czwartek, 25 sierpnia 2016

Rozdział 14 (Sobota)

Jenny
Rano oczywiście obudziłam się w objęciach Johana. Chłopak mega uroczo wyglądał jak spał. Delikatnie przejechałam dłonią po jego szczęce i wstałam. Chyba nie muszę dodawać, że wydostać się z objęć Johana można porównać do wydostania się z uścisku węża boa... No, w każdym razie, gdy cudem się oswobodziłam, ubrałam się w wczorajsze ciuchy i zaczęłam oblegać łazienkę. W połowie robienia makijażu usłyszałam pukanie do drzwi:
-Nie teraz Johan, idź sie odlać na dwór.- Zawołałam
-Ale na dworze jest zimnoo.- Jęknął
-Nie interesuje mnie to.- Powiedziałam stanowczo i kontynuowałam przerwaną czynność
-To chociaż oddaj mi ubrania!- Krzyknął z nadzieją w głosie, a ja przewróciłam oczami, chwyciłam jego ubrania, które leżały na podłodze, po czym szybkim ruchem otworzyłam drzwi i wyrzuciłam przez nie własność mego współlokatora- Dziękuję.- Usłyszałam zamykając z powrotem drzwi.
Po opuszczeniu łazienki wyszłam na dwór, aby się przewietrzyć. Stałam na werandzie i wciągałam w płuca zapach lasu oraz jeziora. Nawet, gdy zaczął wiać wiatr, zaczęłam się rytmicznie kołysać. Jakby to wszystko tworzyło wspaniałą symfonię...:
-Wszystko w porządku?- Usłyszałam nagle zatroskany głos Taylora, który wpatrywał się we mnie z lekkim uśmiechem.
-Tak... I hej.- Przywitałam się
-Cześć.- Odpowiedział na me powitanie- Jest może Johan?
-Johan?- Zdziwiłam się- Raczej jest, a coś trzeba?
-Eeem... Noo, boo ekhem... Noo...- Jakby się zaciął
-No wyduś to w końcu z siebie!- Nakazałam ponaglającym tonem
-No, ja potrzebuję z nim porozmawiać!- Rzekł stanowczo i ominął mnie, po czym wszedł do wnętrza domku; stałam jak sparaliżowana, nie wiedząc co zrobić. To nie było podobne do niego zachowanie. Coś musiało się stać, a ja koniecznie chciałam wiedzieć co... W tym celu poszłam w odwiedziny do Katie. Dziewczyna siedziała sama w domku i pustym wzrokiem wpatrywała się w ścianę przed sobą:
-Wszystko w porządku?- Zapytałam niepewnie wchodząc do domku
-Chyba tak.- Mruknęła w odpowiedzi nie patrząc na mnie
-Wiesz, może poczekaj tu na mnie...- Powiedziałam i szybko opuściłam domek z ciarkami na plecach. ,,Co to kurna było???" zapytałam się oburzona w myślach. Musiało tu się wydarzyć coś... Coś dziwnego... Czułam się mega bezradna i zagubiona. Potrzebowałam wsparcia, więc ruszyłam w stronę domku Carrie. Cóż, nie ukrywam, że nie chciałam tam iść, ale stan Katie wstrząsną mną na tyle, by odważyć się przerwać im te piękne chwile.
Gdy wreszcie zapukałam, drzwi otworzyła mi ma parabatai. Na szczęście była już ubrana, więc chwyciłam ją za rękaw i pociągnęłam za sobą w kierunku skąd przyszłam:
-Co ty robisz?- Zapytała zaskoczona
-Musisz mi pomóc.- Odrzekłam i wepchnęłam ją do domku
-Ale...- Już chciała coś powiedzieć, gdy zauważyła rudą dziewczynę siedzącą na łóżku i wpatrującą sie w równoległą ścianę.- C-co ci jest?- Zapytała ostrożnie
-Nie wiem.- Odpowiedziałam za Katie- Ale bynajmniej dowiedzenie się co tu zaszło nie będzie zbyt łatwe.
-Hej, Katie.- Podeszła do niej i pomachała przed jej oczami dłonią, lecz dziewczyna nie zareagowała
-Hmmm...- Zamyśliłam się- Może spróbujmy tego.- Wpadłam na zaiste szalony pomysł. Poszłam do łazienki i nabrałam w dłonie lodowatą wodę, którą po chwili wylałam na twarz Katie.
-Aaaa!- Krzyknęła dziewczyna i wyrwała się z transu- Co do...- Zaczęła wycierać swoją twarz dłońmi, ale po chwili otrzymała od Carrie ręcznik
-Już ci lepiej?- Zapytałam powstrzymując śmiech; tak, czasami byłam mega wredna...
-C-chyba tak, dzięki.- Odparła uśmiechając się niepewnie, jak to ona
-Co sie stało?- Zapytała Carrie
-C-co się...? Aaa...- Nagle się zarumieniła po korzonki włosów-... Co my zrobiliśmy...?- Wyszeptała pełna strachu, a ja posłałam znaczące spojrzenie w kierunku mej przyjaciółki; obie się domyślałyśmy co mogło tu zajść...
-Wybacz, że będę aż tak bezpośrednia, ale zabezpieczaliście się chociaż?- Zapytałam i dostałam łokciem w żebra od Carrie
-M-my... Nie.- Pisnęła cicho i nastała cisza
-Nie martw się, będzie dobrze.- Pocieszała ją moja przyjaciółka i lekko kopnęła mnie w łydkę
-T-tak, jasne. Poza tym to bardzo rzadkie, tak bez konsultacji z lekarzem...- Też próbowałam podnieść ją na duchu
-Dziękuję, dziewczyny, ale ja... To znaczy... my to planowaliśmy...- Wydukała, a nasze oczy urosły do rozmiarów talerzy (bynajmniej moje...)
-Serio?- Zapytałam wstrząśnięta
-Yhym... Z Taylorem poznaliśmy się już wcześniej, jakieś trzy lata temu? Pamiętam, że był na wakacjach w Irlandii i tam się spotkaliśmy oraz zaprzyjaźniliśmy. Po tym jak wrócił z powrotem do USA pisaliśmy ze sobą codziennie. W sumie nawet dlatego przyjechałam do Paryża, chociaż to był pomysł moich rodziców...- Opowiedziała nam w skrócie, a ja poczułam, że się rumienię, więc pod pretekstem potrzeby, wyszłam do łazienki. Och, Boże... A ja myślałam, że Taylor nie ma dziewczyny... Boże... Ale się wygłupiłam... Podczas, gdy pod nosem jak wół miałam Johana, ja i tak pchałam się do Taylora, który jak się okazało miał dziewczynę...! Nie no, zaraz zwariuję... Ale ja byłam naiwna i głupia... Chyba się zabije ze wstydu... Chociaż w sumie większym wstydem jest spać z własnym wrogiem, co prawda byłym, ale wrogiem... O, matulu, ale mi wstyd...!
Na szczęście mą samokrytykę przerwała Carrie, która również poczuła potrzebę skorzystania z toalety. Szybko wyszłam z domku i popędziłam do siebie, byle by Katie nie zauważyła jak w tej chwili wyglądam. Wiem, że zawsze gdy się rumienie to jestem cała mega czerwona na twarzy i dosyć długo trzeba czekać, aż w końcu kolor czerwony zniknie z mej twarzy...
Kiedy wreszcie dotarłam do domku Johan i Taylor żegnali się, a chłopak omijając mnie posłał mi lekki uśmiech i poszedł w stronę swego lokum:
-I co, jakieś zwierzęta tu są?- Zapytał mój współlokator opierając się o framugę drzwi wejściowych
-Nie wiem, nie sprawdzałam. A poza tym po co sprawdzać, skoro nikt z nas nie ma broni...- Westchnęłam patrząc na taflę jeziora, aby nie spostrzegł mojej karmazynowej twarzy
-Mów za siebie.- Uśmiechnął się łobuzersko, a ja zapominając o swym wyglądzie spojrzałam na niego zdziwiona
-Masz broń???- Zadałam mu pytanie
-Czemu jesteś cała czerwona? Coś się stało?- Zbył me zapytanie i podszedł do mnie
-N-niee, nic. Wszystko jest ok...- Odwróciłam głowę w drugą stronę, a on pochylił się nade mną i przytulił się do mnie
-No to dobrze.- Mruknął wtulając swą twarz w me ramię
-A tobie co?- Byłam lekko poirytowana i zaczerwieniłam się jeszcze bardziej
-Wiesz co...- Wymruczał
-Nie, nie wiem.- Skrzyżowałam ręce na piersi
-Wieeesz.- Zapewnił mnie, a ja w końcu się rozluźniłam i poczochrałam mu włosy- Eeej!
-Sam aż się o to prosiłeś.- Zachichotałam i dostałam całusa w policzek- Może nie przy ludziach?
-Sama się aż o to prosiłaś.- Odparł uśmiechając się z tryumfem
-Irytujący jesteś!- Stwierdziłam
-A ty słodka jak się gniewasz.
-Wcale nie!- Zaprotestowałam- Wyglądam jak burak!
-Burak?- Powtórzył- Dla mnie bardziej przypominasz małego diabełka, któremu brakuje rogów i ogonka.
-Ja ci dam diabełka!- Krzyknęłam rozbawiona udając oburzenie i rzuciłam się na niego
Oboje nie przejmując się mokrą od rosy trawą turlaliśmy się po ziemi i rechotaliśmy:
-Dobra, wstawaj, mokra będziesz i się przeziębisz.- Ogarnął się pierwszy chłopak i pomógł mi wstać.
Gdy się już otrzepaliśmy z trawy, poszliśmy nad jezioro- umówione miejsce porannego spotkania. Jak się okazało byliśmy tam pierwsi. Usiedliśmy nad brzegiem jeziora i wpatrywaliśmy się w jego taflę, która łagodnie falowała. Nieopodal nas dryfowała samotna łódka przycumowana do niewielkiego pomostu. Oboje siedzieliśmy nie odzywając się do siebie i delektowaliśmy się odgłosami natury... W końcu chłopak przerwał ten piękny moment:
-Przejdziemy się?
-Ale zaraz będzie śniadanie!- Zaprotestowałam
-To co!- Oznajmił i pociągnął mnie za sobą w stronę lasu.
Szłam za nim niechętnie. Johan wsadził dłonie w kieszenie swojej czarnej bluzy i szedł przodem nie przejmując się mną zbytnio. Idąc przed siebie wpatrywał się w nieskazitelnie czyste i błękitne niebo, natomiast ja spuściłam głowę i podziwiałam jeszcze wciąż zieloną trawę. Nagle zderzyłam się z klatką piersiową chłopaka i poczułam, że mnie obejmuje. Poruszyłam się niespokojnie w jego objęciach, nadal nie podnosząc głowy, gdyż wiedziałam, że będzie chciał mnie pocałować.
Na szczęście tylko przycisnął mnie mocniej do siebie i tradycyjnie wtulił swoją twarz w moje włosy. Nie rozumiałam, dlaczego tak bardzo to lubił...:
-Po co mnie tu zaciągnąłeś?- Zapytałam, co bardziej zabrzmiało jak bełkot
-Nikt nie może nas zobaczyć razem, czyż nie?
-Noo taaak.- Przytaknęłam ostrożnie podnosząc głowę
-Więc przyprowadziłem cię w miejsce, gdzie nikt nas nie zauważy.- Oznajmił uśmiechając się przy tym
-A wiesz, że znowu brzmisz jak psychopata?- Zadałam mu pytanie
-Serio?- Zapytał szczerze zdziwiony
-Tak.- Odrzekłam pewnie
-Cóż... A czy tak robi psychopata?- Powiedział i od razu musnął lekko me usta swoimi
-Może i nieee, ale...- Już coś chciałam powiedzieć, lecz zatkał mi usta swą dużą łapą i sam zaczął mówić
-No widzisz! Nie jestem psychopatą.- Odparł z triumfem
-Ale ja nie mówię, że jesteś psychopatą...- Zdjęłam jego dłoń z ust, a on wykorzystał to i splótł nasze ręce-... Tylko, że mówisz jak psychopata. A to różnica.- Dokończyłam
-Masz zimne ręce.- Zauważył ujmując moją drugą dłoń
-One zawsze są zimne...- Odparowałam
-Może to dlatego, że jesteś z Danii?- Zapytał
-Z Norwegii...- Poprawiłam go
-E tam, jeden diabeł! Ale w Danii też jest zimno!- Bronił się
-Tak, tam też jest zimno.- Zgodziłam się z nim
-Ha!- Wykrzyknął uradowany i ścisnął odrobinę za mocno moją dłoń
-Ała...- Jęknęłam, a on wystraszony puścił moje obie dłonie
-Aj, przepraszam!Ja nie chciałem...- Powiedział ze skruchą w głosie
-Wiem.- Przerwałam mu i ujęłam w swe dłonie jego poliszki, które były przyjemnie ciepłe- Wiem, że nigdy byś mnie nie skrzywdził.- Powiedziałam pewnie uśmiechając się i patrząc mu w oczy
-Dokładnie.- Przytaknął odrobinę spokojniejszy
-Nie przeszkadzają ci moje zimne ręce?- Upewniłam się
-O ile nie zamrozi mi mózgu to nie.- Odparł śmiejąc się
-A możesz troszeczkę się schylić?- Zapytałam
-Hę? Aaaa, jasne.- Powiedział i zgiął kolana, tak bym nie musiała już stać na palcach
-Uff, tak lepiej.- Westchnęłam i grzałam sobie dłonie jego policzkami- Mam nadzieję, że nie będziesz żądał zapłaty za grzanie?
-Hmm... A jeden całus może być?- Odpowiedział pytaniem
-Może.- Wystawiłam policzek, ale on sie zaśmiał w taki sposób, że z daleka można było wyczuć podstęp
-To ty mnie masz pocałować.- Powiedział szczerząc się złośliwie
-Co?- Byłam zbita z tropu
-Tak jak słyszałaś.
-Ech, niech ci będzie.- Powiedziałam i musnęłam swymi zimnymi ustami jeden z jego rozpalonych policzków, a on zaczął się chichrać
-W usta.- Zaświergotał, a ja zirytowana popatrzyłam na niego miną typu ,,are you kidding me?" i powtórzyłam czynność, tylko z taką różnicą, że przymknęłam delikatnie oczy i obdarowałam go krótkim, lecz przyjemnym pocałunkiem. Podczas jego trwania chłopak nakrył me dłonie swoimi i również przymknął powieki.
-I jak?- Zapytałam cała czerwona na twarzy, gdy już nasze wargi się rozłączyły
-Idealnie.- Westchnął z rozmarzeniem chłopak i musnął delikatnie ustami moje czoło
-Na serio?- Byłam zdziwiona
-Jasne!- Zapewniał mnie- A wiesz, że podobno małe dziewczyny są zaje...- Nie dokończył, bo mu przerwałam
-Nie małe tylko niskie!- Poprawiłam go
-No dobra, niskie. I podobno im mniejsze tym bardziej wredne.- Dodał po chwili
-Prawda.- Odparłam uśmiechając sie łobuzersko- A wiesz, że im wyższy chłopak tym ma mniejszego?- Zapytałam chichocząc złośliwie
-Baardzo śmieszne.- Prychnął udając urażonego- I to nie jest prawda!
-Tak, taaak!- Zaczęłam się naśmiewać
-Wcale nie!- Zaprotestował- Ja wiem lepiej.- Odparł zadzierając wysoko głowę i opierając się o sąsiednie drzewo
-Yhym.- Przytaknęłam drwiąco
-Nie wierzysz?- Zapytał uśmiechając się łobuzersko i już podnosił bluze, gdy go powstrzymałam
-Ok, dobra, wierzę!- Krzyknęłam przerażona, że ujrzę jego męskość
-Żartowałem.- Zaczął się śmiać i przytulił mnie do siebie; stałam sparaliżowana i zbita z tropu
-Ale jesteś głupi.- Wydusiłam z siebie w końcu, gdy się ogarnęłam i pojęłam komizm sytuacji
-Dla ciebie zawsze,- Pocałował mnie w czoło i przycisnął do swojej piersi
-Ba-ka.- Mruknęłam wdychając zapach jego bluzy
-Ba-ka.- Usłyszałam od niego w odpowiedzi i się do siebie uśmiechnęłam...

Carrie
Gdy moja parabatai mnie opuściła, mogłam wreszcie na spokojnie pomyśleć. Wciąż miałam w głowie wszystko to, co wczoraj miało miejsce, a w  szczególności w mej pamięci utknęła scena pocałunku z Jeremy'm, którego w ogóle się nie spodziewałam. Nie sądziłam, że on może myśleć o mnie w ten sposób. Jak o dziewczynie, a nie jak o koleżance, która jest dla niego praktycznie jak siostra. No, może zachowywał się jak nie przystało na brata, ale z facetami to nigdy nic nie wiadomo. Bóg wie, co może im strzelić do głowy.
Udałam się nad jezioro, gdzie stało kilka drzew, a między nimi było takie, które się prosiło ażeby na nie wleźć. Postawiłam sobie to za cel. Niestety było kilka nieudanych prób, jednakże uczymy się na błędach, więc im więcej ich było tym wyżej wchodziłam. Ostatecznie udało mi się wdrapać na upatrzone drzewo, z którego miałam niesamowity widok na łąkę i jezioro.
Nagle usłyszałam z dołu głos:
- Kotku, uważaj żebyś nie spadła, bo będziesz miała drugą nogę do kompletu. - No tak, wiadomo kto mógł rzucić taki tekst. Aiden.
- Może i mam połowę nogi w gipsie, ale aż tak nieudolna to nie jestem żeby nie wleźć na drzewo.
- Któż to wie, Skarbie? Ty potrafisz wszystko zrobić, więc nie wątpię, że w kwestii wchodzenia na drzewa mogłoby się coś zmienić.
- Wiesz, może i nie każdy jest ideałem jak ty, Lalusiu, ale swoją godność to ja mam i nie tylko, więc jeśli jeszcze raz walniesz taki tekst, to obiecuję Ci, twoje zęby będzie trzeba zbierać z ziemi.
- Kochanie, co taka nerwowa jesteś, ja tylko stwierdzam fakty.
- Zaraz przez te twoje fakty będziesz gryzł glebę.
- Grozisz mi, Kotku? Oj, chyba nie wiesz za co się bierzesz, Tygrysico. Ze mną nie wygrasz.
- Jeszcze się przekonamy. - Zeskoczyłam z drzewa, które nie było aż tak wysokie ażeby coś sobie złamać. A jak to kot, a koty spadają na cztery łapy, spadłam na cztery łapy. Prawie, bo prawdę mówiąc to Aiden mnie złapał przez co sam o mało się nie wywalił.
 Moja twarz znalazła się niebezpiecznie blisko oblicza Aidena. Byliśmy tak blisko, że czułam gorący oddech chłopaka na policzku. W miejscach, gdzie nasze ciała się stykały, czułam lekkie mrowienie. Przechodziły mnie ciarki, gdy patrzyłam w głębokie szaroniebieskie oczy Aidena. Jego włosy targał wiatr, ale i tak były idealnie ułożone i nie mogłam zaprzeczyć, że wyglądał całkiem seksownie i nie mówię tego tylko dlatego, że chłopak trzymał mnie na rękach i sprawiał, że miałam małe problemy z oddychaniem. Można powiedzieć, że brakowało mi tchu, ale trudno było to stwierdzić, bo byłam na otwartej przestrzeni, gdzie świeżego powietrza nie brakowało.
W końcu chłopak postawił mnie na ziemi, a ja odwróciłam twarz w przeciwnym kierunku do jego. Nie chciałam, aby zobaczysz co taki mały wypadek potrafi zrobić z moimi policzkami. Tak wiele kłębiło się we mnie uczuć, że nie wiedziałam co wywołuje u mnie rumieńce. Czy wspomnienie o pocałunku Jeremy'ego czy może sytuacja, która miała przed chwilą miejsce i w dodatku myśl o moim pierwszym pocałunku, do którego doszło za inicjatywą chłopaka? Tyle tego wszystkiego, że miałam niemałe zamieszanie w głowie.Prawdę mówiąc to jak narazie wolałabym pozostać w stanie singla, bo skoro teraz mam papkę z mózgu to pomyśleć co będzie potem.



Jenny
Gdy w końcu wszyscy się zebraliśmy przy ognisku zaczęliśmy pichcić ziemniaki w mundurkach. O dziwo nikt nie wybrzydzał. Następnie zagraliśmy w grę terenową zwaną potocznie podchodami. Najpierw podzieliliśmy się na dwie grupy, a później zaczęliśmy grę. Ja byłam w drużynie razem z Carrie i Taylorem i akurat tak się składało, że mieliśmy się ukrywać. Zasada była jedna i jasna: nie wychodzimy poza granice posesji. Żadnemu z nas nawet nie przyszło to namyśl, lecz postanowiliśmy ich zmylić. W sumie zrobiliśmy to kilka razy. Raz ułożyliśmy strzałkę z kamieni, która wskazywała jezioro, a innym razem znak prowadził prosto w drzewo. Ostatecznie znaleźli nas i zaprosili na obiad. Dzisiejszym kucharzem miał być Johan, lecz Jeremy się uparł, że też coś zrobi. Byłam ciekawa smaku ich potraw, w sumie nie ja jedyna... Po obiedzie (, który swoją drogą był przepyszny) nikt nie miał ochoty na jakąkolwiek aktywność fizyczną, więc wszyscy rozeszli się do swoich domków.
My z Johanem walnęliśmy się każde na swoje łóżko, a ja zaczęłam mruczeć:
-Aaaale się najadłam...- Westchnęłam leżąc na plecach i gładząc swój brzuch, który nieznacznie zrobił się wypukły
-A ja dalej jestem głodny.- Oznajmił chłopak obracając się na bok, tak by być zwróconym do mnie i wsparł się na łokciu- I jak, smakowało?- Zapytał, chociaż dobrze znał moje zdanie
-Ty to chyba lubisz pochlebstwa.- Stwierdziłam
-Mhm.- Potaknął i posłał mi promienny uśmiech
-A co jeżeli powiem, że mi nie smakowało?- Zapytałam z łobuzerskim uśmieszkiem
-Ooo to spotka cię kara.- Zagroził
-Czyżby?
-Tak.- Zaśmiał się i powoli podniósł z łóżka
-O nie! Trzymaj się ode mnie z daleka!- Ostrzegłam go, gdyż nie wiedziałam czy mój pełen żołądek przetrwa rewolucję w brzuchu, którą spowoduje bliskość Johana.
-A to niby dlaczego?- Zadał mi pytanie powoli zbliżając się do mnie
-Eeem... No, booo... Jestem najedzona i źle się czuję.- Jęknęłam trzymając się za brzuch
-Mnie nie okłamiesz.- Szepnął mi do ucha, a ja prawienie uderzyłam go w policzek; zakradł się do mnie tak cicho i szybko, że nawet tego nie zauważyłam
-Mówię poważnie...
-No co ty...- Popatrzył na mnie jak na wariatkę, ale gdy dostrzegł wyraz mojej twarzy zrozumiał, że faktycznie coś ze mną nie w porządku- Może chcesz jakieś tabletki?
-Byłabym wdzięczna.- Westchnęłam i przekręciłam się na bok, twarzą do ściany, po czym się skuliłam niczym bezbronny szczeniaczek. Taak, wiem, że nie wypada kłamać, ale co na to poradzę?
-Masz.- Usłyszałam jego troskliwy głos, więc podniosłam się do pozycji siedzącej, a chłopak podał mi tabletkę i szklankę wody.
-Dzięki.- Powiedziałam oddając mu szklankę i przetrzymując tabletkę pod językiem. Gdy się odwrócił i poszedł odnieść szklankę do łazienki szybko wyplułam tabletkę i wrzuciłam ją do mojego plecaka, po czym wróciłam do pozycji embrionalnej twarzą do ściany. Przymknęłam oczy w taki sposób, by wyglądało jakbym spała i czekałam aż wróci
-Więc co robimy...?- Zapytał wracając do pokoju, lecz ściszył głos, gdy tylko zobaczył, że ,,śpię"- Hmmm...- Mruknął i położył się obok obejmując mnie przy tym w pasie i wtulając swą twarz w moje włosy. Lekko drgnęłam, gdy się do mnie przytulił. Cóż, mimo iż miałam ochotę go zdzielić po głowie, dalej leżałam i cieszyłam się ciepłem, jakie dostarczało ciało Johana. Nagle zapomniałam, że ,,śpię" i położyłam swoją dłoń na jego, a on splótł razem nasze palce i mruknął z zadowoleniem jak kot. Po jakimś czasie usłyszałam jak chrapie. ,,Ale on szybko zasypia" przeleciało mi przez głowę, po czym sama zapadłam w sen...
Gdy się wreszcie obudziłam leżałam na Johanie. ,,Wtf...! Czemu do licha ja na nim leże!" przemknęło mi przez głowę, po czym zaczęłam się szarpać w jego uścisku, co go obudziło:
-Czego się tak szarpiesz.- Mruknął mi do ucha zaspanym głosem
-Puszczaj  mnie!- Warknęłam dalej się szarpiąc, a on spełnił me życzenie, przez co wylądowałam z głośnym hukiem na podłodze
-Aaa!- Krzyknął wystraszony bardziej niż ja- Wszystko w porządku??- Wyskoczył z łóżka i już klęczał obok mnie
-Tak, wszystko ok.- Powiedziałam skołowana siedząc na zimnej podłodze i patrząc otępiale przed siebie
-Haalooo, Jenn...- Johan pomachał mi dłonią przed oczami, na co ja zareagowałam gwałtownym odsunięciem się od niego
-Co ty odwalasz?- Zapytałam
-To ja powinienem zapytać się ciebie.- Oznajmił chichrając się
-Baardzo śmieszne.- Popatrzyłam na niego jak na dziwaka i już wstawałam, gdy złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie, tak że runęłam prosto na niego i przy okazji powaliłam go na plecy. Nasze twarze znalazły się wręcz niemożliwie blisko, tak blisko, że czułam jego oddech na moim policzku. Patrzyłam mu prosto w jego krystalicznie niebieskie oczy i nagle poczułam coś ciepłego na mym biodrze. Zrobiłam się cała czerwona i już chciała mu sie wyrwać, gdy objął mnie mocno i pocałował w czoło, po czym wypuścił...:
-Zbok.- Mruknęłam szorując miejsce, w które mnie pocałował i wstałam
-Kwiatuszek.- Zaśmiał się, a ja miałam ochotę go kopnąć w twarz
-Nie kwiatuszkuj mi tu! Od dzisiaj śpisz na dworze!- Zawyrokowałam
-Co??? Nie zrobisz mi tego.- Chichrał się nie dowierzając
-No to się przekonamy!- Rzekłam ostro i wyszłam z domku trzaskając głośno drzwiami.
Poszłam prosto do lasu. Tam zawsze znajdowałam spokój i ukojenie. Przechadzałam się miedzy drzewami i myślałam nad wszystkimi wspomnieniami związanymi z Johanem. Ciągle miałam przed oczami te wszystkie chwile, gdy byliśmy blisko siebie. To gdy się obejmowaliśmy, całowaliśmy, a nawet trzymaliśmy za ręce. Zastanawiałam się nad tym jak go traktuję... Wiem, że jestem dla niego okropna, ale jak to się mówi potocznie ,,me serce jest skute lodem" jako iż pochodzę z Norwegii jest to bardzo trafna metafora. Nie jestem przyzwyczajona do bliskości z innym człowiekiem. Co najwyżej od czasu do czasu razem z tatą obdarowywaliśmy się przytulasem, ale nic poza tym... Nie wiem, czy dalej udawać, że mnie on nie interesuje czy może wreszcie przełamać się i stworzyć z nim stały związek. Nie mam bladego pojęcia... Może jeszcze poczekam, niech się ze mną trochę pomęczy. Zobaczę jak bardzo mu na mnie zależy, a jeżeli nic się nie zmieni to zostaniemy parą. Wydaje mi się, że on chyba jest odpowiednim chłopakiem. Jest miły, zabawny, troskliwy, w stosunku do mnie delikatny, uroczy oraz cudowny. W sumie nie wiem co jest w nim takiego cudownego, ale chyba to, że ma do mnie taką anielską cierpliwość i determinację.
Nagle w mojej kieszeni zabrzęczał telefon. Dostałam SMSa:
-Ciekawe, któż się o mnie tak martwi.- Zapytałam sama siebie, po czym wyciągnęłam komórkę i sprawdziłam wiadomość:
,,Kiedy wracasz młoda?  Bo nie wiem, czy zajmować twój pokój czy przenieść się do sypialni twojego taty. + chyba popsułam twojego tableta. Baw się dobrze :**"
-Tispe! (Suka!)- Wrzasnęłam- Jak mogła popsuć mojego tableta!!!- Byłam oburzona; szybko jej odpisałam, że jutro wracam do domu i lepiej, bym jej nie spotkała, bo wszystkie tipsy jej wyrwę...
Nic nie odpisała, co może oznaczać, że się wystraszyła i próbuje naprawić moją własność.
Teraz już byłam wnerwiona na maksa. Postanowiłam włączyć jakąś hard rockową piosenkę, a tak sie składało, że takową posiadałam na swym telefonie. Tak, mam na myśli słynną piosenkę zespołu Lordi ,,Hard Rock Hallelujah". Szłam przez las wsłuchując się w każdy instrument z osobna. Słyszałam jak Kita gra na perkusji, Amen i Ox zasuwają na swoich gitarach elektrycznych, a Ava na keyboardzie, ale to Mr. Lordi był najlepiej słyszalny ze wszystkich członków pięcioosobowego zespołu. Ich muzyka była jak symfonia dla moich uszu. Wszystko pięknie do siebie pasowało i tworzyło idealną dla mnie muzykę, którą mogłabym słuchać na okrągło oraz, która odzwierciedlała mój energiczny i trudny charakter.
Gdy piosenka sie skończyła włączyłam następny utwór zatytułowany ,,Who's Your Daddy?". Łaziłam sobie i podśpiewywałam, gdy nagle z kimś się zderzyłam i skołowana zrobiłam krok w tył. Przede mną stał Aiden:
-Uważaj jak łazisz.- Mruknął
-Sam uważaj!- Odparłam i już chciałam go wyminąć, gdy nagle się odezwał
-Jakiej ty w ogóle muzyki słuchasz? Uważaj, cukiereczku, bo zostaniesz opętana czy coś...- Na jego twarzy pojawił się wredny uśmieszek
-Ty już byłeś opętany od kołyski.- Odcięłam się, po czym wyminęłam go i z satysfakcją poszłam z powrotem do swojego domku. Po drodze wyłączyłam już swoją ,,dziką muzykę" i przekroczyłam próg swego lokum. Od razu wpadłam w objęcia Johana:
-Gdzieś ty była??- Zapytał zmartwionym głosem przytulając mnie do swojej klatki piersiowej tak mocno, że ledwo oddychałam
-Mmhyłam mha spapmmmhyerze- Zdołałam wykrztusić ostatkiem sił
-Co?- Nie zrozumiał i wypuścił mnie z objęć
-Ooo.- Odetchnęłam z ulgą łapczywie wciągając świeże powietrze do płuc- Wreszcie, weź sie chłopie ogarnij, bo nie dożyje siedemnastki. A wracając do tematu, to byłam na spacerze.- Oznajmiłam już normalnie oddychając
-Aaa, sorki.- Przeprosił uśmiechając się z zakłopotaniem
-Nic się nie stało, tylko jak się stęsknisz to przytulaj mnie delikatniej.- ,,Jest miły, zabawny, w stosunku do mnie DELIKATNY (...)" usłyszałam swój głos w głowie
-Dobrze, kotku.- Powiedział, a ja osłupiałam i się zaczerwieniłam
-K-kotku?- Powtórzyłam to słowo z urazą w głosie
-Nie podoba sie?
-Nie. Nie lubię kotów.- Odparłam oschle siadając na swoje łóżko i grzebiąc w plecaku
-Na serio? Jak można nie lubić tych małych, włochatych kuleczek...
-Kuleczek z pazurami i pchłami.- Poprawiłam go rozczesując przy tym włosy mym turkusowym grzebieniem
-Oj no daj spokój.- Próbował mnie przekonać
-Nie.- Obstawałam przy swoim nadal czesząc włosy
-No ok. To jak niby wolisz być nazywana?- Zapytał z lekką irytacją w głosie
-Jenn.- Odparłam automatycznie, z resztą jak zawsze, gdy ktokolwiek zadawał mi pytanie na ten temat
-Ale każdy sie tak do ciebie zwraca...- Powiedział zawiedziony
-I co w tym złego? Mi Jenn pasuje.- Odpowiedziałam nie rozumiejąc jego problemu
-Noo niby nic...-Dał za wygraną i zaczął jeść ciasteczka, które wyją ze swojej torby; popatrzyłam na niego (a właściwie na ciasteczka) i me oczy błysnęły.- No co?- Zapytał, gdy spostrzegł, że sie na niego gapię
-Aaa nic.- Wstałam ze swego łoża i usiadłam obok niego na jego łóżku. Oparłam swoją głowę na jego umięśnionym lewym ramieniu i westchnęłam patrząc w dalszym ciągu na ciasteczka
-Hmm?- Zamruczał skołowany i czerwony na twarzy z ciasteczkiem w ustach patrząc na mnie; pierwszy raz widziałam go jak się zarumienił
-Możesz do mnie mówić jak chcesz.- Zadeklarowałam szepcząc mu do ucha, a on jakby drgnął słysząc mój głos- Tylko daj mi te cholerne ciasteczko.- Dokończyłam już głośno
-Aa to o to chodzi.- Zaśmiał się- Bierz śmiało.
-Jesteś tego pewny? Bo jak wezmę to wszystko.- Ostrzegłam
-Ok. To daj mi chwilę.- Wyciągnął dwa ciasteczka z opakowania, a reszte oddał mi- Masz.
-Dziękuję.- Powiedziałam zdziwionym głosem i już miałam zjeść jedno, gdy poczułam coś ciepłego na moim prawy policzku. Pocałunek trwał zaledwie kilka sekund, a uszczęśliwił mnie bardziej niż cała ciężarówka ciasteczek. Gdy się ode mnie oderwał popatrzył na mnie z miłością i zjadł jedno ze swoich dwóch ciasteczek- Za to też dziękuję.- Uśmiechnęłam sie do niego delikatnie i wbiłam swe zęby w kruche ciasteczko...



Carrie
Po grze w podchody nie miałam już sił na nic. Najchętniej walnęłabym się na łóżko, jednakże wolałam uniknąć spotkania z Jeremym, bo czułabym się trochę nieswojo, mimo że miliard razy wyobrażałam sobie, jak to jest być dziewczyną Jeremy'ego, ale teraz boję się spędzić noc z nim w tym samym domku. Nawet jeśli wczoraj to zrobiłam, ale teraz myślę na trzeźwo i nie motają mną emocje.
Weszłam na chwilę do domku i zgarnęłam słuchawki i bluzę. Miałam zamiar przejść się, więc wolałam być przynajmniej w jakimś stopniu ubezpieczona, a poza tym słuchawki zawsze się przydają, bo raczej muzyki na fula w lesie nie puszczę. Jeszcze by mi brakowało wystraszenia zwierząt z całej okolicy.
Z racji, że robiło się ciemno i nie chciałam być poszukiwana w ciągu najbliższych kilku godzin, poinformowałam Katie i Taylora, że idę na spacer i nie wiem dokładnie o której wrócę. Oboje przystali na to, tylko że poprosili o to, aby za daleko się nie oddalać od obozu, bo mogę się zgubić i takie tam inne pierdoły. 
Z wielka chęcią ruszyłam przed siebie ze słuchawkami w uszach, w których dudniła piosenka Nickelback "What are you waiting for?" . Z wielka przyjemnością słuchałam utworu i zastanawiałam się nad tym, co ja robię ze swoim życiem. Może i nie jestem ideałem, jednakże mogłabym bardziej po zastanawiać się nad tym, czego tak naprawdę chcę, bo z tego co się działo ostatnio można wywnioskować, że nie wiem czego naprawdę oczekuję od życia, samej siebie i mego otoczenia. Tyle razy prosiłam w duchu, aby jakiś fajny chłopak sie do mnie odezwał, ale gdy to się już działo, panikowałam i uciekałam jak zwykły tchórz bojący się własnego cienia. Cóż, taka prawda, byłam i wciąż jestem tchórzem i sądzę, że w najbliższym czasie to sie nie zmieni, bo za bardzo się wszystkiego boję. Jak to mama mówi: za dużo analizuję, a za mało się bawię i korzystam z życia. Możliwe, że ma rację, chociaż ciężko przyjąć do siebie taki fakt, który ujawnia jaka jesteś nudna i nijaka. Taka, że nikt nie chce się z tobą przyjaźnić, albo przyjaźń jest fałszywa. Niewielu ludzi w moim otoczeniu lubi mnie za to jaka jestem, bo większość to leci na kasę i znajomości w kosmetycznej branży, które zdobyłam przez mamę. Oczywiście, fajnie jest mieć zniżki na kosmetyki, ale czasme już cię to denerwuje, że ludzie są przy tobie tylko dlatego, że sami chcą coś zyskać na tym kim jestem i mówiąc kim mam na myśli Kim jesteś w świecie, gdzie kasa to główna rzecz do pozyskania przyjaciół i jakiś więzi z ludźmi. 
Nagle coś się poruszyło w krzakach. Miałam już prawie serce w gardle, bo była dość póżna pora a ja nie miałam niczego, czym mogłabym się obronić przed jakimś dzikim zwierzęciem lub zboczeńcem, który chce mnie zgwałcić w krzakach. Ale na moje szczęście, lub nieszczęście, osobą, która wyszła z krzaków był...
- No, w końcu cie znalazłem. Wszędzie cie szukamy. - Oparł Aiden głosem bardzo zmartwionym, ale pełnym ulgi.
- Nie musieliście mnie szukać ani przyprawiać przy tym o zawał serca. Przecież mówiłam, że wrócę jeszcze dzisiaj i toż powiadomiłam Taylor'a i Kate o tym, że idę na spacer. - Odpowiedziałam niezbyt przejęta jego słowami.
- To co, ale poszłaś bez Jeremy;ego, więc wszyscy zaczęli się martwić, bo to on miał być twoim ochroniarzem i miał byc cały czas z tobą, ale gdy się okazało, że nie jesteście razem na tym spacerze od razu rozpoczęto poszukiwania.
- To kto mnie szuka?
- Ja i Jeremy, oczywiście. Reszta zakochanych gołąbeczków leży już w łóżkach lun też czeka na twe przybycie na wszelki wypadek.
- Aha... No to wracajmy. - Odrzekłam. - Albo wiesz co, ty idź a ja sobie jeszcze tutaj połaże. - Powiedziałam to od razu po tym, jak przypomniałam sobie o sytuacji z Jeremy'm.
- Wykluczone. Wracasz ze mną do obozu i koniec dyskusji.
- Nie jesteś moja matką żeby mi rozkazywać. - Rzuciłam.
- Może i nie, ale obiecałem twojemu ojcu, że będę się tobą opiekował i zamierzam dotrzymać słowa nawet  jeśli miałbym cię przewiesić przez ramię i samodzielnie zanieść do obozu, zrobiłbym to.
- Skoro tak bardzo chcesz mnie pilnować, to chodź ze mną na spacer, bo ja nie zamierzam wracać teraz do obozu, czy ci się to podoba czy nie.
- Dobra, ale trzymaj się mnie, nie chcę cię drugi raz szukać jednego dnia.
- Raczej wieczora. - Zaśmiałam się najciszej jak potrafiłam, ale i tak zauważył i powiedział:
- Miło słyszeć jak się śmiejesz. - Najmniej spodziewałam sie tych słów z jego ust. Speszyłam się i dziękowałam Bogu, że nie może zobaczyć teraz dokładnie mojej twarzy,  bo normalnie zabiłabym się, gdyby ją ujrzał.
Nie odezwałam się po jego słowach. Byłam cicho jak myszka i starałam się nie zwracać zbytniej jego uwagi, ale stała się rzecz niesamowita. Okrył mnie swoją kurtką i sam szedł dalej w niezbyt grubej koszulce.
- Weź ją, mi jest ciepło, a ty zaraz zamarzniesz. - Powiedział z troską w głosie. Chyba musiało coś się stać, bo zazwyczaj nie był tak szarmancki i miły dla mnie.
 - Dziękuję, ale nie musisz tego robić. - Odparłam i próbowałam zdjąć z siebie kurtkę, która pachniała tak cudownie, a w dodatku dawała mi tyle ciepła, co mój ukochany kocyk do spania z misia, czyli duużo.
- Robić czego? - Zapytał.
- Noo być dla mnie miłym i tak dalej. Nie potrzebuję twojej łaski ani litości.
- Sądzisz, że robię to wszystko z litości? To sie grubo mylisz, bo robię to, dlatego że chcę, a nie dlatego że się lituję czy bóg wie jeszcze co.
- ... - Kompletnie nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć. Po prostu mnie zatkało.
- Gdybym się litował... - Kontynuował - To na pewno nie mówił do ciebie w ten sposób w jaki teraz mówię i na pewno nie myślałbym o tym, jak uchronić ciebie przed twoim pechem, który wkrótce przejdzie na mnie, bo dużo czasu przebywam w twoim towarzystwie.
- To wiele wyjaśnia. - Odpowiedziałam tylko tyle, bo chłopak stał się teraz bardzo refleksyjny i nie chciałam żeby zgubił wątek, gdyż miło sie go słuchało, chociaż było to zaskakujące.
- No nie. - Uśmiechnął się do mnie tak, że widziałam jego śnieżnobiałe zęby i dołeczki w policzkach, co nawet u chłopaków było urocze.
- Dobra, to może wracajmy jednak do obozu, bo robi się naprawdę zimno. - Zaproponowałam.
- Oki, no to chodźmy. - Odparł.
Czekała nas dość długa droga, bo zapuściliśmy się za terem obozu dość mocno. Szliśmy z włączoną latarką w telefonie i rozmawialiśmy o najprzeróżniejszych rzeczach i często się śmialiśmy, głównie z kawałów Aidena, ale i ja miałam swój wkład w rozbawieniu chłopaka, że aż mało nie płakał ze śmiechu. Opowiedziałam mu kilka bardzo ciekawych historii z mojego dzieciństwa, na których nie sposób było się nie śmiać. Często rewanżował się swoimi opowieściami, jednakże moje były nie do przebicia, bo byłam ciapowatym bachorkiem, który nie potrafił usiedzieć w jednym miejscu.
Nie minęło dużo czasu, a byliśmy już w punkcie docelowym naszej wycieczki. Stanęliśmy przed jeziorem, w którym odbijało się światło księżyca, które, nie powiem, stwarzało dość romantyczną atmosferę, a w dodatku niebo było pełne gwiazd, więc byłam ciekawa tego co zaraz miało się stać.
- No to chyba czas się pożegnać i życzyć słodkich snów, co? - Zagadnął Aiden. Słowa te wypłynęły z jego ust i ulotniły się niczym sen lub poranna rosa.
- No chyba tak. - Odrzekłam lekko zakłopotana, bo nigdy nie znalazłam sie w podobnej sytuacji, więc nie miałam zielonego pojęcia co mam mówić i robić.
- ...- Przez moment trwała cisza, a następnie słyszałam bicie serce chłopaka i czułam gorące, mimo niskiej temperatury, ciało przylegające do mojego.
Pozostaliśmy w ty,m stanie przez kilka pięknych minut. Było mi ciepło na sercu i pragnęłam się wciąż do niego przytulać, nie tylko dlatego że lubiłam się przytulać, ale dlatego że sprawiało mi to niemałą przyjemność, której żaden inny przytulas nie wywołał.
- No to dobranoc i  słodkich snów. - Powiedział mi Aiden niemal do ucha, a ja odpowiedziałam praktycznie do jego klatki piersiowej:
- Dobranoc.
Chłopak wypuścił mnie z uścisku i zanim poszedł w stronę swojego domku, rzekł:
- Kurtkę oddasz mi jutro. - I mrugną do mnie, po czym odszedł. A ja poszłam w jego ślady i ruszyłam w stronę swojego domku, w którym spał już Jeremy.
Dzięki temu wieczorowi zrozumiałam, że Jeremy nie jest księciem z mojego snu...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz