-I tylko tyle?- Byłam rozczarowana
-Noo tak.
-Jesteś beznadziejny.- Popatrzyłam na niego i wstałam z jego łóżka, na którym oboje siedzieliśmy.
Nagle złapał mnie z rękę i pociągnął do siebie, tak że padłam na jego kolana, a on objął mnie swoimi silnymi ramionami.
-Nie idź jeszcze.- Szepnął mi błagalnie do ucha, a ja byłam lekko spanikowana, przełknęłam głośno ślinę i powiedziałam:
-Nie wiem co zamierzasz zrobić, ale pożałujesz tego.- Ostrzegłam, a on wtulił swą twarz w moje włosy, co spowodowało, że poczułam ciarki na plecach; czułam się strasznie niekomfortowo i zakłopotana- Johan, przestań- Zaprotestowałam i usiłowałam się wydostać z jego uścisku, lecz on jeszcze mocniej mnie objął i powalił na łóżko. To było straszne, gdy ja leżałam, a on pochylał się nade mną. Cała drżałam ze strachu, chociaż to nie w moim stylu. Nagle chłopak to dostrzegł:
-Ej, co jest z tobą?- Zmarszczył brwi i spojrzał mi w oczy, w których mógł dostrzec paniczny strach- Jenn, czy ty... ty się mnie boisz?- Zapytał zmartwiony i zatroskany, a gdy nie dostał żadnej odpowiedzi zszedł znade mnie, usiadł na podłodze po drugiej stronie pokoju i zakrył swoją twarz dłońmi. Zrobiło mi się go strasznie szkoda. Nie chciałam go urazić, ale nie moja wina, że to mi się nie podobało. Postanowiłam przełamać tak zwane ,,pierwsze lody", po czym podeszłam do niego, uklękłam i go przytuliłam. Nie będę ukrywać, że był mega zdziwiony, lecz chętnie przyjął to, że obdarowałam go uściskiem:
-Przepraszam...Znowu.- Rzekł- Nie nadaję się do niczego. Jestem okropnym facetem.- Skrytykował się
-Wcale nie.- Zaprotestowałam i ujęłam jego twarz w swoje dłonie- Jesteś całkiem miły i fajny.- Uśmiechnęłam się do niego i popieściłam jego policzek kciukiem, na co również się uśmiechnął
-Jenn, ja na serio przepraszam. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Nie chciałem cię przestraszyć ani urazić...
-Nie uraziłeś mnie. Noo może troche przeraziłeś, ale mniejsza o to.- Powiedziałam, po czym pocałowałam go lekko w usta, które były miękkie i ciepłe; dalej trzymałam jego twarz, natomiast on delikatnie, jakby bojąc się, że zaprzestanę wykonywanej przeze mnie czynność, objął swymi rękami tył mojej głowy. Gdy w końcu się odsunęłam czułam się... o dziwo dobrze, chociaż w dalszym ciągu doskwierało mi zakłopotanie. Spuściłam wzrok gdzieś w bok, a on delikatnie ujął swoim kciukiem i palcem wskazującym mój podbródek i tym razem on mnie pocałował. Mogłabym z nim tak cały dzień, ale w końcu rozległ się głos mojego taty, że pora wracać do domu. Szybko się rozłączyliśmy, popatrzyliśmy na siebie jakby dopiero teraz uświadamiając co robiliśmy, po czym wstaliśmy i zeszliśmy na dół. Byliśmy lekko onieśmieleni, lecz co jakiś czas posyłaliśmy sobie ciepłe uśmiechy. Chyba zakochałam się w Johanie...
Carrie
Moja pobudka o dziesiątej rano nie była łatwa. Moje nogi, mimo że wypoczęte, odmawiały mi posłuszeństwa. Widocznie wczorajszy bankiet wdał się im we znaki. Ich wygląd jednak wciąż był taki sam, więc po prostu nie chciało im się wstawać. Z resztą tak jak i mnie, sama najchętniej pozostałabym w cieplutkim łóżeczku, jednak głód był zbyt silny, abym mogła kontynuować wyprawę w krainę snu, którą tak kochałam.
Zeszłam na dół lekko obolała i śmiertelnie głodna. Mogłam zjeść konia z kopytami tylko po to, aby poskromić tego wilka, który teraz we mnie drzemał. Ten wilk mógł nawet pożreć trzy świnki z tej popularne bajki, której wyjątkowo nie cierpiałam, bo ogólnie kochałam wszystkie bajki dla dzieci. Tak, byłam odrobinę dziecięca, ale dla większości ludzi to nie przeszkadzało tak jak i mnie. Lubiłam bajki, a szczególnie książęta, które w nich występowały, bo chłopacy w rzeczywistości to w większości debile, ale oczywiście Jeremy i jego brat są wykluczeni z tego grona.
Na dole od razu poczułam zapach naleśników z bitą śmietaną oraz kakaa, które tak kochałam. Widocznie mama wcześnie wstała i zrobiła najcudowniejsze śniadanie na świecie, które tylko ona umie robić. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, jak tęskniłam za robionymi przez mamę posiłkami, ale teraz to wiem i muszę przyznać. że to wspaniałe uczucie, gdy własna mama ci gotuje, a nie kucharka.
Zjadłam pyszne śniadanko oglądają moją ukochaną bajkę, czyli Piękną i Bestię. Często marzyłam o przeżyciu podobnej historii miłosnej co Bella, ale wiedziałam, że to niemożliwe, bo gdzie ja znajdę taką bestię, a tak na prawdę to nie musiałam szukać bestii z wyglądu. Już znałam podobna bestię, ale z charakteru, bo twarz miał idealną, ale charakterek to miał straszny. Nawet po tym opisie już wiadomo o kogo chodzi. Jeśli nie to poinformuję, chodzi o Aidena, bożyszcze nastolatek w moim liceum. O wilku mowa. właśnie przyszedł do mnie SMS o treści"
" Cześć, słoneczko. Wstałaś już?" - Od razu zabrałam się za odpisanie mu.
" Hej, wstałam. Co chcesz?" - Wpisałam na klawiaturze w telefonie i wysłałam. Po sekundzie otrzymałam odpowiedź.
"Czyżby księżniczka wstała lewą nogą?" - Jak ja nienawidziłam, gdy on tak do mnie mówił.
"To raczej nie twoja sprawa, a teraz mów co chcesz, bo chcę miło spędzić sobotę." - Od razu odpisał.
" A propos tego, idziemy za godzinę na kawę, a potem do mnie." - Czy on mi rozkazywał?
" Nie rozkazuj mi!" - Nie wiem ile razy już mu to mówiłam żeby mi nie mówił co mam robić. Do niego chyba nie docierało to, co starałam się wbić mu do głowy.
" Zastanowię się nad tym, ale teraz muszę zająć się czymś innym." - Nie wiedziała co mu odpisać przez minutę, ale w końcu wpadłam n właściwe sformułowanie.
"To gdzie się chcesz spotkać na tą kawę?" - Zapytałam się od niechcenia.
"W Les Deux Magots. Pasuje?" - Znowu się pytał, mimo że znał odpowiedź.
"Jasne." - I na tym nasza rozmowa się skończyła. Zapisałam jego numer w telefonie żeby wiedzieć czyj to kontakt, ale sądzę, że i bez nazwy bym sobie poradziła ze zidentyfikowaniem właściciela numeru.
Godzina oczekiwania na spotkanie z Aidenem niemiłosiernie się mi dłużyłam. Pół godziny przed czasem byłam już gotowa do wyjścia, ale gdybym wtedy wyszła z domu, ominęłoby mnie skosztowanie ciasteczek mamy zrobionych według przepisu babci, a tego za wszelką cenę nie chciałam. Ciasteczka babuni były moim ulubionym przysmakiem z Wenecji jaki pamiętałam, a pamiętałam dość sporo weneckich smaków.
Wreszcie przyszedł czas na to, abym się udała na spotkanie z Aidenem. Troszkę się denerwowałam, bo każde spotkanie z nim było nie do przewidzenia, a raczej to, co miało się tam stać. Bałam się, że coś pójdzie nie tak i nasza umowa ujrzy światło dzienne, a tego nie chciałam tak jaki i kilku innych rzeczy, o których wolałabym nie mówić. Ale cóż, raz kozie śmierć. Weszłam do budynku kawiarni i od razu mym oczom ukazała się postać Aidena. Był ubrany tradycyjnie, czyli skórzana kurtka, bluza, t-shirt, czarne spodnie oraz stylowe buty air force, które wpadły mi w oko, mimo że były męskie.
- Witam księżniczkę. - Odezwał się Aiden.
- Nie przy ludziach.
- Coś ty taka nie w sosie? Zawsze byłaś bardziej zabawna.
- Jakoś dzisiaj mi nie do śmiechu. - Zajęliśmy najlepszy stolik. Po chwili przyszedł kelner i we dwoje złożyliśmy zamówienie. Ja poprosiłam latte macchiato, a mój towarzysz o caffé macchiato.
- Coś się stało, słońce?
- Ty się stałeś.
- Wiesz, tylko ty i ta twoja przyjaciółka jesteście na mnie odporne. Jestem pod lekkim wrażeniem.
- Czyżbyśmy były jedynymi, które c odmówiły?
- A chcesz usłyszeć prawdę czy może kłamstwo?
- Preferuję prawdę.
- No to tak, wy jedyne jesteście na me uroki odporne.
- A ty nadal zbyt pewny siebie. Nie sądzisz, że może ci się ego trochę rozdąć.
- Nie.
- Chyba lubisz dawać, krótkie odpowiedzi.
- A ty chyba lubisz się ze mną drażnić tak jak ja z tobą.
- Chyba tak.
- Witam w klubie.
Wypiliśmy nasze napoje i przestaliśmy sobie dogryzać. Uznaliśmy, że skoro mamy spędzać ze sobą więcej czasu to lepiej zrobić zawieszenie broni na czas tego układu. Mi to pasowało, przynajmniej częściowo, bo obiecał, że nie będzie nazywał mnie takimi wyrażeniami jak: kotku, słonce, słoneczko, skarbeńku, myszko i misiaczku za co byłam mu ogromnie wdzięczna.
Gdy byliśmy gotowi do wyjścia, zapłaciłam za swoją latte macchiato, a Aiden za swój napój. Wyjął kluczyki z kieszeni spodni i ruszył w stronę samochodu, a ja za nim. Przyszedł czas na małą wycieczkę do jego domu, czego chciałabym uniknąć, jednak nie mogłam, nie miałam wyboru, więc gdy byliśmy na miejscu czułam się ponownie bardzo źle. Nie chodzi o to, że jego dom mi sie nie podobał, ale czułam się w nim odrobinę nieswojo, tak samo jakbym spała w cudzym łóżku. Łóżko Jenn się nie liczyło, bo było spałam w nim już kilkanaście razy, wiec byłam do niego przyzwyczajona na równi z jej całym domem, a z domu Aidena od razu miałam ochotę uciec i się zaszyć w moim przytulnym pokoju.
Po raz drugi weszłam do pokoju chłopaka i po raz drugi byłam nim całkowicie oczarowana. Mimo ze kochałam mój pokój, to jednak z pokojem Aidena mogłam dopuścić się zdrady, a szczególnie z jego łóżkiem, a nie z nim. Jego nawet bym nie tknęłam na trzeźwo, ale po dobrej dawce alkoholu dałabym rade go pocałować, ale nic więcej. Musiałabym być martwa żeby pójść z nim do łóżka, wyjść za niego za mąż i mieć z nim pewnego dnia dzieci. A wracając do tematu to na widok jego łoża
chciałam płakać ze szczęścia, bo wyobraziłam sobie, jak na nim śpię i snie o moim księciu z bajki, którym na pewno nie jest Aiden. Najwyżej mógłby zostać złym czarnoksiężnikiem, takim jaki był w Księżniczce Łabędzi. Moim księciem był Jeremy, najcudowniejszy i najprzystojniejszy chłopak na Ziemi, który nie zwracał na mnie uwagi. Wiem, że nie jestem w jego typie, ale pomarzyć zawsze można, bo czasem marzenia się spełniają. Mam nadzieje, że moje marzenie kiedyś się spełni.
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos Aidena.
- Rozgość się. - Rzucił słowa na wiatr, którego w tym pokoju nie było. - Spędzisz tutaj trochę czasu, więc sądzę, że to ci się przyda. - Podał mi laptop do ręki. - Możesz go tutaj używać.
- Dzięki, ale nie musisz pożyczać mi laptopa.
- Dzisiaj chyba muszę, swojego raczej nie wzięłaś. Nie mam racji?
- Dobra, masz rację.
- Siadaj gdzie chcesz, tylko nie wchodź mi za bardzo w paradę.
- Jasne. - Usadowiłam się na jego łóżku, które było strasznie wygodne. Rozpływałam się w jego miękkości i zapachu. Nie wiem dlaczego, ale jego woń była tak piękna, że mogłam się wtulać w pościel i czuć cudowny zapach.
Włączyłam laptopa i od razu weszłam w aplikację odpowiadająca za internet. Załączyłam słuchawki i puściłam ulubiona muzykę. W między czasie też przeleciałam szybko po facebooku i sprawdziłam aktywność znajomych. Jenn oczywiście nie było. Pewnie odpoczywała w nieznany mi sposób, ale jej się należało. W ostatnim czasie bardzo dużo przeszła i nie powinna się teraz przemęczać.
W czasie, gdy ja zajmowałam się bardzo przyziemnymi rzeczami, Aiden włączył swoje komputery i patrzył jakieś części do samochodu. Bardzo mnie to zainteresowało, bo sama kochałam samochody, ale niewiele osób wiedziało o tej mojej pasji.
Wstałam z łóżka i przybliżyłam się do osoby Aidena, a następnie powiedziałam.
- Pomóc ci jakoś?
- A co ty możesz wiedzieć o samochodach? - Powiedział z lekką pogarda w głosie, co nie było wcale miłe.
- Wiem całkiem sporo.
- Niby skąd?
- Po prostu lubię auta i czasem bardziej zagłębiałam się w ich budowę.
- Dobra, niech ci będzie.
- To czego szukamy? - Zapytałam się, po tym jak usiadłam w jednym z foteli, a były ich dwa.
Zaczął wyjaśniać mi co jest mu potrzebne. Niestety były to części rzadko spotykane, bo model jego samochodu nie był zbyt często kupywany ze względu na kosmiczną cenę i nie dziwie się im.
Spędziliśmy dwie i pół godziny na szukaniu tych części i w końcu na nie natrafiliśmy. Aiden od razu zamówił je przez internet. Bardzo się cieszył z powodu naszego znaleziska z reszta tak samo jak ja. To były męczące poszukiwania i chciało mi się strasznie spać, na co Aiden zareagował dość wyrozumiale. Powiedział, że mogę się zdrzemnąć na jego łóżku, a on mnie potem obudzi. Tak więc ułożyłam się wygodnie na jego łożu i dość szybko zasnęłam. Na chwile zrobiło mi się zimno, a potem poczułam coś miękkiego na sobie. Zapewne koc.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz