Promienie słoneczne wpadające przez okno do pokoju wybudziły mnie z pięknego snu. Nie chciało mi się wstawać, więc przewróciłam się na drugi bok, a wtedy poczułam coś ciężkiego i ciepłego na mym ciele, chyba rękę, ale nie byłam tego pewna do czasu, gdy otworzyłam swe oczęta i ujrzałam śpiącego Aidena. Zbiło mnie to całkowicie z tropu. Co ja robiłam z nim w jednym łóżku i gdzie ja do cholery jestem?! I wtedy przypomniało mi się... Wczoraj wieczorem byłam tak zmęczona, że Aiden pozwolił mi podrzemać na jego łóżku, ale miał mnie zbudzić. Czemu tego nie zrobił?! O matko! Pewnie mama strasznie się martwiła. Nie wiedziała nawet, gdzie jestem. O bosz...
Wstałam natychmiastowo z łóżka, co przyczyniło się do zbudzenia Aidena ze snu.
- Kobieto, daj mi spać. Jest tak cholernie wcześnie. Idź spać. - Marudził zaspany.
- Czemu mnie wczoraj nie zbudziłeś? - Miałam do niego pretensje za to, co uczynił, a raczej z to czego nie uczynił.
Wstał z łóżka, a mym oczom ukazał się tors godny boga. O matko! Chciałam dotknąć tego muskularnego brzucha i bicepsów, ale musiałam sie opanować, bo zaraz straciłabym oddech.
- Oddychaj powoli. - Powiedział to, gdy zauważył, że mnie kompletnie zatkało. - Tak słodko spałaś, że już nie chciałem cie budzić. Wybacz, następnym razem cię zbudzę.
- Nie będzie następnego razu.
- A szkoda. Jak spałaś, bardzo się do mnie kleiłaś, wiesz?
- Na pewno tego nie robiłam!
- Oj tak. Nie wypieraj się.
- Ja się nie wypieram, tylko stwierdzam fakty.
- Jasne, że tak. Już nie musisz się wstydzić, przecież wiem, że jestem niesamowicie seksowny i ty też tak uważasz. Nie ma czego tu się wstydzić. - Zaśmiał się tak bardzo seksownie, że przestałam się z nim kłócić, jednak nie przyznałam mu racji.
- Skończmy ten temat. Muszę wracać do domu. Mama na pewno się o mnie martwi. - Odparłam.
- Prawdę mówiąc to nie za bardzo.
- Co masz na myśli? - Powiedziałam lekko zaskoczona i zdumiona.
No, mój tata zadzwonił wczoraj do twojej mamy i powiedział, że zasnęłaś oglądając film i że nie chcieliśmy cię budzić, więc zostajesz u nas na noc.
- I co ona na to.
- Zgodziła się.
- I tyle?
- I tyle, a teraz chciałbym wziąć prysznic i tobie też to radzę.
- Czy ty mi tu coś insynuujesz?
- Gdzie tam, ale myślę, że chciałabyś wziąć prysznic i zdjąć moją podkoszulkę, chociaż muszę przyznać, że do twarzy ci w niej. - Zaśmiał się złowieszczo, ale to nadal był jego śmiech.
- Co?! - Wrzasnęłam zszokowana i spojrzałam na to, w co byłam ubrana i zdałam sobie sprawę, że naprawdę jestem w jego podkoszulce i że nieźle na mnie leżała, ale to nie jest najważniejszą sprawą. - Debil. - Tylko na to było mnie stać.
- Myślisz, że nie umiem cię przebrać w moją koszulkę bez patrzenia? Otóż nie, ale nie mówię, że nie patrzyłem - Znowu usłyszałam ten jego złowieszcze śmiech, ale to było już lekkim przegięciem.
- Wiesz, jesteś pieprzonym zboczeńcem.
- Oj tam, oj tam. I tak nie było co oglądać.
- Teraz to mnie wkurzyłeś. - Sięgnęłam po poduszkę z łóżka i rzuciłam nią w niego.
- Przecież żartowałem. - Zaczął się śmiać, co mnie jeszcze bardziej zdenerwowało, ale co gorsza to i on wziął poduszkę i we mnie nią rzucił. Dzięki temu rozpętała się trzecia wojna światowa na poduszki.
Wszystkie poduszki, które znajdowały się w pokoju Aidena, latały teraz jak samoloty, a pierze się z nich wysypywało. To była całkiem dobra zabawa i sztuką było się nie śmiać, gdy któreś z nas obrywało miękką poduszką. Sypialnia wciąż była wypełniony naszym śmiechem i różnymi odgłosami, gdy poduszki nie trafiały w cel swojej podróży.
Po kilku minutach wyczerpującej bitwy na poduszki, Aiden obwieścił, że idzie wziąć prysznic i że zaraz wraca, co umożliwiło mi pobycie przez chwilę samą. Gdy poszedł, zastanawiałam się nad tym, co się ostatnio wydarzyło w w moim życiu, które nigdy nie było tak pogmatwane jak teraz. Nie wiem, jak mogłam dopuścić do tego, że sama się gubię w tym, co robię i w tym co czuje, bo czuje dziwne rzeczy. Chyba powoli zaczynam go lubić, jednak nadal uważam to za niemożliwe do wykonania i nie wydaje mi się, że jest on osobą, która zniża się do mego poziomu. Nie żeby był nisi, ale jednak za niski jak dla niego. On gustuje w wymalowanych lalkach barbie, takich jak występują w bajkach lub jeszcze gorzej. W każdym razie jego typ to na pewno pusta lata z dużym zapleczem i nie tylko.
Czas, w którym Aiden brał prysznic, nie był zbyt długi, więc moje rozmyślenia nie trwały zbyt długo. Niestety przerwał mi je pewien widok, któremu nie sposób si nie oprzeć, nawet mi. Ujrzałam ponownie tors młodego boga i mnie po prostu zatkało.
- No co? - Zapytał się stojący w ręczniku Aiden jak gdyby nigdy nic. - Myślałem, że jesteś na mnie odporna, więc co się tak na mnie patrzysz? - Zabrzmiało to odrobinę sarkastycznie, no dobra, bardzo sarkastycznie nawet jak na jego.
- Mam oczy, to się patrzę. - Opowiedziałam poirytowana.
- A dlaczego akurat tam, gdzie podobno nie powinnaś?
- Bo akurat napatoczyłeś mi się na widok, a teraz, gdybyś mógł, to weź się do jasnej ciasnej ubierz, to nie plaża nudystów, ze możesz łazić goły.
- Jestem w ręczniku, jakbyś nie zauważyła, skarbie. - Znowu to zrobił, znowu mnie tak nazwał! Jasny gwint, zaraz go uduszę!
- Wiesz, ślepa nie jestem, jednak jesteś częściowo nagi, więc...
- To już we własnym domu nie można chodzić w przepasanym ręczniku? - To chyba było pytanie retoryczne.
- Znaczy się, ja tam nic do tego wizerunku nie mam, ale przydało by się, abyś się w końcu ubrał, no bo wiesz, mam zamiar niedługo wrócić do domu no i... yyy. Nom, to czy w końcu włożysz ciuchy? - Powiedziałam to lekko zmieszana.
- Oczywiście, ze mogę ale nie chcę. Jeśli ci to nie pasuje to możesz teraz sama wziąć prysznic, a ja ci obiecuję, nie będę miał nic przeciwko, gdybyś miała ochotę porobić za nudystkę. - Odparł sarkastycznie, jak to na niego przystało.
- Pieprz się. - Powiedziałam tylko to i ruszyłam w stronę łazienki wraz z moimi ciuchami.
- Z tobą? Zawsze. - Powiedział to specjalnie, aby mnie zdenerwować.
- Idź do diabła. - Rzekłam wkurzona.
- To może ty do mnie przyjdziesz, mały diabełku? - Teraz to na prawdę się wściekłam, gdy przezwał mnie tym małym diabełkiem.
- Jak jeszcze raz mnie tak nazwiesz, to oberwiesz. Zrozumiano?! - Powiedziałam bardzo wyraźnie i klarownie.
- No to chodź po mnie, mały diabełku. - I jeszcze podkreślił dwa słowa, za które oberwie, i za które popamięta mnie na całe życie.
- Już nie żyjesz! - Rzuciłam ciuchy, które trzymałam w rękach na podłogę i zaczęłam biec w stronę Aidena. Ten albo się przestraszył albo chciał się ze mną podrażnić, ale przez to musiałam latać za nim po całym pokoju. Gdy go e końcu dopadłam, złapał mnie i oboje wywaliliśmy się na wielkie łoże, bo próbowałam wydostać się z jego objęć. Jednak moje starania i wysiłki poszły na marne, gdy nie dość, że mnie powstrzymał przed zbiciem go, to jeszcze sprawił, że prawie nie mogłam się ruszać.
Leżałam na ciele Aidena i oboje ciężko oddychaliśmy z powodu tej gry. Przyznałam się do porażki z wielkim trudem, nie lubiłam przegrywać, a tym bardziej z nim. Był mim rywalem od zawsze i to się nigdy nie zmienić. Będę walczyć z nim do upadłego, aż któreś z nas odniesie wielkie zwycięstwo w tej odwiecznej wojnie. On teraz wygrał bitwę, ale ja zamierzałam wygrać wojnę i nie ulegać swym słabościom.
- Mógłbyś mnie puścić?
- Czemu? Przecież jest nam tak miło. Zostańmy tak przez chwilę. - Powiedział i zrobił oczka szczeniaczka, które powoli sprawiały, że w środku robiłam się jak budyń, który tak kocha Jenn, albo jak czekolada, której nie potrafię niczego odmówić.
- Czyżby podobała ci się ta pozycja ze względu na to, że twoje ręce znajdują się na moim tyłku, czy może, dlatego że nie chce cię mnie odwozić do domu? - Zapytałam tym razem dość miłym i uprzejmym głosem.
- Oba.
- Tak też myślałam. Jesteś taki przewidywalny. - Powiedziałam niby zawiedziona.
- Ja? Przewidywalny? - Mówił z lekkim niedowierzeniem.
- Tak, ty. - Droczyłam się.
- Nie jestem przewidywalny. - Powiedział pewny siebie.
- Skoro tak, to udowodnij.
- Jak?
- Nie wiem, zaskocz mnie. - Kontynuowałam tą grę, tak jak on się ze mną bawił.
I stało się to, czego się w ogóle nie spodziewałam. Poczułam na wargach coś ciepłego, a tym czymś były gorące usta Aidena, które sprawiały, że cała się w środku gotowałam. Był porywczy, a zarazem delikatny. Nie wiem jak to opisać, nigdy czegoś takiego nie czułam. Było to la mnie takim zaskoczeniem, że nie potrafiłam teraz o niczym innym myśleć niżeli o ustach chłopaka, które sprawiały, że chciałam więcej, a zarazem błagam aby w końcu to się skończyło, bo moje serce miało zamiar zaraz wyskoczyć mi z piersi. Kiedy wargi Aidena oddaliły się od moich, w końcu odzyskałam możliwość myślenia, co nie było takie proste. Moje ciało upominało się o więcej, nie chciało mnie słuchać, nie to co mózg i serce, bo te dwa bardzo ważne w moim życiu narządy zostały opanowane i powróciły do normy.
- Aiden, z-zostaw mnie. - Wyjąkałam po cichutku, ale chłopak i tak mnie usłyszał.
- Jak sobie życzysz, księżniczko. - Powiedział. po czym uśmiechnął się łobuzersko. W tej chwili już nie myślałam o tym, jak mnie nazwał, ale o tym co przed chwilą miało miejsce. Miałam nadzieję, ze to się nigdy nie powtórzy i szybko o tym wydarzeniu zapomnę.
Puścił mnie. Wstałam od razu z łóżka, na którym leżeliśmy i szybko ruszyłam po swoje rzeczy, a następnie pod prysznic. Chciałam zmyć z siebie zapach i uczucie dotyku Aidena. Tego było już mi po uszy. Pomyślałam, że ciepła woda dobrze mi zrobi, bo uwielbiam myć się w ciepłej wodzie, w sumie to prawie gorącej.
Kiedy skończyłam brać orzeźwiający prysznic, ubrałam się prędko i wyszłam z luksusowej łazienki. W pokoju czekał już na mnie ubrany i gotowy do wyjścia Aiden. Byłam zdziwiona tym jak Aiden zachowywał się tak normalnie po tym, co się między nami zdarzyło. Dla niego to na pewno nic nie znaczyło, bo całował się z tabunem dziewczyn, ale to był mój pierwszy pocałunek, który był przeznaczony dla innej wyjątkowej osoby, która miała mnie kochać z całego serca, a nie drwić ze mnie przy każdej sposobności. To nie tak miało być, ale cóż, nie zmienię tego co wydarzyło się w przeszłości, mogę jedynie zmienić przyszłość.
- Gotowa? - Zapytał się mnie na luzie chłopak.
- Prawie, muszę znaleźć swoją torbę i telefon. - Odparłam.
- Telefon leży na biurku, a torba na kanapie. - Podpowiedział mi.
- Dzięki. - Zabrałam swoje rzeczy i ruszyłam za Aidenem do samochodu, tory znajdował się w garażu.
Gdy byliśmy w drodze do mojego domu, dostałam SMS-a od Jenn.
"Spotkajmy się w parku za 30 minut, musimy pogadać" - Od razu jej odpisałam.
"Ok :)" - I na tym skończyła się nasza krótka konwersacja.
Poinformowałam Aidena o zmianie planów, a on na to przystał, bo byliśmy niedaleko od parku, w którym często spotykałam się z Jenn. To było jedno z naszych ulubionych miejsc poza kawiarnią, w której podawali jej ukochane rogaliki i pitną czekoladę.
Aiden wysadził mnie tuż przed wejściem do parku i tam się pożegnaliśmy. Ruszyłam w stronę ulubionej ławki, znajdującej się pod drzewem. Po dotarciu na miejsce, rozsiadłam się wygodnie, włączyłam muzykę w telefonie i czekałam na przybycie mej przyjaciółki. Ciekawa była tego, co miała mi do powiedzenia, poza tym sama miałam jej coś do powiedzenia...
Jenny
W nocy ledwo zasnęłam. Cały czas myślałam o mnie, Johanie oraz o naszych złączonych ustach. Czułam się jakbym straciła dziewictwo lub dopuściła się jakiejś zbrodni. Cały czas doskwierał mi dziwny ,,ból" brzucha. Przez całą noc leżałam w łóżku jak struta i co chwila odtwarzałam me wspomnienia, aż w końcu zasnęłam. Rano (czyli o jedenastej) obudziłam się i nawet nie byłam głodna. Poczułam tylko potrzebę powiedzenia o tym pewnej zaufanej osobie, którą na pewno nie był ani mój tata, ani Allie. Chwyciłam szybko swoją komórkę i napisałam SMS-a do Carrie z prośbą o spotkanie. Następnie doprowadziłam się do porządku i wyszłam z domu niezauważona, gdyż mój tata od godziny szóstej był w pracy. Jakimś cudem udało mi się złapać spóźniony autobus i znaleźć wolne miejsce siedzące. Po jakichś dwudziestu pięciu minutach dotarłam do parku. Szłam w stronę naszej ulubionej ławki mijając przechodniów. Byłam strasznie niecierpliwa i za razem podekscytowana. Gdy wreszcie doszłam do wyznaczonego miejsca spotkania, na ławce siedziała Carrie i słuchała muzyki patrząc się w taflę stawu jak zahipnotyzowana. Postanowiłam ją wyrwać z transu i pomachałam ręką przed jej oczami, na co zareagowała z lekkim opóźnieniem:
-O, witaj Jenn!- Przywitała się lekko za głośno
-Hej, zdejmij słuchawki.- Powiedziałam dodatkowo pokazując na uszy
-Co tam słychać? Stęskniłaś się?- Dopytywała się
-No, a jak myślisz?- Zadałam jej pytanie retoryczne i gestem pokazałam byśmy usiadły na ławce- Wiesz... Muszę coś ci powiedzieć...- Chciałam jak najszybciej się jej zwierzyć, ta sprawa strasznie mnie gryzła i dręczyła
-Zamieniam się w słuch.
-No booo...- Zaczęłam nerwowo tarmosić kosmyk moich blond włosów- Noo... Johan mnie pocałował...- Powiedziałam to zdanie z prędkością światła mając nadzieję, że nie usłyszy, lecz się myliłam
- Serio? Opowiadaj jak było!- Była strasznie podekscytowana, chociaż spodziewałam się nieco innej reakcji z jej strony; w każdym razie opowiedziałam jej wszystko co się wydarzyło i oczywiście na koniec dodałam:
-Tylko nikomu ani słowa! To się nigdy nie wydarzyło...
-Jasne, spoko, spoko.- Zapewniała mnie, a ja wiedziałam, że mogę jej zaufać; w sumie wiedziałam o tym już od piątej klasy podstawówki, kiedy to powiedziałam jej w kim się ,,kocham".
-Od tamtej pory jakoś dziwnie się czuję...- Nie dokończyłam, bo mi przerwała
-To miłość! Mówię ci!- Aż podskoczyła w miejscu
-Taa, miłość...- Prychnęłam nie dowierzając
-Mów co chcesz, ja wiem lepiej.- Odparła patrząc na mnie z wyczekiwaniem, aż przyznam jej rację
-A co się ostatnio wydarzyło u ciebie? Wybacz, że tak od razu zaczęłam nawijać o sobie, ale to było strasznie męczące.- Zmieniłam temat
-U mnie?- Zaczęła niechętnie- No w sumie też zaliczyłam swój pierwszy pocałunek...
-Ha!- Miałam niezłą radochę, gdyż nie byłam jedyną z nas, która przechodziła pierwszy pocałunek i byłam z tego dumna- I któż skradł twe usteczka?- Zapytałam unosząc brew
-Och, weź ogarnij swoje brwi, bo ci nie powiem.- Zaszantażowała mnie
-No doobra.
-Więc, cóż... Przede wszystkim trzymaj się mocno ławki, bo możesz spaść z wrażenia...- Przerwałam jej
-Jeremy??
-Chciałabym.- Odpowiedziała ze smutkiem, a następne słowo, a raczej imię wypowiedziała z ciężką goryczą- Aiden.
-Cooooooooo???!!!- Miała rację, prawie spadłam z ławki- Przecież...!! Przecież wy się nie znosicie!!!!
-A ty i Johan to niby inaczej???- Próbowała się usprawiedliwić
-My mamy rozejm!!- Krzyknęłam lekko rozbawiona, gdyż nie wiedziałam już czy mam sie śmiać czy płakać
-No i co z tego??? Też się nienawidzicie!
-Nienawidziliśmy...- Poprawiłam ją i ciężko westchnęłam- Wiesz, ja już sama nie wiem czy go lubię czy nienawidzę... Jest mi w sumie obojętny, a ten pocałunek nic dla mnie nie znaczył ani nie znaczy!- Rzekłam twardo
-Mam identycznie z Aiden'em!- Oznajmiła
-No widzisz. Witaj w klubie.- Przytuliłyśmy się i nagle zdałam sobie sprawę, że dziwne uczucie zostawiło mój żołądek w spokoju i zgłodniałam- Hej, może przejdziemy się do kawiarni? Rano niczego nie jadłam, a w kieszeni mam pare drobnych...
-Jasne! Muszę przyznać, że sama zrobiłam się głodna.- Po tej wymianie zdań wstałyśmy z ławki i ruszyłyśmy w stronę naszej kawiarenki.
Gdy wreszcie dotarłyśmy na miejsce tradycyjnie zamówiłam z cztery rogaliki i gorącą czekoladę, natomiast moja przyjaciółka raczyła się poczęstować dwoma babeczkami i aromatyczną latte macchiato. Później znów porozmawiałyśmy, lecz o bardziej przyziemnych rzeczach, takich jak szkoła, w co się jutro ubrać lub o ostatnio przeczytanych książkach/ mangach oraz obejrzanych serialach/anime. Następnie obie ruszyłyśmy na przystanek i poczekałyśmy każda na swój autobus. Jej transport przyjechał szybciej, więc kilka minut postałam sama i po jakimś czasie przybył i mój bus. Nawet nie zauważyłam kiedy znalazłam się w domu i siedziałam tradycyjnie na facebook'u pisząc z Taylor'em. Reszta dnia zleciała mi szybko i monotonnie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz