wtorek, 16 sierpnia 2016

Rozdział 13 (Piątek)

Jenny
Rano obudził mnie budzik ustawiony w telefonie. Ledwo żywa wstałam i się ogarnęłam, po czym wzięłam plecak i opuściłam swój pokój. Zeszłam na dół do kuchni, lecz nikogo nie zastałam. ,,Dziwne" pomyślałam, po czym postanowiłam sprawdzić poszczególne pokoje. Najpierw zajrzałam do pokoju Johana i oczywiście zastałam w nim jego właściciela, który w pośpiechu pakował swój plecak:
-Gdzie wszyscy?- Zapytałam nagle
-Łaaaa!- Krzyknął i padł wystraszony na łóżko- Boże, Jenn, nie strasz mnie!- Powiedział to oddychając głośno i trzymając się za serce
-Ach, no tak. Przecież przy Jessice wyglądam jak upiór, zapomniałam, wybacz.- Mruknęłam poirytowana i wróciłam do kuchni.
-Ej no, Jenn. Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło!- Usłyszałam jego głos z góry, ale nic nie odpowiedziałam.
Właśnie przygotowywałam sobie śniadanie, gdy w mej kieszeni zabrzęczał telefon:
-Halo?- Zapytałam lekko zdenerwowana
-Jenn...- To była Jessica, zapewne przed chwilą wstała, gdyż mówiła zaspanym głosem
-Czego chcesz?
-Gdzie macie kawę?
-Zejdź na dół i wejdź do kuchni. Dokładnie w szafce na przeciwko lodówki, na drugiej półce od dołu.
-Spoko, dzięki.- Mruknęła i się rozłączyła. Cóż, jak mówiłam wcześniej. CZASAMI jest spoko i właśnie poranek się do tego ,,czasami" zalicza. Wsunęłam telefon z powrotem do kieszeni i powróciłam do przerwanej czynności. W końcu na dół zszedł Johan. Nie odezwał się do mnie ani słowem, co mogłam uznać za potencjalny foch. Strasznie irytowała mnie cisza, więc ją przerwałam:
-Nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie...
-Wieczorem Joachim bardzo źle się poczuł i musieli zawieźć go na pogotowie. Nadal nie wrócili, a Greta ma na dziesiątą.- Wytłumaczył spokojnym głosem robiąc sobie kanapkę do szkoły.
-Aha.- Tylko tyle powiedziałam i wyszłam na zewnątrz. Miałam jeszcze dziesięć minut do autobusu szkolnego, więc postanowiłam odwiedzić paskudę, póki jest nieprzytomna umysłowo i zanim się skapnie, że się nie lubimy.
Gdy weszłam do środka powędrowałam prosto do kuchni i zastałam w niej coś co bynajmniej nie przypominało Jessiki Hunter... Jej wygląd mogłabym porównać do Alice Cooper'a i Miley Cyrus razem wziętych:
-Cześć.- Przywitałam się ponuro
-Siemasz młoda.- Odpowiedziała mi wycierając oczy
-Niewyspana?- Zapytałam
-I to jak.- Ziewnęła
-Zrobić ci kanapkę?- Zaoferowałam
-Jeśli byś mogła...
-Z czym?
-A bo ja wiem...
-Mów szybko, bo zaraz muszę iść do szkoły.- Ponagliłam i powiedziała szybko z czym.
Po zrobieniu dla niej śniadania pożegnałam się wyszłam z domu na przystanek, na którym stał już Johan. Stanęłam oddalona od niego o dwa metry i razem poczekaliśmy w ciszy na autobus.
Gdy już wreszcie znalazłam się przed szkołą zerknęłam za siebie, by się upewnić, że mój ,,anioł stróż" jest tuż za mną. I tak na szczęście było. Już od przekroczenia progu szkoły poczułam się obserwowana. Wiedziałam, że ,,Lider" tak łatwo nie odpuści. Postanowiłam poczekać na Johana, jakoś tak przy nim zawsze czułam się bezpieczniej. Gdy zrównałam z nim krok zapytał zdziwiony:
-A co z zasadą numer 3, że mam sie trzymać od ciebie z daleka?
-To ja ustalam zasady.- Odpowiedziałam i chwilowo splotłam swoją dłoń z jego, a on sie zarumienił, co było takie słodkie...
-No ok.
-Tak więc, co teraz mamy?- Zadałam mu pytanie
-Ch-chyba matematyka.- Powiedział zdenerwowany trzymając mnie za rękę, którą po chwili zabrałam, by nie czuł się aż tak skrępowany
-Spoko.- Odrzekłam i poszłam przodem.
Usiadłam pod salą i nagle ktoś się potknął o moją nogę i jak długi walnął o podłogę
-Taylor! Wszystko w porządku?- Zerwałam się na równe nogi i pomogłam wstać chłopakowi
-O, hej Jenn. Tak, wszystko ok.- Odpowiedział lekko się krzywiąc z bólu
-Może lepiej chodź do pielęgniarki?- Zaproponowałam
-Nie! To znaczy, nie trzeba. Nic mi nie jest!- Odparł z uśmiechem
-Jesteś pewny?
-Tak. W stu procentach.- Zaśmiał się, a ja tylko posłałam mu ciepły uśmiech
-Będziesz dzisiaj na ognisku?
-A musze być?- Odpowiedział pytaniem
-Jak chcesz. Byłoby miło jakbyś wpadł.- Powiedziałam z tymże przekonaniem
-Nooo... Skoro chcesz bym przyszedł to będę.- Puścił mi oczko, a ja zachichotałam
-To miło.- Nagle zadzwonił dzwonek- W takim razie do zobaczenia na ognisku.- Pożegnałam się i weszłam do sali.
Ogólnie cały dzień szybko mi zleciał i nic ciekawego się nie stało. Noo może poza tym, że odstałam bardziej szczegółowe informacje odnośnie ogniska oraz ,,Lider" mnie zaczepił, lecz dzięki szybkiej reakcji Johana, odczepił się ode mnie, lecz nadal nie dawał mi spokoju pod względem obserwowania.
Po lekcjach pod szkołą ujrzałam krwistą toyotę raw:
-Johan!- Jęknęłam
-Spokojnie. Nie będzie tak źle.- Pocieszył mnie i lekko popchnął w kierunku samochodu, w którym siedziała Jessica.
Postanowiłam się przełamać i wsiadłam do pojazdu:
-Twój kolega z nami nie jedzie?- Zapytała
-Nie, ma kilka spraw do załatwienia.- Odparłam
-No dobra.- Rzekła- To gdzie tutaj jest szpital? Pokierujesz mnie?
-Jasne.- Wzruszyłam od niechcenia ramionami i tak właśnie zostałam bezprzewodowym GPS-em.
Gdy już znalazłyśmy się w szpitalu zaprowadziłam ją do sali, w której leżał mój tata:
-Cześć dziewczyny.- Przywitał się
-Hej, wujku.- Powitała go radośnie Jessica
-Cześć, tato.- Również się przywitałam, lecz Jessica skupiła na nim całą swoją uwagę
-Jak ci minęła podróż? Wyspałaś sie?
-Nie było najgorzej.- Podsumowała- A jak się czujesz?
-Już mi lepiej, dziękuję. Co u rodziców i dziadków?- Już zaczynała się standardowa pogadanka o rodzinie, więc pod pretekstem przygotowania się do ogniska opuściłam szpital sama, pomimo iż przybyłam do niego w towarzystwie tej maszkary.
W drodze do domu napisałam do Katie SMS-a z informacją odnośnie ogniska i zapytałam czy potrzebuje transport. Okazało się, że trafiłam w sedno, więc zapewniłam ją, że w pół do szóstej razem z Johanem zajedziemy po nią.
Gdy już znalazłam się w swoim pokoju, w tym prawdziwym, w moim domu zaczęłam gruntownie przeszukiwać szafę. Chciałam się ubrać w miarę ciepło, aczkolwiek ładnie. Powszechnie wiadomo, że jesienne noce bywają bardzo chłodne, więc wybrałam czarną i ocieplaną bluzę bejsbolówkę, rurki w kolorze moro oraz do połowy łydki skórzane glany. Do tego założyłam bransoletkę z ćwiekami oraz czarny wełniany komin na szyję. Już raz miałam chore gardło i nie chciałam przerabiać tego ponownie... Po wybraniu sobie stylizacji przeszłam do zrobienia sobie lekkiego makijażu i ponownego poczesania włosów. Następnie spakowałam plecak z niezbędnymi dla mnie rzeczami takimi jak: waciki i płyn do zmywania makijażu, grzebień, latarkę, śpiwór, poduszkę, koc, rozpałkę do grilla, ubrania na zmianę i jedzenie.
Po spakowaniu się poszłam do Johana, by sprawdzić czy również jest gotowy...

Carrie
Wstałam z łóżka w bardzo dobrym humorze, chociaż byłam lekko poddenerwowana i podekscytowana dzisiejszym wieczorem, jednakże się go odrobinę obawiałam. Nie miałam zielonego pojęcia co tam się stanie i jak to wszystko będzie wyglądało. Nie byłam na takim wyjeździe z przyjaciółmi i księciem z bajki od... od nie pamiętam kiedy. W każdym bądź razie, zdążyło tyle czasu upłynąć, abym na nowo zaczęła się takich wyjazdów obawiać. Jasne, jeździłam na wycieczki i to z całą klasą oraz zawsze miałam przy sobie Jenn, ale ten wyjazd będzie inny, bo tym razem miałam spędzać czas w mniej obszernym gronie no i w dodatku z Jeremym, który jest spełnieniem moich najskrytszych marzeń.
Rodziców nie było w domu, co oznaczało, że muszę sama sobie zrobić pierwsze i drugie śniadanie, czyli sama przyjemność. Nie przeszkadzało mi to, wręcz mnie to odprężało, bo miałam świadomość tego, że im więcej mam zajęć to, tym mniej się denerwuję, bo mniej o tym myślę, gdyż nie mam na to czasu.
Wybrałam się tradycyjnie do szkoły i czekałam na dźwięk klaksonu samochodu Aiden'a, bo to on miał mnie dzisiaj zawieźć. Powoli zaczynałam przyzwyczajać się do jego towarzystwa, jednak wciąż mnie strasznie irytował i denerwował, ale od czasu do czasu dało się zanim pogadać jak z normalnym człowiekiem, jednakże on nigdy normalnym człowiekiem nie będzie, dla mnie był jak obcy nie z tej planety. Po pierwsze, nie można mieć takiego wyglądu w genach, no błagam, kim była jego matka, że wyrósł na takie ciacho, bo raczej wyglądu zewnętrznego nie odziedziczył po ojcu. Przynajmniej tak mi się wydaje, ale jestem pewna jednego, jego matka musiała być modelką kosmitką, bo normalni ludzie nie są tacy piękni, nie prezentują się jak anioły. Taki dla mnie był, ale tylko z wyglądu, był aniołem, a może nawet samym bogiem, jednakże moje serce preferowało urodę Jeremy'ego i jego charakter oczywiście. Jak to mówią, nie oceniaj książki po okładce, tylko że ja stosuję te mądre słowa w życiu codziennym i niekoniecznie dotyczą one książek, bo tak się składa, że po tym jak ocenię okładkę, taką książka jest. Czasem okładka jest cudowna, tak samo jak książka, ale zdarzają sie przypadki, w których jest na odwrót. Okładka jest paskudna, tak samo jak treść zawarta na stronach powieści.
Gdy usłyszałam znajomy dźwięk, wyszłam z domu i go zamknęłam. Ruszyłam w stronę samochodu chłopaka, gdy nagle coś sobie przypomniałam. Nie wzięłam telefonu! Jasna cholera, jak ja sobie poradzę przez pół dnia bez ukochanej muzyki. Tak więc szybko wróciłam sie do domu po zapomnianą rzecz,a następnie wsiadłam do aut Aiden'a.
- Stchórzyłaś? - Znów powitał mnie stary Aiden, z którym miałam do czynienia przez większą część mojego nudnego życia.
- Nie, zapomniałam telefonu. - Wskazałam na przedmiot, który trzymałam w prawej ręce.
- Jasne, nie taki wymówki słyszałem. - Odezwał się lekceważąco.
- O co ci chodzi? - Wyparowałam, bo naprawdę nie miałam pojęcia o co mu biega. - Albo wiesz co, chyba jednak doszłam co jest z tobą nie tak.
- Jestem zbyt cudowny? - Powrócił na stałe stary egoistyczny i zapatrzony w siebie dupek, którego jednocześnie nie cierpiałam i chyba nawet zaczynałam lubić.
- Skoro ty jesteś zbyt cudowny, to ja jestem zbyt piękna.
- I tu się z tobą zgodzę. Jesteś zbyt piękna, jak na licealistkę, może jesteś zjawą?
- Nie pogrywaj sobie ze mną, bo źle na tym wyjdziesz, dupku.
- Oo, poszerzamy słownictwo. No to teraz moja kolej? - Pytał się, jakby to była jakaś gra. - No dobra, to może nazwiemy ciebie Ślicznotką, albo nie, Królową. Taaak, Królowa będzie idealna.
- Drań.
- Nie pasuje ci Królowa? No to może lepsze będzie Kotek?
- Zamknij się. - Warknęłam.
- Dobra, Kotek zostaje.
- Nie waż się mnie tak nazywać!
- Nie denerwuj się, kotek, bo jeszcze sobie coś zrobisz. - Poprzestałam na nieodzywaniu się do niego, a on to wyjątkowo uszanował. Wiem, że spędzę ten weekend w jego i moich przyjaciół towarzystwie, więc wolałam się więcej nie obrażać, do końca tego tygodnia. Mam tylko nadzieję, że nie będzie nazywał mnie "Kotek" przy ludziach. To byłoby takie żenujące i krępujące, że już się boję tego, co może się wydarzyć w niedalekiej przyszłości.


Jenny
Kiedy weszłam na posesję naszych sąsiadów dostrzegłam ich samochód, co oznaczało, że rodzice Johana i Joachim już wrócili. Kulturalnie zapukałam, a drzwi otworzyła mi Greta:
-Hej, jest Johan?
-Jasne, wchodź.- Odparła i wpuściła mnie do środka.
Weszłam na górę i zajrzałam do pokoju chłopaka. Akurat pakował swój ekwipunek, gdy mu przerwałam:
-I jak ci idą przygotowania?
-Łaa. Kobieto, ty chcesz, bym na zawał zszedł?- Zapytał wystraszony chłopak
-Wybacz, ale trudno było mi się powstrzymać.- Zaśmiałam się,  na co odpowiedział mi uśmiechem i powrócił do przerwanej czynności
-Jak ma się Joachim?- Zapytałam
-Joachim? Całkiem nieźle, jak chcesz możesz do niego zajść.- Odpowiedział, a ja odwiedziłam jego młodszego brata. Akurat spał, więc postanowiłam zabrać swoje klamoty z pokoju gościnnego.
Gdy już wszystko pozbierałam, zabrałam swe rzeczy do swojego domu i ponownie wróciłam, by poczekać na Johana. Już zbliżała się piąta, gdy w końcu usłyszałam głos chłopaka:
-Już schodzę!
-Spoko.- Odkrzyknęłam i dalej czekałam, tylko że w kuchni. Po kilku sekundach chłopak stał obok mnie
-Gotowa?
-Oczywiście.- Odparłam z uśmiechem
-Nie jesteś głodna?
-Raczej nie...
-Masz.- Podał mi snickers'a
-Chcesz mnie utuczyć?- Zapytałam udając obrażony ton
-Oczywiście, że tak. Będzie więcej do kochania...- Rzekł i przytulił się do mnie od tyłu, na co zareagowałam lekkim kopniakiem; mimo iż robił to dosyć często nadal nie byłam przyzwyczajona...
-Może już chodźmy?- Zaproponowałam
-A która godzina?- Odpowiedział pytaniem
-Już po piątej...
-A no tak, masz rację. Jeszcze musimy zajechać po Katie, a zaraz zaczną się korki. Poczekaj na chwilę przed domem, ok?
-Ok.- Wyszłam na dwór, gdzie powoli zachodziło już słońce i wiał zimny wiatr- Ładna mi pogoda na ognisko...- Mruknęłam i po chwili z budynku wyszedł Johan ze swoim plecakiem.
-No wsiadaj.- Nakazał
-Niby gdzie?
-No do samochodu. Tata nam go pożyczył.- Wytłumaczył szybko pakując swoją torbę na tylne siedzenie jeep'a.
-Aha, spoko.- Odparłam podając mu mój bagaż i wsiadając na miejsce pasażera.
-Jak chcesz możesz ustawić radio jak chcesz.- Powiedział wsiadając na miejsce kierowcy i zapinając pasy
-Nie, nie trzeba.- Odrzekłam wyciągając telefon z kieszeni i włączając piosenkę zespołu Lordi ,,Devil's Lullaby".
-Serio?- Zapytał błagalnym głosem, a natomiast ja zaczęłam śpiewać jak opętana, udając przy tym, że albo gram na gitarze elektrycznej lub na perkusji.
Przez cały pobyt w samochodzie zdołaliśmy przesłuchać moją playlistę tego zespołu, więc włączyłam ,,lżejsze klimaty" czyli Skillet ,,Hero".
-Noo, to już lepsze.- Przyznał mi rację chłopak i razem zaczęliśmy śpiewać co było dosyć przyjemne.
W końcu przyjechaliśmy pod szpital ( tam kazała nam zaczekać Katie) i ujrzeliśmy naszą koleżanką z klasy. Stała z plecakiem przed wejściem do szpitala i się rozglądała na wszystkie strony:
-Hej, Katie!- Krzyknęłam i zauważyła mnie, po czym podeszła do samochodu
-Cześć.- Przywitała się, a Johan pomachał do niej ręką
-Wsiadaj.- Nakazałam, a ona usiadła na tylnym siedzeniu za mną- Długo czekałaś?- Zapytałam po kilku minutach jazdy
-Niee. Odwiedzałam ciocię, więc...- Odparła uśmiechając się
-A nie przeszkadzało by ci to, jakby Jenn puściła rock'a?- Zapytał się jej Johan
-Nie, nie, możecie puszczać co chcecie, ja się dostosuję.- Powiedziała szybko
-No ok.- Przytaknęłam, po czym włączyłam piosenkę ,,Say Goodbye" i zaczęłam ją śpiewać a capella:
,,Things are changing
It seems strange and
I need to figure this out
You've got your life
I got mine
But you're all I cared about
Yesterday we were laughing
Today I'm left here asking
Where has all the time gone now
I'm left alone somehow
Growing up and getting older
I don't want to believe it's over

Don't say goodbye
Cause I don't wanna hear those words tonight
Cause maybe it's not the end for you and I
And although we knew
This time would come for me and you
Don't say anything tonight
If you're gonna say goodbye

Do you remember
In December
How we swore we'd never change
Even though you're leaving
That our feelings
Would always stay the same
I wish we could be laughing
Instead I'm standing here asking
Do we have to end this now
Can we make it last somehow
We both know what we've gotta say, not today
Cause I don't wanna leave this way

Don't say goodbye
Cause I don't wanna hear those words tonight
Cause maybe it's not the end for you and I
And although we knew
This time would come for me and you
Don't say anything tonight
If you're gonna say goodbye

And if it's over
It hurts but I'm giving you my word
I hope that you're always
Happy like we were
Happy like we wereDon't say goodbye
Cause I don't wanna hear those words tonight
Cause maybe it's not the end for you and I
And although we knew
This time would come for me and you
Don't say anything tonight
If you're gonna say goodbye

Yesterday we were laughing (if you're gonna say goodbye)
Today I'm left here asking (if you're gonna say goodbye)
And although we knew this time would come for me and you
Don't say anything tonight
If you're gonna say goodbye..."

-Brawo!- Usłyszałam za sobą głos Katie i oklaski
-Dzięki.- Powiedziałam nieśmiało i poprawiłam pas
-Czemu nie chodzisz na chór, skoro lubisz śpiewać?- Zapytał mnie Johan
-Bo...- Szukałam wymówki- Bo nie mogę. Nie mam czasu, a poza tym wolę śpiewać takie piosenki jak te, a nie jakieś ,,Panie Janie"...- Wytłumaczyłam się
-Ale na chórze nie ma ,,Panie Janie"- Powiedziała Katie
-A skąd niby to wiesz?- Zapytałam podejrzliwie
-Noo. Kiedyś ciocia zapisała mnie na chór i śpiewaliśmy jakieś inne piosenki.- Wytłumaczyła spokojnie
-Spoko.- Odrzekłam i puściłam kolejną piosenkę.
Przez resztę drogi rozmawialiśmy o wielkim talencie wokalnym John'a Cooper'a- wokalisty mojego ulubionego zespołu (czyli Skillet) i śpiewaliśmy piosenki.
Gdy wreszcie dojechaliśmy na miejsce, jako pierwszy powitał nas Jeremy:
-Jak miło, że już jesteście!- Zawołał radośnie- Śmiało wysiadajcie i chodźcie do domków.
-Jakich domków?- Zapytałam
-No,bo tutaj są domki, ale tylko dwu osobowe...
-Aaa, ok. A tak w ogóle czyja to działka?- Znów zapytałam
-Należy do naszego dziadka. Latem tłumy turystów tu przyjeżdżają i je wynajmują...- Nie dokończył, gdyż na posesję wtoczył się sportowy samochód- Oo, Aiden przyjechał.
-Super.- Mruknęłam; nie lubiłam typa, ale i tak przyszłam tutaj z powodu Katie i Taylora, a poza tym w mym domu grasowała Godzilla, więc już wolałam towarzystwo Heavens'a niż Jessiki...


 Carrie
Gdy w końcu wróciłam do domu po długim dniu w szkole, chciałam zaśpiewać Alleluja ze szczęścia. Nie mogłam się doczekać tego, aż zasiądę za kierownicę cudownego autka mamci, które dała mi do dyspozycji. Ten weekend to będą same wiekopomne chwile, coś tak przeczuwam. Może w końcu uda mi sie coś większego wskórać w sprawie Jeremy'ego, tak bardzo bym chciała ażeby do czegoś między nami doszło. Może nie znałam go zbyt długo, jednakże moje serce zna go wystarczająco dobrze, by mieć chęć pocałowania go w te jego cudownego pociągające usta, o których śniłam już od kilku nocy.
Wlazłam biegiem na górę i zabrałam się jak najszybciej za lekcje, aby nie mieć nic na weekend i to jeszcze gdy mnie nie będzie. Wolałam mieć już z głowy prace domową, więc zaczęłam biegusiem odrabiać matmę, angielski i historię. Po skończeniu wykonywania tegoż nudnego zajęcia, wzięłam prysznic i przebrałam sie w miarę ciepłe ciuchy, czyli śliczny i bardzo wygodny czarny sweter z lekkim dekoltem, czarne rurki i moje air maxy, które uwielbiałam prawie tak samo jak conversy. Zrobiłam lekki makijaż, bo nie uśmiechało mi się wstawać z rozmazaną całą twarzą, gdybym zapomniała go zmyć. Po tym jak poradziłam sobie z ogarnięciem obecnego wyglądu, postanowiłam spakować torbę na dzień jutrzejszy oraz jeszcze kolejny. Wsadziłam do torby dwa dosyć cieplutkie sweterki, grube skarpetki do spania i piżamę, którą tworzyła duża bluzka i spodenki. Mimo że spałam w grubych skarpetkach, to nie wyobrażałam sobie snu w jakiś długich spodniach od dresu albo coś, po prostu w spodenkach spało mi się najlepiej, no prawie, gdy nie chciało mi się ich wkładać to spałam w majtkach, bo były dość podobne strukturalnie do dolnej części mej piżamy.
Zabrałam z mej osobistej łazienki kosmetyczkę i schowałam ją do mej torby podróżnej, nie odczuwałam potrzeby wsadzania jeszcze czegoś do kosmetyczki, bo tam znajdowały się podstawowe rzeczy do przetrwania, czyli kosmetyki, szczotka i środki czystości. Oczywiście poza kosmetyczką wyniosłam z łazienki duży ręcznik, który ładnie poskładałam, a następnie włożyłam go do zestawu przedmiotów na weekend.
Gdy poczułam, że mam już wszystko, zeszłam na dół coś przekąsić, bo umierałam z głodu. Tak więc wyjęłam z zamrażalnika familijną pizzę i przekroiłam ją cudem na pół, a później wstawiłam do pieczenia. Lubiłam szybkie rozwiązania, gdy mój brzuch upominał sie o pożywienie.
Mój posiłek bł już gotowy, więc postanowiłam go skonsumować jak najszybciej, bo po pierwsze - musiałam się pospieszyć, jeśli chciałam zajechać na miejsce przed zachodem słońca, a po drugie - nie cierpiałam zimnego żarcia, poza jedzeniem, które je sie tylko na zimno. Wszystko co gorące o tej porze roku, jest najlepsze. Jesień jest okrutna i jej nie lubiłam, bo zawsze było zimno im bliżej zimy, więc z tego wynika, że jeszcze muszę sobie trochę poczekać nim poopalam się na plaży w świetle słoneczka i popływam w wodzie.
Zabrałam wszystkie swoje graty z góry i posprawdzałam czy wszystko wyłączyłam, bo nie chciałam tu żadnego pożaru, gdy pojadę nad jezioro w wyczekany weekend.

 Jenny
Po jakimś czasie samochodem swojej mamy dołączyła do nas moja przyjaciółka Carrie. Chyba nie muszę ukrywać, jaką miałam radochę ze zdziwionej miny Aiden'a na widok wysiadającej z miejsca dla kierowcy Carrie.
-No to jesteśmy w komplecie.- Oznajmił zadowolony Jeremy, gdy wszyscy się wokół niego zebrali- Możecie wybrać sobie pokoje, chociaż pozwólcie, że was podzielę.- Uśmiechnął się łobuzersko z błyskiem w oku, co zapowiadało, że szykował jakąś niespodziankę, która niekoniecznie mogłaby się nam spodobać.- Jak, iż jest nas siedmioro, w tym trzy przedstawicielki płci pięknej, proponuję, aby każda z dziewcząt wybrała sobie ,,obrońcę"...- Nie dokończył bo mu przerwałyśmy
-Co???- Krzyknęłyśmy równocześnie ja i Carrie
-Coś ty jarał?!- Zapytałam
-Nic, po prostu wieczorami jest tutaj niezbyt bezpiecznie bez stróża...- Spojrzał za siebie upewniając, że nikogo za nim nie ma- Tak więc moje drogie panie, wybierajcie, a jak nie to sam wam przydzielę chłopaków.- Zaśmiał się, a ja miałam ochotę go udusić gołymi rękami
-Dobra.- Wreszcie się odezwałam- Ja wybieram...- Miałam niemały dylemat, ale uznałam ostatecznie, że tak będzie najlepiej-... Johana.- Westchnęłam, a chłopak głośno chrząknął jakby ze zdziwienia zakrztusił się śliną
-No i świetnie. Wiedziałem Jenn, że zrobisz pierwszy krok. Łap kluczyk do waszego domku.- Powiedział to wręczając mi klucz -No to kto dalej?- I znów zapadła cisza
-M-może ja...- Pisnęła zarówno cicho jak i nieśmiało Katie; wiedziałam ile ją to kosztuje, wystarczyło spojrzeć na jej karmazynową twarz i trzęsące się ręce
-Wybieraj śmiało.- Zachęcał ją Jeremy, co wcale jej nie pomagało
-N-no too...- Zacisnęła swoje delikatne ręce w pięści i powiedziała w miarę głośno- Taylor.- Nawet ja się zdziwiłam; cóż, osobiście uważam, że tak było dla niej najlepiej, dlatego wybrałam Johana...
-No to została nam Carrie.- Uśmiechnął się ciepło Jeremy w stronę mej przyjaciółki- To co, Aiden? Walka na miecze? Kto wypije więcej piwa?- Zaśmiał się gospodarz.
-A może losowanie?- Zaproponowała Carrie.
-Dobry pomysł!- Zauważyłam i wyciągnęłam z kieszeni monetę- Kto zgadnie w której ręce mam pieniążek, ten śpi z Carrie... Znaczy się dzieli z nią pokój.- Szybko się poprawiłam pod presją wywieraną przez pełne wrogości oczy Carrie, które szybko wróciły do normalności; czasami była straszna...
-Dobra.- Powiedzieli równocześnie,  a ja schowałam ręce za siebie i zaczęłam przerzucać monetę z ręki do ręki.
-No, wybierajcie.- Oznajmiłam
-Prawa!- Odpowiedzieli równocześnie
-Zdecydujcie się.- Ponaglił Johan
-Ja biorę prawą.- Odpowiedział zdecydowanie Aiden (jak to miał w zwyczaju)
-To ja lewą.- Ustąpił Jeremy, wiedział, że nie warto się z nim spierać, bo i tak postawiłby na swoim...
-Więc, z Carrie zamieszka...- Zrobiłam teatralną pauzę, aby zwiększyć ich ciekawość-...Jeremy!- Oznajmiłam z radością w głosie, a chłopak uśmiechnął się, po czym przytulił do siebie Carrie i szepnął jej coś na ucho; co? nie wiem, na pewno coś w stylu ,,Dzisiejszej nocy to ja będę cię bronił, My Princess" lub coś podobnego...
W każdym razie, przez cały wieczór dziewczyny trzymały się swoich ,,ochroniarzy" (łącznie z Katie, co mnie bardzo dziwiło). Troche pośpiewaliśmy, co bardziej przypominało wycie zranionego jelenia, zjedliśmy kiełbaski, kilka osób wypiło po puszce piwa. Akurat ja nie miałam ochoty, więc pozostałam trzeźwa, w sumie tak jak dziewczyny. Gdy zbliżała się już pierwsza w nocy wszystkim zachciało się spać, więc postanowiliśmy rozejść się do swych domków, lecz zanim to nastąpiło, ustaliliśmy, że zostaniemy tu dłużej....

Carrie
Wraz z Jeremy'm weszłam do domku, w którym było tak ciepło, że miałam ochotę zdjąć kilka warstw ubrań z siebie, jednakże zaprzestałam tego, ponieważ miałam towarzystwo, a nie chciałam dla nieco wydawać się łatwa i nie chciałam żeby pomyślał, że już chcę wskoczyć mu do łóżka lub jeszcze Bóg wie co.
- Zmęczona? - Zapytał mnie Jeremy, gdy ściągną koszulkę. Był to oszałamiający widok, bo jego pierś była cudownie wyrzeźbiona i po prostu smakowita, tak jak na mnie przystało.
- Nie, a ty?- Odpowiedziałam, gdy poczułam, że się lekko rumienię.
- Wcale. - Odpowiedział - Może coś porobimy? - Zapytał po chwili ciszy, która sie wkradła w naszą rozmowę. Wyglądał na odrobinę spiętego, tak jakby się obawiał spędzania czasu ze mną.
- A co proponujesz, My Prince? - Odezwałam się pokrótce.
- No nie wiem, co powiesz na pooglądanie filmów?
- Jak dla mnie bomba, ale nie mam laptopa ze sobą. - Wspomniałam.
- Nic nie szkodzi, ja mam. - Wyjął laptop z plecaka i położył go na swoim łóżku, które było po prawej stronie pokoju, ja wolałam spać po lewej.
- Zawsze jesteś tak przygotowany? - Zadałam pytanie, gdy zauważyłam, że wyjmuje z plecaka żelki, czekoladę i colę.
- Nie zawsze, ale miałem tym razem pewne przeczucie, które mnie do tej pory nie zawiodło. - Odpowiedział tak, że poczułam chęć zadania kolejnego pytania. Aż mknie korciło.
- A masz może jakieś przeczucia co do reszty tego wieczoru? - Dopytywałam się zaciekle.
- Może mam, może nie, ale na pewno ci bym ich nie zdradził, jeślibym je miał. -  Orzekł.
- A to czemu? - Pytałam się i pytałam.
- Bo bałbym się, że to wszystko zniszczy między nami, a dopiero się zaczęło, a poza tym nie chcę się śpieszyć.
- Czemu sądzisz, że to wpłynie na naszą relację?
- Po prostu to wiem, nie pytaj się mnie więcej o to. - Poprosił.
- Okej, jak chcesz, chciałam z tobą tylko porozmawiać, ale widzę, że z tego nici jak i z oglądania filmu. - Powiedziałam i wyszłam na dwór się przewietrzyć.
O matko, wyszłam na idiotkę! - Pomyślałam.
Szłam przed siebie rozwścieczona na swą osobę i w sumie też Jeremy'ego. Niepotrzebnie zaczęłam się z nim  kłócić. Chyba zaprzepaściłam jakąkolwiek szansę na związek z nim. O matko! Chcę umrzeć!
Nagle poczułam coś ciepłego i silnego na dłoni. To była męska dłoń.
Obróciłam się wokół własnej osi i poczułam coś gorącego na swych ustach. Na początku nie wiedziałam co to, bo byłam w szoku, ale po chwili dowiedziałam się skąd pochodzi ciepło. Jego źródłem były wargi Jeremy'ego.
Po chwili usta Jeremy'ego oderwały się od moich, jednakże nadal czułam na swych wargach jego oddech, i powiedział:
- Nigdy więcej ode mnie nie uciekaj.
Poczułam ogrom ciepła w swoim ciele i dopiero zjarzyłam się, że Jeremy wyszedł na dwór bez jakiegokolwiek okrycia. Aż zaczęłam się rumienić pod wpływem tego niezwykłego widoku, który rozpalał moje wszystkie zmysły. Odwróciłam wzrok i już miałam zacząć patrzeć na podłoże, ale powstrzymała mnie przed tym wielka dłoń chłopaka, która chwyciła mój podbródek i lekko go uniosła.
Z wielkim trudem przełknęłam ślinę i oddychałam. Można by powiedzieć, że postać Jeremy'ego zapierała mi dech w piersiach.
- Weź głęboki wdech, a potem wydech. - Powtarzał te słowa, aż mój oddech wrócił do normy - Miło wiedzieć, że przeze mnie nie dasz rady oddychać. - Po tych słowach uśmiechnął się szeroko.
- Dzięki. - Tylko tyle zdołałam z siebie wydusić.
- Wracajmy do domku, bo jeszcze sie przeziębisz. - Powiedział po minucie ciszy.
- Kto tu niby się przeziębi, przecież to ty łazisz prawie na golasa po podwórku w taki mróz.
- Tak, ale mi jest gorąco, a ty dygoczesz z zimna.
- Skąd ten pomysł, że to z zimna? - Odparłam.
- Czy ty coś tu insynuujesz? - Zapytał.
- Nieee, wcaaale. - Przeciągałam.
- Niech ci będzie, My Princess. - Na pewno uległ memu urokowi osobistemu.
- Dziękuję, My Prince.
Wróciliśmy do domu i postanowiliśmy w końcu obejrzeć film. Padło na Szybkich i Wściekłych. Bardzo lubiłam ten film, więc nie miałam oporów co do niego.
Ułożyliśmy się wygodnie na moim łóżku, ja oczywiście leżałam na jego klacie i od czasu do czasu wsłuchiwałam się w rytm bicia jego serca. Był to piękny dźwięk, który mogłam słuchać po kres swoich dni, ale cóż, nie było mi to przeznaczone, mimo iż on był dla mnie teraz całym moim światem. Przynajmniej tak czułam, ale byłam ciekaw co on o mnie myśli.
Czy mu się podobam? Czy mnie kocha? Czy chciałby ze mną być?
Tyle pytań, a tam mało czasu, aby uzyskać odpowiedzi, które mam ochotę usłyszeć. Całą swoją duszą i całym swoim sercem chcę z nim być, chcę go wspierać, przytulać się do niego, być ostatnią osobą, o której myśli przed zaśnięciem i pierwszą, o której myśli, gdy wstaje. Tyle rzeczy chciałabym zrobić, tyle chciałabym dla niego znaczyć lecz to tylko puste i nieważne marzenia, które nigdy się nie spełnią, bo nigdy nie będę dość dobra dla niego. Nigdy nie będę dla niego najważniejszą osobą w życiu, nigdy nie będzie mnie kochał tak jak ja jego, nigdy nie będzie w stanie pojąc ogromu mej miłości, której do niego żywię i której najchętniej bym się wyzbyła, bo jest bolesna, jednakże też chciałabym ją zachować, bo przypomina mi o nim i o tym, że potrafię kochać i o tym, że można mieć marzenia, nawet jeśli się nigdy nie spełnią.
Powoli podążałam w stronę objęć Morfeusza, jednakże powstrzymywałam się przed zaśnięciem, mimo że otaczały mi kojące ramiona Jeremy'ego, który już dawno zasnął. Ale ja chciałam na niego popatrzeć. Miałam przed sobą przepiękny widok śpiącego chłopaka, którego darzyłam miłością, którą puściłabym w niepamięć, gdyby nie płynęła prosto do serca Jeremy'ego. On tak spał nieświadomy niczego, nieświadom tego, że go kocham jak nikogo innego. I w  końcu ja uległam, zasnęłam i zaczęłam śnić o nim, o moim Księciu.
 

Jenny
Kiedy wreszcie padłam na łóżko na brzuch, westchnęłam ciężko i już miałam zasypiać, gdy nagle coś mnie przygniotło:
-Johan, zabieraj swoje sadło, bo mnie wgniatasz w łóżko.- Jęknęłam zmęczona
-Oj tam, przynajmniej mam pewność, że nic ci sie nie stanie...- Mruknął wtulając swoją twarz w moje włosy; jak ja tego nienawidziłam, ale na swój sposób kochałam, taka miłość-nienawiść
-Zaraz ci się stanie, jak mi się cycki zrobią płaskie,- Zagroziłam i spróbowałam się podnieść, co mi się w jednej setnej udało, lecz po chwili z powrotem padłam jak martwa.- Złaaaaaź ze mnie.- Jęknęłam żałośnie, chciałam już zdjąć bejsbolówkę i komin, bo gorąco mi się robiło
-No dobra, ale coś w zamian.- Mruknął mi do ucha
-Ok, byle byś ze mnie zlazł.- Odparłam i wreszcie poczułam się lżej. Powoli się podniosłam i usiadłam na łóżku. Johan stał przede mną roznegliżowany (w samych bokserkach), nie wiedziałam nawet kiedy się rozebrał... Noo w każdym razie poczułam, że się nieźle rumienię oraz, że wstaję i jak zahipnotyzowana delikatnie opuszkami palców przejeżdżam po jego klatce piersiowej i mięśniach brzucha. Faktem było to, że również posiadałam kaloryfer, lecz delikatny, a poza tym on był bardziej umięśniony... Jego skóra w dotyku była taka miękka i rozżarzona niczym gorące węgle. W końcu udało mi się wyrwać z transu i wbrew sobie zadarłam głowę do góry i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechał się i to w taki sposób, że mógł roztopić mi tym uśmiechem serce. Nagle poczułam jego dłoń na moim policzku. Była tak duża, że praktycznie mógł nią objąć pół mojej głowy. Swoją dłoń położyłam na jego i tak staliśmy wpatrując się sobie w oczy. W końcu popchnęłam go na swoje łóżko, po czym zdjęłam swe okrycie wierzchnie oraz buty i zbliżyłam się do niego na tyle blisko, by nasze twarze znajdowały się niebezpiecznie blisko:
-Czyżby gra wstępna?- Zapytał unosząc brew; już wiem czemu to tak bardzo irytowało Carrie...
-Przymknij się i całuj mnie.- Nakazałam uśmiechając się łobuzersko, a on delikatnie ujął mą twarz i pocałował mnie. Najpierw raz-delikatnie i nie śmiało, później drugi- bardziej pewnie i trzeci- namiętnie, czasami nawet brutalnie. Nagle wywalił mnie na łóżko i pochylał się nade mną. Znów przypomniał mi się moment, gdy go po raz pierwszy pocałowałam, tylko że tym razem miało być inaczej, a przynajmniej tak sobie postanowiłam. Być odważną i otwartą...
Chłopak uśmiechał się zadowolony, z ja poczułam się bardzo zmęczona:
-Dobra, już wystarczy tego dobrego. Złaź ze mnie i idź spać.- Powiedziałam to i przekręciłam się na bok zamykając oczy
-No co ty!- Zaprotestował żywiołowo- Przed chwilą mnie rozpaliłaś, więc...
-Oooo nie!- Przerwałam mu- Nie będę się z tobą pieprzyć!
-Nieeee! To nie o to chodzi! Wy, kobiety, macie o nas mniemanie, że mężczyźni to zboczeńcy i szowinistyczne świnie, ale my tak na prawdę też potrzebujemy czułości i miłości, tak jak wy.- Odparł górując nade mną i robiąc oburzoną minę
-Yhym, ciekawe.- Odparłam przewracając się znów na plecy i patrząc w jego krystalicznie czyste błękitne oczy; wiedziałam, że to go zirytuje- A wiesz, że jesteś podpity?
-Czyżbyś mi nie wierzyła?- Zapytał unosząc brew
-Ani trochę.- Wyszczerzyłam zęby
-No to patrz.- Powiedział, po czym zlazł znade mnie i położył się obok, obejmując mnie. Następnie wtulił w me włosy swoją twarz i tak ze mną leżał. Czułam się trochę jak w objęciach misia grizzly. Było mi ciepło, miękko, a przede wszystkim miałam poczucie całkowitego bezpieczeństwa. W końcu zrobił mi się za gorąco, więc uwolniłam się z żelaznych objęć Johana, który zdążył już zasnąć i zdjęłam z siebie całe ubranie, zostawiając tylko bieliznę. Po zdjęciu z siebie ubrań walnęłam się na swoje miejsce i wtuliłam w jego nagą klatkę piersiową, po czym zasnęłam...

Niespodziewanie, około trzeciej w nocy do pokoju wtargnęła Katie...:
-Jenn!- Krzyknęła przerażona, a my z Johanem na wpół śpiący odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni cali czerwoni na twarzy (nie muszę dodawać, ze Katie również była czerwona)
-No... Co tam?- Zapytałam onieśmielona i zawstydzona niczym mała dziewczynka zakrywając się kołdrą, a chłopak szybko wyszedł do łazienki
-Jenn...- Powtórzyła zipiąc ze zmęczenia- ...W lesie słychać jakieś głosy...-Dokończyła
-No i?- Nie wiedziałam co w tym dziwnego
-Tutaj... Tutaj straszy!- Prawie krzyknęła, a ja dostrzegłam jej paniczny strach w oczach
-Skąd to wiesz?- Zapytałam lekko zdenerwowana
-M-może to dziwnie zabrzmieć, ale w-widziałam ducha...- Jęknęła
-Ducha?- Nigdy nie wierzyłam w duchy, ani w byty nie z tego świata; jednym z powodów było to, że się strasznie ich bałam...
-Tak...- Sapnęła
-Ale skąd wiesz, że to był duch?
-A czy kobieta, trupio blada, w koszuli nocnej, z mokrymi włosami i sznurem wokół szyi nie byłaby wystarczającym dowodem?- Odpowiedziała pytaniem, a mi przeszły ciarki po plecach
-M-musiało ci się wydawać.- Sama zaczęłam się bać- N-na pewno ci się przywidziało! Może to była Carrie?- ,,Tylko dlaczego miałaby mieć sznur wokół szyi i koszulę nocną?" zapytałam siebie w myślach
-To nie była Carrie! Ja widziałam zupełnie obcą kobietę! S-spytaj Taylora!- Powiedziała krzycząc z przerażenia
-A-a no właśnie, gdzie Taylor?- Zaciekawiłam się- Zostawiłaś go tam samego?!- Zdziwiłam się
-Powiedział, że odpowiedniej by było gdybym to ja do was przyszła...- Wymamrotała
-No d-dobra.- Powiedziałam i zaczęłam się ubierać w swoje ubrania, a ona usiadła
na łóżku na przeciwko; nastała kłopotliwa cisza
-Nie chcę być zbyt ciekawska, ale ty i Johan...?- Zapytała nagle, a ja wiedziałam o co jej chodzi i w sumie nawet nie byłam na nią zła; każdy by chciał wiedzieć...
-Ciężko mi to wyjaśnić.- Podrapałam się po głowie zakłopotana, po czym zbliżyłam się do niej i szepnęłam jej na ucho- Zobaczymy co z tego wyjdzie, ale na razie cicho sza.- Puściłam jej oczko i założyłam komin.- Johan idziesz?- Krzyknęłam
-Dogonię was!- Usłyszałyśmy głos z łazienki i opuściłyśmy mój domek.
Szłyśmy w dosyć ciemną i mroźną noc, a księżyc oświecał nam drogę. Obie zachowałyśmy milczenie, aczkolwiek szłyśmy dosyć blisko siebie. Poszłyśmy prosto do jej domku, gdyż nie chciałam przerywać Carrie jej ,,nocy marzeń"; wiedziałam, że od zawsze podobał jej się Jeremy i nie zamierzałam psuć jej tej chwili rozkoszy, chociaż w sumie tylko Bóg jeden wie co oni teraz robią...:
-Wchodź.- Przerwała moje rozmyślania Katie otwierając drzwi domku
-Dzięki.- Odparłam i weszłam do środka.
Jedno łóżko było prawie pozbawione pościeli i poduszek, gdyż leżały one porozrzucane na podłodze. Natomiast równoległe łóżko wyglądało normalnie, a poza tym znajdował w nim się Taylor.
-Żyjesz?- Powiedziałam, a on podskoczył w miejscu
-Tak...- Mruknął podnosząc się do pozycji siedzącej
-Powiedz jej!- Nakazała zlękniona Katie
-Co...? Aaaa, no, widzieliśmy kobietę!- Krzyknął z tym samym przerażeniem w oczach co jego ruda współlokatorka
-I niby gdzie ta kobieta była?- Zapytałam drwiąco krzyżując ręce na piersi
-S-stała, o tam!- Tay wskazał kąt pokoju, który był najbliżej jeziora; podeszłam w to miejsce i przykucnęłam włączając latarkę (wcześniej zabrałam ją ze swojego domku) chcąc obejrzeć dokładnie podłogę. Nagle coś dostrzegłam
-Mówiłaś, że ta kobieta miała mokre włosy?- Zapytałam głośno przełykając ślinę
-Yhym.- Odparła siadając obok Taylora i ściskając go za ramię (czyli nie tylko my się do siebie zbliżyliśmy?)
-Okey...- Powiedziałam niepewnie i spojrzałam w górę świecąc latarką; zrobiłam wielkie oczy i opuściłam przedmiot, który trzymałam w dłoni, po czym zaczęłam się drzeć. Dokładnie nade mną na suficie ,,leżała" owa kobieta z wytrzeszczonymi oczami i otwartymi ustami, w których brakowało zębów i języka. Gdy tylko Taylor i Katie dostrzegli to co ja również zaczęli krzyczeć se strachu. Szybko odskoczyłam od tego miejsca jak poparzona, a drzwi wejściowe się otworzyły i do domku wtargnął Johan (już był ubrany). Gdy spojrzał w miejsce, gdzie wszyscy się wpatrywali, podbiegł do mnie i odciągnął stamtąd, gdyż byłam sparaliżowana ze strachu. Myślałam, że zemdleję... Oddychałam bardzo szybko, a moje serce biło nieregularnie i z przyspieszonym tempem. Tam wisiała PRAWDZIWA martwa kobieta! I to w dodatku wyglądała jak ta z opisu Katie... Nagle szkarada się poruszyła i spadła z sufitu. Katie zemdlała, a my odsunęliśmy się pod drzwi i przytulaliśmy się do Johana (tak, Taylor też). Był z nas największy, najsilniejszy oraz najstarszy. Niespodziewanie usłyszeliśmy czyjś śmiech. Spojrzeliśmy w miejsce, gdzie wcześniej była kobieta i zauważyliśmy dziurę, z której wyłoniła się znajoma twarz. Aiden zeskoczył ze strychu i rzekł rozbawiony:
-Szkoda, że się nie widzieliście.- Pękał ze śmiechu chłopak
-To nie było śmieszne!- Wrzasnęłam ze łzami w oczach, a Taylor podniósł nieprzytomną Katie z podłogi i położył ją na jej łóżko; jeszcze nigdy się tak nie bałam
-Oj, no księżniczko, daj spokój. Na starość będziesz się z tego śmiać...- Nie dokończył, bo mu przerwałam
-Przez ciebie mogłam tej starości nie dożyć!- Krzyknęłam i opuściłam domek.
Prawie przez całą drogę płakałam, dla mnie to nie było ani trochę śmieszne. W końcu dołączył do mnie mój ,,stróż":
-Hej, Jenn, poczekaj!- Krzyknął za mną, lecz go nie posłuchałam i szłam dalej- Hej...- Usłyszałam jego głos tuż przy moim uchu i przystanęłam. Chłopak otoczył mnie ramieniem i staliśmy tak w połowie drogi do naszego lokum. Nagle obrócił mnie twarzą do siebie i wyszeptał:
-Wiesz, że ja ciebie obronię? Przy mnie zawsze będziesz bezpieczna.- Zadeklarował i wtulił moją głowę w jego ramię, a ja objęłam go i zaczęłam ryczeć jeszcze bardziej; czemu on musi być taki... taki... taki uroczy, szczery i... niewinny?
-Wiem.- Odszepnęłam w końcu, gdy się uspokoiłam
-Kocham cię Jenn.- Szepnął mi na ucho,a ja poczułam ,,motylki w brzuchu"; zacisnęłam dłonie w pięści i odpowiedziałam mu:
-Ja ciebie też, Johan...- Chłopak jakby zamarł w bezruchu. Odsunął mnie powoli od siebie i patrzył na mnie z niedowierzaniem. Podniosłam głowę, tak by popatrzeć mu w oczy i powtórzyłam:- Ja siebie też kocham.- Po czym wspięłam się na palcach, by go pocałować, lecz on przykucnął i sam to uczynił. Jego wargi były tak anielsko ciepłe, że dałabym sobie rękę uciąć, że jest moimi aniołem stróżem. Nasze usta sprawiały wrażenie, jakby było do siebie idealnie dopasowane. Moglibyśmy stać tam w wieczność, lecz nagle powiał chłodny wiatr i zrobiło mi się zimno:
-Może chodźmy do domku?- Zaproponowałam
-Dobry pomysł.- Przytaknął i wziął mnie na ręce
-Co ty robisz?- Zapytałam zdezorientowana
-Chcę mieć ciebie blisko siebie, a bliżej niż teraz się nie da.- Odpowiedział i przyspieszył kroku, a ja uśmiechnęłam się i wtuliłam swoją głowę w jego obojczyk...
Gdy wreszcie wróciliśmy do domku Johan delikatnie położył mnie na łóżku i starannie przykrył kocem:
-Nie idziesz spać?- Zapytałam, kiedy siadł obok mnie
-Nie.- Odparł stanowczo- Będę pilnował czy pewna osoba nie ma zamiaru robić nam głupich kawałów...- Specjalnie zaakcentował ,,pewną osobę"
-Daj spokój, na pewno już poszedł spać...- Ziewnęłam
-Kiedy masz coś cennego, to starasz się to chronić najlepiej jak umiesz i dbasz o to.- Wytłumaczył tylko i dalej siedział wpatrzony w drzwi; poczułam jak robi mi się cieplej i położyłam swoją dłoń na jego. Spojrzał na nasze dłonie i je razem splótł; teraz czułam, że mogę mu bezgranicznie ufać. Było mi tak dobrze, że ledwo przymknęłam oczy, a już spałam...
  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz