Jenny
Rano dopadł mnie bezlitosny ból głowy. Przebudziłam się o godzinie piątej nad ranem i leżałam w łóżku mając nadzieję, że niedługo zasnę, lecz tak się nie stało. Około siódmej do mego pokoju wtargnął mój ,,ukochany" sąsiad:
-Hej, Jenn, wstawaj. Zaraz autobus odjedzie...- Zawołał z progu
-Spadaj. Dzisiaj nie ide.- Zakryłam głowę poduszką, byle go nie słyszeć
-Ej, co ci?- Zapytał siadając obok mnie i zabierając mi moją poduszkę przyłożył swoją łapę do mojego czoła- Jenn, ty masz gorączkę!- Wykrzyknął i szybko opuścił mój pokój, niebawem wracając ze swoją mamą
-Jenny, kochanie, dobrze się czujesz?- Zapytała troskliwym głosem Allie
-Jeśli miałabym oceniać w skali 1-10 to dałabym 3.- Oznajmiłam
-Johan, leć szybko na dół po termometr i zaparz jej coś.- Poleciła szybko swemu synu, a ten natychmiast się jej posłuchał- Dzisiaj nie pójdziesz do szkoły, nie ma szans.- Stwierdziła.
-Mamo, gdzie termometr?- Usłyszałyśmy głos chłopaka
-Co za sierota.- Mruknęła Allie i opuściła mnie; leżałam na plecach wpatrując się obojętnie w sufit i starałam się zasnąć. Nawet nie zauważyłam, kiedy mi się to udało. W każdym razie przebudziłam się w momencie, gdy poczułam coś przyjemnie ciepłego przy moim ciele i nie był to bynajmniej termofor czy kaloryfer... No chyba, że był to kaloryfer Johana... Stłumiłam w sobie jęk zdziwienia i podziwiałam śpiącego chłopaka. Obejmował mnie i przytulał do siebie jak ogromnego pluszaka. Bardzo, ale to bardzo lekko położyłam swoją prawą rękę na jego klatce piersiowej. Był gorący niczym grzejnik, a że mój ból głowy już minął przyjemnie było przytulać się do nagiej klatki piersiowej chłopaka. Wzięłam głęboki wdech i poczułam przyjemny zapach sosen, który od niego pochodził. Nie zostało mi nic innego niż wtulić się w niego i znów zasnąć...
Carrie
Rano obudziłam się w tak świetnym nastroju, że aż zapomniałam o wczorajszej kłótni z Aidenem, bo mogłam myśleć tylko o przepięknym chłopaku, który uratował mnie przed randką z podłogą. Wciąż miałam w pamięci całe te zdarzenie i ci chwila odtwarzałam je sobie na nowo. Nadal pamiętałam uczucie, gdy silne ręce Jeremiego spoczywały na mej talii i sprawiały, że czułam motylki w brzuchu.
Wiedziałam już wtedy, że jest mi przeznaczony. Przyznaję, podkochiwałam się w nim, a teraz istnieje możliwość, że w końcu me uczucie zostanie odwzajemnione. Czekałam na to tak długo, że teraz boję się co będzie. Nigdy tak naprawdę nie spotkałam kogoś, kto rozumiałby mnie bez słów, jeśli chodzi o chłopaków, bo Jenn, Jenn to moja najlepsza przyjaciółka i nie wiem co by się stało, gdybym jej nie miała przy sobie. Ona jest jak rodzina, jak siostra, której nigdy nie miałam, jak mama, która zawsze wspiera swoje dzieci, jak babcia, której wciąż mi brakuje i której głównym celem jest kochać swoje wnuki nade wszystko. Ona znaczy dla mnie tak wiele, że życie bez niej byłoby puste.
Dzisiaj tata miał mnie zawieźć do szkoły, bo Aidena miało nie być w ogóle w szkole, na szczęście.
Bardzo cieszyłam się z tego, bo z moim tata w samochodzie było zawsze strasznie zabawnie i dzięki temu miałam lepszy nastrój, mimo że myślałam, że lepszego już się nie da mieć, a jednak.
Mój rodzic wysadził mnie centralnie przed szkołą, więc musiałam iść na wprost przed siebie, aby dotrzeć do budynku. Nagle usłyszałam, głos anioła, który zstąpił z niebios, a teraz postanowił otoczyć mnie błogim szczęściem.
- Hej, Carrie. - Odezwał się Jeremy zza moich pleców, więc obróciłam się w jego stronę.
- O, hej, Jeremy.
- Jak leci?
- Myślę, że dobrze. A u ciebie?
- Da się żyć. - Wyglądał na zestresowanego i spiętego.
- Coś się stało?
- Nie, ale mam do ciebie bardzo osobiste pytanie. - Powiedział to w tak ekspresowym tempie, że ledwo wyłapałam o co mu chodzi, a właśnie...
- O co chodzi? - Teraz to się trochę zmartwiłam.
- Yyy... Masz chłopaka?- Wydusił z siebie pytanie, które wydawało mi się absurdalne. bo chyba wszyscy wiedzieli, że jestem cały czas singielką i nigdy nie miałam chłopaka. A może on nie?
- Nie, nie mam chłopaka, nie spotkałam jeszcze żadnego chłopaka, który by chciał nim zostać.
- Serio? - Zapytał się z niedowierzaniem. - To niemożliwe, jesteś zbyt cudowna żeby być samą.
- Nieprawda. Jestem zwykłą nastolatką z Wenecji.
- Z tej Wenecji? Z najromantyczniejszego miejsca na ziemi poza Paryżem?
- No tak. A znasz jakąś inną Wenecję?
- Nie, ale po prostu jestem zaskoczony.
- Czym?
- Że potrafisz się opędzić od tabunów chłopaków czekających na każde twoje skinienie.
- Nie żartuj ze mnie, proszę.
- Nie żartuję, wiesz ile facetów czeka, abyś zechciała zostać ich dziewczyną?
- Na przykład?
- Na przykład ja.
- Co? - Zatkało mnie. - Przecież nawet mnie nie znasz.
- Nie znam, ale z wielką chęcią poznam.
- Tak?
- Zdecydowanie tak.
- A czy ty przypadkiem nie masz dziewczyny?
- Tak się akurat przypadkiem składa, że nie mam. - Uśmiechnął się szeroko do mnie, na co ja odpowiedziałam tym samym.
- Aha... czyli nic nie stoi tej znajomości na drodze?
- Tak sądzę. Wiesz co, powinniśmy gdzieś razem wyskoczyć.
- Co proponujesz?
- Proponuję, abyśmy poszli do parku i nad jezioro w piątek. Co ty na to?
- Myślę, że to świetny pomysł.
- No to jesteśmy umówieni, my sweetness. To do następnego spotkania.
- Do następnego. - Rozeszliśmy się w swoje strony, ale to nie był koniec naszych wspólnych przygód na ten dzień.
Jenny
Po ponownym przebudzeniu, Johana już nie było. Wstałam leniwie z łóżka i podreptałam do łazienki. Gdy już wreszcie doprowadziłam się do porządku, niczym we własnym domu zeszłam do kuchni coś zjeść. Zajrzałam do lodówki i wyjęłam z niej jeden z wielu jogurtów czekoladowych. Swój posiłek zjadłam w ciszy. Prawdopodobnie nikogo nie było w domu, prócz mnie...
Powróciłam znów na górę i miałam wrażenie, że pomimo ciszy nie jestem sama. Powoli zajrzałam do pokoju Johana i ujrzałam w nim śpiącego chłopaka. Uśmiechnęłam się lekko i już miałam wychodzić, gdy rozległ się jego spokojny głos:
-Wstałaś już?- Zapytał zaspany
-Tak.- Odparłam w miarę pogodnie
-A jak się czujesz?- Zadał mi pytanie siadając na łóżku i przecierając oczy
-Dobrze. A ty?
-Nie najgorzej.- Odparł z na wpół przymkniętymi oczami
-Ej, Johan, wszystko ok?- Zbliżyłam się do niego, a on popatrzył na mnie niewyraźnie
-No tak...
-Daj sobie spokój, przecież widzę, że chyba niezbyt dobrze się czujesz.- Zaprotestowałam siadając obok niego
-Mogę?- Zapytał prawie szeptem ochrypłym głosem
-Możesz.- Odparłam opierając głowę o jego lewe ramię
-Jenn.- Mruknął opierając swoją głowę na mojej i pieszcząc palcami mój policzek- Jenn, czemu ty mnie nie kochasz?- Zapytał nagle, a ja poczułam, że się ostro rumienię
-Cz-czemu cię nie kocham?- Powtórzyłam niepewnie pytanie
-Tak, czemu mnie nie kochasz? Przecież jestem dla ciebie taki dobry, wyrozumiały, troskliwy i w ogóle, ale ty chyba wolisz inny typ...- Mruczał, a ja zrozumiałam, że majaczy
-Wiesz co? M-może ja pójdę po jakieś tabletki?- Chciałam jak najszybciej opuścić jego pokój
-Nigdzie nie idź! Teraz ja mówię.- Chwycił mnie mocno za rękę i dalej coś mówił, lecz ja nie słuchałam; próbowałam się oswobodzić z jego uścisku i jak najszybciej wyjść z tego domu. Bałam się go. Nie wiedziałam co chłopak, starszy ode mnie i z trzy razy silniejszy może mi zrobić, ale miałam złe przeczucia. Szybkim i zdecydowanym szarpnięciem wyrwałam mu moją rękę, na której widniał fioletowy siniak i rzuciłam się biegiem na dół. Na szczęście Johan nie miał ani siły, ani chęci, by mnie gonić, więc tylko krzyknął, bym wracała oraz, że jeszcze nie skończył.
Zeszłam do kuchni i zaczęłam od zabezpieczenia się przed powrotem na górę. Jako broń wybrałam wałek do ciasta: lekki, poręczny i niezbyt groźny. Następnie przystąpiłam do szukania jakichś leków, lecz nigdzie ich nie znalazłam. Postanowiłam skoczyć do mojego domu i przynieść je z mojej apteczki. Tak więc zrobiłam i po pięciu minutach wróciłam z powrotem. Gdy już weszłam do środka zauważyłam, że Johan stoi u stóp schodów. Na mój widok zaczął się do mnie zbliżać niczym mumia egipska, a ja instynktownie podniosłam wałek i przemieściłam się przed kanapę, tak by trudniej byłoby mu dojść do mnie:
-Jeeeenn.- Zamruczał
-Trzymaj się ode mnie z daleka!- Zagroziłam- Jestem myśliwym i nie zawaham się użyć tego wałka!
-Jeeeeenn...- Powtórzył me imię idąc prosto w kanapę i wywracając się na nią
-Och, Boże...- zrobiłam face plam wolna ręką i nagle poczułam, jak jego ciepła dłoń zaciska się jak imadło wokół mej ręki, w której trzymałam wałek- Aaaa!- Wydarłam się, a on przyciągnął mnie do siebie i tak oto leżałam na nim na kanapie, a on się do mnie przytulał:
-Jeeeenn...- Mruknął i wtulił swą twarz w moje włosy
-Johan, opanuj się!- Nakazałam, lecz mnie nie posłuchał- Johan! Bo przestanę się do ciebie odzywać!
-I dobrze.- Usłyszałam go nad sobą i się poirytowałam
-Johan, idioto! Puszczaj mnie, bo pożałujesz!- Zagroziłam, a on mnie zignorował- Sam tego chciałeś!- Oznajmiłam i przywaliłam mu z wałka
-Ałaaaaa.- Krzyknął i puszczając mnie złapał się za głowę
-A nie mówiłam.- Oznajmiłam z dumą w głosie wstając i krzyżując ręce na piersi; nagle chłopak wstał i mocno pochylając głowę w dół pocałował mnie. Starałam się go odepchnąć, lecz on dalej robił swoje. W końcu przestałam sie szarpać mając nadzieję, że zaraz mu się znudzi. Stało się tak jak się spodziewałam. Odsunął swą twarz od mojej i się do mnie przytulił:
-Masz tabletki?- Zapytał szepcząc prosto mi do ucha
-Mam.- Odszepnęłam równie cicho bojąc się, że może mi coś zrobić
-To daj.- Odparł cicho puszczając mnie; ugiął kolana, tak by mniej więcej dorównywać mi wzrostem
i otworzył buzię. Lekko onieśmielona i mega czerwona wsadziłam mu lek do ust, a on go połknął i znów się do mnie przytulił
-Masz zamiar tak stać cały dzień?- Zapytałam czując się bardzo dziwnie
-Moooże.- Mruknął w odpowiedzi
-Aha...
-Jeeeeenn...- Zamruczał
-Czego??- Zapytałam wnerwiona
-Pocałujesz mnie?
-Nigdy więcej.- Odparłam
-No weeeź...- Błagał, lecz ja byłam nieugięta- To ja cię pocałuje.- Odrzekł i już miał to uczynić, gdy nagle mi się przypomniało o mej broni; podniosłam wałek i przytknęłam go do jego ust. Nawet się nie skapnął, że całuje drewno, a nie mnie. Gdy w końcu wałek przestał być całowany przez Johana, chłopak szybko podniósł mnie i po schodach zaniósł na górę. Oczywiście nie obeszło się bez moich wrzasków i szarpania się. Kiedy już wreszcie weszliśmy do jego pokoju rzucił mnie na swoje łóżko (i to dosłownie) i zaczął zdejmować swoją koszulkę
-Eeeeej! J-Johan!- Zaprotestowałam bardzo wystraszona, kuląc się na łóżku nie wiedząc co zrobić; już nie miałam czym się bronić. Wałek wypadł mi z ręki kiedy chłopak mnie podnosił...
-Nic się nie bój.- Uspokajał mnie, lecz ja bynajmniej się nie uspokoiłam-Gorąco mi jest i tyle...- Odrzekł i walnął się na łóżku obok mnie przecierając twarz dłońmi; trochę się uspokoiłam, ale nadal byłam w gotowości do krzyku i szarpania
-Jak się teraz czujesz?- Zapytałam ostrożnie
-Znośnie...- Mówił już normalnie, chyba tabletka zaczęła działać
-Aha... Pamiętasz co się wydarzyło kilka minut wcześniej?
-Nieee. A co się wydarzyło??- Poderwał się z łóżka i popatrzył na mnie z przerażeniem
-N-nic ważnego...- Odrzekłam siadając i odwracając głowę w bok, tak by nie dostrzegł mego rumieńca
-To JEST ważne!- Sprzeciwił się- Powiedz... Czy cię skrzywdziłem?- Zapytał niepewnie
-Nie!- Zaprotestowałam- To raczej ja ciebie skrzywdziłam.- Zaśmiałam się przypominając sobie jak uderzyłam go wałkiem
-Serio? No w sumie lepiej byś skrzywdziła mnie, niż ja ciebie.- Oznajmił i podrapał się po głowie, lecz szybko tego pożałował, gdyż wybrał miejsce, w które akurat oberwał- Ałaa.- Syknął- Czy tutaj mnie uderzyłaś?
-Taaak.- Przytaknęłam z łobuzerskim uśmiechem
-A czym jeśli można wiedzieć?
-Wałkiem do ciasta.
-Wałkiem???- Zdziwił się
-Tak, wałkiem.
-Czyli musiałem robić coś nieodpowiedniego, skoro musiałaś się bronić...- Westchnął opuszczając nisko głowę
-Niee! Wcale nie! Po prostu zbyt natrętnie mnie całowałeś i nie chciałeś się mnie słuchać.- Wyjaśniłam
-A czy-czy zaszło coś więcej?- Zadał mi pytanie cały czerwony
-NIE!!!! Broń Boże!- Podskoczyłam na miejscu i się odsunęłam od niego
-Uff... Całe szczęście.- Odetchnął z ulgą i już chciał potrzymać mnie za rękę, lecz nagle dostrzegł siniaka- Co to jest?- Zapytał ze strachem w oczach
-Co?- Odpowiedziałam pytaniem i spojrzałam na swój nadgarstek- Aaa to... To nic...
-Jak to nic? Przecież widzę dokładnie odbite moje palce... Jenn. Ja przepraszam cię.- Przytulił mnie do siebie, a ja siedziałam cała oniemiała- Przepraszam...
-Nie przepraszaj.- Oznajmiłam ostrożnie go obejmując- Nic się nie stało. To szybko się zagoi.- Zapewniałam, przeczesując powoli jego włosy.
-Czy mogę opatrzyć twoją rękę?- Zapytał
-Możesz.- Odparłam i w tej chwili wypuścił mnie z objęć i pół nagi powędrował gdzieś. Boże, jak ja się cieszyłam, że już mu przeszło. To było najgorsze dziesięć lub piętnaście minut w tym roku...
Po chwili wrócił z maścią i bandażem. Usiadł znów obok mnie, a ja podałam mu rękę. Ostrożnie ujął mą dłoń w swe dosyć... zgrabne i długie palce. Delikatnie nasmarował mój nadgarstek maścią i owinął go bandażem:
-Nie za mocno?- Zapytał troskliwie
-Nie... Jest w sam raz.- Posłałam mu szczery i ciepły uśmiech
-Wiesz, ładnie się uśmiechasz.- Zwrócił na to uwagę
-Serio?
-Tak. I wiesz co jeszcze? Żałuję, że nie pamiętam jak cię całowałem...
-A chciałbyś?- Zaproponowałam, zanim pomyślałam co mówię
-W sensie przypomnieć czy pocałować cię?
-Jak wolisz.- Odparłam, chociaż znałam jego odpowiedź
-Jeśli tylko pozwolisz...- Odrzekł nieśmiało drapiąc się w rękę
-Pozwalam.- Miałam jakoś dzisiaj dobry humor, więc niech korzysta
-Pewna jesteś?
-Tak. Całuj żesz szybciej zanim się zestarzeję.- Ponaglałam chcąc mieć to już za sobą
-Jak sobie życzysz.- Oznajmił i powoli przysunął swoją twarz do mojej. Starałam się nie zasłaniać oraz nie opuszczać gdzie indziej twarzy. Było to bardzo trudne, gdyż nie znosiłam gdy ktoś naruszał moją przestrzeń osobistą. W każdym razie delikatnie jedną ręką objął moją lewą stronę twarzy, a druga natomiast powędrowała na mą talię. Przymknęłam delikatnie oczy i czułam jego oddech tuż przy moim policzku. Nagle poczułam jak jego wargi stykają się z moimi. Zaczęłam się czuć jakoś inaczej, dziwnie... Cały czas me ręce były zaciśnięte w pięści, lecz podczas tego pocałunku moje palce wyprostowały się i me dłonie powędrowały jedna na jego ramię, a druga na policzek. Przez głowę mi przeszło, że nie chciałabym już NIGDY z nim się rozstawać. Doznałam uczucia, że to czego szukałam zostało w tej chwili odnalezione oraz, że nie powinnam się już więcej okłamywać. Jak go kochałam i teraz akceptowałam to...
Reszta dnia zleciła nam szybko. Obejrzeliśmy ,,Niezgodną", a później Johan ugotował obiad. Pierwsza do domu wróciła Greta, zaraz po niej Allie z Joachimem, a na szarym końcu pan Bruno. Razem zjedliśmy kolację, a następnie poszłam spać. Starałam się uporządkować swe uczucia oraz myśli, co nie było najłatwiejszym zadaniem. W każdym razie ustaliłam kilka rzeczy:
1.Johan podoba mi się
2.Kocham go
3.Wiem co robić w razie czego (od dzisiaj będę nosiła w torbie wałek do ciasta)
4.Świetnie całuje
5.Nigdy świadomie by mnie nie skrzywdził
6.Martwi się i troszczy o mnie
7.Świetnie gotuje.
Do takich właśnie wniosków doszłam i zasnęłam nawet nie wiedząc kiedy...
Carrie
Przed bardzo ucząca o życiu lekcją biologi, ponownie ujrzałam mego rycerza, jeśli mogę się tak wyrazić. Szedł wraz z jakimś kolegą, którego nie rozpoznawałam, być może dlatego że byłam zbyt zajęta podziwianiem cudownego widoku znajdującego się przed mymi oczyma.
- Hej Carrie, jeszcze raz. - Zwrócił się do mej osoby.
- Hej Jeremy, jeszcze raz. - Odpowiedziałam, po czym się uśmiechnęłam szeroko jak dziecko, gdy dostaje prezent pod choinkę.
- Zapomniałem się ciebie zapytać o której mam po ciebie wpaść. To o której? - Wtedy całe życie stanęło mi przed oczami, bo sobie przypomniałam, że przed rodzicami jestem dziewczyną Aidena, a gdyby Jeremy by po nie przyjechał, na pewno zaczęliby coś podejrzewać.
- Wiesz co,spotkajmy się na miejscu o siódmej. - Zaproponowałam, aby jakość się wywinąć z bardzo prawdopodobnej niezręcznej sytuacji z moimi rodzicami.
- Jesteś pewna,bo mogę po ciebie przyjechać i byśmy razem poszli?
- Jestem pewna na sto procent, naprawdę.
- Ach, okej, a i jest jeszcze jest jedna sprawa. - Coś mu się przypomniało.
- Jaka? - Dopytywałam się.
- Dałabyś mi swój numer, abym był z tobą w kontakcie? - Zapytał.
- Jasne. - Powiedziałam, a następnie wpisałam mu do telefonu mój numer komórkowy.
- Dzięki, my sweetness. - Zarumieniłam się od razu, gdy to powiedział, ale gdy położył swoją prawą dłoń na fragmencie mej twarzy i ucałował mnie w policzek, spiekłam buraka tak mocno jak nigdy przedtem.
- Nie ma za co, proszę bardzo. - Już chciałam dodać "mój książę", ale niestety zadzwonił dzwonek na lekcje i nas obydwoje pogonił pod sale.
Kolejną część dnia spędziłam na pisaniu SMS-ów z Jememy'm i rozmawianiu z nim o bzdetach. jednak najważniejsze bylo top, że moje marzenia zaczynały się powoli spełniać i dlatego też mogłam być szczęśliwa jak nigdy przedtem. To była wiekopomna chwila, gdy Carrie Swan wreszcie była szczęśliwa i nawet sam Aiden nie mógł zruinować tego najcudowniejszego momentu, a raczej dnia, w moim życiu.
Gdy dzień szkolny dobiegł końca, tata odebrał mnie spod budynku szkoły i zawiózł do domu. Tam się przebrałam w wygodniejsze ciuchy i poszłam robić obiad, mimo że miałam kucharkę w domu, sama lubiłam od czasu do czasu ugotować coś rodzicom. Tak i też chciałam zrobić dzisiaj. Wyjęłam warzywa z lodówki potrzebne do sałatki gyros. Pokroiłam je i również uczyniłam to samo z kurczakiem. Podsmażyłam go na patelni, a następnie połączyłam go z warzywami w misce.
Gdy wszystko było już gotowe, czyli gdy zamówiłam resztę posiłku z chińskiej restauracji, nakryłam o stołu i poszłam na górę, aby się trochę odświeżyć.
W czasie, gdy moja mama przybyła do domu z pracy zdążyłam odrobić pracę domową i przeczytać pół książki, a mój tata zdążył wraz ze mną zjeść obiad. Chciałam zrobić to także z mamą, jednakże ta wróciła zbyt późno i do tej pory umarlibyśmy z głodu, a przynajmniej ja.
Po spożytym posiłku, byłam tak najedzona, że od razu zasnęłam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz