niedziela, 10 lipca 2016

Rozdział 9 (Poniedziałek)

Jenny
Rano czułam się jak połamana. Co było najdziwniejsze wstałam dwie godziny przed budzikiem, więc zdołałam sobie jeszcze przez ten czas poleżeć. Następnie wedle mych rytuałów ogarnęłam swój wygląd potrąconej mumii egipskiej na normalną nastolatkę imieniem Jenny Hunter, po czym ubrałam się w kremową bluzę z sową, podarte jeansy trzy czwarte z podwijanymi nogawkami, czarne trampki za kostkę, również czarne kolczyki, które były imitacją tuneli oraz tradycyjnie mój ulubiony naszyjnik z metalowymi piórkami. Później zeszłam na dół, lecz nikogo tam nie zastałam. Prawdopodobnie mój tata spał, ponieważ wrócił całkiem późno z pracy. Sama zrobiłam sobie kanapkę do szkoły oraz śniadanie. Po cichu wyszłam z domu wkładając słuchawki do uszu i ruszyłam na przystanek autobusowy.
Niestety stał już na nim Johan. Przełknęłam głośno ślinę i spuściłam głowę mając nadzieję, że mnie nie pozna, lecz się myliłam. Gdy tylko doszłam na miejsce chłopak uśmiechnął się do mnie i pomachał mi ręką, a ja odwróciłam głowę w drugą stronę i udawałam, że go nie zauważyłam. On natomiast uśmiechną się łobuzersko, po czym podszedł do mnie i wyciągnął mi z ucha jedną ze słuchawek:
-Nawet się nie przywitasz?
-Cześć.- Odparłam chłodno i wyrwałam mu z ręki słuchawkę
-Coś ty taka nie w sosie?- Dopytywał się z nutą rozbawienia, podczas gdy ja byłam śmiertelnie poważna i zdenerwowana
-Bo tak!- Powiedziałam szybko i z powrotem wsadziłam słuchawkę do ucha; Johan popatrzył się na mnie zdziwiony i nagle jakby coś go oświeciło
-Jesteś zła z powodu tego co się wydarzyło w sobotę?
-...- Nie odpowiedziałam mu, lecz dodatkowo skrzyżowałam swe ręce na piersi
-Czyli tak.- Westchnął i objął mnie, na co zareagowałam natychmiastowo, poprzez wbicie mu łokcia w brzuch. Chłopak zgiął się w pół i odsunął się ode mnie. Gdy wreszcie nadjechał autobus wsiadłam do niego pierwsza i usiadłam na swym stałym miejscu jak najbliżej drzwi, natomiast Johan poszedł na sam tył jak zawsze. Znów na pozór byliśmy dawnymi wrogami.
Nasza podróż do szkoły nie trwała zbyt długo więc niebawem siedziałam pod salą i przeglądałam swój zeszyt z francuskiego. Nagle ktoś się potknął i runął przede mną na podłogę. Gdy podniosłam wzrok z zeszytu zauważyłam Taylor'a, który pocierał dłonią swój obolały policzek:
-Hej.- Przywitałam się
-O, Jenn! Cześć, co słychać?- Uśmiechnął się do mnie ciepło i pomogłam mu wstać- Dzięki. Straszna niezdara ze mnie.- Podrapał się po głowie. Był ode mnie wyższy tylko o niecałą głowę, więc nie musiałam aż tak zadzierać do góry głowy, tak jak podczas rozmowy z Johanem.
-Aparat cały?- Zapytałam
-Aa aparat? Nie! Znaczy się tak! Aj... Jest w domu i mam nadzieję, że jest w jednym kawałku.
-To chyba dobrze.- Odparłam
-Noo można tak powiedzieć. Czego się uczysz?
-Patrzę co ostatnio było na francuskim.- Odpowiedziałam uśmiechając się
-Yhym. Wiesz co? Ja nie rozumiem jak można stosować tyle znaków! W dodatku ta pisownia i wymowa. W angielskim jest o wiele łatwiej...
-Hah. Jak od dziecka mówisz po angielsku to masz już ten język opanowany, tak jak ja norweski...- Nie dokończyłam, bo mi przerwał
-Umiesz norweski???- Zdziwił się
-Noo taaak. Przecież jestem Norweżką.- Odparłam zupełnie nie rozumiejąc jego zdziwienia
-A ja myślałem, że jesteś Francuską! Wcale nie wyglądasz na Norweżkę! W dodaku świetnie mówisz po francusku.
-A czego się spodziewałeś? Dziewczyny-wikinga?- Zapytałam drwiąco
-Eeem... No.- Odpowiedział i oboje zaczęliśmy się śmiać; nagle zadzwonił dzwonek na lekcje i Taylor pożegnał się ze mną i czym prędzej pobiegł na swoje lekcje przy okazji wpadając na kilku uczniów
-Ciapa.- Mruknęłam pod nosem rozbawiona i weszłam do sali.
Po lekcji francuskiego miałam historię, a co za tym szło lekcję obok nas miała mieć klasa Taylor'a. Oczywiście znów spotkałam chłopaka i ponownie zaczęliśmy rozmawiać:
-O, masz tutaj lekcje?- Zapytał
-Taak.- Odpowiedziałam pochylając się nad nim, gdyż on siedział na podłodze
-Miło, a co robisz po lekcjach?
-Po lekcjach? Noo w sumie nie mam jeszcze...- Nie dokończyłam, gdyż ktoś chwycił mnie od tyłu, podniósł i zaniósł na drugi koniec korytarza- JOHAN!- Wydarłam się na mego sąsiada
-Po lekcjach idziesz ze mną.- Powiedział twardo
-Wcale nie! Umówiłam się z Taylor'em! Nie jestem twoją dziewczyną!
-Ale będziesz!- Oznajmił
-Nie! Choćbym miała zdechnąć, nie będę z tobą chodzić! Odwal się ode mnie.- Warknęłam na koniec i powróciłam do mego przyjaciela na drugim końcu korytarza- Wybacz. Ten idiota nie daje mi spokoju.- Pożaliłam się
-Masz z nim problem?- Zapytał zdziwiony- Jeśli chcesz mogę go rozwiązać.- Oznajmił i już wstawał, lecz go powstrzymałam
-Nieee! Taylor, siadaj. On może cię poważnie zranić.
-No i co z tego?- Powiedział i zaczął zmierzać w kierunku Johana. Trzeba przyznać. że Tay w porównaniu z Johanem wyglądał jak chihuahua przy dobermanie. Musiałam szybko jakoś temu zaradzić. Podbiegłam do bruneta i przytuliłam się do niego od tyłu wtulając swoją twarz w jego brązową bluzkę. Cały korytarz wstrzymał oddech, a czas stanął w miejscu. Mocno go ściskałam, aż w końcu wyszeptałam:
-On cię skrzywdzi. Zostaw go w spokoju.- Chłopak szybko się obrócił twarzą do mnie i przyglądał mi się zmieszany i cały czerwony; przełknął głośno ślinę i rzekł:
-O-od kiedy ty się o mnie martwisz? Nie rozumiem...- Również wyszeptał, a ja widząc jak bardzo się stresuje chwyciłam go za rękę i pociągnęłam na dół do szatni. Gdy w końcu się zatrzymaliśmy puściłam go i uderzyłam plecami o ścianę cała zestresowana i czerwona ze wstydu. Powoli zsunęłam się i padłam na tyłek. Ciężko oddychałam jakbym przebiegła dwa kilometry i zakryłam twarz dłońmi. Nie płakałam, lecz byłam bliska omdlenia. Mój stan szybko zauważył Taylor, który podał mi butelkę z wodą i usiadł obok mnie:
-Przepraszam.- Powiedziałam cicho- Nie chciałam narobić ci wstydu...
-Nie masz za co przepraszać.- Popatrzył na mnie troskliwie i się uśmiechną ciepło- Powinienem ci podziękować, no bo gdyby nie ty, zapewne trafiłbym do szpitala.
-Zapewne tak.- Również się uśmiechnęłam, lecz mój uśmiech wyglądał bardziej jakbym zjadła cytrynę
-I wiesz co? Wcale nie narobiłaś mi wstydu.- Przeczesał dłonią swoje gęste brązowe włosy, po czym położył mi na ramieniu swoją drugą rękę i rzekł- Jestem szczęśliwy, że mam taką przyjaciółkę jak ty.
-Dzięki.- Mruknęłam nadal lekko osłabiona; wzięłam głęboki wdech i wstałam otrzepując spodnie. Spojrzałam na niego, posłałam mu mój słodki i wyćwiczony uśmiech, po czym poszłam pod salę lekcyjną z myślą, że dziś będzie o mnie głośno. Gdy tylko pojawiłam się na korytarzu kilkadziesiąt par oczu zwróciło się w moją stronę, a ja udawałam, że tego nie dostrzegam. Usiadłam pod salą i w tym samym momencie przede mną przykucnął Johan, który był mega wściekły:
-Chcesz mi robić na złość?
-Co cie to obchodzi.- Fuknęłam i wyjęłam z torby zeszyt z historii, który po chwili otworzyłam i zaczęłam ignorować chłopaka
-Bardzo mnie obchodzi.- Powiedział to wyrywając mi zeszyt z rąk i patrząc głęboko w oczy
-Ej, oddawaj!- Rzuciłam się na niego i zaczęliśmy się taczać po podłodze jak dzieci w przedszkolu bijące się o klocek. Po kilku uderzeniach w twarz oddał mi mą własność, a ja wróciłam na swoje miejsce cała wnerwiona. Teraz już nikt na mnie nie raczył spojrzeć, ponieważ każdy się bał, że w każdej chwili mogę zaatakować.
Dalsza część dnia minęła mi strasznie wolno. Johan trzymał się ode mnie na dystans, lecz cały czas bacznie mnie obserwował, a Taylora widywałam bardzo rzadko. Chyba zaczął mnie unikać, bo ciągle jak go widywałam spieszył się i nawet nie patrzył w moją stronę.
Gdy już wyszłam ze szkoły zaczęłam iść na przystanek lekko się ociągając. Byłam wykończona po tym dniu. Czułam się bardzo słabo i trochę mnie mdliło. Nagle pociemniało mi przed oczami i zemdlałam. Po jakimś czasie usłyszałam zatroskany głos Taylora:
-Jenn!!! Jenn, wake up!!!- Krzyczał chłopak lekko uderzając mnie w policzek, co było strasznie irytujące, więc chwyciłam jego rękę i otworzyłam oczy- Oh, God. Aleś mnie wystraszyła!- Odetchnął z ulgą
-Co ty do diabła robisz?- Warknęłam ostro zła
-Noo próbuję cię ocucić?- Odpowiedział niepewny swej odpowiedzi i lekko wystraszony
-To gratulację, twa misja się powiodła, a teraz wybacz, ale spóźnię się na autobus.- Powiedziawszy to wstałam z ziemi i ruszyłam w kierunku przystanku. Nagle chłopak chwycił mnie za rękę i wydukał:
-...Jenn...J-ja...- Nie dokończył, gdyż w tejże chwili za drugą rękę chwycił mnie Johan i dosłownie pociągnął za sobą na przystanek; nawet się nie sprzeciwiłam, miałam już dość tego dnia...

Carrie 
Był poniedziałkowy poranek, czyli najgorsza część dnia w każdym tygodniu mego życia. Byłam strasznie zaspana, bo w nocy budziłam się kilka razy z rzędu, bo wciąż widziałam w śnie scenę mojego pierwszego pocałunku, który został skradziony przez kogoś, kto miał ze mną małą umowę. Wiem, sama się o to prosiłam, jednak nie podejrzewałam takiego obrotu akcji. Myślałam, ze zrobi coś innego, ale nie, musiał akurat mnie pocałować, aby udowodnić mą omylność. Przecież ja się tylko drażniłam, a on wziął to na poważnie i mogę teraz stwierdzić, że doigrałam się. Zwlekłam się z łóżka i poszłam do łazienki, aby się jakoś ogarnąć przed wyjściem do szkoły. Szybko umyłam włosy i całą siebie, a następnie wzięłam się za wbicie w codzienne ciuszki i nałożenie lekkiego makijażu, bo nie miałam ochoty ani czasu na to, aby guzdrać się z tymi wszystkimi pędzelkami i nie tylko, więc użyłam tylko bronzera, eye-linera i błyszczyku do ust, a na koniec popryskałam się perfumami o słodkim wiosennym zapachu. Nie zostało mi nic, tylko zejście na dół i zjedzenie śniadania przed wyjściem do szkoły. Nie zastałam nikogo oprócz kartki i gotowego posiłku. Na kartce była informacja, że rodzice pojechali już do pracy i wrócą późno wieczorem, czyli tak jak zwykle byłam pozostawiona sama sobie, a nie, jeszcze kochanej kucharce, która często dotrzymywała mi towarzystwa.
Udałam się na przystanek autobusowy, gdzie wyjęłam z torby telefon i załączyłam muzykę. Niespodziewanie przede mną ujrzałam sportowe autko Aidena, co było niecodziennym widokiem.
-Wsiadasz, czy czekasz na specjalne zaproszenie? 
-Wypchaj się nutellą. - Oczywiście wsiadłam do samochodu, bo nie miałam zbyt wielkiego wyboru. Oblizał swoje usta, zamruczał jak kot i powiedział: 
-Mniam. A teraz jedziemy do szkoły, bo nie wydaje mi się, że lubisz się spóźniać. 
-Co prawda, to prawda. 
Jechaliśmy do szkoły nie odzywając się do siebie, czasami zmieniając kanał w radiu, bo leciała badziewna muzyka. Gdy w końcu dojechaliśmy do budynku szkoły, rzuciłam krótkie słowa pożegnania i poszłam pod salę, w której miałam mieć pierwszą lekcję, czyli wf. Nie czekałam tam za długo na dzwonek, gdyż przyjechaliśmy prawie na styk. Po przebraniu się w ubranie sportowe, nauczyciel zarządził rozgrzewkę, a w międzyczasie pytał się niećwiczących o obecność. Dzisiaj miała być koszykówka, więc musiałam być dobrze rozgrzane, gdyż właśnie w czasie kosza obrywałam najwięcej i też najczęściej sobie coś łamałam.
 Po rozgrzewce trener podzielił nas na drużyny pięcioosobowe i kazał się rozstawić. Oczywiście moja grupa grała pierwsza, od razu po pierwszym zaliczonym koszu źle stanęłam nogą i poczułam ból w kostce u prawej nogi. Trener od razu zauważył, że coś jest nie tak i zareagował na mą niemą prośbą o pomoc.  
- Zawieź ją jak najszybciej do lekarza. - Nauczyciel zwrócił się do Aidena. - We dwoje jesteście zwolnieni z reszty zajęć.
Aiden z zawrotną szybkością zawiózł mnie do najlepszego prywatnego lekarza w okolicy i szybko mnie zarejestrował. Byłam mu za to bardzo wdzięczna, jednakże nie bardzo mogłam mu się teraz odwdzięczyć, bo skręcałam się z bólu kostki i miałam ochotę w coś walnąć. Od razu zostałam przyjęta i zbadana. Diagnoza lekarza potwierdziła me przypuszczenia, miałam skręconą i lekko przestawioną kostkę. Aiden niemal chciał mnie nieść na rękach do gipsowni. Na serio. Chyba nie mógł znieść wyrazu mojej twarzy, który ukazywał, że cierpię. Aiden dostawał szału jeszcze bardziej niżeli ja, a muszę podkreślić, że z bólu mogłam kogoś zabić, więc co mógł chcieć zrobić Aiden.
Gdy wypuścili mnie z pomieszczenia z nogą w gipsie, nie odczuwałam bólu i byłam szczęśliwa, że już po wszystkim, mimo że czekały mnie dwa tygodnie 
- Jak się czujesz? - Zapytał się mnie zatroskany Aiden. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie.
- Myślę, ze przeżyję.
- Cieszę się bardzo, ale teraz muszę cie odwieźć do domu i musimy zawiadomić twoich rodziców.
- Pewnie masz racje, ale poczekajmy z tym do wieczora. Nie chcę teraz słuchać ich zatroskanych gadek i w ogóle, wolałabym teraz pójść i odpocząć.
- To co proponujesz?
- Kawa i kino?
- Wedle twego życzenia, księżniczko.
- Nie musisz mnie tak nazywać.
- Ale chcę.
- Wedle twego uznania, książę.
- Czyżbyś nazwała mnie księciem? - Zapytał się mnie z niedowierzaniem
- Raz mogę być dla ciebie miła, kiedy nie udajemy, skoro uratowałeś mnie opresji.
- Okej. Ale wiedz, że jutro i ja nie będę też taki potulny.
- Wiem.
- W porządku. To teraz jedziemy na tę kawę, a potem do kina na jakiś film. 
Wpadliśmy na kawę do kawiarni, w której byliśmy ostatnio. Aiden zamówił dla mnie jak i dla siebie to co zwykle pijaliśmy. Gdy kelner przyniósł nam nasze zamówienie, my byliśmy zbyt pochłonięci rozmową, aby go zauważyć. Głownie paplaliśmy na temat samochodów i całej reszty związanej z naszym układem, jednak niczego konkretnie nie ustaliliśmy jak to my,zawsze niezgodni, jednakże jedna rzecz była pewna, całujemy się tylko wtedy, gdy sytuacja tego wymaga.
Po naszej dłuższej konwersacji postanowiliśmy jednak nie iść do tego kina, bo cały dzień by nam zleciał, a musieliśmy zrobić jeszcze kilka ważnych rzeczy, do których należało przekazanie złej wiadomości  o moim kalectwie moim rodzicom. Odrobinę bałam się reakcji rodziców, gdyż nigdy nie wiedziałam co uczynią, czy nakrzyczą czy może otulą mnie troską i folią bąbelkową, bo był i też taki pomysł, ale ostatnio nie podległ realizacji, ale nigdy nic nie wiadomo, jak to już mówiłam.
Gdy przyjechaliśmy do mojego domu, zauważyłam samochód, który nie należał do mych rodziców i którego nie rozpoznawałam, jednak Aiden wręcz przeciwnie.
- Co tu robi samochód mego ojca? - Zapytał się, jednak sądziłam, że nie oczekuje ode mnie odpowiedzi.
- Chodźmy do środka, zaraz może się czegoś dowiemy. - Odrzekłam.


Jenny
Gdy wreszcie wróciłam do domu krzyknęłam szybkie ,,Wróciłam" i powlokłam się na górę. Walnęłam się na łóżko i od razu zasnęłam. Właśnie tak działa na mnie zazdrość Johana. Co za upierdliwy dupek. Czy on nie może zrozumieć, że ten durny pocałunek nic nie znaczył? Nagle zaczął dzwonić mój telefon. ,,Pewnie Johan dzwoni" przeleciało mi przez głowę, lecz na ekranie telefonu wyświetlał się nieznany numer. Pomimo wszelkich oporów i złego przeczucia odebrałam telefon:
-Halo?
-Dzień dobry. Tu młodszy aspirant Simons. Czy dodzwoniłem się do Jennifer Hunter?- Zapytał młody głos mężczyzny, który nie brzmiał bynajmniej radośnie
-Tak, to ja.- Odpowiedziałam drżącym głosem i wybiegłam z pokoju do salonu. Nikogo w nim nie było...
-Muszę panią poinformować iż pani tata miał wypadek samochodowy i obecnie jest w szpitalu...- Te słowa wstrząsnęły mną dogłębnie, nie dałam rady wydusić z siebie słowa- Czy jest pani pełnoletnia?
-Nie.- Odpowiedziałam ochrypłym głosem
-A czy jest z panią mama bądź inna osoba pełnoletnia?
-Nie.
-W takim razie proszę poczekać, niebawem przyjadę po panią.- Zadeklarował głos
-Dobrze.- Powiedziałam bezbarwnym tonem i ze łzami w oczach padłam na kolana na samym środku domu i zaczęłam płakać. Właśnie teraz mogłam stracić ojca, który przez ostatnie pięć lat pełnił rolę kochającej matki, ojca oraz najlepszego przyjaciela. Postanowiłam wziąć się w garść i mieć nadzieję, że będzie żył. Szybko wytarłam łzy i poprawiłam ubranie. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Z ciężko bijącym sercem otworzyłam je i zamiast policjanta zastałam w nich Johana. Chłopak szybko zauważył moje czerwone oczy:
-Płakałaś?- Zapytała, ale gdy mu nie odpowiedziałam zaczął się rozglądać; w końcu zauważył brak samochodu na podjeździe i skapnął się o co chodzi- Gdzie twój tata?
-W szpitalu...- Wyszeptałam bliska kolejnego napadu płaczu
-C-co się stało?
-Nie wiem... Miał wypadek.- Pociągnęłam nosem, a on nieoczekiwanie mnie przytulił. Nawet nie miałam niczego przeciwko temu uściskowi, wręcz przeciwnie, jeszcze mocniej wtuliłam się w jego klatkę piersiową i zaczęłam płakać.
W końcu pod mój dom podjechał radiowóz policyjny, a z niego wytoczył się młody mężczyzna, z zapewne którym rozmawiałam przez telefon i drugi, trochę starszy i o wiele grubszy:
-Dzień dobry. To ty jesteś Jennifer?- Zadał mi pytanie Simons
-Tak, to ja.- Otarłam swą twarz z łez
-Zapraszam do samochodu...- Powiedział wskazując na radiowóz, a ja posłusznie razem z dwoma mężczyznami wsiadłam do machiny i pojechaliśmy do szpitala zostawiając Johana zupełnie samego na moim podwórku.
Po trzydziestu minutach w zupełnej ciszy dojechaliśmy do celu podróży. Czym prędzej wyskoczyłam z samochodu i popędziłam do recepcji. Podałam nazwisko mojego taty, a pielęgniarka zaprowadziła mnie na salę, w której leżał mój tata. Był nieprzytomny i podłączony do kroplówki. Ten widok na zawsze wyrył mi się w pamięci. Podeszłam do niego powoli i chwyciłam go delikatnie za rękę:
-Jestem przy tobie, tato.- Szepnęłam ze łzami w oczach.
Miał bandaże na obu rękach i głowie oraz liczne siniaki. Nagle do sali weszli policjanci i zaczęli mini przesłuchanie:
-Od kiedy nie widziała pani swojego taty?
-Od wczoraj. Miał na szóstą do pracy, więc od tej pory go nie widziałam, aż do teraz.
-Yhym. A nie zauważyła pani nieobecności swego ojca w domu wieczorem?
-N-niestety nie. Myślałam, że śpi, więc nie chciałam go budzić...
-No dobrze.- Zakończył przesłuchanie Simons i zaczął opowiadać co się wydarzyło:
-Wczoraj wieczorem otrzymaliśmy telefon o wypadku na skrzyżowaniu przy wieży Eiffla. Gdy zajechaliśmy na miejsce wypadku zastaliśmy skasowany czarny samochód marki suzuki oraz całkiem sporego tira z poważnie uszkodzonym przodem i kabiną kierowcy. Oboje myśleliśmy, że kierowca osobówki zginął na miejscu, lecz usłyszeliśmy jak ktoś cicho woła o pomoc. Znaleźliśmy pani ojca leżącego na drodze, kilka metrów przed miejscem wypadku. W ten czas ustaliliśmy, że nim auto zderzyło się z ciężarówką pani ojciec zdołał opuścić swój pojazd. Szybko zaczęliśmy sprawdzać, czy kierowca nie doznał poważniejszych obrażeń, lecz niestety stwierdziliśmy złamane trzy żebra i nogę oraz liczne zadrapania. Zdołaliśmy tylko zapytać pani ojca o imię zanim stracił przytomność. Dosyć ciężko było znaleźć panią, gdyż wszystkie dokumenty pani ojca zostały w skasowanym samochodzie i trochę czasu minęło nim je odzyskaliśmy. Tak więc mamy nadzieję, że pani tata szybko wróci do zdrowia, a na chwilę obecną musimy się pożegnać. Do widzenia.- Po tej rozmowie oboje wyszli z sali i zostałam sam na sam z moim nieprzytomnym od wczoraj tatą. Miałam szczerą nadzieję, że niedługo się obudzi.
Nagle do pokoju wpadła prawie cała rodzina Johana. Całemu orszakowi przewodził nikt inny jak sam Johan, tuż za nim truchtała zmartwiona do granic możliwości Allie, a za nią kroczył pewnie jej mąż:
-Boże, dziecko!- Wykrzyknęła rodzicielka mego sąsiada, gdy tylko zobaczyła mnie siedzącą obok taty i się do mnie przytuliła- Nie martw się skarbie, wszystko będzie dobrze, my się tobą zajmiemy. Możesz zamieszkać u nas! Prawda Bruno?- Popatrzyła wyczekująco na męża, który nie odrywając wzroku od mojego ojca kiwnął twierdząco głową- Och ty biedna, co ten los od ciebie chce? Przecież i tak się tyle nacierpiałaś!- W dalszym ciągu się do mnie tuliła, a ja nie miałam niczego przeciwko. Johan stał na końcu pokoju i przyglądał się zaistniałej scenie.
Nagle niespodziewanie do pokoju weszła Janette, moja zaprzyjaźniona pielęgniarka:
-Ooo proszę, ledwie minął tydzień, a ty już wróciłaś?- Zapytała lekko się uśmiechając; szybko zlustrowała wzrokiem wszystkich tu zgromadzonych i zadała kolejne pytanie- To twoja mama, brat i wujek?
-Nie, to moi sąsiedzi... -Odpowiedziałam zgodnie z prawdą-...I przyjaciele.- Dodałam po chwili patrząc na zatroskaną Allie
-W takim razie masz wspaniałych sąsiadów.- Podsumowała Janette
-Wiem.- Posłałam jej smutny uśmiech i nagle doszedł mnie ochrypły głos ojca Johana
-Wracajmy już do domu. Musicie oboje odrobić lekcje, a poza tym Jenn musi zabrać swoje rzeczy do nas.- Oznajmił mężczyzna, na co wszyscy zgodnie pokiwali głową oprócz mnie; chciałam jeszcze pobyć z tatą, być z nim wtedy, gdy się obudzi, lecz dzisiaj to chyba niemożliwe. Dałam za wygraną i razem z nimi opuściłam szpital, ale zanim to nastąpiło szepnęłam Janette do ucha: ,,Jak się obudzi to zadzwoń" i wręczyłam jej zwinięty papierek z mym numerem telefonu, po czym poszłam do samochodu naszych sąsiadów.
Po dojechaniu do domu Johana szybko wysiadłam z samochodu i poszłam do domu po swoje ubrania i inne potrzebne mi rzeczy. Następnie opuściłam swój dom z dosyć pokaźną torbą podróżną. Całe szczęście, że mieszkają tuż obok nas. Dalej z torbą pomógł mi Johan, który zaniósł mój bagaż na górę do pokoju gościnnego, który był ciasny, aczkolwiek bardzo przytulny. Postanowiłam sie rozpakować, więc usiadłam na łóżku i zaczęłam opróżniać zawartość torby. Nawet nie zauważyłam, kiedy na podłodze, po drugiej stronie mej torby usiadł Johan i zaczął się we mnie wpatrywać:
-Co chcesz?- Zapytałam bezbarwnym głosem
-Może mógłbym ci pomóc...?- Nie dokończył, bo mu od razu przerwałam
-Nie potrzebuję twojej pomocy, chcę pobyć sama...- Oznajmiłam w dalszym ciągu wypakowując swe rzeczy. Chłopak posłusznie opuścił pokój zamykając za sobą drzwi.
Gdy w końcu skończyłam opróżniać swoją torbę zaczęłam wkładać swe ubrania do pustej szafy. Następnie przygotowałam potrzebne mi do umycia się rzeczy i ruszyłam w stronę łazienki. Na miejscu okazało się, że łazienkę okupuje Greta, która przechodziła okres buntu. Postanowiłam zaczekać grzecznie pod drzwiami. Oparłam się plecami o ścianę i rozmyślałam o dzisiejszym dniu. Chciałam się chodź na chwilę oderwać od tej okropnej rzeczywistości i jak najszybciej położyć się spać. Minęło już dziesięć minut, a dziewczyna nadal nie wychodziła. Zaczęłam się powoli martwić, czy wszystko z nią ok. Postanowiłam zajść do Johana, ponieważ jego pokój był najbliżej łazienki. Delikatnie zapukałam do drzwi:
-Proszę.- Krzyknął i zajrzałam do jego pokoju
-Hej, co robisz?
-Uczę się trochę. Jak się czujesz? Już nie potrzebujesz pobyć sama?
-Nie, chcę się umyć, lecz twoja siostra chyba dalej się myje...- Zaczęłam, lecz mi przerwał
-Greta? Ona już dawno wyszła z łazienki.
-To kto teraz tam jest?- Zapytałam zdziwiona
-Zaraz się przekonamy.- Oznajmił i ruszył przede mną; gdy w końcu znaleźliśmy się przed łazienką zapukał i zawołał:
-Jest tam ktoś?- Odpowiedziała mu cisza, więc postanowił otworzyć drzwi; jak się okazało nikogo tam nie było- Na pewno ta idiotka zapomniała zgasić światła.- Mruknął pod nosem i gestem zaprosił mnie do łazienki.
Muszę przyznać, że to pomieszczenie było niezwykle zadbane. Najpierw umyłam swe zęby, a następnie wzięłam szybką kąpiel. Z łazienki wyszłam w turbanie z ręcznika oraz w swojej ulubionej piżamie, która składała się z krótkich siwych spodenek sportowych i wyblakłej, czarnej bluzki z czerwonym napisem ,,Lordi". Z powodu zaistniałych okoliczności pod koszulką miałam biustonosz.
Gdy opuściłam łazienkę, na swą kolej czekał Johan, który gdy mnie ujrzał oniemiał:
-No co?- Zapytałam bez ani krztyny złośliwości
-N-nic, tylkoo nooo... Ładnie wyglądasz.- Zaczął się rumienić i drapać po plecach
-Dzięki.- Mruknęłam omijając go i znikając w moim tymczasowym pokoiku.
Od razu walnęłam się na łóżko i zasnęłam. To był meega męczący i długi dzień.

Carrie 
Gdy weszliśmy do mojego domu, było słychać śmiech dobiegający z kuchni. Postanowiliśmy podążyć za trzema głosami. Zastaliśmy ich siedzących przy kuchennym stole oraz pijących białe wino i rozmawiających. 
- Ooo, witam, coś długo nie wracaliście, więc zaczęliśmy bez was. - Wskazała mama na w pół pełen kieliszek i talerz z resztkami jedzenia.
- Coś nas zatrzymało. - Ja natomiast wskazałam na swoją kostkę u prawej nogi.
- O mój Boże, dziecko, co ci się stało?! - Wykrzyknęła moja rodzicielka i od razu do mnie podbiegła w swoich olśniewających szpilkach. Schyliła się i przyjrzała się memu obrażeniu.
- Miałam mały wypadek na wuefie, ale to nic takiego, za dwa tygodnie będzie po wszystkim.
- Chociaż i to dobrze, ale szkoda, że w tym czasie będziesz musiała sama siedzieć i się nudzić.
- Nie jest sama. - Wtrącił się Aiden do naszej rozmowy. - Nadal jestem ja i Jenn, jej najlepsza przyjaciółka od serca czy jak to tam się nazywa oraz kupa przyjaciół, którzy ją kochają.
- No tak, racja, ale wciąż będzie jej ciężko, bo jak ona ma niby chodzić.
- Służę pomocą. - Ukłonił się chłopak i uśmiechnął czarująco.
- Jaki z ciebie miły młodzieniec, jak dobrze, że Carrie cię ma u swego boku. Jesteś skarbem. 
- Bez przesady, po prostu lubię pomagać ludziom w potrzebie. - Rzekł niby nieśmiało Aiden i puścił mi oczko.
- Czy ty aby na pewno nie jesteś jej aniołem stróżem? 
- Mamo, nie męcz go już tak, jesteśmy zmęczeni dzisiejszym dniem, myślę, że przyda nam się coś do jedzenia i odpoczynek, dużo odpooczynku.
- Przysiądźcie się do nas. Zostało jeszcze dużo z tego co zamówiliśmy w seczuańskiej restauracji.
- Dzięki za propozycję, ale... - Przerwał mi Aiden.
- Chętnie dołączymy. - Powiedział i popatrzył przekonująco na mnie.
- Siadajcie. - Wskazali na dwa krzesła znajdujące się między siedzeniem mojej mamy i taty Aidena.
Po tym jak usiedliśmy na wolnych miejscach, mama postawiła na stole dwa dodatkowe talerze i niezbędne do posiłku sztućce. Nałożyliśmy na talerze jedzenie i zaczęliśmy zajadać z apetytem, a w między czasie rozmawialiśmy ze wszystkimi na różne tematy, Teraz musieliśmy udawać prawdziwie zakochaną parę, która nie widzi świata poza sobą i tak robiliśmy. Dłoń Aidena co chwila lądowała na mym ramieniu lub też głaskała mnie po plecach. Było to bardzo miłe uczucie.
- Oj, ubrudziłaś się. - Otarł kciukiem kącik mych ust, który był ubrudzony. Uśmiechnęłam się nieśmiało, a ten dał mi buziaka w policzek na co zareagowałam dość niecodziennie, bo zaczęłam się jeszcze bardziej uśmiechać i spiekłam buraka.
- Dzięki. - Nadal uśmiechałam się, ale tym razem trochę bardziej nieśmiało.
- Nie ma za co, proszę bardzo. - Odpowiedział szarmancko, czyli tak jak lubiłam.
- No dzieciaki, może przejdziemy do głównego tematu tego spotkania. - Wtrącił swoje trzy grosze ojciec chłopaka.
- Jasne. - Odpowiedziałam równocześnie z Aidenem, co spowodowało, że wszyscy zebrani zaczęli się śmiać.
- Może ty im powiesz, Rosallie? - Zaproponował mój tata.
- Dobrze. - Zaczęła mówić moja mama. - Ta więc narodził się pomysł, a żeby wspólnie wyjechać w góry na święta i sprawa polega na tym, czy wy dwoje wyrażacie swoją zgodę na zrealizowanie tego pomysłu. Nie chcemy was do niczego zmuszać.
Wymieniliśmy z Aidenem porozumiewawcze spojrzenia i wydaje mi się, że we dwoje mieliśmy to samo na myśli, bo chłopak po chwili już chciał dać im odpowiedź.
- Myślę, że to dobry pomysł. - Wyraził swą opinię mój "chłopak".
- Ja też. - Od razu zareagowałam.
- To świetnie. - Klasnęła w dłonie moja rodzicielka i uśmiechnęła się szeroko. - Nie sądziłam, że pójdzie tak łatwo, ale widocznie niebiosa mi sprzyjają.
- Jak to by powiedział Rejent z Zemsty "Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba". - Zacytował mój kochany tata.
- Już nie szpanuj nam tu cytatami, Harry. - Zażartował sobie tata Aidena.
- No co? Czy tylko ja tu czytam książki?  - Powiedział z lekkim zaskoczeniem w głosie mój tatuś.
- Nie, tato. Ja czytam książki i dobrze o tym wiesz, a poza tym Aiden też coś tam czyta.
- Dokładnie to książki przygodowe i fantasy, no i od czasu do czasu psychologiczne.
- Jestem pod wielkim pozytywnym wrażeniem, chłopcze. Myślę, że będą z ciebie ludzie. - Powiedział dość poważnie tata.
- Dziękuję. - Teraz i ton Aidena był poważny.
Reszta wieczoru minęła bardzo miło i spokojnie. Atmosfera była bardzo przyjemna tak samo jak wszystko inne co się działo podczas dalszego ciągu spotkania. Gdy zaczęliśmy się wszyscy robić zaspani i zmęczeni, co nastąpiło około godziny 23, mama zaproponowała żeby spotkać się innego dnia i dokończyć to, co dzisiaj zaczęliśmy omawiać. Moja rodzina pożegnała gości, ja musiałam pożegnać dość czule Aidena, bo było to częścią umowy, więc się d niego przytuliłam i powiedziałam dobranoc, na co dostałam miłą odpowiedź:
- Dobranoc, księżniczko. - Wtedy chłopak pocałował mnie w usta, nie tak jak ostatnio, ale czule i pociągająco, po czym szepną mi do ucha. - Już nie mogę się doczekać następnej rundy. - Po czym ugryzł kawałek swojej wargi.
Już chciałam mu rzucić jakąś ciętą ripostę, ale obecność naszych rodziców utrudniała sprawę i to bardzo, więc powiedziałam:
- Ja również nie mogę się doczekać naszego kolejnego spotkania. - Obniżyłam lekko ton głosu i specjalnie zrobiłam to pociągająco, aby zdał sobie sprawę, że pewne warunki naszego układu wkrótce zostaną zmienione.
Po tym jak we dwoje odjechali, ja wzięłam szybki prysznic i poszłam do mojego kochanka, a mianowicie do łóżka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz