niedziela, 7 sierpnia 2016

Rozdział 12 (Czwartek)

Carrie
Wstałam o tej samej porze jak co dzień, ale byłam bardziej wyspana niż zwykle, chociaż nie działo się tak, gdy czułam się jak na szpilkach, nie takich do noszenia, ale takich do wpinania w coś. W każdym razie, byłam lekko zestresowana i przerażona tym co miało jutro nastąpić, a mianowicie randka z Jeremym. Obawiałam się tego,, że wyjdę przy nim na kompletną idiotkę, niedorajdę i do tego przyniosę mu wstyd na oczach całej szkoły, bo nigdy nie byłam na prawdziwej, i tu podkreślam prawdziwej, randce, bo pocałunki i fałszywe zaloty Aidena nie podlegają do prawdziwego życia towarzyskiego.
Gdy wygrzebałam się z cieplutkiego łóżeczka odbyłam swoją poranną toaletę i zeszłam na dół na śniadanie, które składało się z kawy i pączka z toffi. Było one bardzo pożywne ze względu na to, że ledwo zmusiłam się do przekąszenia czegokolwiek. Mój żołądek kurczył się na samą myśl o jutrzejszym wieczorze, więc bałam się, że umrę z głodu do soboty, bo mój organizm nie chciał przyswajać teraz żadnego jedzenia.
Gdy byłam z powrotem na górze, przyszedł do mnie SMS o treści:
"Gotowa?" - To był ostatni SMS od Aidena, który dzisiaj dostałam, ale były jeszcze inne, które wysłał do mnie w odstępach dziesięciominutowych.
"O której po ciebie wpaść", albo "Wstałaś już, księżniczko?"
Szczerze nienawidziłam, gdy mnie nazywał księżniczką, mimo że lubiłam bajki o księżniczkach i książętach, jednakże słowo "księżniczka" padające z jego ust, wpływa na mnie bardzo dziwnie i nie mam tu na myśli miłego odczucia a coś wręcz przeciwnego.
 Nagle usłyszałam donośny głos taty.
- Carrie, Aiden przyjechał po ciebie! - Krzyknął do mnie tatuś z dołu.
- Dobra, już schodzę. - Rzuciłam z piętra.
Zlazłam powoli jak ślimak na dół i ujrzałam twarz mego kierowcy. Wyglądał trochę inaczej, pewnie zmienił strój codzienny. Na pewno go zmienił, miałam stu-procentową pewność, że to uczynił, bo prezentował się jakoś inaczej, lepiej niż zwykle.
Tak naprawdę, zawsze uważałam go za przystojnego, jednak jego charakter nie dobijał. Czasem miałam chęć go zabić, bo m ie tak irytował, więc na wdzięki zewnętrzne nie byłam odporna jednak jego charakter załatwiał całą sprawę, dlatego  też nigdy się w nim nie podkochiwałam. A wracając do tematu jeszcze przed Aidenem to... to ja już sama nie wiem co o tym wszystkim mam myśleć. Próbuje wyzbyć się Aidena z moich myśli, ale gdy tylko go widzę, mój umysł nieświadomie zaczyna interesować się chłopakiem, mimo że moje serce mówi, że jest zakochane w kimś innym.
- Co tak długo to trwało?- Zapytał się Aidden w samochodzie.
- Ciekawa jestem jak długo ci by zajęło, gdybyś miał nogę w gipsie. - Rzuciłam już z popsutym humorem, jednak wiedziała kto może go poprawić. Jenn. Z resztą i tak potrzebowałam rozmowy z nią. Musiałam się jej wygadać, a poza tym strasznie za nią tęskniłam, w końcu to moja Best Friend Forever.
Tak więc wyjęłam telefon z kieszeni spodni i napisałam do swojej najlepszej przyjaciółki.
"Możemy się dzisiaj spotkać? Muszę w końcu wygadać, bo nie wytrzymam. Plz" - Nie czekałam zbyt długo na odpowiedź, która wykazywała szczere zainteresowanie tymże spotkaniem.
Poszłam do szkoły i zaczęłam się przygotowywać do lekcji w razie niezapowiedzianej kartkówki lub odpowiedzi. Nienawidziłam być pytaną, ale wolałam być przygotowana bardziej niż nie, bo raz mi się zdarzyło to małe nieprzygotowanie i dostałam dwóję z plusem, ale to była jednorazowa sytuacja i teraz starałam się takich unikać. W sumie wcześniej też, ale nie tak efektywnie jak w ostatnim czasie.
Gdzieś tam między lekcjami dowiedziałam się o jakiejś żarówce, która wyrządziła szkody w bloku sportowym, a dokładniej dowiedziałam się ledwo przed lekcją, co oznaczało, że mam nieplanowaną małą wycieczkę do biblioteki, która tak bardzo kochałam i wielbiłam ponad wszystkie rzeczy, no dobra nie wszystkie, ale prawie, bo moje łóżko to świętość, której nikt nie ma prawa naruszać, oczywiście wszyscy poza mną i Jenn, która była na równi ze mną dla mojego łóżka.
Nie daleko, a precyzując to obok, lekcje historii miała klasa Jenn, więc istniało ogromne prawdopodobieństwo, że zobaczę ją szybciej niż planowałam.
- Hej Carrie. - Odezwała się ma parabatai, gdy do mnie podeszła. Tak, byłyśmy parabatai, czyli BFF w wersji książek Cassandry Clare, których serie nas zauroczyły.
- Hej, Jenn. - Odpowiedziałam wystarczająco głośno, aby mnie usłyszała, co było trudne, bo wszyscy dookoła darli się w niebo głosy.
- To o czym chciałaś porozmawiać? - Zapytała.
- Wiesz, wolałabym o tym tutaj nie gadać. Może pójdziemy do nie i pogadamy?
- Jak wolisz, mi tam bez różnicy. - Odpowiedziała z obojętnym wyrazem twarzy.
- Okej, to do potem. - Odpowiedziałam, bo nauczycielka historii już nie stała w korku a pod salą lekcyjną i czekała aż klasa się uspokoi i zauważy jej obecność.
- No, papa. _ Rzuciła przez ramię, bo już prawie cała jej klasa weszła do sali, jednakże ja ruszyłam w kierunku wyjścia ze szkoły, a zarazem biblioteki.
Odwiedziłam me ulubione miejsce w mieście i zaczęłam się
 rozglądać za jakimiś nowościami, z którymi nie miałam jeszcze do czynienia.
Znalazłam kilka cudownych książek, a że miałam jeszcze dużo czasu do spotkania z Jenn, to postanowiłam zacząć czytać jakąś. Wybrałam oczywiście "Spętanych przez bogów", która może nie jest nowością, jednakże tak bardzo ją kochałam, że czytałam ja przynajmniej raz na rok. Fabuła książki była zbyt piękna, aby móc ją zapomnieć, przynajmniej dla mnie.
Tak wiec zabrałam się za czytanie. Mimo, że czytałam tę książkę po raz kolejny, to wciąż mnie zaskakiwała i czegoś uczyła, jak każda książka, która zawsze przekazuje jakieś mądrości. Tym razem nauczyła mnie, aby chronić rodzinę i tych, których się kocha, bo te osoby są w naszym życiu najważniejsze, a strata ich bywa bardzo i to bardzo bolesna. Dostałam kiedyś podobną lekcję od życia, gdy moja babcia zmarła. Tak bardzo za nią tęsknie, to ona nauczyła mnie kochać książki i nauczyła mnie tego, że każda książka zawiera w sobie ważną lekcję, która nigdy nie zostanie przeprowadzona w szkole.
Czytałam i czytałam, aż doszłam do zakończenia przecudownej książki. Spojrzałam na zegarek i zjarzyłam się, że jest już po szóstej. Dla mnie ten czas, który upłynął, był niczym mgnienie oka. Prawie tak, jakby go w ogóle nie było. Po prostu tak się wciągnęłam w całą tą historię Heleny Hamilton, że czas, który poświęciłam na czytanie, był nieistotny, z resztą tak samo jak  świat, który mnie otacza.
Postanowiłam wrócić do domu, by rodzice się o mnie nie musieli martwić, o tak dawałam im wiele powodów do tego. Gdyby dali mi choćby samochód, to sądzę, że byłabym wcześniej w domu i nie musieliby się zastanawiać jak wrócę lub też gdzie jestem. A gips na pewno nie przeszkodziłby mi w prowadzeniu, bo mogę normalnie zginać nogę, a przycisnąć pedał to nie jakaś wielka sztuka, która wymaga całej nogi bez gipsu.
Zdążyłam na autobus, który był w pół do siódmej, a przystanek nie znajdował się za daleko od biblioteki, więc zaszłam na przystanek spacerkiem i miałam jeszcze okazje postać i posłuchać ostatnio ściągniętej muzyki z telefonu. Teraz gustowałam w zespole Our Last Night. Ich piosenki są po prostu niesamowite, a covery, które wykonują są niezapomniane i czasem miliny razy lepsze niż oryginały. Przynajmniej dla mnie, bo nie mogę się wypowiadać za innych.
Gdy przyszłam do domu z autobusu, nikogo nie było. PO prostu cisza, no i  kartka na stole. Od mamy!
Kochanie, zostajesz sama do końca tygodnia. Wyjechałam w delegację, a tata pojechał gdzieś na promocję swojej najnowszej książki. Zostawiam ci swoje auto do dyspozycji. Mam nadzieję, że dobrze wykorzystasz wolny czas, dom i moje auto :)
Mama 
Ps.Tylko go nie skasuj!
Jak miło, że będę miała cały dom dla siebie, choć mnie w nim nie będzie od piątku. Dobrze, że mama zostawiła swój samochód, bo nie chciałam jechać z Aidenem, a z Jeremym też nie miałam duzej ochoty, mimo że go bardzo lubię. W sumie, lubię to za mało powiedziane, on jest moim księciem na białym koniu, o którym całe życie marzyłam, czyli się w nim po prostu podkochuję, bo nie wiem, czy on czuje coś do mnie. Czy czuje to co ja do niego.
Poszłam na górę, z resztą jak zawsze po szkole, i przebrałam się w wygodniejsze ciuchy czyli bardzo luźną bluzkę z krótkim rękawem i szorty ledwo zakrywające mój tyłek. To było moje ulubione ubranie, jeśli chodziło o siedzenie w domu i nic nierobienie, bo do szkoły w życiu nie poszłabym tak ubrana. Jeszcze by mnie wyśmiali albo coś a tak mogłam sobie rozwalić się jak chcę i nic mnie nie obchodziło
Usłyszałam dzwonek do drzwi, ale nie spodziewałam się nikogo poza Jenn, która wiedziała gdzie jest klucz do mojego domu i mogła sobie wchodzić kiedy chce, więc by nie dzwoniła do drzwi. Ciekawe kto to...
Zeszłam prędko na dół, tak prędko jak mi na to pozwalała noga, i otworzyłam drzwi. A w nich stał, nie kto inny jak...
- Hej, Carr. - To był oczywiście nasz uroczy Aiden (wcale tak o nim nie myślę).
- Nie nazywaj mnie tak. - Odparłam krótko.
- Nawet się nie przywitasz? Coś ty taka nie w sosie? - Zapytał się niby opiekuńczo.
- Mów co chcesz i wypad.
- Jakaś ty się drażliwa stałaś. - Stwierdził.
- O co chodzi?
- Mój tata kazał mi do ciebie zajrzeć, bo podobno twoich starych nie ma i nie ma też kto się tobą zaopiekować.
- I co w związku z tym?
- Mam na ciebie mieć oko.
- Dobra, wypełniłeś już swoje zadanie, możesz iść.
- Nie mogę, bo mój stary zauważy, że ze sobą nie gadaliśmy, a poza tym on nadal ma uważać, że jesteś we mnie szaleńczo zakochana, a nie że się pokłóciliśmy czy coś.
- A pokłóciliśmy się? - Zapytałam.
- Chyba nie, ale jesteś jakaś naburmuszona, wiec nie jestem pewien.
- Achaa. Okej, właź tylko błagam cię, niczego nie zepsuj.
- Kto tu jest pechowy, ty czy ja? - Oburzył się.
- Niby ja, ale z tobą to nigdy nic nie wiadomo.
- I racja.
Oprowadziłam go po całym domu, opuszczając łazienkę rodziców oczywiście,  i na końcu doszliśmy do mojego szaro-niebieskiego pokoju, którego kochałam, bo był mój.
- Niezły pokój. - Odrzekł. -  Jak na dziewczynę rzecz jasna. - Wtrącił ostatecznie, gdy się lekko uśmiechnęłam.
- Wiem. - Nie umiałam przyjmować zbytnio od niego komplementów. Czułam się wtedy dziwnie, gdy ktoś coś mówił o mnie i o moich prywatnych rzeczach.
- To gdzie mogę się walnąć? - Zapytał się tak, jak na niego przystało.
- Myślę, że koło biurka.
- Ok. - Powiedział krótko.
- Jak chcesz to możesz skorzystać z mojego laptopa, ja sobie wezmę tablet.
- Dobra. - A podobno to ja nie jestem zbyt gadatliwa.
Siedzieliśmy w ciszy, dopóki oboje nie zrobiliśmy się głodni.
- Ugotuję coś dla nas.
- Okej, pomogę ci.- Zaoferował.
- Jak nie chcesz to nie musisz, wiesz o tym?
- Tak, wiem, ale chcę ci pomóc. - To była chyba najmilsza powiedziana przez niego rzecz.
Zeszliśmy na dół i zrobiliśmy naradę wojenną na temat tego, co ugotujemy. Postawiliśmy na naleśniki, bo była to chyba najłatwiejsza rzecz do zrobienia.
Sporządziliśmy ciasto według mego przepisu, który znajdował się w mojej głowie. Potem było dopiero pod górkę, bo Aiden nie potrafił smażyć placków. Podjęłam się misji nauczenia go tej czynności, co nie było taką prostą sprawą, bo był średnio pojętnym uczniem, dlatego też było kilka zakalcowych placków, a potem doszedł w końcu do wprawy.
Gdy posmażyliśmy całe ciasto, zabraliśmy się do jedzenia. Wyszły nam przepyszne naleśniki, które mogłam wcinać, aż się nie przejadłam, tak samo Aiden, który zjadł jeszcze więcej niż ja. Nie wiem jakim cudem tego dokonał, ale było to godne podziwu, bo to podobno ja jestem chodzącym przewodem pokarmowym.
Całkiem fajnie spędziliśmy razem czas, nie licząc sprzątania po sobie po robieniu posiłku. Chłopak prawie cały czas rzucał we mnie mąką, więc byłam cała brudna, z resztą tak jak on, a poza tym skosztowałam słodkiego smaku zemsty, ale niestety mąka walała się prawie po całej kuchni, co oznaczało, że musieliśmy dużo czasu poświęcić na pozbieranie jej.
Gdy wszystko było ogarnięte, Aiden musiał już jechać do domu, więc zostało mi tylko pożegnanie go, umycie się i pójście do wyra, bo na szczęście nie miałam nic zadanego. Tak więc uczyniłam to co musiałam i tym zakończyłam swój czwartkowy dzień i z niecierpliwością wyczekiwałam piątkowego.

Jenny
Rano wstałam ok. 6:30, gdyż od tej godziny dało słyszeć się liczne kroki oraz odgłosy krzątania się. Ach, już czwartek, jak miło. Wygramoliłam się z łóżka i ubrałam w swe codzienne ciuchy. Następnie cichaczem opuściłam swój pokój i przeszłam do łazienki. Szybko się uczesałam oraz umalowałam, po czym zeszłam na dół na śniadanie. Przy stole siedziała już cała rodzina mych sąsiadów. Wszyscy jedli naleśniki i popijali je różnymi napojami. Usiadłam między Gretą, a Allie i zaczęłam wcinać swoją porcję. O dziwo posiłek odbywał się w ciszy. Po zjedzeniu naleśników razem z Johanem wyszliśmy na przystanek i czekaliśmy na autobus. W końcu pierwszy odezwał się chłopak:
-Wyspałaś się?- Zapytał jakby od niechcenia, co nie było w jego stylu
-Tak, dzięki, a ty?- Odparłam z uśmiechem; od rana byłam w dobrym humorze
-Nawet, nawet.
-Wszystko w porządku?- Zmartwiłam się tym, że jest jakiś nie swój
-T-tak. Czemu miałoby być nie w porządku?- Odrzekł niepewnie
-Tylko tak się pytam... Wydajesz się jakiś dziwny.
-Dziwny? Niee. Wyjątkowo źle dzisiaj spałem i tyle.- Zakończył nasza rozmowę i do przyjazdu autobusu staliśmy w ciszy oddaleni od siebie o kilka kroków.
Przed szkołą dostrzegłam jak mi się wtedy wydawało Taylora. Podeszłam do chłopaka i się przywitałam:
-Hej Tay.- Przywitałam się radośnie, a chłopak, z którym się przywitałam odwrócił się i również się przywitał
-Siemka Jenn.- Posłał mi lekki uśmiech Jeremy
-O ja...! Wybacz Jeremy, od tyłu jesteście do siebie bardzo podobni...- Starałam się jakoś wytłumaczyć z mej gafy; znałam Jeremy'ego już od jakiegoś czasu, tak samo jak ja lub mój kolega lubił polować i inne tematy łowieckie, więc zakolegowanie się z nim nie było problemem
-Tak podobni, jak owczarek niemiecki i ratlerek...- Skomentował to ponuro Johan i powitał się ze swym przyjacielem poprzez uścisk ręki
-Co tam u was słychać?- Zapytał nas chłopak- Jak widzę już się aż tak nie nienawidzicie.- Zauważył
-Noo... Pewne rzeczy z biegiem czasu się zmieniają.- Rzekłam
-Oczywiście.- Zaśmiał się chłopak i nagle mu się coś przypomniało- Ej, robię jutro ognisko, może wpadniecie?
-W sumie czemu nie.- Wzruszyłam ramionami chętna na jego propozycję
-Może przyjde.- Odparł ponuro Johan; coś było z nim wyraźnie nie w porządku i mi się to nie podobało
-No to świetnie.- Powiedział wesoło chłopak i już miał odchodzić, gdy go zapytałam
-A czy ktoś oprócz nas został tam zaproszony?
-Jasne, że tak. Na przykład: Carrie, Aiden i mój fajtłapowaty brat.
-A mogłabym kogoś jeszcze przyprowadzić?- Zadałam kolejne pytanie
-Oczywiście! Im więcej nas tym lepiej.- Oznajmiwszy to zniknął we wnętrzu szkoły
-Niby kogo jeszcze chcesz zaprosić?- Zadał mi pytanie Johan
-To tajemnica.- Odparłam z uśmiechem i również poszłam za przykładem Jeremiego.
Wolę pominąć co się działo podczas lekcji, gdyż nie jest to zbyt ciekawe...Nooo może poza tym, że pani z historii się spóźniła z powodu korku i miałam okazję przez chwilę pogadać z Carrie.
Po szkole postanowiłam odwiedzić tatę. Już szłam na przystanek, gdy nagle ktoś złapał mnie za nadgarstki i przyszpilił do ściany szkoły, po czym zaczął namiętnie całować mnie w usta. Z początku myślałam, że to Johan, ale gdy otworzyłam oczy zauważyłam ,,Lidera". Przeraziłam się jak nigdy w życiu. Zaczęłam się szarpać i kopać, lecz on dalej mnie całował. Na szczęście to nie trwało długo, gdyż wystarczyło dziesięć sekund na reakcję mojego ,,anioła stróża". Johan mocno uderzył chłopaka pięścią w twarz, a ten odleciał ode mnie na dwa metry. W oczach mego kolegi dostrzegałam groźne ogniki, które sugerowały, że jest bardzo, ale to BARDZO wściekły. Podszedł do ,,Lidera" i zaczął go okładać pięściami. W tym czasie, ja stałam pod ścianą oniemiała i czułam się jak jakaś ostatnia dziwka. Każdy może mnie pocałować, przytulić i tym podobne, nawet takie zero jak ,,Lider", którego imienia nawet nie znałam. Po moim policzku zaczęła swobodnie spływać łza pełna goryczy i smutku. Zasłoniłam usta dłonią, jakby dopiero teraz rozumiejąc co się stało. Chciałam jak najszybciej zmyć z nich kwaśny i okropny smak ust szkolnego chuligana. Szybko wróciłam do wnętrza szkoły i czym prędzej pognałam do damskiej toalety. Gdy tylko odpadłam umywalkę zaczęłam przemywać swe usta dłonią i je dokładnie płukać. Miałam ochotę zwymiotować. Nagle doszło mnie pukanie do drzwi i zmartwiony głos Johana:
-Hej, Jenn. Wszystko ok?
-Nie, nie jest ok!- Odkrzyknęłam mu z wodą w ustach
-Myślisz, że mogę wejść?- Zapytał przez drzwi
-Możesz, nikogo oprócz mnie tu nie ma.- Odparłam wycierając się chusteczką higieniczną, a on zajrzał do środka. Zapewne ujrzał dosyć żałosny widok: dziewczynę, która zawsze jest optymistycznie nastawiona i pełna radości, a teraz jest załamana i oszołomiona.
-Widzę, że kiepsko z tobą.- Zauważył
-No wow.- Odpowiedziałam mu ze złością i poirytowaniem w głosie
-Chodź do mnie.- Rozłożył swe ogromne ramiona, a ja skorzystałam z tego, że byliśmy sami i się do niego przytuliłam lekko pociągając nosem- Już jest ok. On cię już nigdy nie skrzywdzi. Nawet nie zaczepi cię. Już ja sie o to postaram.- Zapewniał mnie głaszcząc moją głowę wtuloną w jego czarną bluzę, która pachniała moim ukochanym lasem. Mogłabym z nim tak stać cały dzień, gdyby nagle nie zadzwonił mój telefon. Odsunęłam się od Johana i go odebrałam:
-Halo?
-Hej...Czy to ty Jenny?- Zapytał znajomy głos
-Tak, to ja...- Odpowiedziałam ostrożnie
-Uff, czyli dobrze sie dodzwoniłam. Twój tata już się obudził.- Już wiedziałam z kim rozmawiam, to Janette zgodnie z obietnicą zadzwoniła do mnie z informacją o stanie mego taty; z radości, aż podskoczyłam w miejscu
-Obudził się?- Zapytałam nie dowierzając w swoje szczęście
-Tak, dać go do telefonu?
-Nie!- Szybko zaprotestowałam, chociaż kusiło mnie by powiedzieć ,,tak"- Chcę mu zrobić niespodziankę, nic mu nie mów.- Zakończyłam rozmowę i się rozłączyłam
-Twój tata się obudził?- Zadał mi pytanie Johan
-Tak!- Krzyknęłam uradowana i rzuciłam mu się na szyje co w praktyce było dosyć trudne; gdy już skończyłam go dusić, pognaliśmy co sił na autobus, który zawiózł nas pod szpital. Co prawda po drodze mijaliśmy to co zostało z ,,Lidera", a trzeba przyznać, że był nieźle poturbowany, lecz niestety nadal żył.
Gdy już znaleźliśmy się w szpitalu mało nie staranowałam innych pacjentów oraz lekarzy. Gdy tylko wpadłam cała zdyszana do sali mym oczom ukazał się mój tata, który na wpół leżąc oglądał telewizję:
-Pappa!- Krzyknęłam z radością i łzami w oczach, po czym odrzuciłam plecak na bok i podbiegłam przytulić się do niego
-No hej Jenny.- Przywitał mnie słabym głosem tata- Co u ciebie? Wszystko w porządku?- Dopytywał się
-Tak, wszystko u mnie ok. Jak się czujesz?
-Nawet znośnie. Trochę boli mnie głowa.- Odparł- A z kim mieszkasz? Ktoś się tobą opiekuje?- Nagle zapytał
-Taaak. Mieszkam chwilowo u Johana. Jest ok. Dobrze mnie karmią, jest ciepła woda i są tam wygodne łóżka.- Powiedziałam z uśmiechem, na co odpowiedział mi tym samym
-Mam nadzieję, że niebawem wyjdę. Zapewne domyślasz się po kim odziedziczyłaś swoje ,,ADHD".
-Oczywiście, że tak.- Wiedziałam to już wcześniej
-Proszę pana...- Zaczął nieśmiało Johan
-No słucham.- Zwrócił się do chłopaka mój tata
-Czy nie miałby pan nic przeciwko, gdybym jutro poszedł z Jenn na ognisko i ją pilnował?
-Ognisko? Kto pali ognisko w środku września?!
-Jeremy.- Odpowiedziałam- Będą tam Carrie, Taylor, Katie...
-Czyli to o nią się pytałaś.- Odgadną Johan
-Tak, o nią. No, wracając do tematu: zostałam na nie zaproszona, a że mam pewnego natrętnego wielbiciela Johan idzie ze mną dla bezpieczeństwa.- Wytłumaczyłam, chociaż liczyłam się z tym, że chłopak tak na prawde ma inne zamiary niż tylko chronienie mnie...
-Cóż, w takim razie zgadzam się.- Odrzekł mój tata, a ja rzuciłam się mu na szyję- Ej, ej, kark mi połamiesz.- Ostrzegł śmiejąc się, a ja rozluźniłam uścisk
-Hej, Jenn, nie chciałbym poganiać, ale niedługo będzie ostatni autobus...- Zauważył Johan
-Ach, to lećcie.- Przytaknął tata- Zobaczymy się jutro albo w sobotę, Jenny.- Obiecał
-Ale...- Chciałam zaprotestować
-Spokojnie, nigdzie się stąd nie ruszę.- Pocieszył mnie i gestem nakazał bym się do niego zbliżyła, po czym pocałował mnie w czoło i życzył bezpiecznego powrotu.
-Pa!- Pomachałam mu niechętnie wychodząc z sali, lecz z uśmiechem na twarzy
-Pa.- Również się pożegnał i odmachał mi
Gdy byliśmy w drodze na przystanek spotkaliśmy Katie:
-O, hej!- Przywitałam się
-Cześć.- Również się przywitała; już nie była aż tak niepewna co do mnie, a Johana jakby nie zauważyła
-Katie, co robisz jutro po szkole?- Zapytałam od razu.
-Jutro? Raczej nic... A co?
-Bo mój znajomy.- Dostałam lekko łokciem w żebra od mego sąsiada- Au! Ech, NASZ znajomy...- Specjalnie zaakcentowałam ,,nasz"- ...Robi jutro ognisko po szkole i czy nie chciałabyś wpaść...
-Nie!- Odpowiedziała za szybko- Wybacz, musze pomóc cioci.- Chciała się wywinąć, ale mnie tak łatwo nie da się pokonać
-Ej, co jest? Nie lubisz ognisk?- Zapytałam
-Nie o to chodzi... Ja... Nie lubię poznawać nowych ludzi.- Odpowiedziała nieśmiało
-Spokojnie. Wszystkich tam znasz. Są to osoby z naszej szkoły, a poza tym ja i Johan tam będziemy, więc nie masz czego się bać. Zobaczysz, będzie świetnie.- Zapewniałam ją i kopnęłam lekko Johana, by mi pomógł
-Jasne, że tak. Jeremy jest mistrzem kawałów, a Jenn zna świetne historie...- Odezwał się, a Katie najwyraźniej się przekonała i rzekła
-Wiecie, skoro tak uważacie, to chyba pójdę...- Odpowiedziała, a ja posłałam jej ciepły uśmiech i się pożegnaliśmy, gdyż zauważyłam nasz nadjeżdżający autobus, a my staliśmy od przystanka jakieś 50 metrów. Zaczęłam biec z ciężkim plecakiem za autobusem, a Johan za mną, chociaż powoli zaczął mnie wyprzedzać. Gdy już mniej więcej znalazł się obok mnie, chwycił moją dłoń i pociągnął za sobą. Wskoczyliśmy  do autobusu dosłownie w ostatnim momencie, gdyż gdy tylko me stopy dotknęły podłogi pojazdu, drzwi zatrzasnęły się z trzaskiem. Mój oddech był lekko przyspieszony, więc oparłam się o jedną z szyb. Mój sąsiad stanął na przeciwko mnie i oczywiście patrzył na mą osobę, przez co byłam poirytowana. W ogóle mam pewne zasady, więc się do nich dostosuj, jeżeli ze mną rozmawiasz:
1. Nie patrz się na mnie jak sroka w gnat (wnerwia mnie to)
2. Nie podchodź do mnie zbyt blisko (cenię sobię przestrzeń osobistą)
3. Nie gestykuluj za dużo (to  irytujące)
4. Jeżeli nie jesteś moim przyjacielem, nawet mnie nie dotykaj (grozi to utratą danej kończyny)
5. Nie patrz często mi w oczy (rozprasza  mnie to)
No i to tak w skrócie...
Po powrocie do domu Johana razem z sąsiadami zjadłam obiad i poszłam do swego pokoju odrobić lekcje. W sumie nie miałam w planie nigdzie już dzisiaj wychodzić, więc ubrałam się w swą piżamkę (czarną koszulkę z krwawym napisem ,,Lordi" oraz siwe spodenki sportowe). Siedziałam na dywanie pośród otwartych książek oraz zeszytów i rozwiązywałam zadania domowe. Nagle mój telefon zabrzęczał, a ja wiedziałam, że dostałam SMS-a. Sięgnęłam po mego smartfona i odczytałam wiadomość:
,,Hei Jenn, det er Jessica. Jeg har hørt at det er du som tar vare på, og at jeg er så nær Paris flyter inn i deg for et par dager, så vær forberedt på mitt besøk. Kysser, Jessica" (Hej Jenn, tu Jessica. Doszły mnie słuchy, że nie ma się tobą kto zająć, a jako iż jestem w pobliżu Paryża wpadnę do ciebie na kilka dni, więc przygotuj się na moją wizytę. Całusy, Jessica)
-Ooooo nie!- Szepnęłam zdziwiona i poirytowana tą norweską wiadomością; Jessica jest moją kuzynką od strony taty i ma osiemnaście lat, metr siedemdziesiąt, również blond włosy i jest mega wnerwiająca. Chociaż czasami jest znośna, na ogół jest okropna... I teraz miała się mną opiekować! Jakbym, kurka wodna, sama nie potrafiła o siebie zadbać. To na pewno sprawka taty... Uuugh. Teraz się wściekłam na maksa i w dodatku do pokoju wszedł Johan:
-Hej, co masz w drugim z matmy?- Zapytał z zeszytem w dłoni
-Spadaj stąd.- Mruknęłam rzucając telefon na łóżko
-Aaaaha, to ja może już pójdę...- Już miał wyjść, gdy rzuciłam piórnikiem w  drzwi, które się zamknęły- Albo nie.- Odpowiedział po chwili
-Siadaj.- Nakazałam- I patrz!- Znów wzięłam telefon do ręki i pokazał mu SMS-a, którego oczywiście nie zrozumiał, więc musiałam mu go przetłumaczyć
-No i co z tego?- Zapytał zdziwiony
-To to, że my się nie cierpimy, a ona tu jedzie zatruć mi życie!- Prawie krzyknęłam i zrezygnowana walnęłam głową w jego ramię, a on poklepał mnie przyjacielsko po plecach
-Spoko, będzie OK. Zobaczysz.- Zapewniał mnie, a ja wiedziałam, że to nieprawda
-Wcale nie...- Usłyszał mój jęk, który był lekko przytłumiony przez jego koszulkę
-Oj tam Jenn. Nie przejmuj się. Zamiast pozwolić jej na to, sama zatruj jej życie.- Odparł
-Co???- Szybko podniosłam swoją głowę i popatrzyłam na niego osłupiała
-To co słyszałaś.
-Ja jej??? Chyba sobie żartujesz!- Zaprotestowałam oburzona- Ona jest jak Godzilla!!! Przychodzi, niszczy wszystko i odchodzi!
-Ha ha ha ha!- Zaśmiał się, po mimo iż mówiłam całkowicie poważnie; przez to wnerwiłam sie jeszcze bardziej i przywaliłam mu książką od biologii w głowę- Ałaa, ha ha ha...- Nadal się śmiał
-To nie jest śmieszne!- Warknęłam naburmuszona i skrzyżowałam swe ręce na piersi
-Oj, no już, nie gniewaj się...- Powiedział roześmiany, po czym przeciągnął mnie po dywanie za ramiona i przytulił do siebie
-Spadaj idioto!- Zaczęłam się wyrywać, a on pocałował mnie w policzek, co było dla mnie zaskoczeniem i spowodowało chwilowy paraliż
-Jak się nie ruszasz to jest wygodniej.- Odrzekł i wtulił swą szczękę w moje ramie
-Obiecuję ci to: jak tylko dostanę łuk albo kusze w ręce to od razu się zastrzelę.- Powiedziałam to nie wiedząc czy żartuję, czy też mówię to zupełnie poważnie
-Dobrze.- Odpowiedział Johan i tak siedzieliśmy, dopóki nie usłyszałam początku piosenki zespołu Skillet ,,Whispers In The Dark". Chłopak posłusznie uwolnił mnie ze swych bezpiecznych objęć i pozwolił odebrać telefon:
-Oui? (Tak?)- Zapytałam po francusku
-Du trenger ikke å snakke med meg i fransk, idiot... (Nie musisz do mnie mówić po francusku, idiotko...)- Usłyszałam głos mej kuzynki
-Jessica?- Zapytałam nie dowierzając; zazwyczaj do mnie nie dzwoniła, bo roaming... Czyli to oznacza, że już jest w Paryżu!
-Nei, vet du, Arnold Schwarzenegger . Selvfølgelig, det er meg! (Nie, wiesz, Arnold Schwarzenegger. Oczywiście, że ja!)- Oburzyła się Jessica
-H-hvorfor ringer du meg? (P-po co do mnie dzwonisz?)- Zapytałam po norwesku
-Åpne døren for meg, sigøynere. Og hvordan ikke la meg angre! (Otwórz mi drzwi, cyganie. A jak mnie nie wpuścisz to pożałujesz!)- Zagroziła, a ja zerwałam się z miejsca i pobiegłam mając na sobie tylko piżamę na dwór z telefonem w dłoni. Popatrzyłam w lewo i zauważyłam na podjeździe mego domu krwisto czerwoną toyotę raw.
-Cholera!- Zaklęłam pod nosem i już się cofałam, by wrócić z powrotem do wnętrza domu sąsiadów, gdy nagle za moimi plecami pojawił się Johan
-Co się stało?- Zapytał zmartwiony
-Ona już tu jest!!- Zawyłam żałośnie i wtuliłam się w jego pierś, chcąc się w nią wtopić i udawać, że mnie tu nie ma
-To świetnie! Chodźmy ją przywitać.- Chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę mojego domu.
-Zaczekaj! Zimno mi w nogi... Jestem nieubrana!- Protestowałam, a on podszedł do szafy na ubrania, która była w przedpokoju i wyciągnął z niej swoją bluzę oraz trampki jego młodszej siostry, a dla siebie tylko swoje glany.
-Masz.- Powiedział wręczając mi to co wziął i znów pociągnął w stronę domu, gdy się wreszcie ubrałam. Szłam najwolniej jak umiałam szurając przy tym lekko za małymi trampkami. Musiałam przyznać mu jedno. Jego bluza pomimo iż była na mnie sporo za duża, była mega miękka i ciepła. Zakochałam się w niej od pierwszego założenia...
-No nareszcie!- Krzyknęła nam na powitanie Jessica- Chodź tu szybciej i otwieraj! Nogi mi zdrętwiały.
-Wow...- Szepnął z zachwytu Johan, gdy tylko ją zobaczył, a ja poczułam się zazdrosna
-Już idę.- Mruknęłam otwierając drzwi i wpuszczając tą gadzinę do środka.
-Hmm, nie sprzątałaś.- Stwierdziła rzucając swe klamoty na samym środku przedpokoju i przechodząc w swych ciężkich butach na obcasie do kuchni
-No co ty nie powiesz...- Rzekłam cicho poirytowana idąc za nią
-A to kto?- Zapytała nagle zauważając Johana
-To mój sąsiad. Johan- Jessica, Jessica- Johan.- Przedstawiłam ich sobie
-Cześć.- Uśmiechnął się ciepło chłopak i wyciągnął w jej kierunku rękę
-Witaaj.- Powiedziała to uśmiechając się zalotnie jak to miała w zwyczaju
-Dobra, nie podrywaj już go, wszyscy wiedzą, że jesteś piękna...Co chcesz zjeść?- Zapytałam od niechcenia, byle by się od niego odczepiła...
-Masz piwo?- Odpowiedziała pytaniem
-Nie.- Odrzekłam ponuro
-Hmmm, a wino, tequile? No cokolwiek!
-Też nie. Tata nie pije...
-Nosz cholera, muszę jechać do sklepu...- Zaklęła i spojrzała na Johana- Chciałbyś się przejechać ze mną?- Posłała mu słodki i wyćwiczony uśmiech, a on już miał się zgadzać, gdy zainterweniowałam
-Johan zostaje ze mną. Udzielam mu korepetycji z matmy. Chcesz to sama jedź, a jak nie to lodówka jest do twojej dyspozycji.- Chwyciłam szybko chłopaka za rękę i pociągnęłam za sobą do jego domu, zanim ta bestia zorientuje się, że się jej sprzeciwiłam.
Gdy już byliśmy ponownie w moim pokoju padłam zrezygnowana na łóżko:
-Ej no, weź. Ta twoja kuzynka jest...- Nie mógł znaleźć odpowiednich słów
-...Piękna?- Dokończyłam- Przecież to oczywiste. ,,Jessica Hunter. Popularna modelka i świetny myśliwy. Pilna uczennica i cudowna córka..."- Warknęłam poirytowana; w sumie całkiem nieźle pasowałaby do Aiden'a...
-Eemmm...- Zamruczał zbity z tropu Johan- Nie chodziło mi o to, że...
-Daj już spokój!- Przerwałam mu wnerwiona- A z resztą jak chcesz to jedź z nią do tego cholernego sklepu...- Mruknęłam zbierając książki z podłogi
-Jenn, ja...- Nie dokończył, bo znów mu przerwałam
-Wynoś sie stąd!- Krzyknęłam i wypchnęłam go z pokoju zamykając drzwi na klucz. Usiadłam na podłodze i zaczęłam rozmyślać nad tym wszystkim. Ona autentycznie chciała odbić mi chłopaka... Co z tego, że to jest związek bez zobowiązań, ale ja się przywiązałam do Johana i nie życzę sobie, by jakakolwiek istota płci żeńskiej się do niego zalecała!
W każdym razie nie zamierzałam wracać do mego domu, gdyż grasowała w nim ta szkarada. Postanowiłam, że spędzę tutaj jeszcze jedną noc i dopiero wtedy się wyprowadzę i zamieszkam z Godzillą. Po tym jak poskładałam książki dostałam SMS-a od gadziny, że mam wrócić w tej chwili do domu, lecz ja nie miałam zamiaru jej słuchać, po czym odpisałam jej, by się odwaliła i że zostaję tu na noc. Oczywiście była oburzona i poskarżyła się mojemu tacie, który zadzwonił do mnie i usiłował tłumaczyć, że ściągnął ją dla mojego dobra:
-Ale tato! Mogłaby to być ciocia Meg albo chociaż wujek Mattias! Czemu akurat ona?!- Lamentowałam
-Bo ona akurat miała mieć sesję zdjęciową w Paryżu, więc pomyślałem, że bez sensu byłoby tu ciągnąć starą ciotkę Meg taki kawał drogi...- Tłumaczył się tata
-Tato... Ciocia Meg ma trzydzieści sześć lat i jest o wiele młodsza od ciebie...- Zauważyłam
-Cicho! W każdym razie powiem jej, że dzisiaj nocujesz u sąsiadów, a jutro masz ognisko, więc niech zostawi cię w spokoju i że ma dom do swojej dyspozycji.- Podsumował
-Dzięki tato.- Odetchnęłam z ulgą, że nie będę musiała dzisiaj spać z tą paskudą pod jednym dachem.
-Nie ma sprawy kochanie. Idź spać i baw się dobrze jutro.
-Kocham cię.- Odpowiedziałam z miłością
-Ja ciebie też, Jenn.- Powiedział i rozłączył się, a ja odłożyłam telefon na etażerkę i poszłam spać.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz