Jenny
Po całej przegadanej nocy z Johanem spałam do około godziny jedenastej. Nawet nie wiedziałam ile mamy wspólnych tematów oraz jak bardzo się przy nim otwierałam...
W każdym razie wstałam z łóżka i podreptałam do łazienki. Gdy zaczęłam myć zęby zauważyłam na lustrze przylepioną żółtą karteczkę od Johana: ,,Jakby mnie nie było w domku to nie martw się o mnie. Razem z chłopakami ogarniamy domki i posesję. Johan". Uśmiechnęłam się i wróciłam do przerwanej czynności. Po wykonaniu swych porannych rytuałów wyszłam na dwór. Stanęłam na werandzie przed domkiem i wciągnęłam w płuca świeże powietrze, po czym poszłam w kierunku domku Carrie. Siedziała w nim sama i czytała książkę:
-Hej, Książkoholiczko.- Przywitałam się
-No witaj, Mangoholiczko.- Odłożyła książkę na bok i się uścisnęłyśmy
-Jak tam po spędzeniu dwóch wieczorów w towarzystwie Księcia z twych najskrytszych marzeń?- Zagadnęłam
-Wiesz, chyba się pomyliłam...- Powiedziała prawie szeptem
-J-jak to się pomyliłaś???
-No, normalnie. Jeremy jest wspaniałym przyjacielem, ale chyba do siebie nie pasujemy. Wiesz, może tego nie zrozumiesz, ale on nie jest tym chłopakiem, z którym mam spędzić całe swoje życie...
-To w takim razie kto nim jest?- Zapytałam wstrząśnięta i zbulwersowana; razem z Jeremym tworzyliby parę idealną
-Jenn, wybacz, ale nie powiem ci...- Poczułam się LEKKO urażona
-Jak to nie powiesz mi??
-Nie powiem.- Oznajmiła twardo i skrzyżowała ręce na piersi
-Jak chcesz...- Z nas obu ona była najbardziej uparta
-A co u ciebie po spędzeniu czterdziestu ośmiu godzin z Johanem?- Zapytała wścibskim głosem
-Co masz na myśli?
-Musieliście się do siebie zbliżyć!
-Po czym to wnioskujesz!?
-Bo żadna dziewczyna nie wytrzyma z chłopakiem, sam na sam, w jednym domku przez 2 dni bez czułych gestów!- Prawie krzyknęła.
-No i dobra! Całowaliśmy się, przytulaliśmy się i spaliśmy razem!- Wrzasnęłam żywo gestykulując rękami- Widzisz, ja nie mam z tym problemu, a poza tym ufam ci, bo jesteś dla mnie jak siostra... Jesteśmy parabatai...- Powiedziałam z miłością i wzruszeniem w głosie
-Jenn...- Wzruszyła się i przytuliła do mnie- Ja chyba zakochałam się w... Aidenie.- Wyszeptała, a na swym ramieniu poczułam jej łzy...
Carrie
Gdy powiedziałam Jenn o swoich uczuciach, od razu mi ulżyło, ale to nie załatwiało sprawy. Wciąż ta sytuacja była dla mnie nie do końca jasna, bo nie łapałam się jeszcze w swoich uczuciach i przemyśleniach. Zbyt dużo
rzeczy się teraz działo, abym teraz mogła wszystko klarownie i bez jakiś
komplikacji czy ogródek stwierdzić. Prawdę mówiąc, nie byłam do końca pewna uczucia, którym darzę Aidena, ale mogłam stwierdzić, że to nie jest na sto procent nienawiść i sama czysta przyjaźń. Gdyby to była ta odmiana miłości, na pewno bym nie wzdrygała się po usłyszeniu jego imienia, nie zachwycałabym się,
gdyby on obdarzył mnie przepięknym czułym gestem, który wyraża więcej
niż tysiąc słów i mimo że uprzykrzał mi życie, teraz jest jednym z najcudowniejszych jego elementów i nie wiem, co mam z tym począć, ale jestem pewna jednej jedynej rzeczy. To dla niego chce mi się wstawać co dzień z łóżka, chociażby po to, aby się z nim podroczyć lub pokłócić, ale co z tego jeśli sie nigdy nie dowie, bo jestem tchórzem. Zbyt się boję jego reakcji, która miałaby miejsce, gdybym mu powiedziała o emocjach, które kłębią się wciąż we mnie i nie pozwalają mi spać.
Posiedziałam z moją przyjaciółką przez dłuższą chwilę, ale Johan mi ją odbił i musiałam zostać z tym wszystkim sama. Musiałam podjąć decyzje, która będzie miała wpływ na resztę mego życia. Czy powiem Aiden'owi co do niego czuję czy może będę to kryła głęboko w sobie i to nigdy nie ujrzy światła dziennego?
Co tu zrobić?
Mam dość tego, że nie mam odwagi by pokazać ludziom, jaka na prawde jestem i co o nich myślę lub też co do nich czuję. No i niestety Aiden jest tego dobrym przykładem. Jest zbyt idealny, a ja nie mogę się równać z tuzinem dziewcząt skaczących nad nim, choć gdyby ktoś się mnie spytał o to na początku roku szkolnego, odpowiedziałabym przeciwnie. Że mam więcej rozumu niż one, ale od tego czasu dużo się zmieniło. Ja się zmieniłam, przecież nie co dzień udaje się dziewczynę najpopularniejszego chłopaka w szkole i zarazem najbardziej aroganckiego oraz narcystycznego z nich wszystkich.
Podjęłam decyzję. Raz kozie śmierć. Teraz albo nigdy...
Jenny
Podczas rozmowy z Carrie do domku zawitał Johan, który oznajmił, że musi wcześniej wrócić do domu oraz czy chcę wracać z nim czy też z kimś innym. Oczywiście wybrałam pierwszą opcję, przez co pożegnałam się z mą przyjaciółką i ruszyłam do swego tymczasowego lokum po swe bagaże, lecz chłopak powstrzymał mnie mówiąc, iż już nas spakował wcześniej. Tak więc wgramoliłam się do jeep'a i zapięłam pas. Johan uczynił to samo, z taką różnicą, że dodatkowo odpalił silnik samochodu. Jedna trzecia podróży przebiegała w ciszy. W środku samochodu dało się czuć napiętą atmosferę. W końcu mój sąsiad odezwał się pierwszy:
-Podobało ci się?
-Było całkiem fajnie.- Odparłam uśmiechając się
-Cieszę się.- Również posłał mi swój olśniewający uśmiech
-Dlaczego?- Zapytałam
-Bo...- Nie potrafił znaleźć dobrych słów-...Bo to jest tak jakbyś zapytała Carrie czy jej się podobało, a ona by ci odpowiedziała, że było super, a ty byś się cieszyła z tego, że mile spędziła czas.- Wyjaśnił
-Mhm.- Mruknęłam ze zrozumieniem- Możemy gdzieś po drodze wstąpić?
-Myślę, że tak. Jakieś konkretne życzenia?
-Kawiarnia.- Stęskniłam się za gorącą czekoladą oraz świeżymi rogalikami z nadzieniem czekoladowym.
Zrobił to o co go poprosiłam. Niecałe dwadzieścia minut później znaleźliśmy się na parkingu przed kawiarenką. Gdy tylko Johan zatrzasną drzwi jeep'a podeszłam do niego i się przytuliłam. Nie muszę chyba dodawać, że był niebywale zdziwiony moim zachowaniem, lecz przyjął je z wdzięcznością. Cały czas powtarzałam sobie, że to normalne, że ludzie się przytulają. a poza tym to Johan! Mój sąsiad, były wróg, przyjaciel, a nawet... chłopak. Tak, to chyba idealne określenie. Johan jest moim chłopakiem. Jestem z nim związana niewidzialną nicią, która nie pozwala mi spać oraz myśleć racjonalnie. Przez tą nić jestem do niego przywiązana, to przez nią tęsknię za nim oraz cieszę się na jego widok. Ta nić jest zwana zżyciem lub pod bardziej znaną wersją- miłością...
Powoli zacisnęłam ręce w pięści, wzięłam głęboki wdech i szybkim ruchem stanęłam jak najwyżej na palcach, po czym pocałowałam go prosto w usta. ,,On jest moim chłopakiem, moim całym światem." powtarzałam sobie. ,,To tak jak pocałowanie kogoś w policzek, tylko że w usta..." pocieszałam się, coraz mocniej zaciskając powieki. Nagle poczułam coś na swoich biodrach. To były jego wielkie, znajome oraz ciepłe dłonie. Nie mam pojęcia dlaczego, ale czułam się bezpieczna, gdy czułam je na sobie. Po tym pocałunku jeszcze przez kilka sekund nie otwierałam oczu w strachu przed jego reakcją, lecz jak się okazało nie miałam czego się bać. Chłopak pochylił się w moją stronę, po czym wyszeptał wprost do ucha:
-Dziękuję ci za to, że uczyniłaś mnie najszczęśliwszym chłopakiem na świecie. Kocham cię Jenn.- Po wypowiedzeniu tych słów musnął ustami mój policzek oraz chwycił mą dłoń i pociągnął za sobą do kawiarenki.
W środku było mało ludzi. Większość albo siedziała w domach albo włóczyła się po ulicach i galeriach. Zajęliśmy najbliższy stolik, po czym chłopak poszedł zamówić dla nas posiłek. Po kilku minutach przywitała nas kelnerka ze zrealizowanym zamówieniem. Prócz mojej gorącej czekolady oraz rogalika przyniosła kawę i pączek z gorzką czekoladą dla Johana. Jedliśmy razem i śmialiśmy się. Spędziłam z nim w tej kawiarni prawie całe popołudnie. Po zjedzeniu swoich zamówień wróciliśmy do domu. Johan odprowadził mnie pod same drzwi i nawet zaniósł moje bagaże do środka. Na koniec zgiął kolana, ujął mą twarz w swe ciepłe i duże dłonie, po czym obdarował mnie długim pocałunkiem. Nie wiedzieć czemu, ten czuły gest wywołał we mnie cudowne uczucie, które prosiłam w duchu, by zostało ze mną jak najdłużej. Po rozłączeniu się naszych warg chłopak zadał mi chyba najpiękniejsze w życiu pytanie:
-Czy pozwolisz mi troszczyć się o ciebie, tęsknić za tobą dniami i nocami oraz chronić cię ponad wszystko?
-A czy gotowanie też jest w pakiecie?- Zapytałam żartem, mimo iż to nie był najlepszy moment
-Oczywiście.- Zaśmiał się- To jak?
-Hmmm, a czy istnieje inna opcja? Jasne, że tak.- Przytuliłam się do niego i nie miałam zamiaru go puszczać, w sumie on chyba miał podobnie...
I to chyba by było na tyle z mojej historii. Dzięki przyjaciołom, pomyłkom oraz losowi udało mi się wreszcie dokonać właściwego wyboru oraz przyzwyczaić się do bardziej czułych gestów. Już nie krępuje mnie przytulenie się z kimś, a co dopiero pocałunek z Johanem. Niczego nie żałuję...
Carrie
Podjęłam decyzję. Może jest to najgorsza decyzja w moim życiu, ale zaryzykuję. Nie będę dalej tchórzem, który boi się własnego cienia. Czas na odważne decyzje, na spontaniczność i szaleństwo, bo jak nie teraz to kiedy? Kiedy będę tak stara, że aż nie będę dała rady ic robić? Gdy będę cholernie nieszczęśliwa, bo nigdy nie zdobyłam się na to, aby czegoś nie analizować czy rozważa, a może gdy swoim tchórzostwem sprawię, że osoba, która ze mną w przyszłości będzie, nie zazna nigdy szczęścia ani prawdziwej miłości?
Ruszyłam swoje cztery litery w stronę domku Aidena z nadzieją, że jeszcze nie wyjechał. Moje prośby do niebios zostały spełnione. Nie wyjechał Jeszcze. Pakował swój bagaż do bagażnika, a ja byłam zbyt głupia, ażeby wrzasnąć, aby zaczekał chcwilę z odjazdem, ale na szczęście zdążyłam. Gdy byłam dwa metry przed jego samochodem, odezwałam się:
- Aiden!
- Carrie, co ty tutaj robisz? Nie powinnaś się teraz zbierać do domu?
- Powinnam, ale muszę zrobić jeszcze jedną rzecz, która jest niecierpiąca zwłoki.
- Coś się stało? Carrie, przer... - Nie mógł dokończyć, bo przylgnęłam do niego całym ciałem i ucałowałam jego lekko zaróżowione wargi, które były chyba jednym z siedmiu cudów świata, a istniały po to, aby zwodzić tysiące dziewcząt.
W pierwszych chwilach pocałunku Aiden był niewzruszony i chyba próbował się połapać o co w tym wszystkim chodzi, ale po kilku sekundach to się zmieniło. Nie był już tylko biernym odbiorcą. Całował mocno i zachłannie me wargi, coraz to pogłębiał pocałunek. Ostatecznie nie miałam siły, aby stać na własnych nogach, więc objęłam Aidena za szyję i kontynuowałam to, co zaczęłam.
Po dwóch minutach całowania, Aiden obrócił mnie i od tamtej pory stałam oparta o jego samochód i wciąż przyciśnięta do sylwetki chłopaka, który zdaje się, nie chciał kończyć tej pięknej chwili, ale po chwili oderwał się ode mnie i z trudem zaczął łapać oddech. Czułam jak powietrze wydobywające się z ust chłopaka słodko otula mój policzek i przyprawia o lekki dreszczyk.
- Czy to była TA rzecz niecierpiąca zwłoki? - Zapytał się z lekkim uśmieszkiem na ustach, gdy wpatrywał się swymi szaroniebieskimi ślepiami w moje oczy.
- Tak, ale tylko po części. - Odparłam.
- Po części? Więc co jest tą drugą połową? - Zapytał zaskoczony.
- Chcesz wiedzieć? Jesteś tego pewien? Absolutnie pewien?
- Tak jestem pewien. - Zapewnił.
- ... - Na początku zwątpiłam w to, czy chcę mu powiedzieć, ale przełamałam się i zrobiłam to. - Zakochałam się w tobie. - Wpatrywal się we mnie, a ja nie wiedziałam o co mu chodzi. Czy to dla niego za dużo czy może jest z tego powodu szczęśliwy, ale po chwili rozwiał moje wszystkie wątpliwości słowami:
- Ja w tobie też. - Powiedzial w końcu, a ja nie mogłam się oprzeć, ażeby się z nim nie podroczyć.
- Co ty we mnie też też?
- Ja w tobie też się zakochałem. - Powiedział po czym pocałował mnie czule i delikatnie i bylo tak, że świat nie istaniał. Tylko ja i on i nasza zwariowana miłość.
Other Side Of Us
piątek, 26 sierpnia 2016
czwartek, 25 sierpnia 2016
Rozdział 14 (Sobota)
Jenny
Rano oczywiście obudziłam się w objęciach Johana. Chłopak mega uroczo wyglądał jak spał. Delikatnie przejechałam dłonią po jego szczęce i wstałam. Chyba nie muszę dodawać, że wydostać się z objęć Johana można porównać do wydostania się z uścisku węża boa... No, w każdym razie, gdy cudem się oswobodziłam, ubrałam się w wczorajsze ciuchy i zaczęłam oblegać łazienkę. W połowie robienia makijażu usłyszałam pukanie do drzwi:
-Nie teraz Johan, idź sie odlać na dwór.- Zawołałam
-Ale na dworze jest zimnoo.- Jęknął
-Nie interesuje mnie to.- Powiedziałam stanowczo i kontynuowałam przerwaną czynność
-To chociaż oddaj mi ubrania!- Krzyknął z nadzieją w głosie, a ja przewróciłam oczami, chwyciłam jego ubrania, które leżały na podłodze, po czym szybkim ruchem otworzyłam drzwi i wyrzuciłam przez nie własność mego współlokatora- Dziękuję.- Usłyszałam zamykając z powrotem drzwi.
Po opuszczeniu łazienki wyszłam na dwór, aby się przewietrzyć. Stałam na werandzie i wciągałam w płuca zapach lasu oraz jeziora. Nawet, gdy zaczął wiać wiatr, zaczęłam się rytmicznie kołysać. Jakby to wszystko tworzyło wspaniałą symfonię...:
-Wszystko w porządku?- Usłyszałam nagle zatroskany głos Taylora, który wpatrywał się we mnie z lekkim uśmiechem.
-Tak... I hej.- Przywitałam się
-Cześć.- Odpowiedział na me powitanie- Jest może Johan?
-Johan?- Zdziwiłam się- Raczej jest, a coś trzeba?
-Eeem... Noo, boo ekhem... Noo...- Jakby się zaciął
-No wyduś to w końcu z siebie!- Nakazałam ponaglającym tonem
-No, ja potrzebuję z nim porozmawiać!- Rzekł stanowczo i ominął mnie, po czym wszedł do wnętrza domku; stałam jak sparaliżowana, nie wiedząc co zrobić. To nie było podobne do niego zachowanie. Coś musiało się stać, a ja koniecznie chciałam wiedzieć co... W tym celu poszłam w odwiedziny do Katie. Dziewczyna siedziała sama w domku i pustym wzrokiem wpatrywała się w ścianę przed sobą:
-Wszystko w porządku?- Zapytałam niepewnie wchodząc do domku
-Chyba tak.- Mruknęła w odpowiedzi nie patrząc na mnie
-Wiesz, może poczekaj tu na mnie...- Powiedziałam i szybko opuściłam domek z ciarkami na plecach. ,,Co to kurna było???" zapytałam się oburzona w myślach. Musiało tu się wydarzyć coś... Coś dziwnego... Czułam się mega bezradna i zagubiona. Potrzebowałam wsparcia, więc ruszyłam w stronę domku Carrie. Cóż, nie ukrywam, że nie chciałam tam iść, ale stan Katie wstrząsną mną na tyle, by odważyć się przerwać im te piękne chwile.
Gdy wreszcie zapukałam, drzwi otworzyła mi ma parabatai. Na szczęście była już ubrana, więc chwyciłam ją za rękaw i pociągnęłam za sobą w kierunku skąd przyszłam:
-Co ty robisz?- Zapytała zaskoczona
-Musisz mi pomóc.- Odrzekłam i wepchnęłam ją do domku
-Ale...- Już chciała coś powiedzieć, gdy zauważyła rudą dziewczynę siedzącą na łóżku i wpatrującą sie w równoległą ścianę.- C-co ci jest?- Zapytała ostrożnie
-Nie wiem.- Odpowiedziałam za Katie- Ale bynajmniej dowiedzenie się co tu zaszło nie będzie zbyt łatwe.
-Hej, Katie.- Podeszła do niej i pomachała przed jej oczami dłonią, lecz dziewczyna nie zareagowała
-Hmmm...- Zamyśliłam się- Może spróbujmy tego.- Wpadłam na zaiste szalony pomysł. Poszłam do łazienki i nabrałam w dłonie lodowatą wodę, którą po chwili wylałam na twarz Katie.
-Aaaa!- Krzyknęła dziewczyna i wyrwała się z transu- Co do...- Zaczęła wycierać swoją twarz dłońmi, ale po chwili otrzymała od Carrie ręcznik
-Już ci lepiej?- Zapytałam powstrzymując śmiech; tak, czasami byłam mega wredna...
-C-chyba tak, dzięki.- Odparła uśmiechając się niepewnie, jak to ona
-Co sie stało?- Zapytała Carrie
-C-co się...? Aaa...- Nagle się zarumieniła po korzonki włosów-... Co my zrobiliśmy...?- Wyszeptała pełna strachu, a ja posłałam znaczące spojrzenie w kierunku mej przyjaciółki; obie się domyślałyśmy co mogło tu zajść...
-Wybacz, że będę aż tak bezpośrednia, ale zabezpieczaliście się chociaż?- Zapytałam i dostałam łokciem w żebra od Carrie
-M-my... Nie.- Pisnęła cicho i nastała cisza
-Nie martw się, będzie dobrze.- Pocieszała ją moja przyjaciółka i lekko kopnęła mnie w łydkę
-T-tak, jasne. Poza tym to bardzo rzadkie, tak bez konsultacji z lekarzem...- Też próbowałam podnieść ją na duchu
-Dziękuję, dziewczyny, ale ja... To znaczy... my to planowaliśmy...- Wydukała, a nasze oczy urosły do rozmiarów talerzy (bynajmniej moje...)
-Serio?- Zapytałam wstrząśnięta
-Yhym... Z Taylorem poznaliśmy się już wcześniej, jakieś trzy lata temu? Pamiętam, że był na wakacjach w Irlandii i tam się spotkaliśmy oraz zaprzyjaźniliśmy. Po tym jak wrócił z powrotem do USA pisaliśmy ze sobą codziennie. W sumie nawet dlatego przyjechałam do Paryża, chociaż to był pomysł moich rodziców...- Opowiedziała nam w skrócie, a ja poczułam, że się rumienię, więc pod pretekstem potrzeby, wyszłam do łazienki. Och, Boże... A ja myślałam, że Taylor nie ma dziewczyny... Boże... Ale się wygłupiłam... Podczas, gdy pod nosem jak wół miałam Johana, ja i tak pchałam się do Taylora, który jak się okazało miał dziewczynę...! Nie no, zaraz zwariuję... Ale ja byłam naiwna i głupia... Chyba się zabije ze wstydu... Chociaż w sumie większym wstydem jest spać z własnym wrogiem, co prawda byłym, ale wrogiem... O, matulu, ale mi wstyd...!
Na szczęście mą samokrytykę przerwała Carrie, która również poczuła potrzebę skorzystania z toalety. Szybko wyszłam z domku i popędziłam do siebie, byle by Katie nie zauważyła jak w tej chwili wyglądam. Wiem, że zawsze gdy się rumienie to jestem cała mega czerwona na twarzy i dosyć długo trzeba czekać, aż w końcu kolor czerwony zniknie z mej twarzy...
Kiedy wreszcie dotarłam do domku Johan i Taylor żegnali się, a chłopak omijając mnie posłał mi lekki uśmiech i poszedł w stronę swego lokum:
-I co, jakieś zwierzęta tu są?- Zapytał mój współlokator opierając się o framugę drzwi wejściowych
-Nie wiem, nie sprawdzałam. A poza tym po co sprawdzać, skoro nikt z nas nie ma broni...- Westchnęłam patrząc na taflę jeziora, aby nie spostrzegł mojej karmazynowej twarzy
-Mów za siebie.- Uśmiechnął się łobuzersko, a ja zapominając o swym wyglądzie spojrzałam na niego zdziwiona
-Masz broń???- Zadałam mu pytanie
-Czemu jesteś cała czerwona? Coś się stało?- Zbył me zapytanie i podszedł do mnie
-N-niee, nic. Wszystko jest ok...- Odwróciłam głowę w drugą stronę, a on pochylił się nade mną i przytulił się do mnie
-No to dobrze.- Mruknął wtulając swą twarz w me ramię
-A tobie co?- Byłam lekko poirytowana i zaczerwieniłam się jeszcze bardziej
-Wiesz co...- Wymruczał
-Nie, nie wiem.- Skrzyżowałam ręce na piersi
-Wieeesz.- Zapewnił mnie, a ja w końcu się rozluźniłam i poczochrałam mu włosy- Eeej!
-Sam aż się o to prosiłeś.- Zachichotałam i dostałam całusa w policzek- Może nie przy ludziach?
-Sama się aż o to prosiłaś.- Odparł uśmiechając się z tryumfem
-Irytujący jesteś!- Stwierdziłam
-A ty słodka jak się gniewasz.
-Wcale nie!- Zaprotestowałam- Wyglądam jak burak!
-Burak?- Powtórzył- Dla mnie bardziej przypominasz małego diabełka, któremu brakuje rogów i ogonka.
-Ja ci dam diabełka!- Krzyknęłam rozbawiona udając oburzenie i rzuciłam się na niego
Oboje nie przejmując się mokrą od rosy trawą turlaliśmy się po ziemi i rechotaliśmy:
-Dobra, wstawaj, mokra będziesz i się przeziębisz.- Ogarnął się pierwszy chłopak i pomógł mi wstać.
Gdy się już otrzepaliśmy z trawy, poszliśmy nad jezioro- umówione miejsce porannego spotkania. Jak się okazało byliśmy tam pierwsi. Usiedliśmy nad brzegiem jeziora i wpatrywaliśmy się w jego taflę, która łagodnie falowała. Nieopodal nas dryfowała samotna łódka przycumowana do niewielkiego pomostu. Oboje siedzieliśmy nie odzywając się do siebie i delektowaliśmy się odgłosami natury... W końcu chłopak przerwał ten piękny moment:
-Przejdziemy się?
-Ale zaraz będzie śniadanie!- Zaprotestowałam
-To co!- Oznajmił i pociągnął mnie za sobą w stronę lasu.
Szłam za nim niechętnie. Johan wsadził dłonie w kieszenie swojej czarnej bluzy i szedł przodem nie przejmując się mną zbytnio. Idąc przed siebie wpatrywał się w nieskazitelnie czyste i błękitne niebo, natomiast ja spuściłam głowę i podziwiałam jeszcze wciąż zieloną trawę. Nagle zderzyłam się z klatką piersiową chłopaka i poczułam, że mnie obejmuje. Poruszyłam się niespokojnie w jego objęciach, nadal nie podnosząc głowy, gdyż wiedziałam, że będzie chciał mnie pocałować.
Na szczęście tylko przycisnął mnie mocniej do siebie i tradycyjnie wtulił swoją twarz w moje włosy. Nie rozumiałam, dlaczego tak bardzo to lubił...:
-Po co mnie tu zaciągnąłeś?- Zapytałam, co bardziej zabrzmiało jak bełkot
-Nikt nie może nas zobaczyć razem, czyż nie?
-Noo taaak.- Przytaknęłam ostrożnie podnosząc głowę
-Więc przyprowadziłem cię w miejsce, gdzie nikt nas nie zauważy.- Oznajmił uśmiechając się przy tym
-A wiesz, że znowu brzmisz jak psychopata?- Zadałam mu pytanie
-Serio?- Zapytał szczerze zdziwiony
-Tak.- Odrzekłam pewnie
-Cóż... A czy tak robi psychopata?- Powiedział i od razu musnął lekko me usta swoimi
-Może i nieee, ale...- Już coś chciałam powiedzieć, lecz zatkał mi usta swą dużą łapą i sam zaczął mówić
-No widzisz! Nie jestem psychopatą.- Odparł z triumfem
-Ale ja nie mówię, że jesteś psychopatą...- Zdjęłam jego dłoń z ust, a on wykorzystał to i splótł nasze ręce-... Tylko, że mówisz jak psychopata. A to różnica.- Dokończyłam
-Masz zimne ręce.- Zauważył ujmując moją drugą dłoń
-One zawsze są zimne...- Odparowałam
-Może to dlatego, że jesteś z Danii?- Zapytał
-Z Norwegii...- Poprawiłam go
-E tam, jeden diabeł! Ale w Danii też jest zimno!- Bronił się
-Tak, tam też jest zimno.- Zgodziłam się z nim
-Ha!- Wykrzyknął uradowany i ścisnął odrobinę za mocno moją dłoń
-Ała...- Jęknęłam, a on wystraszony puścił moje obie dłonie
-Aj, przepraszam!Ja nie chciałem...- Powiedział ze skruchą w głosie
-Wiem.- Przerwałam mu i ujęłam w swe dłonie jego poliszki, które były przyjemnie ciepłe- Wiem, że nigdy byś mnie nie skrzywdził.- Powiedziałam pewnie uśmiechając się i patrząc mu w oczy
-Dokładnie.- Przytaknął odrobinę spokojniejszy
-Nie przeszkadzają ci moje zimne ręce?- Upewniłam się
-O ile nie zamrozi mi mózgu to nie.- Odparł śmiejąc się
-A możesz troszeczkę się schylić?- Zapytałam
-Hę? Aaaa, jasne.- Powiedział i zgiął kolana, tak bym nie musiała już stać na palcach
-Uff, tak lepiej.- Westchnęłam i grzałam sobie dłonie jego policzkami- Mam nadzieję, że nie będziesz żądał zapłaty za grzanie?
-Hmm... A jeden całus może być?- Odpowiedział pytaniem
-Może.- Wystawiłam policzek, ale on sie zaśmiał w taki sposób, że z daleka można było wyczuć podstęp
-To ty mnie masz pocałować.- Powiedział szczerząc się złośliwie
-Co?- Byłam zbita z tropu
-Tak jak słyszałaś.
-Ech, niech ci będzie.- Powiedziałam i musnęłam swymi zimnymi ustami jeden z jego rozpalonych policzków, a on zaczął się chichrać
-W usta.- Zaświergotał, a ja zirytowana popatrzyłam na niego miną typu ,,are you kidding me?" i powtórzyłam czynność, tylko z taką różnicą, że przymknęłam delikatnie oczy i obdarowałam go krótkim, lecz przyjemnym pocałunkiem. Podczas jego trwania chłopak nakrył me dłonie swoimi i również przymknął powieki.
-I jak?- Zapytałam cała czerwona na twarzy, gdy już nasze wargi się rozłączyły
-Idealnie.- Westchnął z rozmarzeniem chłopak i musnął delikatnie ustami moje czoło
-Na serio?- Byłam zdziwiona
-Jasne!- Zapewniał mnie- A wiesz, że podobno małe dziewczyny są zaje...- Nie dokończył, bo mu przerwałam
-Nie małe tylko niskie!- Poprawiłam go
-No dobra, niskie. I podobno im mniejsze tym bardziej wredne.- Dodał po chwili
-Prawda.- Odparłam uśmiechając sie łobuzersko- A wiesz, że im wyższy chłopak tym ma mniejszego?- Zapytałam chichocząc złośliwie
-Baardzo śmieszne.- Prychnął udając urażonego- I to nie jest prawda!
-Tak, taaak!- Zaczęłam się naśmiewać
-Wcale nie!- Zaprotestował- Ja wiem lepiej.- Odparł zadzierając wysoko głowę i opierając się o sąsiednie drzewo
-Yhym.- Przytaknęłam drwiąco
-Nie wierzysz?- Zapytał uśmiechając się łobuzersko i już podnosił bluze, gdy go powstrzymałam
-Ok, dobra, wierzę!- Krzyknęłam przerażona, że ujrzę jego męskość
-Żartowałem.- Zaczął się śmiać i przytulił mnie do siebie; stałam sparaliżowana i zbita z tropu
-Ale jesteś głupi.- Wydusiłam z siebie w końcu, gdy się ogarnęłam i pojęłam komizm sytuacji
-Dla ciebie zawsze,- Pocałował mnie w czoło i przycisnął do swojej piersi
-Ba-ka.- Mruknęłam wdychając zapach jego bluzy
-Ba-ka.- Usłyszałam od niego w odpowiedzi i się do siebie uśmiechnęłam...
Carrie
Gdy moja parabatai mnie opuściła, mogłam wreszcie na spokojnie pomyśleć. Wciąż miałam w głowie wszystko to, co wczoraj miało miejsce, a w szczególności w mej pamięci utknęła scena pocałunku z Jeremy'm, którego w ogóle się nie spodziewałam. Nie sądziłam, że on może myśleć o mnie w ten sposób. Jak o dziewczynie, a nie jak o koleżance, która jest dla niego praktycznie jak siostra. No, może zachowywał się jak nie przystało na brata, ale z facetami to nigdy nic nie wiadomo. Bóg wie, co może im strzelić do głowy.
Udałam się nad jezioro, gdzie stało kilka drzew, a między nimi było takie, które się prosiło ażeby na nie wleźć. Postawiłam sobie to za cel. Niestety było kilka nieudanych prób, jednakże uczymy się na błędach, więc im więcej ich było tym wyżej wchodziłam. Ostatecznie udało mi się wdrapać na upatrzone drzewo, z którego miałam niesamowity widok na łąkę i jezioro.
Nagle usłyszałam z dołu głos:
- Kotku, uważaj żebyś nie spadła, bo będziesz miała drugą nogę do kompletu. - No tak, wiadomo kto mógł rzucić taki tekst. Aiden.
- Może i mam połowę nogi w gipsie, ale aż tak nieudolna to nie jestem żeby nie wleźć na drzewo.
- Któż to wie, Skarbie? Ty potrafisz wszystko zrobić, więc nie wątpię, że w kwestii wchodzenia na drzewa mogłoby się coś zmienić.
- Wiesz, może i nie każdy jest ideałem jak ty, Lalusiu, ale swoją godność to ja mam i nie tylko, więc jeśli jeszcze raz walniesz taki tekst, to obiecuję Ci, twoje zęby będzie trzeba zbierać z ziemi.
- Kochanie, co taka nerwowa jesteś, ja tylko stwierdzam fakty.
- Zaraz przez te twoje fakty będziesz gryzł glebę.
- Grozisz mi, Kotku? Oj, chyba nie wiesz za co się bierzesz, Tygrysico. Ze mną nie wygrasz.
- Jeszcze się przekonamy. - Zeskoczyłam z drzewa, które nie było aż tak wysokie ażeby coś sobie złamać. A jak to kot, a koty spadają na cztery łapy, spadłam na cztery łapy. Prawie, bo prawdę mówiąc to Aiden mnie złapał przez co sam o mało się nie wywalił.
Moja twarz znalazła się niebezpiecznie blisko oblicza Aidena. Byliśmy tak blisko, że czułam gorący oddech chłopaka na policzku. W miejscach, gdzie nasze ciała się stykały, czułam lekkie mrowienie. Przechodziły mnie ciarki, gdy patrzyłam w głębokie szaroniebieskie oczy Aidena. Jego włosy targał wiatr, ale i tak były idealnie ułożone i nie mogłam zaprzeczyć, że wyglądał całkiem seksownie i nie mówię tego tylko dlatego, że chłopak trzymał mnie na rękach i sprawiał, że miałam małe problemy z oddychaniem. Można powiedzieć, że brakowało mi tchu, ale trudno było to stwierdzić, bo byłam na otwartej przestrzeni, gdzie świeżego powietrza nie brakowało.
W końcu chłopak postawił mnie na ziemi, a ja odwróciłam twarz w przeciwnym kierunku do jego. Nie chciałam, aby zobaczysz co taki mały wypadek potrafi zrobić z moimi policzkami. Tak wiele kłębiło się we mnie uczuć, że nie wiedziałam co wywołuje u mnie rumieńce. Czy wspomnienie o pocałunku Jeremy'ego czy może sytuacja, która miała przed chwilą miejsce i w dodatku myśl o moim pierwszym pocałunku, do którego doszło za inicjatywą chłopaka? Tyle tego wszystkiego, że miałam niemałe zamieszanie w głowie.Prawdę mówiąc to jak narazie wolałabym pozostać w stanie singla, bo skoro teraz mam papkę z mózgu to pomyśleć co będzie potem.
Jenny
Gdy w końcu wszyscy się zebraliśmy przy ognisku zaczęliśmy pichcić ziemniaki w mundurkach. O dziwo nikt nie wybrzydzał. Następnie zagraliśmy w grę terenową zwaną potocznie podchodami. Najpierw podzieliliśmy się na dwie grupy, a później zaczęliśmy grę. Ja byłam w drużynie razem z Carrie i Taylorem i akurat tak się składało, że mieliśmy się ukrywać. Zasada była jedna i jasna: nie wychodzimy poza granice posesji. Żadnemu z nas nawet nie przyszło to namyśl, lecz postanowiliśmy ich zmylić. W sumie zrobiliśmy to kilka razy. Raz ułożyliśmy strzałkę z kamieni, która wskazywała jezioro, a innym razem znak prowadził prosto w drzewo. Ostatecznie znaleźli nas i zaprosili na obiad. Dzisiejszym kucharzem miał być Johan, lecz Jeremy się uparł, że też coś zrobi. Byłam ciekawa smaku ich potraw, w sumie nie ja jedyna... Po obiedzie (, który swoją drogą był przepyszny) nikt nie miał ochoty na jakąkolwiek aktywność fizyczną, więc wszyscy rozeszli się do swoich domków.
My z Johanem walnęliśmy się każde na swoje łóżko, a ja zaczęłam mruczeć:
-Aaaale się najadłam...- Westchnęłam leżąc na plecach i gładząc swój brzuch, który nieznacznie zrobił się wypukły
-A ja dalej jestem głodny.- Oznajmił chłopak obracając się na bok, tak by być zwróconym do mnie i wsparł się na łokciu- I jak, smakowało?- Zapytał, chociaż dobrze znał moje zdanie
-Ty to chyba lubisz pochlebstwa.- Stwierdziłam
-Mhm.- Potaknął i posłał mi promienny uśmiech
-A co jeżeli powiem, że mi nie smakowało?- Zapytałam z łobuzerskim uśmieszkiem
-Ooo to spotka cię kara.- Zagroził
-Czyżby?
-Tak.- Zaśmiał się i powoli podniósł z łóżka
-O nie! Trzymaj się ode mnie z daleka!- Ostrzegłam go, gdyż nie wiedziałam czy mój pełen żołądek przetrwa rewolucję w brzuchu, którą spowoduje bliskość Johana.
-A to niby dlaczego?- Zadał mi pytanie powoli zbliżając się do mnie
-Eeem... No, booo... Jestem najedzona i źle się czuję.- Jęknęłam trzymając się za brzuch
-Mnie nie okłamiesz.- Szepnął mi do ucha, a ja prawienie uderzyłam go w policzek; zakradł się do mnie tak cicho i szybko, że nawet tego nie zauważyłam
-Mówię poważnie...
-No co ty...- Popatrzył na mnie jak na wariatkę, ale gdy dostrzegł wyraz mojej twarzy zrozumiał, że faktycznie coś ze mną nie w porządku- Może chcesz jakieś tabletki?
-Byłabym wdzięczna.- Westchnęłam i przekręciłam się na bok, twarzą do ściany, po czym się skuliłam niczym bezbronny szczeniaczek. Taak, wiem, że nie wypada kłamać, ale co na to poradzę?
-Masz.- Usłyszałam jego troskliwy głos, więc podniosłam się do pozycji siedzącej, a chłopak podał mi tabletkę i szklankę wody.
-Dzięki.- Powiedziałam oddając mu szklankę i przetrzymując tabletkę pod językiem. Gdy się odwrócił i poszedł odnieść szklankę do łazienki szybko wyplułam tabletkę i wrzuciłam ją do mojego plecaka, po czym wróciłam do pozycji embrionalnej twarzą do ściany. Przymknęłam oczy w taki sposób, by wyglądało jakbym spała i czekałam aż wróci
-Więc co robimy...?- Zapytał wracając do pokoju, lecz ściszył głos, gdy tylko zobaczył, że ,,śpię"- Hmmm...- Mruknął i położył się obok obejmując mnie przy tym w pasie i wtulając swą twarz w moje włosy. Lekko drgnęłam, gdy się do mnie przytulił. Cóż, mimo iż miałam ochotę go zdzielić po głowie, dalej leżałam i cieszyłam się ciepłem, jakie dostarczało ciało Johana. Nagle zapomniałam, że ,,śpię" i położyłam swoją dłoń na jego, a on splótł razem nasze palce i mruknął z zadowoleniem jak kot. Po jakimś czasie usłyszałam jak chrapie. ,,Ale on szybko zasypia" przeleciało mi przez głowę, po czym sama zapadłam w sen...
Gdy się wreszcie obudziłam leżałam na Johanie. ,,Wtf...! Czemu do licha ja na nim leże!" przemknęło mi przez głowę, po czym zaczęłam się szarpać w jego uścisku, co go obudziło:
-Czego się tak szarpiesz.- Mruknął mi do ucha zaspanym głosem
-Puszczaj mnie!- Warknęłam dalej się szarpiąc, a on spełnił me życzenie, przez co wylądowałam z głośnym hukiem na podłodze
-Aaa!- Krzyknął wystraszony bardziej niż ja- Wszystko w porządku??- Wyskoczył z łóżka i już klęczał obok mnie
-Tak, wszystko ok.- Powiedziałam skołowana siedząc na zimnej podłodze i patrząc otępiale przed siebie
-Haalooo, Jenn...- Johan pomachał mi dłonią przed oczami, na co ja zareagowałam gwałtownym odsunięciem się od niego
-Co ty odwalasz?- Zapytałam
-To ja powinienem zapytać się ciebie.- Oznajmił chichrając się
-Baardzo śmieszne.- Popatrzyłam na niego jak na dziwaka i już wstawałam, gdy złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie, tak że runęłam prosto na niego i przy okazji powaliłam go na plecy. Nasze twarze znalazły się wręcz niemożliwie blisko, tak blisko, że czułam jego oddech na moim policzku. Patrzyłam mu prosto w jego krystalicznie niebieskie oczy i nagle poczułam coś ciepłego na mym biodrze. Zrobiłam się cała czerwona i już chciała mu sie wyrwać, gdy objął mnie mocno i pocałował w czoło, po czym wypuścił...:
-Zbok.- Mruknęłam szorując miejsce, w które mnie pocałował i wstałam
-Kwiatuszek.- Zaśmiał się, a ja miałam ochotę go kopnąć w twarz
-Nie kwiatuszkuj mi tu! Od dzisiaj śpisz na dworze!- Zawyrokowałam
-Co??? Nie zrobisz mi tego.- Chichrał się nie dowierzając
-No to się przekonamy!- Rzekłam ostro i wyszłam z domku trzaskając głośno drzwiami.
Poszłam prosto do lasu. Tam zawsze znajdowałam spokój i ukojenie. Przechadzałam się miedzy drzewami i myślałam nad wszystkimi wspomnieniami związanymi z Johanem. Ciągle miałam przed oczami te wszystkie chwile, gdy byliśmy blisko siebie. To gdy się obejmowaliśmy, całowaliśmy, a nawet trzymaliśmy za ręce. Zastanawiałam się nad tym jak go traktuję... Wiem, że jestem dla niego okropna, ale jak to się mówi potocznie ,,me serce jest skute lodem" jako iż pochodzę z Norwegii jest to bardzo trafna metafora. Nie jestem przyzwyczajona do bliskości z innym człowiekiem. Co najwyżej od czasu do czasu razem z tatą obdarowywaliśmy się przytulasem, ale nic poza tym... Nie wiem, czy dalej udawać, że mnie on nie interesuje czy może wreszcie przełamać się i stworzyć z nim stały związek. Nie mam bladego pojęcia... Może jeszcze poczekam, niech się ze mną trochę pomęczy. Zobaczę jak bardzo mu na mnie zależy, a jeżeli nic się nie zmieni to zostaniemy parą. Wydaje mi się, że on chyba jest odpowiednim chłopakiem. Jest miły, zabawny, troskliwy, w stosunku do mnie delikatny, uroczy oraz cudowny. W sumie nie wiem co jest w nim takiego cudownego, ale chyba to, że ma do mnie taką anielską cierpliwość i determinację.
Nagle w mojej kieszeni zabrzęczał telefon. Dostałam SMSa:
-Ciekawe, któż się o mnie tak martwi.- Zapytałam sama siebie, po czym wyciągnęłam komórkę i sprawdziłam wiadomość:
,,Kiedy wracasz młoda? Bo nie wiem, czy zajmować twój pokój czy przenieść się do sypialni twojego taty. + chyba popsułam twojego tableta. Baw się dobrze :**"
-Tispe! (Suka!)- Wrzasnęłam- Jak mogła popsuć mojego tableta!!!- Byłam oburzona; szybko jej odpisałam, że jutro wracam do domu i lepiej, bym jej nie spotkała, bo wszystkie tipsy jej wyrwę...
Nic nie odpisała, co może oznaczać, że się wystraszyła i próbuje naprawić moją własność.
Teraz już byłam wnerwiona na maksa. Postanowiłam włączyć jakąś hard rockową piosenkę, a tak sie składało, że takową posiadałam na swym telefonie. Tak, mam na myśli słynną piosenkę zespołu Lordi ,,Hard Rock Hallelujah". Szłam przez las wsłuchując się w każdy instrument z osobna. Słyszałam jak Kita gra na perkusji, Amen i Ox zasuwają na swoich gitarach elektrycznych, a Ava na keyboardzie, ale to Mr. Lordi był najlepiej słyszalny ze wszystkich członków pięcioosobowego zespołu. Ich muzyka była jak symfonia dla moich uszu. Wszystko pięknie do siebie pasowało i tworzyło idealną dla mnie muzykę, którą mogłabym słuchać na okrągło oraz, która odzwierciedlała mój energiczny i trudny charakter.
Gdy piosenka sie skończyła włączyłam następny utwór zatytułowany ,,Who's Your Daddy?". Łaziłam sobie i podśpiewywałam, gdy nagle z kimś się zderzyłam i skołowana zrobiłam krok w tył. Przede mną stał Aiden:
-Uważaj jak łazisz.- Mruknął
-Sam uważaj!- Odparłam i już chciałam go wyminąć, gdy nagle się odezwał
-Jakiej ty w ogóle muzyki słuchasz? Uważaj, cukiereczku, bo zostaniesz opętana czy coś...- Na jego twarzy pojawił się wredny uśmieszek
-Ty już byłeś opętany od kołyski.- Odcięłam się, po czym wyminęłam go i z satysfakcją poszłam z powrotem do swojego domku. Po drodze wyłączyłam już swoją ,,dziką muzykę" i przekroczyłam próg swego lokum. Od razu wpadłam w objęcia Johana:
-Gdzieś ty była??- Zapytał zmartwionym głosem przytulając mnie do swojej klatki piersiowej tak mocno, że ledwo oddychałam
-Mmhyłam mha spapmmmhyerze- Zdołałam wykrztusić ostatkiem sił
-Co?- Nie zrozumiał i wypuścił mnie z objęć
-Ooo.- Odetchnęłam z ulgą łapczywie wciągając świeże powietrze do płuc- Wreszcie, weź sie chłopie ogarnij, bo nie dożyje siedemnastki. A wracając do tematu, to byłam na spacerze.- Oznajmiłam już normalnie oddychając
-Aaa, sorki.- Przeprosił uśmiechając się z zakłopotaniem
-Nic się nie stało, tylko jak się stęsknisz to przytulaj mnie delikatniej.- ,,Jest miły, zabawny, w stosunku do mnie DELIKATNY (...)" usłyszałam swój głos w głowie
-Dobrze, kotku.- Powiedział, a ja osłupiałam i się zaczerwieniłam
-K-kotku?- Powtórzyłam to słowo z urazą w głosie
-Nie podoba sie?
-Nie. Nie lubię kotów.- Odparłam oschle siadając na swoje łóżko i grzebiąc w plecaku
-Na serio? Jak można nie lubić tych małych, włochatych kuleczek...
-Kuleczek z pazurami i pchłami.- Poprawiłam go rozczesując przy tym włosy mym turkusowym grzebieniem
-Oj no daj spokój.- Próbował mnie przekonać
-Nie.- Obstawałam przy swoim nadal czesząc włosy
-No ok. To jak niby wolisz być nazywana?- Zapytał z lekką irytacją w głosie
-Jenn.- Odparłam automatycznie, z resztą jak zawsze, gdy ktokolwiek zadawał mi pytanie na ten temat
-Ale każdy sie tak do ciebie zwraca...- Powiedział zawiedziony
-I co w tym złego? Mi Jenn pasuje.- Odpowiedziałam nie rozumiejąc jego problemu
-Noo niby nic...-Dał za wygraną i zaczął jeść ciasteczka, które wyją ze swojej torby; popatrzyłam na niego (a właściwie na ciasteczka) i me oczy błysnęły.- No co?- Zapytał, gdy spostrzegł, że sie na niego gapię
-Aaa nic.- Wstałam ze swego łoża i usiadłam obok niego na jego łóżku. Oparłam swoją głowę na jego umięśnionym lewym ramieniu i westchnęłam patrząc w dalszym ciągu na ciasteczka
-Hmm?- Zamruczał skołowany i czerwony na twarzy z ciasteczkiem w ustach patrząc na mnie; pierwszy raz widziałam go jak się zarumienił
-Możesz do mnie mówić jak chcesz.- Zadeklarowałam szepcząc mu do ucha, a on jakby drgnął słysząc mój głos- Tylko daj mi te cholerne ciasteczko.- Dokończyłam już głośno
-Aa to o to chodzi.- Zaśmiał się- Bierz śmiało.
-Jesteś tego pewny? Bo jak wezmę to wszystko.- Ostrzegłam
-Ok. To daj mi chwilę.- Wyciągnął dwa ciasteczka z opakowania, a reszte oddał mi- Masz.
-Dziękuję.- Powiedziałam zdziwionym głosem i już miałam zjeść jedno, gdy poczułam coś ciepłego na moim prawy policzku. Pocałunek trwał zaledwie kilka sekund, a uszczęśliwił mnie bardziej niż cała ciężarówka ciasteczek. Gdy się ode mnie oderwał popatrzył na mnie z miłością i zjadł jedno ze swoich dwóch ciasteczek- Za to też dziękuję.- Uśmiechnęłam sie do niego delikatnie i wbiłam swe zęby w kruche ciasteczko...
Carrie
Po grze w podchody nie miałam już sił na nic. Najchętniej walnęłabym się na łóżko, jednakże wolałam uniknąć spotkania z Jeremym, bo czułabym się trochę nieswojo, mimo że miliard razy wyobrażałam sobie, jak to jest być dziewczyną Jeremy'ego, ale teraz boję się spędzić noc z nim w tym samym domku. Nawet jeśli wczoraj to zrobiłam, ale teraz myślę na trzeźwo i nie motają mną emocje.
Weszłam na chwilę do domku i zgarnęłam słuchawki i bluzę. Miałam zamiar przejść się, więc wolałam być przynajmniej w jakimś stopniu ubezpieczona, a poza tym słuchawki zawsze się przydają, bo raczej muzyki na fula w lesie nie puszczę. Jeszcze by mi brakowało wystraszenia zwierząt z całej okolicy.
Z racji, że robiło się ciemno i nie chciałam być poszukiwana w ciągu najbliższych kilku godzin, poinformowałam Katie i Taylora, że idę na spacer i nie wiem dokładnie o której wrócę. Oboje przystali na to, tylko że poprosili o to, aby za daleko się nie oddalać od obozu, bo mogę się zgubić i takie tam inne pierdoły.
Z wielka chęcią ruszyłam przed siebie ze słuchawkami w uszach, w których dudniła piosenka Nickelback "What are you waiting for?" . Z wielka przyjemnością słuchałam utworu i zastanawiałam się nad tym, co ja robię ze swoim życiem. Może i nie jestem ideałem, jednakże mogłabym bardziej po zastanawiać się nad tym, czego tak naprawdę chcę, bo z tego co się działo ostatnio można wywnioskować, że nie wiem czego naprawdę oczekuję od życia, samej siebie i mego otoczenia. Tyle razy prosiłam w duchu, aby jakiś fajny chłopak sie do mnie odezwał, ale gdy to się już działo, panikowałam i uciekałam jak zwykły tchórz bojący się własnego cienia. Cóż, taka prawda, byłam i wciąż jestem tchórzem i sądzę, że w najbliższym czasie to sie nie zmieni, bo za bardzo się wszystkiego boję. Jak to mama mówi: za dużo analizuję, a za mało się bawię i korzystam z życia. Możliwe, że ma rację, chociaż ciężko przyjąć do siebie taki fakt, który ujawnia jaka jesteś nudna i nijaka. Taka, że nikt nie chce się z tobą przyjaźnić, albo przyjaźń jest fałszywa. Niewielu ludzi w moim otoczeniu lubi mnie za to jaka jestem, bo większość to leci na kasę i znajomości w kosmetycznej branży, które zdobyłam przez mamę. Oczywiście, fajnie jest mieć zniżki na kosmetyki, ale czasme już cię to denerwuje, że ludzie są przy tobie tylko dlatego, że sami chcą coś zyskać na tym kim jestem i mówiąc kim mam na myśli Kim jesteś w świecie, gdzie kasa to główna rzecz do pozyskania przyjaciół i jakiś więzi z ludźmi.
Nagle coś się poruszyło w krzakach. Miałam już prawie serce w gardle, bo była dość póżna pora a ja nie miałam niczego, czym mogłabym się obronić przed jakimś dzikim zwierzęciem lub zboczeńcem, który chce mnie zgwałcić w krzakach. Ale na moje szczęście, lub nieszczęście, osobą, która wyszła z krzaków był...
- No, w końcu cie znalazłem. Wszędzie cie szukamy. - Oparł Aiden głosem bardzo zmartwionym, ale pełnym ulgi.
- Nie musieliście mnie szukać ani przyprawiać przy tym o zawał serca. Przecież mówiłam, że wrócę jeszcze dzisiaj i toż powiadomiłam Taylor'a i Kate o tym, że idę na spacer. - Odpowiedziałam niezbyt przejęta jego słowami.
- To co, ale poszłaś bez Jeremy;ego, więc wszyscy zaczęli się martwić, bo to on miał być twoim ochroniarzem i miał byc cały czas z tobą, ale gdy się okazało, że nie jesteście razem na tym spacerze od razu rozpoczęto poszukiwania.
- To kto mnie szuka?
- Ja i Jeremy, oczywiście. Reszta zakochanych gołąbeczków leży już w łóżkach lun też czeka na twe przybycie na wszelki wypadek.
- Aha... No to wracajmy. - Odrzekłam. - Albo wiesz co, ty idź a ja sobie jeszcze tutaj połaże. - Powiedziałam to od razu po tym, jak przypomniałam sobie o sytuacji z Jeremy'm.
- Wykluczone. Wracasz ze mną do obozu i koniec dyskusji.
- Nie jesteś moja matką żeby mi rozkazywać. - Rzuciłam.
- Może i nie, ale obiecałem twojemu ojcu, że będę się tobą opiekował i zamierzam dotrzymać słowa nawet jeśli miałbym cię przewiesić przez ramię i samodzielnie zanieść do obozu, zrobiłbym to.
- Skoro tak bardzo chcesz mnie pilnować, to chodź ze mną na spacer, bo ja nie zamierzam wracać teraz do obozu, czy ci się to podoba czy nie.
- Dobra, ale trzymaj się mnie, nie chcę cię drugi raz szukać jednego dnia.
- Raczej wieczora. - Zaśmiałam się najciszej jak potrafiłam, ale i tak zauważył i powiedział:
- Miło słyszeć jak się śmiejesz. - Najmniej spodziewałam sie tych słów z jego ust. Speszyłam się i dziękowałam Bogu, że nie może zobaczyć teraz dokładnie mojej twarzy, bo normalnie zabiłabym się, gdyby ją ujrzał.
Nie odezwałam się po jego słowach. Byłam cicho jak myszka i starałam się nie zwracać zbytniej jego uwagi, ale stała się rzecz niesamowita. Okrył mnie swoją kurtką i sam szedł dalej w niezbyt grubej koszulce.
- Weź ją, mi jest ciepło, a ty zaraz zamarzniesz. - Powiedział z troską w głosie. Chyba musiało coś się stać, bo zazwyczaj nie był tak szarmancki i miły dla mnie.
- Dziękuję, ale nie musisz tego robić. - Odparłam i próbowałam zdjąć z siebie kurtkę, która pachniała tak cudownie, a w dodatku dawała mi tyle ciepła, co mój ukochany kocyk do spania z misia, czyli duużo.
- Robić czego? - Zapytał.
- Noo być dla mnie miłym i tak dalej. Nie potrzebuję twojej łaski ani litości.
- Sądzisz, że robię to wszystko z litości? To sie grubo mylisz, bo robię to, dlatego że chcę, a nie dlatego że się lituję czy bóg wie jeszcze co.
- ... - Kompletnie nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć. Po prostu mnie zatkało.
- Gdybym się litował... - Kontynuował - To na pewno nie mówił do ciebie w ten sposób w jaki teraz mówię i na pewno nie myślałbym o tym, jak uchronić ciebie przed twoim pechem, który wkrótce przejdzie na mnie, bo dużo czasu przebywam w twoim towarzystwie.
- To wiele wyjaśnia. - Odpowiedziałam tylko tyle, bo chłopak stał się teraz bardzo refleksyjny i nie chciałam żeby zgubił wątek, gdyż miło sie go słuchało, chociaż było to zaskakujące.
- No nie. - Uśmiechnął się do mnie tak, że widziałam jego śnieżnobiałe zęby i dołeczki w policzkach, co nawet u chłopaków było urocze.
- Dobra, to może wracajmy jednak do obozu, bo robi się naprawdę zimno. - Zaproponowałam.
- Oki, no to chodźmy. - Odparł.
Czekała nas dość długa droga, bo zapuściliśmy się za terem obozu dość mocno. Szliśmy z włączoną latarką w telefonie i rozmawialiśmy o najprzeróżniejszych rzeczach i często się śmialiśmy, głównie z kawałów Aidena, ale i ja miałam swój wkład w rozbawieniu chłopaka, że aż mało nie płakał ze śmiechu. Opowiedziałam mu kilka bardzo ciekawych historii z mojego dzieciństwa, na których nie sposób było się nie śmiać. Często rewanżował się swoimi opowieściami, jednakże moje były nie do przebicia, bo byłam ciapowatym bachorkiem, który nie potrafił usiedzieć w jednym miejscu.
Nie minęło dużo czasu, a byliśmy już w punkcie docelowym naszej wycieczki. Stanęliśmy przed jeziorem, w którym odbijało się światło księżyca, które, nie powiem, stwarzało dość romantyczną atmosferę, a w dodatku niebo było pełne gwiazd, więc byłam ciekawa tego co zaraz miało się stać.
- No to chyba czas się pożegnać i życzyć słodkich snów, co? - Zagadnął Aiden. Słowa te wypłynęły z jego ust i ulotniły się niczym sen lub poranna rosa.
- No chyba tak. - Odrzekłam lekko zakłopotana, bo nigdy nie znalazłam sie w podobnej sytuacji, więc nie miałam zielonego pojęcia co mam mówić i robić.
- ...- Przez moment trwała cisza, a następnie słyszałam bicie serce chłopaka i czułam gorące, mimo niskiej temperatury, ciało przylegające do mojego.
Pozostaliśmy w ty,m stanie przez kilka pięknych minut. Było mi ciepło na sercu i pragnęłam się wciąż do niego przytulać, nie tylko dlatego że lubiłam się przytulać, ale dlatego że sprawiało mi to niemałą przyjemność, której żaden inny przytulas nie wywołał.
- No to dobranoc i słodkich snów. - Powiedział mi Aiden niemal do ucha, a ja odpowiedziałam praktycznie do jego klatki piersiowej:
- Dobranoc.
Chłopak wypuścił mnie z uścisku i zanim poszedł w stronę swojego domku, rzekł:
- Kurtkę oddasz mi jutro. - I mrugną do mnie, po czym odszedł. A ja poszłam w jego ślady i ruszyłam w stronę swojego domku, w którym spał już Jeremy.
Dzięki temu wieczorowi zrozumiałam, że Jeremy nie jest księciem z mojego snu...
Rano oczywiście obudziłam się w objęciach Johana. Chłopak mega uroczo wyglądał jak spał. Delikatnie przejechałam dłonią po jego szczęce i wstałam. Chyba nie muszę dodawać, że wydostać się z objęć Johana można porównać do wydostania się z uścisku węża boa... No, w każdym razie, gdy cudem się oswobodziłam, ubrałam się w wczorajsze ciuchy i zaczęłam oblegać łazienkę. W połowie robienia makijażu usłyszałam pukanie do drzwi:
-Nie teraz Johan, idź sie odlać na dwór.- Zawołałam
-Ale na dworze jest zimnoo.- Jęknął
-Nie interesuje mnie to.- Powiedziałam stanowczo i kontynuowałam przerwaną czynność
-To chociaż oddaj mi ubrania!- Krzyknął z nadzieją w głosie, a ja przewróciłam oczami, chwyciłam jego ubrania, które leżały na podłodze, po czym szybkim ruchem otworzyłam drzwi i wyrzuciłam przez nie własność mego współlokatora- Dziękuję.- Usłyszałam zamykając z powrotem drzwi.
Po opuszczeniu łazienki wyszłam na dwór, aby się przewietrzyć. Stałam na werandzie i wciągałam w płuca zapach lasu oraz jeziora. Nawet, gdy zaczął wiać wiatr, zaczęłam się rytmicznie kołysać. Jakby to wszystko tworzyło wspaniałą symfonię...:
-Wszystko w porządku?- Usłyszałam nagle zatroskany głos Taylora, który wpatrywał się we mnie z lekkim uśmiechem.
-Tak... I hej.- Przywitałam się
-Cześć.- Odpowiedział na me powitanie- Jest może Johan?
-Johan?- Zdziwiłam się- Raczej jest, a coś trzeba?
-Eeem... Noo, boo ekhem... Noo...- Jakby się zaciął
-No wyduś to w końcu z siebie!- Nakazałam ponaglającym tonem
-No, ja potrzebuję z nim porozmawiać!- Rzekł stanowczo i ominął mnie, po czym wszedł do wnętrza domku; stałam jak sparaliżowana, nie wiedząc co zrobić. To nie było podobne do niego zachowanie. Coś musiało się stać, a ja koniecznie chciałam wiedzieć co... W tym celu poszłam w odwiedziny do Katie. Dziewczyna siedziała sama w domku i pustym wzrokiem wpatrywała się w ścianę przed sobą:
-Wszystko w porządku?- Zapytałam niepewnie wchodząc do domku
-Chyba tak.- Mruknęła w odpowiedzi nie patrząc na mnie
-Wiesz, może poczekaj tu na mnie...- Powiedziałam i szybko opuściłam domek z ciarkami na plecach. ,,Co to kurna było???" zapytałam się oburzona w myślach. Musiało tu się wydarzyć coś... Coś dziwnego... Czułam się mega bezradna i zagubiona. Potrzebowałam wsparcia, więc ruszyłam w stronę domku Carrie. Cóż, nie ukrywam, że nie chciałam tam iść, ale stan Katie wstrząsną mną na tyle, by odważyć się przerwać im te piękne chwile.
Gdy wreszcie zapukałam, drzwi otworzyła mi ma parabatai. Na szczęście była już ubrana, więc chwyciłam ją za rękaw i pociągnęłam za sobą w kierunku skąd przyszłam:
-Co ty robisz?- Zapytała zaskoczona
-Musisz mi pomóc.- Odrzekłam i wepchnęłam ją do domku
-Ale...- Już chciała coś powiedzieć, gdy zauważyła rudą dziewczynę siedzącą na łóżku i wpatrującą sie w równoległą ścianę.- C-co ci jest?- Zapytała ostrożnie
-Nie wiem.- Odpowiedziałam za Katie- Ale bynajmniej dowiedzenie się co tu zaszło nie będzie zbyt łatwe.
-Hej, Katie.- Podeszła do niej i pomachała przed jej oczami dłonią, lecz dziewczyna nie zareagowała
-Hmmm...- Zamyśliłam się- Może spróbujmy tego.- Wpadłam na zaiste szalony pomysł. Poszłam do łazienki i nabrałam w dłonie lodowatą wodę, którą po chwili wylałam na twarz Katie.
-Aaaa!- Krzyknęła dziewczyna i wyrwała się z transu- Co do...- Zaczęła wycierać swoją twarz dłońmi, ale po chwili otrzymała od Carrie ręcznik
-Już ci lepiej?- Zapytałam powstrzymując śmiech; tak, czasami byłam mega wredna...
-C-chyba tak, dzięki.- Odparła uśmiechając się niepewnie, jak to ona
-Co sie stało?- Zapytała Carrie
-C-co się...? Aaa...- Nagle się zarumieniła po korzonki włosów-... Co my zrobiliśmy...?- Wyszeptała pełna strachu, a ja posłałam znaczące spojrzenie w kierunku mej przyjaciółki; obie się domyślałyśmy co mogło tu zajść...
-Wybacz, że będę aż tak bezpośrednia, ale zabezpieczaliście się chociaż?- Zapytałam i dostałam łokciem w żebra od Carrie
-M-my... Nie.- Pisnęła cicho i nastała cisza
-Nie martw się, będzie dobrze.- Pocieszała ją moja przyjaciółka i lekko kopnęła mnie w łydkę
-T-tak, jasne. Poza tym to bardzo rzadkie, tak bez konsultacji z lekarzem...- Też próbowałam podnieść ją na duchu
-Dziękuję, dziewczyny, ale ja... To znaczy... my to planowaliśmy...- Wydukała, a nasze oczy urosły do rozmiarów talerzy (bynajmniej moje...)
-Serio?- Zapytałam wstrząśnięta
-Yhym... Z Taylorem poznaliśmy się już wcześniej, jakieś trzy lata temu? Pamiętam, że był na wakacjach w Irlandii i tam się spotkaliśmy oraz zaprzyjaźniliśmy. Po tym jak wrócił z powrotem do USA pisaliśmy ze sobą codziennie. W sumie nawet dlatego przyjechałam do Paryża, chociaż to był pomysł moich rodziców...- Opowiedziała nam w skrócie, a ja poczułam, że się rumienię, więc pod pretekstem potrzeby, wyszłam do łazienki. Och, Boże... A ja myślałam, że Taylor nie ma dziewczyny... Boże... Ale się wygłupiłam... Podczas, gdy pod nosem jak wół miałam Johana, ja i tak pchałam się do Taylora, który jak się okazało miał dziewczynę...! Nie no, zaraz zwariuję... Ale ja byłam naiwna i głupia... Chyba się zabije ze wstydu... Chociaż w sumie większym wstydem jest spać z własnym wrogiem, co prawda byłym, ale wrogiem... O, matulu, ale mi wstyd...!
Na szczęście mą samokrytykę przerwała Carrie, która również poczuła potrzebę skorzystania z toalety. Szybko wyszłam z domku i popędziłam do siebie, byle by Katie nie zauważyła jak w tej chwili wyglądam. Wiem, że zawsze gdy się rumienie to jestem cała mega czerwona na twarzy i dosyć długo trzeba czekać, aż w końcu kolor czerwony zniknie z mej twarzy...
Kiedy wreszcie dotarłam do domku Johan i Taylor żegnali się, a chłopak omijając mnie posłał mi lekki uśmiech i poszedł w stronę swego lokum:
-I co, jakieś zwierzęta tu są?- Zapytał mój współlokator opierając się o framugę drzwi wejściowych
-Nie wiem, nie sprawdzałam. A poza tym po co sprawdzać, skoro nikt z nas nie ma broni...- Westchnęłam patrząc na taflę jeziora, aby nie spostrzegł mojej karmazynowej twarzy
-Mów za siebie.- Uśmiechnął się łobuzersko, a ja zapominając o swym wyglądzie spojrzałam na niego zdziwiona
-Masz broń???- Zadałam mu pytanie
-Czemu jesteś cała czerwona? Coś się stało?- Zbył me zapytanie i podszedł do mnie
-N-niee, nic. Wszystko jest ok...- Odwróciłam głowę w drugą stronę, a on pochylił się nade mną i przytulił się do mnie
-No to dobrze.- Mruknął wtulając swą twarz w me ramię
-A tobie co?- Byłam lekko poirytowana i zaczerwieniłam się jeszcze bardziej
-Wiesz co...- Wymruczał
-Nie, nie wiem.- Skrzyżowałam ręce na piersi
-Wieeesz.- Zapewnił mnie, a ja w końcu się rozluźniłam i poczochrałam mu włosy- Eeej!
-Sam aż się o to prosiłeś.- Zachichotałam i dostałam całusa w policzek- Może nie przy ludziach?
-Sama się aż o to prosiłaś.- Odparł uśmiechając się z tryumfem
-Irytujący jesteś!- Stwierdziłam
-A ty słodka jak się gniewasz.
-Wcale nie!- Zaprotestowałam- Wyglądam jak burak!
-Burak?- Powtórzył- Dla mnie bardziej przypominasz małego diabełka, któremu brakuje rogów i ogonka.
-Ja ci dam diabełka!- Krzyknęłam rozbawiona udając oburzenie i rzuciłam się na niego
Oboje nie przejmując się mokrą od rosy trawą turlaliśmy się po ziemi i rechotaliśmy:
-Dobra, wstawaj, mokra będziesz i się przeziębisz.- Ogarnął się pierwszy chłopak i pomógł mi wstać.
Gdy się już otrzepaliśmy z trawy, poszliśmy nad jezioro- umówione miejsce porannego spotkania. Jak się okazało byliśmy tam pierwsi. Usiedliśmy nad brzegiem jeziora i wpatrywaliśmy się w jego taflę, która łagodnie falowała. Nieopodal nas dryfowała samotna łódka przycumowana do niewielkiego pomostu. Oboje siedzieliśmy nie odzywając się do siebie i delektowaliśmy się odgłosami natury... W końcu chłopak przerwał ten piękny moment:
-Przejdziemy się?
-Ale zaraz będzie śniadanie!- Zaprotestowałam
-To co!- Oznajmił i pociągnął mnie za sobą w stronę lasu.
Szłam za nim niechętnie. Johan wsadził dłonie w kieszenie swojej czarnej bluzy i szedł przodem nie przejmując się mną zbytnio. Idąc przed siebie wpatrywał się w nieskazitelnie czyste i błękitne niebo, natomiast ja spuściłam głowę i podziwiałam jeszcze wciąż zieloną trawę. Nagle zderzyłam się z klatką piersiową chłopaka i poczułam, że mnie obejmuje. Poruszyłam się niespokojnie w jego objęciach, nadal nie podnosząc głowy, gdyż wiedziałam, że będzie chciał mnie pocałować.
Na szczęście tylko przycisnął mnie mocniej do siebie i tradycyjnie wtulił swoją twarz w moje włosy. Nie rozumiałam, dlaczego tak bardzo to lubił...:
-Po co mnie tu zaciągnąłeś?- Zapytałam, co bardziej zabrzmiało jak bełkot
-Nikt nie może nas zobaczyć razem, czyż nie?
-Noo taaak.- Przytaknęłam ostrożnie podnosząc głowę
-Więc przyprowadziłem cię w miejsce, gdzie nikt nas nie zauważy.- Oznajmił uśmiechając się przy tym
-A wiesz, że znowu brzmisz jak psychopata?- Zadałam mu pytanie
-Serio?- Zapytał szczerze zdziwiony
-Tak.- Odrzekłam pewnie
-Cóż... A czy tak robi psychopata?- Powiedział i od razu musnął lekko me usta swoimi
-Może i nieee, ale...- Już coś chciałam powiedzieć, lecz zatkał mi usta swą dużą łapą i sam zaczął mówić
-No widzisz! Nie jestem psychopatą.- Odparł z triumfem
-Ale ja nie mówię, że jesteś psychopatą...- Zdjęłam jego dłoń z ust, a on wykorzystał to i splótł nasze ręce-... Tylko, że mówisz jak psychopata. A to różnica.- Dokończyłam
-Masz zimne ręce.- Zauważył ujmując moją drugą dłoń
-One zawsze są zimne...- Odparowałam
-Może to dlatego, że jesteś z Danii?- Zapytał
-Z Norwegii...- Poprawiłam go
-E tam, jeden diabeł! Ale w Danii też jest zimno!- Bronił się
-Tak, tam też jest zimno.- Zgodziłam się z nim
-Ha!- Wykrzyknął uradowany i ścisnął odrobinę za mocno moją dłoń
-Ała...- Jęknęłam, a on wystraszony puścił moje obie dłonie
-Aj, przepraszam!Ja nie chciałem...- Powiedział ze skruchą w głosie
-Wiem.- Przerwałam mu i ujęłam w swe dłonie jego poliszki, które były przyjemnie ciepłe- Wiem, że nigdy byś mnie nie skrzywdził.- Powiedziałam pewnie uśmiechając się i patrząc mu w oczy
-Dokładnie.- Przytaknął odrobinę spokojniejszy
-Nie przeszkadzają ci moje zimne ręce?- Upewniłam się
-O ile nie zamrozi mi mózgu to nie.- Odparł śmiejąc się
-A możesz troszeczkę się schylić?- Zapytałam
-Hę? Aaaa, jasne.- Powiedział i zgiął kolana, tak bym nie musiała już stać na palcach
-Uff, tak lepiej.- Westchnęłam i grzałam sobie dłonie jego policzkami- Mam nadzieję, że nie będziesz żądał zapłaty za grzanie?
-Hmm... A jeden całus może być?- Odpowiedział pytaniem
-Może.- Wystawiłam policzek, ale on sie zaśmiał w taki sposób, że z daleka można było wyczuć podstęp
-To ty mnie masz pocałować.- Powiedział szczerząc się złośliwie
-Co?- Byłam zbita z tropu
-Tak jak słyszałaś.
-Ech, niech ci będzie.- Powiedziałam i musnęłam swymi zimnymi ustami jeden z jego rozpalonych policzków, a on zaczął się chichrać
-W usta.- Zaświergotał, a ja zirytowana popatrzyłam na niego miną typu ,,are you kidding me?" i powtórzyłam czynność, tylko z taką różnicą, że przymknęłam delikatnie oczy i obdarowałam go krótkim, lecz przyjemnym pocałunkiem. Podczas jego trwania chłopak nakrył me dłonie swoimi i również przymknął powieki.
-I jak?- Zapytałam cała czerwona na twarzy, gdy już nasze wargi się rozłączyły
-Idealnie.- Westchnął z rozmarzeniem chłopak i musnął delikatnie ustami moje czoło
-Na serio?- Byłam zdziwiona
-Jasne!- Zapewniał mnie- A wiesz, że podobno małe dziewczyny są zaje...- Nie dokończył, bo mu przerwałam
-Nie małe tylko niskie!- Poprawiłam go
-No dobra, niskie. I podobno im mniejsze tym bardziej wredne.- Dodał po chwili
-Prawda.- Odparłam uśmiechając sie łobuzersko- A wiesz, że im wyższy chłopak tym ma mniejszego?- Zapytałam chichocząc złośliwie
-Baardzo śmieszne.- Prychnął udając urażonego- I to nie jest prawda!
-Tak, taaak!- Zaczęłam się naśmiewać
-Wcale nie!- Zaprotestował- Ja wiem lepiej.- Odparł zadzierając wysoko głowę i opierając się o sąsiednie drzewo
-Yhym.- Przytaknęłam drwiąco
-Nie wierzysz?- Zapytał uśmiechając się łobuzersko i już podnosił bluze, gdy go powstrzymałam
-Ok, dobra, wierzę!- Krzyknęłam przerażona, że ujrzę jego męskość
-Żartowałem.- Zaczął się śmiać i przytulił mnie do siebie; stałam sparaliżowana i zbita z tropu
-Ale jesteś głupi.- Wydusiłam z siebie w końcu, gdy się ogarnęłam i pojęłam komizm sytuacji
-Dla ciebie zawsze,- Pocałował mnie w czoło i przycisnął do swojej piersi
-Ba-ka.- Mruknęłam wdychając zapach jego bluzy
-Ba-ka.- Usłyszałam od niego w odpowiedzi i się do siebie uśmiechnęłam...
Carrie
Gdy moja parabatai mnie opuściła, mogłam wreszcie na spokojnie pomyśleć. Wciąż miałam w głowie wszystko to, co wczoraj miało miejsce, a w szczególności w mej pamięci utknęła scena pocałunku z Jeremy'm, którego w ogóle się nie spodziewałam. Nie sądziłam, że on może myśleć o mnie w ten sposób. Jak o dziewczynie, a nie jak o koleżance, która jest dla niego praktycznie jak siostra. No, może zachowywał się jak nie przystało na brata, ale z facetami to nigdy nic nie wiadomo. Bóg wie, co może im strzelić do głowy.
Udałam się nad jezioro, gdzie stało kilka drzew, a między nimi było takie, które się prosiło ażeby na nie wleźć. Postawiłam sobie to za cel. Niestety było kilka nieudanych prób, jednakże uczymy się na błędach, więc im więcej ich było tym wyżej wchodziłam. Ostatecznie udało mi się wdrapać na upatrzone drzewo, z którego miałam niesamowity widok na łąkę i jezioro.
Nagle usłyszałam z dołu głos:
- Kotku, uważaj żebyś nie spadła, bo będziesz miała drugą nogę do kompletu. - No tak, wiadomo kto mógł rzucić taki tekst. Aiden.
- Może i mam połowę nogi w gipsie, ale aż tak nieudolna to nie jestem żeby nie wleźć na drzewo.
- Któż to wie, Skarbie? Ty potrafisz wszystko zrobić, więc nie wątpię, że w kwestii wchodzenia na drzewa mogłoby się coś zmienić.
- Wiesz, może i nie każdy jest ideałem jak ty, Lalusiu, ale swoją godność to ja mam i nie tylko, więc jeśli jeszcze raz walniesz taki tekst, to obiecuję Ci, twoje zęby będzie trzeba zbierać z ziemi.
- Kochanie, co taka nerwowa jesteś, ja tylko stwierdzam fakty.
- Zaraz przez te twoje fakty będziesz gryzł glebę.
- Grozisz mi, Kotku? Oj, chyba nie wiesz za co się bierzesz, Tygrysico. Ze mną nie wygrasz.
- Jeszcze się przekonamy. - Zeskoczyłam z drzewa, które nie było aż tak wysokie ażeby coś sobie złamać. A jak to kot, a koty spadają na cztery łapy, spadłam na cztery łapy. Prawie, bo prawdę mówiąc to Aiden mnie złapał przez co sam o mało się nie wywalił.
Moja twarz znalazła się niebezpiecznie blisko oblicza Aidena. Byliśmy tak blisko, że czułam gorący oddech chłopaka na policzku. W miejscach, gdzie nasze ciała się stykały, czułam lekkie mrowienie. Przechodziły mnie ciarki, gdy patrzyłam w głębokie szaroniebieskie oczy Aidena. Jego włosy targał wiatr, ale i tak były idealnie ułożone i nie mogłam zaprzeczyć, że wyglądał całkiem seksownie i nie mówię tego tylko dlatego, że chłopak trzymał mnie na rękach i sprawiał, że miałam małe problemy z oddychaniem. Można powiedzieć, że brakowało mi tchu, ale trudno było to stwierdzić, bo byłam na otwartej przestrzeni, gdzie świeżego powietrza nie brakowało.
W końcu chłopak postawił mnie na ziemi, a ja odwróciłam twarz w przeciwnym kierunku do jego. Nie chciałam, aby zobaczysz co taki mały wypadek potrafi zrobić z moimi policzkami. Tak wiele kłębiło się we mnie uczuć, że nie wiedziałam co wywołuje u mnie rumieńce. Czy wspomnienie o pocałunku Jeremy'ego czy może sytuacja, która miała przed chwilą miejsce i w dodatku myśl o moim pierwszym pocałunku, do którego doszło za inicjatywą chłopaka? Tyle tego wszystkiego, że miałam niemałe zamieszanie w głowie.Prawdę mówiąc to jak narazie wolałabym pozostać w stanie singla, bo skoro teraz mam papkę z mózgu to pomyśleć co będzie potem.
Jenny
Gdy w końcu wszyscy się zebraliśmy przy ognisku zaczęliśmy pichcić ziemniaki w mundurkach. O dziwo nikt nie wybrzydzał. Następnie zagraliśmy w grę terenową zwaną potocznie podchodami. Najpierw podzieliliśmy się na dwie grupy, a później zaczęliśmy grę. Ja byłam w drużynie razem z Carrie i Taylorem i akurat tak się składało, że mieliśmy się ukrywać. Zasada była jedna i jasna: nie wychodzimy poza granice posesji. Żadnemu z nas nawet nie przyszło to namyśl, lecz postanowiliśmy ich zmylić. W sumie zrobiliśmy to kilka razy. Raz ułożyliśmy strzałkę z kamieni, która wskazywała jezioro, a innym razem znak prowadził prosto w drzewo. Ostatecznie znaleźli nas i zaprosili na obiad. Dzisiejszym kucharzem miał być Johan, lecz Jeremy się uparł, że też coś zrobi. Byłam ciekawa smaku ich potraw, w sumie nie ja jedyna... Po obiedzie (, który swoją drogą był przepyszny) nikt nie miał ochoty na jakąkolwiek aktywność fizyczną, więc wszyscy rozeszli się do swoich domków.
My z Johanem walnęliśmy się każde na swoje łóżko, a ja zaczęłam mruczeć:
-Aaaale się najadłam...- Westchnęłam leżąc na plecach i gładząc swój brzuch, który nieznacznie zrobił się wypukły
-A ja dalej jestem głodny.- Oznajmił chłopak obracając się na bok, tak by być zwróconym do mnie i wsparł się na łokciu- I jak, smakowało?- Zapytał, chociaż dobrze znał moje zdanie
-Ty to chyba lubisz pochlebstwa.- Stwierdziłam
-Mhm.- Potaknął i posłał mi promienny uśmiech
-A co jeżeli powiem, że mi nie smakowało?- Zapytałam z łobuzerskim uśmieszkiem
-Ooo to spotka cię kara.- Zagroził
-Czyżby?
-Tak.- Zaśmiał się i powoli podniósł z łóżka
-O nie! Trzymaj się ode mnie z daleka!- Ostrzegłam go, gdyż nie wiedziałam czy mój pełen żołądek przetrwa rewolucję w brzuchu, którą spowoduje bliskość Johana.
-A to niby dlaczego?- Zadał mi pytanie powoli zbliżając się do mnie
-Eeem... No, booo... Jestem najedzona i źle się czuję.- Jęknęłam trzymając się za brzuch
-Mnie nie okłamiesz.- Szepnął mi do ucha, a ja prawienie uderzyłam go w policzek; zakradł się do mnie tak cicho i szybko, że nawet tego nie zauważyłam
-Mówię poważnie...
-No co ty...- Popatrzył na mnie jak na wariatkę, ale gdy dostrzegł wyraz mojej twarzy zrozumiał, że faktycznie coś ze mną nie w porządku- Może chcesz jakieś tabletki?
-Byłabym wdzięczna.- Westchnęłam i przekręciłam się na bok, twarzą do ściany, po czym się skuliłam niczym bezbronny szczeniaczek. Taak, wiem, że nie wypada kłamać, ale co na to poradzę?
-Masz.- Usłyszałam jego troskliwy głos, więc podniosłam się do pozycji siedzącej, a chłopak podał mi tabletkę i szklankę wody.
-Dzięki.- Powiedziałam oddając mu szklankę i przetrzymując tabletkę pod językiem. Gdy się odwrócił i poszedł odnieść szklankę do łazienki szybko wyplułam tabletkę i wrzuciłam ją do mojego plecaka, po czym wróciłam do pozycji embrionalnej twarzą do ściany. Przymknęłam oczy w taki sposób, by wyglądało jakbym spała i czekałam aż wróci
-Więc co robimy...?- Zapytał wracając do pokoju, lecz ściszył głos, gdy tylko zobaczył, że ,,śpię"- Hmmm...- Mruknął i położył się obok obejmując mnie przy tym w pasie i wtulając swą twarz w moje włosy. Lekko drgnęłam, gdy się do mnie przytulił. Cóż, mimo iż miałam ochotę go zdzielić po głowie, dalej leżałam i cieszyłam się ciepłem, jakie dostarczało ciało Johana. Nagle zapomniałam, że ,,śpię" i położyłam swoją dłoń na jego, a on splótł razem nasze palce i mruknął z zadowoleniem jak kot. Po jakimś czasie usłyszałam jak chrapie. ,,Ale on szybko zasypia" przeleciało mi przez głowę, po czym sama zapadłam w sen...
Gdy się wreszcie obudziłam leżałam na Johanie. ,,Wtf...! Czemu do licha ja na nim leże!" przemknęło mi przez głowę, po czym zaczęłam się szarpać w jego uścisku, co go obudziło:
-Czego się tak szarpiesz.- Mruknął mi do ucha zaspanym głosem
-Puszczaj mnie!- Warknęłam dalej się szarpiąc, a on spełnił me życzenie, przez co wylądowałam z głośnym hukiem na podłodze
-Aaa!- Krzyknął wystraszony bardziej niż ja- Wszystko w porządku??- Wyskoczył z łóżka i już klęczał obok mnie
-Tak, wszystko ok.- Powiedziałam skołowana siedząc na zimnej podłodze i patrząc otępiale przed siebie
-Haalooo, Jenn...- Johan pomachał mi dłonią przed oczami, na co ja zareagowałam gwałtownym odsunięciem się od niego
-Co ty odwalasz?- Zapytałam
-To ja powinienem zapytać się ciebie.- Oznajmił chichrając się
-Baardzo śmieszne.- Popatrzyłam na niego jak na dziwaka i już wstawałam, gdy złapał mnie za dłoń i przyciągnął do siebie, tak że runęłam prosto na niego i przy okazji powaliłam go na plecy. Nasze twarze znalazły się wręcz niemożliwie blisko, tak blisko, że czułam jego oddech na moim policzku. Patrzyłam mu prosto w jego krystalicznie niebieskie oczy i nagle poczułam coś ciepłego na mym biodrze. Zrobiłam się cała czerwona i już chciała mu sie wyrwać, gdy objął mnie mocno i pocałował w czoło, po czym wypuścił...:
-Zbok.- Mruknęłam szorując miejsce, w które mnie pocałował i wstałam
-Kwiatuszek.- Zaśmiał się, a ja miałam ochotę go kopnąć w twarz
-Nie kwiatuszkuj mi tu! Od dzisiaj śpisz na dworze!- Zawyrokowałam
-Co??? Nie zrobisz mi tego.- Chichrał się nie dowierzając
-No to się przekonamy!- Rzekłam ostro i wyszłam z domku trzaskając głośno drzwiami.
Poszłam prosto do lasu. Tam zawsze znajdowałam spokój i ukojenie. Przechadzałam się miedzy drzewami i myślałam nad wszystkimi wspomnieniami związanymi z Johanem. Ciągle miałam przed oczami te wszystkie chwile, gdy byliśmy blisko siebie. To gdy się obejmowaliśmy, całowaliśmy, a nawet trzymaliśmy za ręce. Zastanawiałam się nad tym jak go traktuję... Wiem, że jestem dla niego okropna, ale jak to się mówi potocznie ,,me serce jest skute lodem" jako iż pochodzę z Norwegii jest to bardzo trafna metafora. Nie jestem przyzwyczajona do bliskości z innym człowiekiem. Co najwyżej od czasu do czasu razem z tatą obdarowywaliśmy się przytulasem, ale nic poza tym... Nie wiem, czy dalej udawać, że mnie on nie interesuje czy może wreszcie przełamać się i stworzyć z nim stały związek. Nie mam bladego pojęcia... Może jeszcze poczekam, niech się ze mną trochę pomęczy. Zobaczę jak bardzo mu na mnie zależy, a jeżeli nic się nie zmieni to zostaniemy parą. Wydaje mi się, że on chyba jest odpowiednim chłopakiem. Jest miły, zabawny, troskliwy, w stosunku do mnie delikatny, uroczy oraz cudowny. W sumie nie wiem co jest w nim takiego cudownego, ale chyba to, że ma do mnie taką anielską cierpliwość i determinację.
Nagle w mojej kieszeni zabrzęczał telefon. Dostałam SMSa:
-Ciekawe, któż się o mnie tak martwi.- Zapytałam sama siebie, po czym wyciągnęłam komórkę i sprawdziłam wiadomość:
,,Kiedy wracasz młoda? Bo nie wiem, czy zajmować twój pokój czy przenieść się do sypialni twojego taty. + chyba popsułam twojego tableta. Baw się dobrze :**"
-Tispe! (Suka!)- Wrzasnęłam- Jak mogła popsuć mojego tableta!!!- Byłam oburzona; szybko jej odpisałam, że jutro wracam do domu i lepiej, bym jej nie spotkała, bo wszystkie tipsy jej wyrwę...
Nic nie odpisała, co może oznaczać, że się wystraszyła i próbuje naprawić moją własność.
Teraz już byłam wnerwiona na maksa. Postanowiłam włączyć jakąś hard rockową piosenkę, a tak sie składało, że takową posiadałam na swym telefonie. Tak, mam na myśli słynną piosenkę zespołu Lordi ,,Hard Rock Hallelujah". Szłam przez las wsłuchując się w każdy instrument z osobna. Słyszałam jak Kita gra na perkusji, Amen i Ox zasuwają na swoich gitarach elektrycznych, a Ava na keyboardzie, ale to Mr. Lordi był najlepiej słyszalny ze wszystkich członków pięcioosobowego zespołu. Ich muzyka była jak symfonia dla moich uszu. Wszystko pięknie do siebie pasowało i tworzyło idealną dla mnie muzykę, którą mogłabym słuchać na okrągło oraz, która odzwierciedlała mój energiczny i trudny charakter.
Gdy piosenka sie skończyła włączyłam następny utwór zatytułowany ,,Who's Your Daddy?". Łaziłam sobie i podśpiewywałam, gdy nagle z kimś się zderzyłam i skołowana zrobiłam krok w tył. Przede mną stał Aiden:
-Uważaj jak łazisz.- Mruknął
-Sam uważaj!- Odparłam i już chciałam go wyminąć, gdy nagle się odezwał
-Jakiej ty w ogóle muzyki słuchasz? Uważaj, cukiereczku, bo zostaniesz opętana czy coś...- Na jego twarzy pojawił się wredny uśmieszek
-Ty już byłeś opętany od kołyski.- Odcięłam się, po czym wyminęłam go i z satysfakcją poszłam z powrotem do swojego domku. Po drodze wyłączyłam już swoją ,,dziką muzykę" i przekroczyłam próg swego lokum. Od razu wpadłam w objęcia Johana:
-Gdzieś ty była??- Zapytał zmartwionym głosem przytulając mnie do swojej klatki piersiowej tak mocno, że ledwo oddychałam
-Mmhyłam mha spapmmmhyerze- Zdołałam wykrztusić ostatkiem sił
-Co?- Nie zrozumiał i wypuścił mnie z objęć
-Ooo.- Odetchnęłam z ulgą łapczywie wciągając świeże powietrze do płuc- Wreszcie, weź sie chłopie ogarnij, bo nie dożyje siedemnastki. A wracając do tematu, to byłam na spacerze.- Oznajmiłam już normalnie oddychając
-Aaa, sorki.- Przeprosił uśmiechając się z zakłopotaniem
-Nic się nie stało, tylko jak się stęsknisz to przytulaj mnie delikatniej.- ,,Jest miły, zabawny, w stosunku do mnie DELIKATNY (...)" usłyszałam swój głos w głowie
-Dobrze, kotku.- Powiedział, a ja osłupiałam i się zaczerwieniłam
-K-kotku?- Powtórzyłam to słowo z urazą w głosie
-Nie podoba sie?
-Nie. Nie lubię kotów.- Odparłam oschle siadając na swoje łóżko i grzebiąc w plecaku
-Na serio? Jak można nie lubić tych małych, włochatych kuleczek...
-Kuleczek z pazurami i pchłami.- Poprawiłam go rozczesując przy tym włosy mym turkusowym grzebieniem
-Oj no daj spokój.- Próbował mnie przekonać
-Nie.- Obstawałam przy swoim nadal czesząc włosy
-No ok. To jak niby wolisz być nazywana?- Zapytał z lekką irytacją w głosie
-Jenn.- Odparłam automatycznie, z resztą jak zawsze, gdy ktokolwiek zadawał mi pytanie na ten temat
-Ale każdy sie tak do ciebie zwraca...- Powiedział zawiedziony
-I co w tym złego? Mi Jenn pasuje.- Odpowiedziałam nie rozumiejąc jego problemu
-Noo niby nic...-Dał za wygraną i zaczął jeść ciasteczka, które wyją ze swojej torby; popatrzyłam na niego (a właściwie na ciasteczka) i me oczy błysnęły.- No co?- Zapytał, gdy spostrzegł, że sie na niego gapię
-Aaa nic.- Wstałam ze swego łoża i usiadłam obok niego na jego łóżku. Oparłam swoją głowę na jego umięśnionym lewym ramieniu i westchnęłam patrząc w dalszym ciągu na ciasteczka
-Hmm?- Zamruczał skołowany i czerwony na twarzy z ciasteczkiem w ustach patrząc na mnie; pierwszy raz widziałam go jak się zarumienił
-Możesz do mnie mówić jak chcesz.- Zadeklarowałam szepcząc mu do ucha, a on jakby drgnął słysząc mój głos- Tylko daj mi te cholerne ciasteczko.- Dokończyłam już głośno
-Aa to o to chodzi.- Zaśmiał się- Bierz śmiało.
-Jesteś tego pewny? Bo jak wezmę to wszystko.- Ostrzegłam
-Ok. To daj mi chwilę.- Wyciągnął dwa ciasteczka z opakowania, a reszte oddał mi- Masz.
-Dziękuję.- Powiedziałam zdziwionym głosem i już miałam zjeść jedno, gdy poczułam coś ciepłego na moim prawy policzku. Pocałunek trwał zaledwie kilka sekund, a uszczęśliwił mnie bardziej niż cała ciężarówka ciasteczek. Gdy się ode mnie oderwał popatrzył na mnie z miłością i zjadł jedno ze swoich dwóch ciasteczek- Za to też dziękuję.- Uśmiechnęłam sie do niego delikatnie i wbiłam swe zęby w kruche ciasteczko...
Carrie
Po grze w podchody nie miałam już sił na nic. Najchętniej walnęłabym się na łóżko, jednakże wolałam uniknąć spotkania z Jeremym, bo czułabym się trochę nieswojo, mimo że miliard razy wyobrażałam sobie, jak to jest być dziewczyną Jeremy'ego, ale teraz boję się spędzić noc z nim w tym samym domku. Nawet jeśli wczoraj to zrobiłam, ale teraz myślę na trzeźwo i nie motają mną emocje.
Weszłam na chwilę do domku i zgarnęłam słuchawki i bluzę. Miałam zamiar przejść się, więc wolałam być przynajmniej w jakimś stopniu ubezpieczona, a poza tym słuchawki zawsze się przydają, bo raczej muzyki na fula w lesie nie puszczę. Jeszcze by mi brakowało wystraszenia zwierząt z całej okolicy.
Z racji, że robiło się ciemno i nie chciałam być poszukiwana w ciągu najbliższych kilku godzin, poinformowałam Katie i Taylora, że idę na spacer i nie wiem dokładnie o której wrócę. Oboje przystali na to, tylko że poprosili o to, aby za daleko się nie oddalać od obozu, bo mogę się zgubić i takie tam inne pierdoły.
Z wielka chęcią ruszyłam przed siebie ze słuchawkami w uszach, w których dudniła piosenka Nickelback "What are you waiting for?" . Z wielka przyjemnością słuchałam utworu i zastanawiałam się nad tym, co ja robię ze swoim życiem. Może i nie jestem ideałem, jednakże mogłabym bardziej po zastanawiać się nad tym, czego tak naprawdę chcę, bo z tego co się działo ostatnio można wywnioskować, że nie wiem czego naprawdę oczekuję od życia, samej siebie i mego otoczenia. Tyle razy prosiłam w duchu, aby jakiś fajny chłopak sie do mnie odezwał, ale gdy to się już działo, panikowałam i uciekałam jak zwykły tchórz bojący się własnego cienia. Cóż, taka prawda, byłam i wciąż jestem tchórzem i sądzę, że w najbliższym czasie to sie nie zmieni, bo za bardzo się wszystkiego boję. Jak to mama mówi: za dużo analizuję, a za mało się bawię i korzystam z życia. Możliwe, że ma rację, chociaż ciężko przyjąć do siebie taki fakt, który ujawnia jaka jesteś nudna i nijaka. Taka, że nikt nie chce się z tobą przyjaźnić, albo przyjaźń jest fałszywa. Niewielu ludzi w moim otoczeniu lubi mnie za to jaka jestem, bo większość to leci na kasę i znajomości w kosmetycznej branży, które zdobyłam przez mamę. Oczywiście, fajnie jest mieć zniżki na kosmetyki, ale czasme już cię to denerwuje, że ludzie są przy tobie tylko dlatego, że sami chcą coś zyskać na tym kim jestem i mówiąc kim mam na myśli Kim jesteś w świecie, gdzie kasa to główna rzecz do pozyskania przyjaciół i jakiś więzi z ludźmi.
Nagle coś się poruszyło w krzakach. Miałam już prawie serce w gardle, bo była dość póżna pora a ja nie miałam niczego, czym mogłabym się obronić przed jakimś dzikim zwierzęciem lub zboczeńcem, który chce mnie zgwałcić w krzakach. Ale na moje szczęście, lub nieszczęście, osobą, która wyszła z krzaków był...
- No, w końcu cie znalazłem. Wszędzie cie szukamy. - Oparł Aiden głosem bardzo zmartwionym, ale pełnym ulgi.
- Nie musieliście mnie szukać ani przyprawiać przy tym o zawał serca. Przecież mówiłam, że wrócę jeszcze dzisiaj i toż powiadomiłam Taylor'a i Kate o tym, że idę na spacer. - Odpowiedziałam niezbyt przejęta jego słowami.
- To co, ale poszłaś bez Jeremy;ego, więc wszyscy zaczęli się martwić, bo to on miał być twoim ochroniarzem i miał byc cały czas z tobą, ale gdy się okazało, że nie jesteście razem na tym spacerze od razu rozpoczęto poszukiwania.
- To kto mnie szuka?
- Ja i Jeremy, oczywiście. Reszta zakochanych gołąbeczków leży już w łóżkach lun też czeka na twe przybycie na wszelki wypadek.
- Aha... No to wracajmy. - Odrzekłam. - Albo wiesz co, ty idź a ja sobie jeszcze tutaj połaże. - Powiedziałam to od razu po tym, jak przypomniałam sobie o sytuacji z Jeremy'm.
- Wykluczone. Wracasz ze mną do obozu i koniec dyskusji.
- Nie jesteś moja matką żeby mi rozkazywać. - Rzuciłam.
- Może i nie, ale obiecałem twojemu ojcu, że będę się tobą opiekował i zamierzam dotrzymać słowa nawet jeśli miałbym cię przewiesić przez ramię i samodzielnie zanieść do obozu, zrobiłbym to.
- Skoro tak bardzo chcesz mnie pilnować, to chodź ze mną na spacer, bo ja nie zamierzam wracać teraz do obozu, czy ci się to podoba czy nie.
- Dobra, ale trzymaj się mnie, nie chcę cię drugi raz szukać jednego dnia.
- Raczej wieczora. - Zaśmiałam się najciszej jak potrafiłam, ale i tak zauważył i powiedział:
- Miło słyszeć jak się śmiejesz. - Najmniej spodziewałam sie tych słów z jego ust. Speszyłam się i dziękowałam Bogu, że nie może zobaczyć teraz dokładnie mojej twarzy, bo normalnie zabiłabym się, gdyby ją ujrzał.
Nie odezwałam się po jego słowach. Byłam cicho jak myszka i starałam się nie zwracać zbytniej jego uwagi, ale stała się rzecz niesamowita. Okrył mnie swoją kurtką i sam szedł dalej w niezbyt grubej koszulce.
- Weź ją, mi jest ciepło, a ty zaraz zamarzniesz. - Powiedział z troską w głosie. Chyba musiało coś się stać, bo zazwyczaj nie był tak szarmancki i miły dla mnie.
- Dziękuję, ale nie musisz tego robić. - Odparłam i próbowałam zdjąć z siebie kurtkę, która pachniała tak cudownie, a w dodatku dawała mi tyle ciepła, co mój ukochany kocyk do spania z misia, czyli duużo.
- Robić czego? - Zapytał.
- Noo być dla mnie miłym i tak dalej. Nie potrzebuję twojej łaski ani litości.
- Sądzisz, że robię to wszystko z litości? To sie grubo mylisz, bo robię to, dlatego że chcę, a nie dlatego że się lituję czy bóg wie jeszcze co.
- ... - Kompletnie nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć. Po prostu mnie zatkało.
- Gdybym się litował... - Kontynuował - To na pewno nie mówił do ciebie w ten sposób w jaki teraz mówię i na pewno nie myślałbym o tym, jak uchronić ciebie przed twoim pechem, który wkrótce przejdzie na mnie, bo dużo czasu przebywam w twoim towarzystwie.
- To wiele wyjaśnia. - Odpowiedziałam tylko tyle, bo chłopak stał się teraz bardzo refleksyjny i nie chciałam żeby zgubił wątek, gdyż miło sie go słuchało, chociaż było to zaskakujące.
- No nie. - Uśmiechnął się do mnie tak, że widziałam jego śnieżnobiałe zęby i dołeczki w policzkach, co nawet u chłopaków było urocze.
- Dobra, to może wracajmy jednak do obozu, bo robi się naprawdę zimno. - Zaproponowałam.
- Oki, no to chodźmy. - Odparł.
Czekała nas dość długa droga, bo zapuściliśmy się za terem obozu dość mocno. Szliśmy z włączoną latarką w telefonie i rozmawialiśmy o najprzeróżniejszych rzeczach i często się śmialiśmy, głównie z kawałów Aidena, ale i ja miałam swój wkład w rozbawieniu chłopaka, że aż mało nie płakał ze śmiechu. Opowiedziałam mu kilka bardzo ciekawych historii z mojego dzieciństwa, na których nie sposób było się nie śmiać. Często rewanżował się swoimi opowieściami, jednakże moje były nie do przebicia, bo byłam ciapowatym bachorkiem, który nie potrafił usiedzieć w jednym miejscu.
Nie minęło dużo czasu, a byliśmy już w punkcie docelowym naszej wycieczki. Stanęliśmy przed jeziorem, w którym odbijało się światło księżyca, które, nie powiem, stwarzało dość romantyczną atmosferę, a w dodatku niebo było pełne gwiazd, więc byłam ciekawa tego co zaraz miało się stać.
- No to chyba czas się pożegnać i życzyć słodkich snów, co? - Zagadnął Aiden. Słowa te wypłynęły z jego ust i ulotniły się niczym sen lub poranna rosa.
- No chyba tak. - Odrzekłam lekko zakłopotana, bo nigdy nie znalazłam sie w podobnej sytuacji, więc nie miałam zielonego pojęcia co mam mówić i robić.
- ...- Przez moment trwała cisza, a następnie słyszałam bicie serce chłopaka i czułam gorące, mimo niskiej temperatury, ciało przylegające do mojego.
Pozostaliśmy w ty,m stanie przez kilka pięknych minut. Było mi ciepło na sercu i pragnęłam się wciąż do niego przytulać, nie tylko dlatego że lubiłam się przytulać, ale dlatego że sprawiało mi to niemałą przyjemność, której żaden inny przytulas nie wywołał.
- No to dobranoc i słodkich snów. - Powiedział mi Aiden niemal do ucha, a ja odpowiedziałam praktycznie do jego klatki piersiowej:
- Dobranoc.
Chłopak wypuścił mnie z uścisku i zanim poszedł w stronę swojego domku, rzekł:
- Kurtkę oddasz mi jutro. - I mrugną do mnie, po czym odszedł. A ja poszłam w jego ślady i ruszyłam w stronę swojego domku, w którym spał już Jeremy.
Dzięki temu wieczorowi zrozumiałam, że Jeremy nie jest księciem z mojego snu...
wtorek, 16 sierpnia 2016
Rozdział 13 (Piątek)
Jenny
Rano obudził mnie budzik ustawiony w telefonie. Ledwo żywa wstałam i się ogarnęłam, po czym wzięłam plecak i opuściłam swój pokój. Zeszłam na dół do kuchni, lecz nikogo nie zastałam. ,,Dziwne" pomyślałam, po czym postanowiłam sprawdzić poszczególne pokoje. Najpierw zajrzałam do pokoju Johana i oczywiście zastałam w nim jego właściciela, który w pośpiechu pakował swój plecak:
-Gdzie wszyscy?- Zapytałam nagle
-Łaaaa!- Krzyknął i padł wystraszony na łóżko- Boże, Jenn, nie strasz mnie!- Powiedział to oddychając głośno i trzymając się za serce
-Ach, no tak. Przecież przy Jessice wyglądam jak upiór, zapomniałam, wybacz.- Mruknęłam poirytowana i wróciłam do kuchni.
-Ej no, Jenn. Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło!- Usłyszałam jego głos z góry, ale nic nie odpowiedziałam.
Właśnie przygotowywałam sobie śniadanie, gdy w mej kieszeni zabrzęczał telefon:
-Halo?- Zapytałam lekko zdenerwowana
-Jenn...- To była Jessica, zapewne przed chwilą wstała, gdyż mówiła zaspanym głosem
-Czego chcesz?
-Gdzie macie kawę?
-Zejdź na dół i wejdź do kuchni. Dokładnie w szafce na przeciwko lodówki, na drugiej półce od dołu.
-Spoko, dzięki.- Mruknęła i się rozłączyła. Cóż, jak mówiłam wcześniej. CZASAMI jest spoko i właśnie poranek się do tego ,,czasami" zalicza. Wsunęłam telefon z powrotem do kieszeni i powróciłam do przerwanej czynności. W końcu na dół zszedł Johan. Nie odezwał się do mnie ani słowem, co mogłam uznać za potencjalny foch. Strasznie irytowała mnie cisza, więc ją przerwałam:
-Nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie...
-Wieczorem Joachim bardzo źle się poczuł i musieli zawieźć go na pogotowie. Nadal nie wrócili, a Greta ma na dziesiątą.- Wytłumaczył spokojnym głosem robiąc sobie kanapkę do szkoły.
-Aha.- Tylko tyle powiedziałam i wyszłam na zewnątrz. Miałam jeszcze dziesięć minut do autobusu szkolnego, więc postanowiłam odwiedzić paskudę, póki jest nieprzytomna umysłowo i zanim się skapnie, że się nie lubimy.
Gdy weszłam do środka powędrowałam prosto do kuchni i zastałam w niej coś co bynajmniej nie przypominało Jessiki Hunter... Jej wygląd mogłabym porównać do Alice Cooper'a i Miley Cyrus razem wziętych:
-Cześć.- Przywitałam się ponuro
-Siemasz młoda.- Odpowiedziała mi wycierając oczy
-Niewyspana?- Zapytałam
-I to jak.- Ziewnęła
-Zrobić ci kanapkę?- Zaoferowałam
-Jeśli byś mogła...
-Z czym?
-A bo ja wiem...
-Mów szybko, bo zaraz muszę iść do szkoły.- Ponagliłam i powiedziała szybko z czym.
Po zrobieniu dla niej śniadania pożegnałam się wyszłam z domu na przystanek, na którym stał już Johan. Stanęłam oddalona od niego o dwa metry i razem poczekaliśmy w ciszy na autobus.
Gdy już wreszcie znalazłam się przed szkołą zerknęłam za siebie, by się upewnić, że mój ,,anioł stróż" jest tuż za mną. I tak na szczęście było. Już od przekroczenia progu szkoły poczułam się obserwowana. Wiedziałam, że ,,Lider" tak łatwo nie odpuści. Postanowiłam poczekać na Johana, jakoś tak przy nim zawsze czułam się bezpieczniej. Gdy zrównałam z nim krok zapytał zdziwiony:
-A co z zasadą numer 3, że mam sie trzymać od ciebie z daleka?
-To ja ustalam zasady.- Odpowiedziałam i chwilowo splotłam swoją dłoń z jego, a on sie zarumienił, co było takie słodkie...
-No ok.
-Tak więc, co teraz mamy?- Zadałam mu pytanie
-Ch-chyba matematyka.- Powiedział zdenerwowany trzymając mnie za rękę, którą po chwili zabrałam, by nie czuł się aż tak skrępowany
-Spoko.- Odrzekłam i poszłam przodem.
Usiadłam pod salą i nagle ktoś się potknął o moją nogę i jak długi walnął o podłogę
-Taylor! Wszystko w porządku?- Zerwałam się na równe nogi i pomogłam wstać chłopakowi
-O, hej Jenn. Tak, wszystko ok.- Odpowiedział lekko się krzywiąc z bólu
-Może lepiej chodź do pielęgniarki?- Zaproponowałam
-Nie! To znaczy, nie trzeba. Nic mi nie jest!- Odparł z uśmiechem
-Jesteś pewny?
-Tak. W stu procentach.- Zaśmiał się, a ja tylko posłałam mu ciepły uśmiech
-Będziesz dzisiaj na ognisku?
-A musze być?- Odpowiedział pytaniem
-Jak chcesz. Byłoby miło jakbyś wpadł.- Powiedziałam z tymże przekonaniem
-Nooo... Skoro chcesz bym przyszedł to będę.- Puścił mi oczko, a ja zachichotałam
-To miło.- Nagle zadzwonił dzwonek- W takim razie do zobaczenia na ognisku.- Pożegnałam się i weszłam do sali.
Ogólnie cały dzień szybko mi zleciał i nic ciekawego się nie stało. Noo może poza tym, że odstałam bardziej szczegółowe informacje odnośnie ogniska oraz ,,Lider" mnie zaczepił, lecz dzięki szybkiej reakcji Johana, odczepił się ode mnie, lecz nadal nie dawał mi spokoju pod względem obserwowania.
Po lekcjach pod szkołą ujrzałam krwistą toyotę raw:
-Johan!- Jęknęłam
-Spokojnie. Nie będzie tak źle.- Pocieszył mnie i lekko popchnął w kierunku samochodu, w którym siedziała Jessica.
Postanowiłam się przełamać i wsiadłam do pojazdu:
-Twój kolega z nami nie jedzie?- Zapytała
-Nie, ma kilka spraw do załatwienia.- Odparłam
-No dobra.- Rzekła- To gdzie tutaj jest szpital? Pokierujesz mnie?
-Jasne.- Wzruszyłam od niechcenia ramionami i tak właśnie zostałam bezprzewodowym GPS-em.
Gdy już znalazłyśmy się w szpitalu zaprowadziłam ją do sali, w której leżał mój tata:
-Cześć dziewczyny.- Przywitał się
-Hej, wujku.- Powitała go radośnie Jessica
-Cześć, tato.- Również się przywitałam, lecz Jessica skupiła na nim całą swoją uwagę
-Jak ci minęła podróż? Wyspałaś sie?
-Nie było najgorzej.- Podsumowała- A jak się czujesz?
-Już mi lepiej, dziękuję. Co u rodziców i dziadków?- Już zaczynała się standardowa pogadanka o rodzinie, więc pod pretekstem przygotowania się do ogniska opuściłam szpital sama, pomimo iż przybyłam do niego w towarzystwie tej maszkary.
W drodze do domu napisałam do Katie SMS-a z informacją odnośnie ogniska i zapytałam czy potrzebuje transport. Okazało się, że trafiłam w sedno, więc zapewniłam ją, że w pół do szóstej razem z Johanem zajedziemy po nią.
Gdy już znalazłam się w swoim pokoju, w tym prawdziwym, w moim domu zaczęłam gruntownie przeszukiwać szafę. Chciałam się ubrać w miarę ciepło, aczkolwiek ładnie. Powszechnie wiadomo, że jesienne noce bywają bardzo chłodne, więc wybrałam czarną i ocieplaną bluzę bejsbolówkę, rurki w kolorze moro oraz do połowy łydki skórzane glany. Do tego założyłam bransoletkę z ćwiekami oraz czarny wełniany komin na szyję. Już raz miałam chore gardło i nie chciałam przerabiać tego ponownie... Po wybraniu sobie stylizacji przeszłam do zrobienia sobie lekkiego makijażu i ponownego poczesania włosów. Następnie spakowałam plecak z niezbędnymi dla mnie rzeczami takimi jak: waciki i płyn do zmywania makijażu, grzebień, latarkę, śpiwór, poduszkę, koc, rozpałkę do grilla, ubrania na zmianę i jedzenie.
Po spakowaniu się poszłam do Johana, by sprawdzić czy również jest gotowy...
Carrie
Wstałam z łóżka w bardzo dobrym humorze, chociaż byłam lekko poddenerwowana i podekscytowana dzisiejszym wieczorem, jednakże się go odrobinę obawiałam. Nie miałam zielonego pojęcia co tam się stanie i jak to wszystko będzie wyglądało. Nie byłam na takim wyjeździe z przyjaciółmi i księciem z bajki od... od nie pamiętam kiedy. W każdym bądź razie, zdążyło tyle czasu upłynąć, abym na nowo zaczęła się takich wyjazdów obawiać. Jasne, jeździłam na wycieczki i to z całą klasą oraz zawsze miałam przy sobie Jenn, ale ten wyjazd będzie inny, bo tym razem miałam spędzać czas w mniej obszernym gronie no i w dodatku z Jeremym, który jest spełnieniem moich najskrytszych marzeń.
Rodziców nie było w domu, co oznaczało, że muszę sama sobie zrobić pierwsze i drugie śniadanie, czyli sama przyjemność. Nie przeszkadzało mi to, wręcz mnie to odprężało, bo miałam świadomość tego, że im więcej mam zajęć to, tym mniej się denerwuję, bo mniej o tym myślę, gdyż nie mam na to czasu.
Wybrałam się tradycyjnie do szkoły i czekałam na dźwięk klaksonu samochodu Aiden'a, bo to on miał mnie dzisiaj zawieźć. Powoli zaczynałam przyzwyczajać się do jego towarzystwa, jednak wciąż mnie strasznie irytował i denerwował, ale od czasu do czasu dało się zanim pogadać jak z normalnym człowiekiem, jednakże on nigdy normalnym człowiekiem nie będzie, dla mnie był jak obcy nie z tej planety. Po pierwsze, nie można mieć takiego wyglądu w genach, no błagam, kim była jego matka, że wyrósł na takie ciacho, bo raczej wyglądu zewnętrznego nie odziedziczył po ojcu. Przynajmniej tak mi się wydaje, ale jestem pewna jednego, jego matka musiała być modelką kosmitką, bo normalni ludzie nie są tacy piękni, nie prezentują się jak anioły. Taki dla mnie był, ale tylko z wyglądu, był aniołem, a może nawet samym bogiem, jednakże moje serce preferowało urodę Jeremy'ego i jego charakter oczywiście. Jak to mówią, nie oceniaj książki po okładce, tylko że ja stosuję te mądre słowa w życiu codziennym i niekoniecznie dotyczą one książek, bo tak się składa, że po tym jak ocenię okładkę, taką książka jest. Czasem okładka jest cudowna, tak samo jak książka, ale zdarzają sie przypadki, w których jest na odwrót. Okładka jest paskudna, tak samo jak treść zawarta na stronach powieści.
Gdy usłyszałam znajomy dźwięk, wyszłam z domu i go zamknęłam. Ruszyłam w stronę samochodu chłopaka, gdy nagle coś sobie przypomniałam. Nie wzięłam telefonu! Jasna cholera, jak ja sobie poradzę przez pół dnia bez ukochanej muzyki. Tak więc szybko wróciłam sie do domu po zapomnianą rzecz,a następnie wsiadłam do aut Aiden'a.
- Stchórzyłaś? - Znów powitał mnie stary Aiden, z którym miałam do czynienia przez większą część mojego nudnego życia.
- Nie, zapomniałam telefonu. - Wskazałam na przedmiot, który trzymałam w prawej ręce.
- Jasne, nie taki wymówki słyszałem. - Odezwał się lekceważąco.
- O co ci chodzi? - Wyparowałam, bo naprawdę nie miałam pojęcia o co mu biega. - Albo wiesz co, chyba jednak doszłam co jest z tobą nie tak.
- Jestem zbyt cudowny? - Powrócił na stałe stary egoistyczny i zapatrzony w siebie dupek, którego jednocześnie nie cierpiałam i chyba nawet zaczynałam lubić.
- Skoro ty jesteś zbyt cudowny, to ja jestem zbyt piękna.
- I tu się z tobą zgodzę. Jesteś zbyt piękna, jak na licealistkę, może jesteś zjawą?
- Nie pogrywaj sobie ze mną, bo źle na tym wyjdziesz, dupku.
- Oo, poszerzamy słownictwo. No to teraz moja kolej? - Pytał się, jakby to była jakaś gra. - No dobra, to może nazwiemy ciebie Ślicznotką, albo nie, Królową. Taaak, Królowa będzie idealna.
- Drań.
- Nie pasuje ci Królowa? No to może lepsze będzie Kotek?
- Zamknij się. - Warknęłam.
- Dobra, Kotek zostaje.
- Nie waż się mnie tak nazywać!
- Nie denerwuj się, kotek, bo jeszcze sobie coś zrobisz. - Poprzestałam na nieodzywaniu się do niego, a on to wyjątkowo uszanował. Wiem, że spędzę ten weekend w jego i moich przyjaciół towarzystwie, więc wolałam się więcej nie obrażać, do końca tego tygodnia. Mam tylko nadzieję, że nie będzie nazywał mnie "Kotek" przy ludziach. To byłoby takie żenujące i krępujące, że już się boję tego, co może się wydarzyć w niedalekiej przyszłości.
Jenny
Kiedy weszłam na posesję naszych sąsiadów dostrzegłam ich samochód, co oznaczało, że rodzice Johana i Joachim już wrócili. Kulturalnie zapukałam, a drzwi otworzyła mi Greta:
-Hej, jest Johan?
-Jasne, wchodź.- Odparła i wpuściła mnie do środka.
Weszłam na górę i zajrzałam do pokoju chłopaka. Akurat pakował swój ekwipunek, gdy mu przerwałam:
-I jak ci idą przygotowania?
-Łaa. Kobieto, ty chcesz, bym na zawał zszedł?- Zapytał wystraszony chłopak
-Wybacz, ale trudno było mi się powstrzymać.- Zaśmiałam się, na co odpowiedział mi uśmiechem i powrócił do przerwanej czynności
-Jak ma się Joachim?- Zapytałam
-Joachim? Całkiem nieźle, jak chcesz możesz do niego zajść.- Odpowiedział, a ja odwiedziłam jego młodszego brata. Akurat spał, więc postanowiłam zabrać swoje klamoty z pokoju gościnnego.
Gdy już wszystko pozbierałam, zabrałam swe rzeczy do swojego domu i ponownie wróciłam, by poczekać na Johana. Już zbliżała się piąta, gdy w końcu usłyszałam głos chłopaka:
-Już schodzę!
-Spoko.- Odkrzyknęłam i dalej czekałam, tylko że w kuchni. Po kilku sekundach chłopak stał obok mnie
-Gotowa?
-Oczywiście.- Odparłam z uśmiechem
-Nie jesteś głodna?
-Raczej nie...
-Masz.- Podał mi snickers'a
-Chcesz mnie utuczyć?- Zapytałam udając obrażony ton
-Oczywiście, że tak. Będzie więcej do kochania...- Rzekł i przytulił się do mnie od tyłu, na co zareagowałam lekkim kopniakiem; mimo iż robił to dosyć często nadal nie byłam przyzwyczajona...
-Może już chodźmy?- Zaproponowałam
-A która godzina?- Odpowiedział pytaniem
-Już po piątej...
-A no tak, masz rację. Jeszcze musimy zajechać po Katie, a zaraz zaczną się korki. Poczekaj na chwilę przed domem, ok?
-Ok.- Wyszłam na dwór, gdzie powoli zachodziło już słońce i wiał zimny wiatr- Ładna mi pogoda na ognisko...- Mruknęłam i po chwili z budynku wyszedł Johan ze swoim plecakiem.
-No wsiadaj.- Nakazał
-Niby gdzie?
-No do samochodu. Tata nam go pożyczył.- Wytłumaczył szybko pakując swoją torbę na tylne siedzenie jeep'a.
-Aha, spoko.- Odparłam podając mu mój bagaż i wsiadając na miejsce pasażera.
-Jak chcesz możesz ustawić radio jak chcesz.- Powiedział wsiadając na miejsce kierowcy i zapinając pasy
-Nie, nie trzeba.- Odrzekłam wyciągając telefon z kieszeni i włączając piosenkę zespołu Lordi ,,Devil's Lullaby".
-Serio?- Zapytał błagalnym głosem, a natomiast ja zaczęłam śpiewać jak opętana, udając przy tym, że albo gram na gitarze elektrycznej lub na perkusji.
Przez cały pobyt w samochodzie zdołaliśmy przesłuchać moją playlistę tego zespołu, więc włączyłam ,,lżejsze klimaty" czyli Skillet ,,Hero".
-Noo, to już lepsze.- Przyznał mi rację chłopak i razem zaczęliśmy śpiewać co było dosyć przyjemne.
W końcu przyjechaliśmy pod szpital ( tam kazała nam zaczekać Katie) i ujrzeliśmy naszą koleżanką z klasy. Stała z plecakiem przed wejściem do szpitala i się rozglądała na wszystkie strony:
-Hej, Katie!- Krzyknęłam i zauważyła mnie, po czym podeszła do samochodu
-Cześć.- Przywitała się, a Johan pomachał do niej ręką
-Wsiadaj.- Nakazałam, a ona usiadła na tylnym siedzeniu za mną- Długo czekałaś?- Zapytałam po kilku minutach jazdy
-Niee. Odwiedzałam ciocię, więc...- Odparła uśmiechając się
-A nie przeszkadzało by ci to, jakby Jenn puściła rock'a?- Zapytał się jej Johan
-Nie, nie, możecie puszczać co chcecie, ja się dostosuję.- Powiedziała szybko
-No ok.- Przytaknęłam, po czym włączyłam piosenkę ,,Say Goodbye" i zaczęłam ją śpiewać a capella:
,,Things are changing
It seems strange and
I need to figure this out
You've got your life
I got mine
But you're all I cared about
Yesterday we were laughing
Today I'm left here asking
Where has all the time gone now
I'm left alone somehow
Growing up and getting older
I don't want to believe it's over
Don't say goodbye
Cause I don't wanna hear those words tonight
Cause maybe it's not the end for you and I
And although we knew
This time would come for me and you
Don't say anything tonight
If you're gonna say goodbye
Do you remember
In December
How we swore we'd never change
Even though you're leaving
That our feelings
Would always stay the same
I wish we could be laughing
Instead I'm standing here asking
Do we have to end this now
Can we make it last somehow
We both know what we've gotta say, not today
Cause I don't wanna leave this way
Don't say goodbye
Cause I don't wanna hear those words tonight
Cause maybe it's not the end for you and I
And although we knew
This time would come for me and you
Don't say anything tonight
If you're gonna say goodbye
And if it's over
It hurts but I'm giving you my word
I hope that you're always
Happy like we were
Happy like we wereDon't say goodbye
Cause I don't wanna hear those words tonight
Cause maybe it's not the end for you and I
And although we knew
This time would come for me and you
Don't say anything tonight
If you're gonna say goodbye
Yesterday we were laughing (if you're gonna say goodbye)
Today I'm left here asking (if you're gonna say goodbye)
And although we knew this time would come for me and you
Don't say anything tonight
If you're gonna say goodbye..."
-Brawo!- Usłyszałam za sobą głos Katie i oklaski
-Dzięki.- Powiedziałam nieśmiało i poprawiłam pas
-Czemu nie chodzisz na chór, skoro lubisz śpiewać?- Zapytał mnie Johan
-Bo...- Szukałam wymówki- Bo nie mogę. Nie mam czasu, a poza tym wolę śpiewać takie piosenki jak te, a nie jakieś ,,Panie Janie"...- Wytłumaczyłam się
-Ale na chórze nie ma ,,Panie Janie"- Powiedziała Katie
-A skąd niby to wiesz?- Zapytałam podejrzliwie
-Noo. Kiedyś ciocia zapisała mnie na chór i śpiewaliśmy jakieś inne piosenki.- Wytłumaczyła spokojnie
-Spoko.- Odrzekłam i puściłam kolejną piosenkę.
Przez resztę drogi rozmawialiśmy o wielkim talencie wokalnym John'a Cooper'a- wokalisty mojego ulubionego zespołu (czyli Skillet) i śpiewaliśmy piosenki.
Gdy wreszcie dojechaliśmy na miejsce, jako pierwszy powitał nas Jeremy:
-Jak miło, że już jesteście!- Zawołał radośnie- Śmiało wysiadajcie i chodźcie do domków.
-Jakich domków?- Zapytałam
-No,bo tutaj są domki, ale tylko dwu osobowe...
-Aaa, ok. A tak w ogóle czyja to działka?- Znów zapytałam
-Należy do naszego dziadka. Latem tłumy turystów tu przyjeżdżają i je wynajmują...- Nie dokończył, gdyż na posesję wtoczył się sportowy samochód- Oo, Aiden przyjechał.
-Super.- Mruknęłam; nie lubiłam typa, ale i tak przyszłam tutaj z powodu Katie i Taylora, a poza tym w mym domu grasowała Godzilla, więc już wolałam towarzystwo Heavens'a niż Jessiki...
Carrie
Gdy w końcu wróciłam do domu po długim dniu w szkole, chciałam zaśpiewać Alleluja ze szczęścia. Nie mogłam się doczekać tego, aż zasiądę za kierownicę cudownego autka mamci, które dała mi do dyspozycji. Ten weekend to będą same wiekopomne chwile, coś tak przeczuwam. Może w końcu uda mi sie coś większego wskórać w sprawie Jeremy'ego, tak bardzo bym chciała ażeby do czegoś między nami doszło. Może nie znałam go zbyt długo, jednakże moje serce zna go wystarczająco dobrze, by mieć chęć pocałowania go w te jego cudownego pociągające usta, o których śniłam już od kilku nocy.
Wlazłam biegiem na górę i zabrałam się jak najszybciej za lekcje, aby nie mieć nic na weekend i to jeszcze gdy mnie nie będzie. Wolałam mieć już z głowy prace domową, więc zaczęłam biegusiem odrabiać matmę, angielski i historię. Po skończeniu wykonywania tegoż nudnego zajęcia, wzięłam prysznic i przebrałam sie w miarę ciepłe ciuchy, czyli śliczny i bardzo wygodny czarny sweter z lekkim dekoltem, czarne rurki i moje air maxy, które uwielbiałam prawie tak samo jak conversy. Zrobiłam lekki makijaż, bo nie uśmiechało mi się wstawać z rozmazaną całą twarzą, gdybym zapomniała go zmyć. Po tym jak poradziłam sobie z ogarnięciem obecnego wyglądu, postanowiłam spakować torbę na dzień jutrzejszy oraz jeszcze kolejny. Wsadziłam do torby dwa dosyć cieplutkie sweterki, grube skarpetki do spania i piżamę, którą tworzyła duża bluzka i spodenki. Mimo że spałam w grubych skarpetkach, to nie wyobrażałam sobie snu w jakiś długich spodniach od dresu albo coś, po prostu w spodenkach spało mi się najlepiej, no prawie, gdy nie chciało mi się ich wkładać to spałam w majtkach, bo były dość podobne strukturalnie do dolnej części mej piżamy.
Zabrałam z mej osobistej łazienki kosmetyczkę i schowałam ją do mej torby podróżnej, nie odczuwałam potrzeby wsadzania jeszcze czegoś do kosmetyczki, bo tam znajdowały się podstawowe rzeczy do przetrwania, czyli kosmetyki, szczotka i środki czystości. Oczywiście poza kosmetyczką wyniosłam z łazienki duży ręcznik, który ładnie poskładałam, a następnie włożyłam go do zestawu przedmiotów na weekend.
Gdy poczułam, że mam już wszystko, zeszłam na dół coś przekąsić, bo umierałam z głodu. Tak więc wyjęłam z zamrażalnika familijną pizzę i przekroiłam ją cudem na pół, a później wstawiłam do pieczenia. Lubiłam szybkie rozwiązania, gdy mój brzuch upominał sie o pożywienie.
Mój posiłek bł już gotowy, więc postanowiłam go skonsumować jak najszybciej, bo po pierwsze - musiałam się pospieszyć, jeśli chciałam zajechać na miejsce przed zachodem słońca, a po drugie - nie cierpiałam zimnego żarcia, poza jedzeniem, które je sie tylko na zimno. Wszystko co gorące o tej porze roku, jest najlepsze. Jesień jest okrutna i jej nie lubiłam, bo zawsze było zimno im bliżej zimy, więc z tego wynika, że jeszcze muszę sobie trochę poczekać nim poopalam się na plaży w świetle słoneczka i popływam w wodzie.
Zabrałam wszystkie swoje graty z góry i posprawdzałam czy wszystko wyłączyłam, bo nie chciałam tu żadnego pożaru, gdy pojadę nad jezioro w wyczekany weekend.
Jenny
Po jakimś czasie samochodem swojej mamy dołączyła do nas moja przyjaciółka Carrie. Chyba nie muszę ukrywać, jaką miałam radochę ze zdziwionej miny Aiden'a na widok wysiadającej z miejsca dla kierowcy Carrie.
-No to jesteśmy w komplecie.- Oznajmił zadowolony Jeremy, gdy wszyscy się wokół niego zebrali- Możecie wybrać sobie pokoje, chociaż pozwólcie, że was podzielę.- Uśmiechnął się łobuzersko z błyskiem w oku, co zapowiadało, że szykował jakąś niespodziankę, która niekoniecznie mogłaby się nam spodobać.- Jak, iż jest nas siedmioro, w tym trzy przedstawicielki płci pięknej, proponuję, aby każda z dziewcząt wybrała sobie ,,obrońcę"...- Nie dokończył bo mu przerwałyśmy
-Co???- Krzyknęłyśmy równocześnie ja i Carrie
-Coś ty jarał?!- Zapytałam
-Nic, po prostu wieczorami jest tutaj niezbyt bezpiecznie bez stróża...- Spojrzał za siebie upewniając, że nikogo za nim nie ma- Tak więc moje drogie panie, wybierajcie, a jak nie to sam wam przydzielę chłopaków.- Zaśmiał się, a ja miałam ochotę go udusić gołymi rękami
-Dobra.- Wreszcie się odezwałam- Ja wybieram...- Miałam niemały dylemat, ale uznałam ostatecznie, że tak będzie najlepiej-... Johana.- Westchnęłam, a chłopak głośno chrząknął jakby ze zdziwienia zakrztusił się śliną
-No i świetnie. Wiedziałem Jenn, że zrobisz pierwszy krok. Łap kluczyk do waszego domku.- Powiedział to wręczając mi klucz -No to kto dalej?- I znów zapadła cisza
-M-może ja...- Pisnęła zarówno cicho jak i nieśmiało Katie; wiedziałam ile ją to kosztuje, wystarczyło spojrzeć na jej karmazynową twarz i trzęsące się ręce
-Wybieraj śmiało.- Zachęcał ją Jeremy, co wcale jej nie pomagało
-N-no too...- Zacisnęła swoje delikatne ręce w pięści i powiedziała w miarę głośno- Taylor.- Nawet ja się zdziwiłam; cóż, osobiście uważam, że tak było dla niej najlepiej, dlatego wybrałam Johana...
-No to została nam Carrie.- Uśmiechnął się ciepło Jeremy w stronę mej przyjaciółki- To co, Aiden? Walka na miecze? Kto wypije więcej piwa?- Zaśmiał się gospodarz.
-A może losowanie?- Zaproponowała Carrie.
-Dobry pomysł!- Zauważyłam i wyciągnęłam z kieszeni monetę- Kto zgadnie w której ręce mam pieniążek, ten śpi z Carrie... Znaczy się dzieli z nią pokój.- Szybko się poprawiłam pod presją wywieraną przez pełne wrogości oczy Carrie, które szybko wróciły do normalności; czasami była straszna...
-Dobra.- Powiedzieli równocześnie, a ja schowałam ręce za siebie i zaczęłam przerzucać monetę z ręki do ręki.
-No, wybierajcie.- Oznajmiłam
-Prawa!- Odpowiedzieli równocześnie
-Zdecydujcie się.- Ponaglił Johan
-Ja biorę prawą.- Odpowiedział zdecydowanie Aiden (jak to miał w zwyczaju)
-To ja lewą.- Ustąpił Jeremy, wiedział, że nie warto się z nim spierać, bo i tak postawiłby na swoim...
-Więc, z Carrie zamieszka...- Zrobiłam teatralną pauzę, aby zwiększyć ich ciekawość-...Jeremy!- Oznajmiłam z radością w głosie, a chłopak uśmiechnął się, po czym przytulił do siebie Carrie i szepnął jej coś na ucho; co? nie wiem, na pewno coś w stylu ,,Dzisiejszej nocy to ja będę cię bronił, My Princess" lub coś podobnego...
W każdym razie, przez cały wieczór dziewczyny trzymały się swoich ,,ochroniarzy" (łącznie z Katie, co mnie bardzo dziwiło). Troche pośpiewaliśmy, co bardziej przypominało wycie zranionego jelenia, zjedliśmy kiełbaski, kilka osób wypiło po puszce piwa. Akurat ja nie miałam ochoty, więc pozostałam trzeźwa, w sumie tak jak dziewczyny. Gdy zbliżała się już pierwsza w nocy wszystkim zachciało się spać, więc postanowiliśmy rozejść się do swych domków, lecz zanim to nastąpiło, ustaliliśmy, że zostaniemy tu dłużej....
Carrie
Wraz z Jeremy'm weszłam do domku, w którym było tak ciepło, że miałam ochotę zdjąć kilka warstw ubrań z siebie, jednakże zaprzestałam tego, ponieważ miałam towarzystwo, a nie chciałam dla nieco wydawać się łatwa i nie chciałam żeby pomyślał, że już chcę wskoczyć mu do łóżka lub jeszcze Bóg wie co.
- Zmęczona? - Zapytał mnie Jeremy, gdy ściągną koszulkę. Był to oszałamiający widok, bo jego pierś była cudownie wyrzeźbiona i po prostu smakowita, tak jak na mnie przystało.
- Nie, a ty?- Odpowiedziałam, gdy poczułam, że się lekko rumienię.
- Wcale. - Odpowiedział - Może coś porobimy? - Zapytał po chwili ciszy, która sie wkradła w naszą rozmowę. Wyglądał na odrobinę spiętego, tak jakby się obawiał spędzania czasu ze mną.
- A co proponujesz, My Prince? - Odezwałam się pokrótce.
- No nie wiem, co powiesz na pooglądanie filmów?
- Jak dla mnie bomba, ale nie mam laptopa ze sobą. - Wspomniałam.
- Nic nie szkodzi, ja mam. - Wyjął laptop z plecaka i położył go na swoim łóżku, które było po prawej stronie pokoju, ja wolałam spać po lewej.
- Zawsze jesteś tak przygotowany? - Zadałam pytanie, gdy zauważyłam, że wyjmuje z plecaka żelki, czekoladę i colę.
- Nie zawsze, ale miałem tym razem pewne przeczucie, które mnie do tej pory nie zawiodło. - Odpowiedział tak, że poczułam chęć zadania kolejnego pytania. Aż mknie korciło.
- A masz może jakieś przeczucia co do reszty tego wieczoru? - Dopytywałam się zaciekle.
- Może mam, może nie, ale na pewno ci bym ich nie zdradził, jeślibym je miał. - Orzekł.
- A to czemu? - Pytałam się i pytałam.
- Bo bałbym się, że to wszystko zniszczy między nami, a dopiero się zaczęło, a poza tym nie chcę się śpieszyć.
- Czemu sądzisz, że to wpłynie na naszą relację?
- Po prostu to wiem, nie pytaj się mnie więcej o to. - Poprosił.
- Okej, jak chcesz, chciałam z tobą tylko porozmawiać, ale widzę, że z tego nici jak i z oglądania filmu. - Powiedziałam i wyszłam na dwór się przewietrzyć.
O matko, wyszłam na idiotkę! - Pomyślałam.
Szłam przed siebie rozwścieczona na swą osobę i w sumie też Jeremy'ego. Niepotrzebnie zaczęłam się z nim kłócić. Chyba zaprzepaściłam jakąkolwiek szansę na związek z nim. O matko! Chcę umrzeć!
Nagle poczułam coś ciepłego i silnego na dłoni. To była męska dłoń.
Obróciłam się wokół własnej osi i poczułam coś gorącego na swych ustach. Na początku nie wiedziałam co to, bo byłam w szoku, ale po chwili dowiedziałam się skąd pochodzi ciepło. Jego źródłem były wargi Jeremy'ego.
Po chwili usta Jeremy'ego oderwały się od moich, jednakże nadal czułam na swych wargach jego oddech, i powiedział:
- Nigdy więcej ode mnie nie uciekaj.
Poczułam ogrom ciepła w swoim ciele i dopiero zjarzyłam się, że Jeremy wyszedł na dwór bez jakiegokolwiek okrycia. Aż zaczęłam się rumienić pod wpływem tego niezwykłego widoku, który rozpalał moje wszystkie zmysły. Odwróciłam wzrok i już miałam zacząć patrzeć na podłoże, ale powstrzymała mnie przed tym wielka dłoń chłopaka, która chwyciła mój podbródek i lekko go uniosła.
Z wielkim trudem przełknęłam ślinę i oddychałam. Można by powiedzieć, że postać Jeremy'ego zapierała mi dech w piersiach.
- Weź głęboki wdech, a potem wydech. - Powtarzał te słowa, aż mój oddech wrócił do normy - Miło wiedzieć, że przeze mnie nie dasz rady oddychać. - Po tych słowach uśmiechnął się szeroko.
- Dzięki. - Tylko tyle zdołałam z siebie wydusić.
- Wracajmy do domku, bo jeszcze sie przeziębisz. - Powiedział po minucie ciszy.
- Kto tu niby się przeziębi, przecież to ty łazisz prawie na golasa po podwórku w taki mróz.
- Tak, ale mi jest gorąco, a ty dygoczesz z zimna.
- Skąd ten pomysł, że to z zimna? - Odparłam.
- Czy ty coś tu insynuujesz? - Zapytał.
- Nieee, wcaaale. - Przeciągałam.
- Niech ci będzie, My Princess. - Na pewno uległ memu urokowi osobistemu.
- Dziękuję, My Prince.
Wróciliśmy do domu i postanowiliśmy w końcu obejrzeć film. Padło na Szybkich i Wściekłych. Bardzo lubiłam ten film, więc nie miałam oporów co do niego.
Ułożyliśmy się wygodnie na moim łóżku, ja oczywiście leżałam na jego klacie i od czasu do czasu wsłuchiwałam się w rytm bicia jego serca. Był to piękny dźwięk, który mogłam słuchać po kres swoich dni, ale cóż, nie było mi to przeznaczone, mimo iż on był dla mnie teraz całym moim światem. Przynajmniej tak czułam, ale byłam ciekaw co on o mnie myśli.
Czy mu się podobam? Czy mnie kocha? Czy chciałby ze mną być?
Tyle pytań, a tam mało czasu, aby uzyskać odpowiedzi, które mam ochotę usłyszeć. Całą swoją duszą i całym swoim sercem chcę z nim być, chcę go wspierać, przytulać się do niego, być ostatnią osobą, o której myśli przed zaśnięciem i pierwszą, o której myśli, gdy wstaje. Tyle rzeczy chciałabym zrobić, tyle chciałabym dla niego znaczyć lecz to tylko puste i nieważne marzenia, które nigdy się nie spełnią, bo nigdy nie będę dość dobra dla niego. Nigdy nie będę dla niego najważniejszą osobą w życiu, nigdy nie będzie mnie kochał tak jak ja jego, nigdy nie będzie w stanie pojąc ogromu mej miłości, której do niego żywię i której najchętniej bym się wyzbyła, bo jest bolesna, jednakże też chciałabym ją zachować, bo przypomina mi o nim i o tym, że potrafię kochać i o tym, że można mieć marzenia, nawet jeśli się nigdy nie spełnią.
Powoli podążałam w stronę objęć Morfeusza, jednakże powstrzymywałam się przed zaśnięciem, mimo że otaczały mi kojące ramiona Jeremy'ego, który już dawno zasnął. Ale ja chciałam na niego popatrzeć. Miałam przed sobą przepiękny widok śpiącego chłopaka, którego darzyłam miłością, którą puściłabym w niepamięć, gdyby nie płynęła prosto do serca Jeremy'ego. On tak spał nieświadomy niczego, nieświadom tego, że go kocham jak nikogo innego. I w końcu ja uległam, zasnęłam i zaczęłam śnić o nim, o moim Księciu.
Jenny
Kiedy wreszcie padłam na łóżko na brzuch, westchnęłam ciężko i już miałam zasypiać, gdy nagle coś mnie przygniotło:
-Johan, zabieraj swoje sadło, bo mnie wgniatasz w łóżko.- Jęknęłam zmęczona
-Oj tam, przynajmniej mam pewność, że nic ci sie nie stanie...- Mruknął wtulając swoją twarz w moje włosy; jak ja tego nienawidziłam, ale na swój sposób kochałam, taka miłość-nienawiść
-Zaraz ci się stanie, jak mi się cycki zrobią płaskie,- Zagroziłam i spróbowałam się podnieść, co mi się w jednej setnej udało, lecz po chwili z powrotem padłam jak martwa.- Złaaaaaź ze mnie.- Jęknęłam żałośnie, chciałam już zdjąć bejsbolówkę i komin, bo gorąco mi się robiło
-No dobra, ale coś w zamian.- Mruknął mi do ucha
-Ok, byle byś ze mnie zlazł.- Odparłam i wreszcie poczułam się lżej. Powoli się podniosłam i usiadłam na łóżku. Johan stał przede mną roznegliżowany (w samych bokserkach), nie wiedziałam nawet kiedy się rozebrał... Noo w każdym razie poczułam, że się nieźle rumienię oraz, że wstaję i jak zahipnotyzowana delikatnie opuszkami palców przejeżdżam po jego klatce piersiowej i mięśniach brzucha. Faktem było to, że również posiadałam kaloryfer, lecz delikatny, a poza tym on był bardziej umięśniony... Jego skóra w dotyku była taka miękka i rozżarzona niczym gorące węgle. W końcu udało mi się wyrwać z transu i wbrew sobie zadarłam głowę do góry i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechał się i to w taki sposób, że mógł roztopić mi tym uśmiechem serce. Nagle poczułam jego dłoń na moim policzku. Była tak duża, że praktycznie mógł nią objąć pół mojej głowy. Swoją dłoń położyłam na jego i tak staliśmy wpatrując się sobie w oczy. W końcu popchnęłam go na swoje łóżko, po czym zdjęłam swe okrycie wierzchnie oraz buty i zbliżyłam się do niego na tyle blisko, by nasze twarze znajdowały się niebezpiecznie blisko:
-Czyżby gra wstępna?- Zapytał unosząc brew; już wiem czemu to tak bardzo irytowało Carrie...
-Przymknij się i całuj mnie.- Nakazałam uśmiechając się łobuzersko, a on delikatnie ujął mą twarz i pocałował mnie. Najpierw raz-delikatnie i nie śmiało, później drugi- bardziej pewnie i trzeci- namiętnie, czasami nawet brutalnie. Nagle wywalił mnie na łóżko i pochylał się nade mną. Znów przypomniał mi się moment, gdy go po raz pierwszy pocałowałam, tylko że tym razem miało być inaczej, a przynajmniej tak sobie postanowiłam. Być odważną i otwartą...
Chłopak uśmiechał się zadowolony, z ja poczułam się bardzo zmęczona:
-Dobra, już wystarczy tego dobrego. Złaź ze mnie i idź spać.- Powiedziałam to i przekręciłam się na bok zamykając oczy
-No co ty!- Zaprotestował żywiołowo- Przed chwilą mnie rozpaliłaś, więc...
-Oooo nie!- Przerwałam mu- Nie będę się z tobą pieprzyć!
-Nieeee! To nie o to chodzi! Wy, kobiety, macie o nas mniemanie, że mężczyźni to zboczeńcy i szowinistyczne świnie, ale my tak na prawdę też potrzebujemy czułości i miłości, tak jak wy.- Odparł górując nade mną i robiąc oburzoną minę
-Yhym, ciekawe.- Odparłam przewracając się znów na plecy i patrząc w jego krystalicznie czyste błękitne oczy; wiedziałam, że to go zirytuje- A wiesz, że jesteś podpity?
-Czyżbyś mi nie wierzyła?- Zapytał unosząc brew
-Ani trochę.- Wyszczerzyłam zęby
-No to patrz.- Powiedział, po czym zlazł znade mnie i położył się obok, obejmując mnie. Następnie wtulił w me włosy swoją twarz i tak ze mną leżał. Czułam się trochę jak w objęciach misia grizzly. Było mi ciepło, miękko, a przede wszystkim miałam poczucie całkowitego bezpieczeństwa. W końcu zrobił mi się za gorąco, więc uwolniłam się z żelaznych objęć Johana, który zdążył już zasnąć i zdjęłam z siebie całe ubranie, zostawiając tylko bieliznę. Po zdjęciu z siebie ubrań walnęłam się na swoje miejsce i wtuliłam w jego nagą klatkę piersiową, po czym zasnęłam...
Niespodziewanie, około trzeciej w nocy do pokoju wtargnęła Katie...:
-Jenn!- Krzyknęła przerażona, a my z Johanem na wpół śpiący odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni cali czerwoni na twarzy (nie muszę dodawać, ze Katie również była czerwona)
-No... Co tam?- Zapytałam onieśmielona i zawstydzona niczym mała dziewczynka zakrywając się kołdrą, a chłopak szybko wyszedł do łazienki
-Jenn...- Powtórzyła zipiąc ze zmęczenia- ...W lesie słychać jakieś głosy...-Dokończyła
-No i?- Nie wiedziałam co w tym dziwnego
-Tutaj... Tutaj straszy!- Prawie krzyknęła, a ja dostrzegłam jej paniczny strach w oczach
-Skąd to wiesz?- Zapytałam lekko zdenerwowana
-M-może to dziwnie zabrzmieć, ale w-widziałam ducha...- Jęknęła
-Ducha?- Nigdy nie wierzyłam w duchy, ani w byty nie z tego świata; jednym z powodów było to, że się strasznie ich bałam...
-Tak...- Sapnęła
-Ale skąd wiesz, że to był duch?
-A czy kobieta, trupio blada, w koszuli nocnej, z mokrymi włosami i sznurem wokół szyi nie byłaby wystarczającym dowodem?- Odpowiedziała pytaniem, a mi przeszły ciarki po plecach
-M-musiało ci się wydawać.- Sama zaczęłam się bać- N-na pewno ci się przywidziało! Może to była Carrie?- ,,Tylko dlaczego miałaby mieć sznur wokół szyi i koszulę nocną?" zapytałam siebie w myślach
-To nie była Carrie! Ja widziałam zupełnie obcą kobietę! S-spytaj Taylora!- Powiedziała krzycząc z przerażenia
-A-a no właśnie, gdzie Taylor?- Zaciekawiłam się- Zostawiłaś go tam samego?!- Zdziwiłam się
-Powiedział, że odpowiedniej by było gdybym to ja do was przyszła...- Wymamrotała
-No d-dobra.- Powiedziałam i zaczęłam się ubierać w swoje ubrania, a ona usiadła
na łóżku na przeciwko; nastała kłopotliwa cisza
-Nie chcę być zbyt ciekawska, ale ty i Johan...?- Zapytała nagle, a ja wiedziałam o co jej chodzi i w sumie nawet nie byłam na nią zła; każdy by chciał wiedzieć...
-Ciężko mi to wyjaśnić.- Podrapałam się po głowie zakłopotana, po czym zbliżyłam się do niej i szepnęłam jej na ucho- Zobaczymy co z tego wyjdzie, ale na razie cicho sza.- Puściłam jej oczko i założyłam komin.- Johan idziesz?- Krzyknęłam
-Dogonię was!- Usłyszałyśmy głos z łazienki i opuściłyśmy mój domek.
Szłyśmy w dosyć ciemną i mroźną noc, a księżyc oświecał nam drogę. Obie zachowałyśmy milczenie, aczkolwiek szłyśmy dosyć blisko siebie. Poszłyśmy prosto do jej domku, gdyż nie chciałam przerywać Carrie jej ,,nocy marzeń"; wiedziałam, że od zawsze podobał jej się Jeremy i nie zamierzałam psuć jej tej chwili rozkoszy, chociaż w sumie tylko Bóg jeden wie co oni teraz robią...:
-Wchodź.- Przerwała moje rozmyślania Katie otwierając drzwi domku
-Dzięki.- Odparłam i weszłam do środka.
Jedno łóżko było prawie pozbawione pościeli i poduszek, gdyż leżały one porozrzucane na podłodze. Natomiast równoległe łóżko wyglądało normalnie, a poza tym znajdował w nim się Taylor.
-Żyjesz?- Powiedziałam, a on podskoczył w miejscu
-Tak...- Mruknął podnosząc się do pozycji siedzącej
-Powiedz jej!- Nakazała zlękniona Katie
-Co...? Aaaa, no, widzieliśmy kobietę!- Krzyknął z tym samym przerażeniem w oczach co jego ruda współlokatorka
-I niby gdzie ta kobieta była?- Zapytałam drwiąco krzyżując ręce na piersi
-S-stała, o tam!- Tay wskazał kąt pokoju, który był najbliżej jeziora; podeszłam w to miejsce i przykucnęłam włączając latarkę (wcześniej zabrałam ją ze swojego domku) chcąc obejrzeć dokładnie podłogę. Nagle coś dostrzegłam
-Mówiłaś, że ta kobieta miała mokre włosy?- Zapytałam głośno przełykając ślinę
-Yhym.- Odparła siadając obok Taylora i ściskając go za ramię (czyli nie tylko my się do siebie zbliżyliśmy?)
-Okey...- Powiedziałam niepewnie i spojrzałam w górę świecąc latarką; zrobiłam wielkie oczy i opuściłam przedmiot, który trzymałam w dłoni, po czym zaczęłam się drzeć. Dokładnie nade mną na suficie ,,leżała" owa kobieta z wytrzeszczonymi oczami i otwartymi ustami, w których brakowało zębów i języka. Gdy tylko Taylor i Katie dostrzegli to co ja również zaczęli krzyczeć se strachu. Szybko odskoczyłam od tego miejsca jak poparzona, a drzwi wejściowe się otworzyły i do domku wtargnął Johan (już był ubrany). Gdy spojrzał w miejsce, gdzie wszyscy się wpatrywali, podbiegł do mnie i odciągnął stamtąd, gdyż byłam sparaliżowana ze strachu. Myślałam, że zemdleję... Oddychałam bardzo szybko, a moje serce biło nieregularnie i z przyspieszonym tempem. Tam wisiała PRAWDZIWA martwa kobieta! I to w dodatku wyglądała jak ta z opisu Katie... Nagle szkarada się poruszyła i spadła z sufitu. Katie zemdlała, a my odsunęliśmy się pod drzwi i przytulaliśmy się do Johana (tak, Taylor też). Był z nas największy, najsilniejszy oraz najstarszy. Niespodziewanie usłyszeliśmy czyjś śmiech. Spojrzeliśmy w miejsce, gdzie wcześniej była kobieta i zauważyliśmy dziurę, z której wyłoniła się znajoma twarz. Aiden zeskoczył ze strychu i rzekł rozbawiony:
-Szkoda, że się nie widzieliście.- Pękał ze śmiechu chłopak
-To nie było śmieszne!- Wrzasnęłam ze łzami w oczach, a Taylor podniósł nieprzytomną Katie z podłogi i położył ją na jej łóżko; jeszcze nigdy się tak nie bałam
-Oj, no księżniczko, daj spokój. Na starość będziesz się z tego śmiać...- Nie dokończył, bo mu przerwałam
-Przez ciebie mogłam tej starości nie dożyć!- Krzyknęłam i opuściłam domek.
Prawie przez całą drogę płakałam, dla mnie to nie było ani trochę śmieszne. W końcu dołączył do mnie mój ,,stróż":
-Hej, Jenn, poczekaj!- Krzyknął za mną, lecz go nie posłuchałam i szłam dalej- Hej...- Usłyszałam jego głos tuż przy moim uchu i przystanęłam. Chłopak otoczył mnie ramieniem i staliśmy tak w połowie drogi do naszego lokum. Nagle obrócił mnie twarzą do siebie i wyszeptał:
-Wiesz, że ja ciebie obronię? Przy mnie zawsze będziesz bezpieczna.- Zadeklarował i wtulił moją głowę w jego ramię, a ja objęłam go i zaczęłam ryczeć jeszcze bardziej; czemu on musi być taki... taki... taki uroczy, szczery i... niewinny?
-Wiem.- Odszepnęłam w końcu, gdy się uspokoiłam
-Kocham cię Jenn.- Szepnął mi na ucho,a ja poczułam ,,motylki w brzuchu"; zacisnęłam dłonie w pięści i odpowiedziałam mu:
-Ja ciebie też, Johan...- Chłopak jakby zamarł w bezruchu. Odsunął mnie powoli od siebie i patrzył na mnie z niedowierzaniem. Podniosłam głowę, tak by popatrzeć mu w oczy i powtórzyłam:- Ja siebie też kocham.- Po czym wspięłam się na palcach, by go pocałować, lecz on przykucnął i sam to uczynił. Jego wargi były tak anielsko ciepłe, że dałabym sobie rękę uciąć, że jest moimi aniołem stróżem. Nasze usta sprawiały wrażenie, jakby było do siebie idealnie dopasowane. Moglibyśmy stać tam w wieczność, lecz nagle powiał chłodny wiatr i zrobiło mi się zimno:
-Może chodźmy do domku?- Zaproponowałam
-Dobry pomysł.- Przytaknął i wziął mnie na ręce
-Co ty robisz?- Zapytałam zdezorientowana
-Chcę mieć ciebie blisko siebie, a bliżej niż teraz się nie da.- Odpowiedział i przyspieszył kroku, a ja uśmiechnęłam się i wtuliłam swoją głowę w jego obojczyk...
Gdy wreszcie wróciliśmy do domku Johan delikatnie położył mnie na łóżku i starannie przykrył kocem:
-Nie idziesz spać?- Zapytałam, kiedy siadł obok mnie
-Nie.- Odparł stanowczo- Będę pilnował czy pewna osoba nie ma zamiaru robić nam głupich kawałów...- Specjalnie zaakcentował ,,pewną osobę"
-Daj spokój, na pewno już poszedł spać...- Ziewnęłam
-Kiedy masz coś cennego, to starasz się to chronić najlepiej jak umiesz i dbasz o to.- Wytłumaczył tylko i dalej siedział wpatrzony w drzwi; poczułam jak robi mi się cieplej i położyłam swoją dłoń na jego. Spojrzał na nasze dłonie i je razem splótł; teraz czułam, że mogę mu bezgranicznie ufać. Było mi tak dobrze, że ledwo przymknęłam oczy, a już spałam...
-Gdzie wszyscy?- Zapytałam nagle
-Łaaaa!- Krzyknął i padł wystraszony na łóżko- Boże, Jenn, nie strasz mnie!- Powiedział to oddychając głośno i trzymając się za serce
-Ach, no tak. Przecież przy Jessice wyglądam jak upiór, zapomniałam, wybacz.- Mruknęłam poirytowana i wróciłam do kuchni.
-Ej no, Jenn. Dobrze wiesz, że nie o to mi chodziło!- Usłyszałam jego głos z góry, ale nic nie odpowiedziałam.
Właśnie przygotowywałam sobie śniadanie, gdy w mej kieszeni zabrzęczał telefon:
-Halo?- Zapytałam lekko zdenerwowana
-Jenn...- To była Jessica, zapewne przed chwilą wstała, gdyż mówiła zaspanym głosem
-Czego chcesz?
-Gdzie macie kawę?
-Zejdź na dół i wejdź do kuchni. Dokładnie w szafce na przeciwko lodówki, na drugiej półce od dołu.
-Spoko, dzięki.- Mruknęła i się rozłączyła. Cóż, jak mówiłam wcześniej. CZASAMI jest spoko i właśnie poranek się do tego ,,czasami" zalicza. Wsunęłam telefon z powrotem do kieszeni i powróciłam do przerwanej czynności. W końcu na dół zszedł Johan. Nie odezwał się do mnie ani słowem, co mogłam uznać za potencjalny foch. Strasznie irytowała mnie cisza, więc ją przerwałam:
-Nadal nie odpowiedziałeś na moje pytanie...
-Wieczorem Joachim bardzo źle się poczuł i musieli zawieźć go na pogotowie. Nadal nie wrócili, a Greta ma na dziesiątą.- Wytłumaczył spokojnym głosem robiąc sobie kanapkę do szkoły.
-Aha.- Tylko tyle powiedziałam i wyszłam na zewnątrz. Miałam jeszcze dziesięć minut do autobusu szkolnego, więc postanowiłam odwiedzić paskudę, póki jest nieprzytomna umysłowo i zanim się skapnie, że się nie lubimy.
Gdy weszłam do środka powędrowałam prosto do kuchni i zastałam w niej coś co bynajmniej nie przypominało Jessiki Hunter... Jej wygląd mogłabym porównać do Alice Cooper'a i Miley Cyrus razem wziętych:
-Cześć.- Przywitałam się ponuro
-Siemasz młoda.- Odpowiedziała mi wycierając oczy
-Niewyspana?- Zapytałam
-I to jak.- Ziewnęła
-Zrobić ci kanapkę?- Zaoferowałam
-Jeśli byś mogła...
-Z czym?
-A bo ja wiem...
-Mów szybko, bo zaraz muszę iść do szkoły.- Ponagliłam i powiedziała szybko z czym.
Po zrobieniu dla niej śniadania pożegnałam się wyszłam z domu na przystanek, na którym stał już Johan. Stanęłam oddalona od niego o dwa metry i razem poczekaliśmy w ciszy na autobus.
Gdy już wreszcie znalazłam się przed szkołą zerknęłam za siebie, by się upewnić, że mój ,,anioł stróż" jest tuż za mną. I tak na szczęście było. Już od przekroczenia progu szkoły poczułam się obserwowana. Wiedziałam, że ,,Lider" tak łatwo nie odpuści. Postanowiłam poczekać na Johana, jakoś tak przy nim zawsze czułam się bezpieczniej. Gdy zrównałam z nim krok zapytał zdziwiony:
-A co z zasadą numer 3, że mam sie trzymać od ciebie z daleka?
-To ja ustalam zasady.- Odpowiedziałam i chwilowo splotłam swoją dłoń z jego, a on sie zarumienił, co było takie słodkie...
-No ok.
-Tak więc, co teraz mamy?- Zadałam mu pytanie
-Ch-chyba matematyka.- Powiedział zdenerwowany trzymając mnie za rękę, którą po chwili zabrałam, by nie czuł się aż tak skrępowany
-Spoko.- Odrzekłam i poszłam przodem.
Usiadłam pod salą i nagle ktoś się potknął o moją nogę i jak długi walnął o podłogę
-Taylor! Wszystko w porządku?- Zerwałam się na równe nogi i pomogłam wstać chłopakowi
-O, hej Jenn. Tak, wszystko ok.- Odpowiedział lekko się krzywiąc z bólu
-Może lepiej chodź do pielęgniarki?- Zaproponowałam
-Nie! To znaczy, nie trzeba. Nic mi nie jest!- Odparł z uśmiechem
-Jesteś pewny?
-Tak. W stu procentach.- Zaśmiał się, a ja tylko posłałam mu ciepły uśmiech
-Będziesz dzisiaj na ognisku?
-A musze być?- Odpowiedział pytaniem
-Jak chcesz. Byłoby miło jakbyś wpadł.- Powiedziałam z tymże przekonaniem
-Nooo... Skoro chcesz bym przyszedł to będę.- Puścił mi oczko, a ja zachichotałam
-To miło.- Nagle zadzwonił dzwonek- W takim razie do zobaczenia na ognisku.- Pożegnałam się i weszłam do sali.
Ogólnie cały dzień szybko mi zleciał i nic ciekawego się nie stało. Noo może poza tym, że odstałam bardziej szczegółowe informacje odnośnie ogniska oraz ,,Lider" mnie zaczepił, lecz dzięki szybkiej reakcji Johana, odczepił się ode mnie, lecz nadal nie dawał mi spokoju pod względem obserwowania.
Po lekcjach pod szkołą ujrzałam krwistą toyotę raw:
-Johan!- Jęknęłam
-Spokojnie. Nie będzie tak źle.- Pocieszył mnie i lekko popchnął w kierunku samochodu, w którym siedziała Jessica.
Postanowiłam się przełamać i wsiadłam do pojazdu:
-Twój kolega z nami nie jedzie?- Zapytała
-Nie, ma kilka spraw do załatwienia.- Odparłam
-No dobra.- Rzekła- To gdzie tutaj jest szpital? Pokierujesz mnie?
-Jasne.- Wzruszyłam od niechcenia ramionami i tak właśnie zostałam bezprzewodowym GPS-em.
Gdy już znalazłyśmy się w szpitalu zaprowadziłam ją do sali, w której leżał mój tata:
-Cześć dziewczyny.- Przywitał się
-Hej, wujku.- Powitała go radośnie Jessica
-Cześć, tato.- Również się przywitałam, lecz Jessica skupiła na nim całą swoją uwagę
-Jak ci minęła podróż? Wyspałaś sie?
-Nie było najgorzej.- Podsumowała- A jak się czujesz?
-Już mi lepiej, dziękuję. Co u rodziców i dziadków?- Już zaczynała się standardowa pogadanka o rodzinie, więc pod pretekstem przygotowania się do ogniska opuściłam szpital sama, pomimo iż przybyłam do niego w towarzystwie tej maszkary.
W drodze do domu napisałam do Katie SMS-a z informacją odnośnie ogniska i zapytałam czy potrzebuje transport. Okazało się, że trafiłam w sedno, więc zapewniłam ją, że w pół do szóstej razem z Johanem zajedziemy po nią.
Gdy już znalazłam się w swoim pokoju, w tym prawdziwym, w moim domu zaczęłam gruntownie przeszukiwać szafę. Chciałam się ubrać w miarę ciepło, aczkolwiek ładnie. Powszechnie wiadomo, że jesienne noce bywają bardzo chłodne, więc wybrałam czarną i ocieplaną bluzę bejsbolówkę, rurki w kolorze moro oraz do połowy łydki skórzane glany. Do tego założyłam bransoletkę z ćwiekami oraz czarny wełniany komin na szyję. Już raz miałam chore gardło i nie chciałam przerabiać tego ponownie... Po wybraniu sobie stylizacji przeszłam do zrobienia sobie lekkiego makijażu i ponownego poczesania włosów. Następnie spakowałam plecak z niezbędnymi dla mnie rzeczami takimi jak: waciki i płyn do zmywania makijażu, grzebień, latarkę, śpiwór, poduszkę, koc, rozpałkę do grilla, ubrania na zmianę i jedzenie.
Po spakowaniu się poszłam do Johana, by sprawdzić czy również jest gotowy...
Carrie
Wstałam z łóżka w bardzo dobrym humorze, chociaż byłam lekko poddenerwowana i podekscytowana dzisiejszym wieczorem, jednakże się go odrobinę obawiałam. Nie miałam zielonego pojęcia co tam się stanie i jak to wszystko będzie wyglądało. Nie byłam na takim wyjeździe z przyjaciółmi i księciem z bajki od... od nie pamiętam kiedy. W każdym bądź razie, zdążyło tyle czasu upłynąć, abym na nowo zaczęła się takich wyjazdów obawiać. Jasne, jeździłam na wycieczki i to z całą klasą oraz zawsze miałam przy sobie Jenn, ale ten wyjazd będzie inny, bo tym razem miałam spędzać czas w mniej obszernym gronie no i w dodatku z Jeremym, który jest spełnieniem moich najskrytszych marzeń.
Rodziców nie było w domu, co oznaczało, że muszę sama sobie zrobić pierwsze i drugie śniadanie, czyli sama przyjemność. Nie przeszkadzało mi to, wręcz mnie to odprężało, bo miałam świadomość tego, że im więcej mam zajęć to, tym mniej się denerwuję, bo mniej o tym myślę, gdyż nie mam na to czasu.
Wybrałam się tradycyjnie do szkoły i czekałam na dźwięk klaksonu samochodu Aiden'a, bo to on miał mnie dzisiaj zawieźć. Powoli zaczynałam przyzwyczajać się do jego towarzystwa, jednak wciąż mnie strasznie irytował i denerwował, ale od czasu do czasu dało się zanim pogadać jak z normalnym człowiekiem, jednakże on nigdy normalnym człowiekiem nie będzie, dla mnie był jak obcy nie z tej planety. Po pierwsze, nie można mieć takiego wyglądu w genach, no błagam, kim była jego matka, że wyrósł na takie ciacho, bo raczej wyglądu zewnętrznego nie odziedziczył po ojcu. Przynajmniej tak mi się wydaje, ale jestem pewna jednego, jego matka musiała być modelką kosmitką, bo normalni ludzie nie są tacy piękni, nie prezentują się jak anioły. Taki dla mnie był, ale tylko z wyglądu, był aniołem, a może nawet samym bogiem, jednakże moje serce preferowało urodę Jeremy'ego i jego charakter oczywiście. Jak to mówią, nie oceniaj książki po okładce, tylko że ja stosuję te mądre słowa w życiu codziennym i niekoniecznie dotyczą one książek, bo tak się składa, że po tym jak ocenię okładkę, taką książka jest. Czasem okładka jest cudowna, tak samo jak książka, ale zdarzają sie przypadki, w których jest na odwrót. Okładka jest paskudna, tak samo jak treść zawarta na stronach powieści.
Gdy usłyszałam znajomy dźwięk, wyszłam z domu i go zamknęłam. Ruszyłam w stronę samochodu chłopaka, gdy nagle coś sobie przypomniałam. Nie wzięłam telefonu! Jasna cholera, jak ja sobie poradzę przez pół dnia bez ukochanej muzyki. Tak więc szybko wróciłam sie do domu po zapomnianą rzecz,a następnie wsiadłam do aut Aiden'a.
- Stchórzyłaś? - Znów powitał mnie stary Aiden, z którym miałam do czynienia przez większą część mojego nudnego życia.
- Nie, zapomniałam telefonu. - Wskazałam na przedmiot, który trzymałam w prawej ręce.
- Jasne, nie taki wymówki słyszałem. - Odezwał się lekceważąco.
- O co ci chodzi? - Wyparowałam, bo naprawdę nie miałam pojęcia o co mu biega. - Albo wiesz co, chyba jednak doszłam co jest z tobą nie tak.
- Jestem zbyt cudowny? - Powrócił na stałe stary egoistyczny i zapatrzony w siebie dupek, którego jednocześnie nie cierpiałam i chyba nawet zaczynałam lubić.
- Skoro ty jesteś zbyt cudowny, to ja jestem zbyt piękna.
- I tu się z tobą zgodzę. Jesteś zbyt piękna, jak na licealistkę, może jesteś zjawą?
- Nie pogrywaj sobie ze mną, bo źle na tym wyjdziesz, dupku.
- Oo, poszerzamy słownictwo. No to teraz moja kolej? - Pytał się, jakby to była jakaś gra. - No dobra, to może nazwiemy ciebie Ślicznotką, albo nie, Królową. Taaak, Królowa będzie idealna.
- Drań.
- Nie pasuje ci Królowa? No to może lepsze będzie Kotek?
- Zamknij się. - Warknęłam.
- Dobra, Kotek zostaje.
- Nie waż się mnie tak nazywać!
- Nie denerwuj się, kotek, bo jeszcze sobie coś zrobisz. - Poprzestałam na nieodzywaniu się do niego, a on to wyjątkowo uszanował. Wiem, że spędzę ten weekend w jego i moich przyjaciół towarzystwie, więc wolałam się więcej nie obrażać, do końca tego tygodnia. Mam tylko nadzieję, że nie będzie nazywał mnie "Kotek" przy ludziach. To byłoby takie żenujące i krępujące, że już się boję tego, co może się wydarzyć w niedalekiej przyszłości.
Jenny
Kiedy weszłam na posesję naszych sąsiadów dostrzegłam ich samochód, co oznaczało, że rodzice Johana i Joachim już wrócili. Kulturalnie zapukałam, a drzwi otworzyła mi Greta:
-Hej, jest Johan?
-Jasne, wchodź.- Odparła i wpuściła mnie do środka.
Weszłam na górę i zajrzałam do pokoju chłopaka. Akurat pakował swój ekwipunek, gdy mu przerwałam:
-I jak ci idą przygotowania?
-Łaa. Kobieto, ty chcesz, bym na zawał zszedł?- Zapytał wystraszony chłopak
-Wybacz, ale trudno było mi się powstrzymać.- Zaśmiałam się, na co odpowiedział mi uśmiechem i powrócił do przerwanej czynności
-Jak ma się Joachim?- Zapytałam
-Joachim? Całkiem nieźle, jak chcesz możesz do niego zajść.- Odpowiedział, a ja odwiedziłam jego młodszego brata. Akurat spał, więc postanowiłam zabrać swoje klamoty z pokoju gościnnego.
Gdy już wszystko pozbierałam, zabrałam swe rzeczy do swojego domu i ponownie wróciłam, by poczekać na Johana. Już zbliżała się piąta, gdy w końcu usłyszałam głos chłopaka:
-Już schodzę!
-Spoko.- Odkrzyknęłam i dalej czekałam, tylko że w kuchni. Po kilku sekundach chłopak stał obok mnie
-Gotowa?
-Oczywiście.- Odparłam z uśmiechem
-Nie jesteś głodna?
-Raczej nie...
-Masz.- Podał mi snickers'a
-Chcesz mnie utuczyć?- Zapytałam udając obrażony ton
-Oczywiście, że tak. Będzie więcej do kochania...- Rzekł i przytulił się do mnie od tyłu, na co zareagowałam lekkim kopniakiem; mimo iż robił to dosyć często nadal nie byłam przyzwyczajona...
-Może już chodźmy?- Zaproponowałam
-A która godzina?- Odpowiedział pytaniem
-Już po piątej...
-A no tak, masz rację. Jeszcze musimy zajechać po Katie, a zaraz zaczną się korki. Poczekaj na chwilę przed domem, ok?
-Ok.- Wyszłam na dwór, gdzie powoli zachodziło już słońce i wiał zimny wiatr- Ładna mi pogoda na ognisko...- Mruknęłam i po chwili z budynku wyszedł Johan ze swoim plecakiem.
-No wsiadaj.- Nakazał
-Niby gdzie?
-No do samochodu. Tata nam go pożyczył.- Wytłumaczył szybko pakując swoją torbę na tylne siedzenie jeep'a.
-Aha, spoko.- Odparłam podając mu mój bagaż i wsiadając na miejsce pasażera.
-Jak chcesz możesz ustawić radio jak chcesz.- Powiedział wsiadając na miejsce kierowcy i zapinając pasy
-Nie, nie trzeba.- Odrzekłam wyciągając telefon z kieszeni i włączając piosenkę zespołu Lordi ,,Devil's Lullaby".
-Serio?- Zapytał błagalnym głosem, a natomiast ja zaczęłam śpiewać jak opętana, udając przy tym, że albo gram na gitarze elektrycznej lub na perkusji.
Przez cały pobyt w samochodzie zdołaliśmy przesłuchać moją playlistę tego zespołu, więc włączyłam ,,lżejsze klimaty" czyli Skillet ,,Hero".
-Noo, to już lepsze.- Przyznał mi rację chłopak i razem zaczęliśmy śpiewać co było dosyć przyjemne.
W końcu przyjechaliśmy pod szpital ( tam kazała nam zaczekać Katie) i ujrzeliśmy naszą koleżanką z klasy. Stała z plecakiem przed wejściem do szpitala i się rozglądała na wszystkie strony:
-Hej, Katie!- Krzyknęłam i zauważyła mnie, po czym podeszła do samochodu
-Cześć.- Przywitała się, a Johan pomachał do niej ręką
-Wsiadaj.- Nakazałam, a ona usiadła na tylnym siedzeniu za mną- Długo czekałaś?- Zapytałam po kilku minutach jazdy
-Niee. Odwiedzałam ciocię, więc...- Odparła uśmiechając się
-A nie przeszkadzało by ci to, jakby Jenn puściła rock'a?- Zapytał się jej Johan
-Nie, nie, możecie puszczać co chcecie, ja się dostosuję.- Powiedziała szybko
-No ok.- Przytaknęłam, po czym włączyłam piosenkę ,,Say Goodbye" i zaczęłam ją śpiewać a capella:
,,Things are changing
It seems strange and
I need to figure this out
You've got your life
I got mine
But you're all I cared about
Yesterday we were laughing
Today I'm left here asking
Where has all the time gone now
I'm left alone somehow
Growing up and getting older
I don't want to believe it's over
Don't say goodbye
Cause I don't wanna hear those words tonight
Cause maybe it's not the end for you and I
And although we knew
This time would come for me and you
Don't say anything tonight
If you're gonna say goodbye
Do you remember
In December
How we swore we'd never change
Even though you're leaving
That our feelings
Would always stay the same
I wish we could be laughing
Instead I'm standing here asking
Do we have to end this now
Can we make it last somehow
We both know what we've gotta say, not today
Cause I don't wanna leave this way
Don't say goodbye
Cause I don't wanna hear those words tonight
Cause maybe it's not the end for you and I
And although we knew
This time would come for me and you
Don't say anything tonight
If you're gonna say goodbye
And if it's over
It hurts but I'm giving you my word
I hope that you're always
Happy like we were
Happy like we wereDon't say goodbye
Cause I don't wanna hear those words tonight
Cause maybe it's not the end for you and I
And although we knew
This time would come for me and you
Don't say anything tonight
If you're gonna say goodbye
Yesterday we were laughing (if you're gonna say goodbye)
Today I'm left here asking (if you're gonna say goodbye)
And although we knew this time would come for me and you
Don't say anything tonight
If you're gonna say goodbye..."
-Brawo!- Usłyszałam za sobą głos Katie i oklaski
-Dzięki.- Powiedziałam nieśmiało i poprawiłam pas
-Czemu nie chodzisz na chór, skoro lubisz śpiewać?- Zapytał mnie Johan
-Bo...- Szukałam wymówki- Bo nie mogę. Nie mam czasu, a poza tym wolę śpiewać takie piosenki jak te, a nie jakieś ,,Panie Janie"...- Wytłumaczyłam się
-Ale na chórze nie ma ,,Panie Janie"- Powiedziała Katie
-A skąd niby to wiesz?- Zapytałam podejrzliwie
-Noo. Kiedyś ciocia zapisała mnie na chór i śpiewaliśmy jakieś inne piosenki.- Wytłumaczyła spokojnie
-Spoko.- Odrzekłam i puściłam kolejną piosenkę.
Przez resztę drogi rozmawialiśmy o wielkim talencie wokalnym John'a Cooper'a- wokalisty mojego ulubionego zespołu (czyli Skillet) i śpiewaliśmy piosenki.
Gdy wreszcie dojechaliśmy na miejsce, jako pierwszy powitał nas Jeremy:
-Jak miło, że już jesteście!- Zawołał radośnie- Śmiało wysiadajcie i chodźcie do domków.
-Jakich domków?- Zapytałam
-No,bo tutaj są domki, ale tylko dwu osobowe...
-Aaa, ok. A tak w ogóle czyja to działka?- Znów zapytałam
-Należy do naszego dziadka. Latem tłumy turystów tu przyjeżdżają i je wynajmują...- Nie dokończył, gdyż na posesję wtoczył się sportowy samochód- Oo, Aiden przyjechał.
-Super.- Mruknęłam; nie lubiłam typa, ale i tak przyszłam tutaj z powodu Katie i Taylora, a poza tym w mym domu grasowała Godzilla, więc już wolałam towarzystwo Heavens'a niż Jessiki...
Carrie
Gdy w końcu wróciłam do domu po długim dniu w szkole, chciałam zaśpiewać Alleluja ze szczęścia. Nie mogłam się doczekać tego, aż zasiądę za kierownicę cudownego autka mamci, które dała mi do dyspozycji. Ten weekend to będą same wiekopomne chwile, coś tak przeczuwam. Może w końcu uda mi sie coś większego wskórać w sprawie Jeremy'ego, tak bardzo bym chciała ażeby do czegoś między nami doszło. Może nie znałam go zbyt długo, jednakże moje serce zna go wystarczająco dobrze, by mieć chęć pocałowania go w te jego cudownego pociągające usta, o których śniłam już od kilku nocy.
Wlazłam biegiem na górę i zabrałam się jak najszybciej za lekcje, aby nie mieć nic na weekend i to jeszcze gdy mnie nie będzie. Wolałam mieć już z głowy prace domową, więc zaczęłam biegusiem odrabiać matmę, angielski i historię. Po skończeniu wykonywania tegoż nudnego zajęcia, wzięłam prysznic i przebrałam sie w miarę ciepłe ciuchy, czyli śliczny i bardzo wygodny czarny sweter z lekkim dekoltem, czarne rurki i moje air maxy, które uwielbiałam prawie tak samo jak conversy. Zrobiłam lekki makijaż, bo nie uśmiechało mi się wstawać z rozmazaną całą twarzą, gdybym zapomniała go zmyć. Po tym jak poradziłam sobie z ogarnięciem obecnego wyglądu, postanowiłam spakować torbę na dzień jutrzejszy oraz jeszcze kolejny. Wsadziłam do torby dwa dosyć cieplutkie sweterki, grube skarpetki do spania i piżamę, którą tworzyła duża bluzka i spodenki. Mimo że spałam w grubych skarpetkach, to nie wyobrażałam sobie snu w jakiś długich spodniach od dresu albo coś, po prostu w spodenkach spało mi się najlepiej, no prawie, gdy nie chciało mi się ich wkładać to spałam w majtkach, bo były dość podobne strukturalnie do dolnej części mej piżamy.
Zabrałam z mej osobistej łazienki kosmetyczkę i schowałam ją do mej torby podróżnej, nie odczuwałam potrzeby wsadzania jeszcze czegoś do kosmetyczki, bo tam znajdowały się podstawowe rzeczy do przetrwania, czyli kosmetyki, szczotka i środki czystości. Oczywiście poza kosmetyczką wyniosłam z łazienki duży ręcznik, który ładnie poskładałam, a następnie włożyłam go do zestawu przedmiotów na weekend.
Gdy poczułam, że mam już wszystko, zeszłam na dół coś przekąsić, bo umierałam z głodu. Tak więc wyjęłam z zamrażalnika familijną pizzę i przekroiłam ją cudem na pół, a później wstawiłam do pieczenia. Lubiłam szybkie rozwiązania, gdy mój brzuch upominał sie o pożywienie.
Mój posiłek bł już gotowy, więc postanowiłam go skonsumować jak najszybciej, bo po pierwsze - musiałam się pospieszyć, jeśli chciałam zajechać na miejsce przed zachodem słońca, a po drugie - nie cierpiałam zimnego żarcia, poza jedzeniem, które je sie tylko na zimno. Wszystko co gorące o tej porze roku, jest najlepsze. Jesień jest okrutna i jej nie lubiłam, bo zawsze było zimno im bliżej zimy, więc z tego wynika, że jeszcze muszę sobie trochę poczekać nim poopalam się na plaży w świetle słoneczka i popływam w wodzie.
Zabrałam wszystkie swoje graty z góry i posprawdzałam czy wszystko wyłączyłam, bo nie chciałam tu żadnego pożaru, gdy pojadę nad jezioro w wyczekany weekend.
Jenny
Po jakimś czasie samochodem swojej mamy dołączyła do nas moja przyjaciółka Carrie. Chyba nie muszę ukrywać, jaką miałam radochę ze zdziwionej miny Aiden'a na widok wysiadającej z miejsca dla kierowcy Carrie.
-No to jesteśmy w komplecie.- Oznajmił zadowolony Jeremy, gdy wszyscy się wokół niego zebrali- Możecie wybrać sobie pokoje, chociaż pozwólcie, że was podzielę.- Uśmiechnął się łobuzersko z błyskiem w oku, co zapowiadało, że szykował jakąś niespodziankę, która niekoniecznie mogłaby się nam spodobać.- Jak, iż jest nas siedmioro, w tym trzy przedstawicielki płci pięknej, proponuję, aby każda z dziewcząt wybrała sobie ,,obrońcę"...- Nie dokończył bo mu przerwałyśmy
-Co???- Krzyknęłyśmy równocześnie ja i Carrie
-Coś ty jarał?!- Zapytałam
-Nic, po prostu wieczorami jest tutaj niezbyt bezpiecznie bez stróża...- Spojrzał za siebie upewniając, że nikogo za nim nie ma- Tak więc moje drogie panie, wybierajcie, a jak nie to sam wam przydzielę chłopaków.- Zaśmiał się, a ja miałam ochotę go udusić gołymi rękami
-Dobra.- Wreszcie się odezwałam- Ja wybieram...- Miałam niemały dylemat, ale uznałam ostatecznie, że tak będzie najlepiej-... Johana.- Westchnęłam, a chłopak głośno chrząknął jakby ze zdziwienia zakrztusił się śliną
-No i świetnie. Wiedziałem Jenn, że zrobisz pierwszy krok. Łap kluczyk do waszego domku.- Powiedział to wręczając mi klucz -No to kto dalej?- I znów zapadła cisza
-M-może ja...- Pisnęła zarówno cicho jak i nieśmiało Katie; wiedziałam ile ją to kosztuje, wystarczyło spojrzeć na jej karmazynową twarz i trzęsące się ręce
-Wybieraj śmiało.- Zachęcał ją Jeremy, co wcale jej nie pomagało
-N-no too...- Zacisnęła swoje delikatne ręce w pięści i powiedziała w miarę głośno- Taylor.- Nawet ja się zdziwiłam; cóż, osobiście uważam, że tak było dla niej najlepiej, dlatego wybrałam Johana...
-No to została nam Carrie.- Uśmiechnął się ciepło Jeremy w stronę mej przyjaciółki- To co, Aiden? Walka na miecze? Kto wypije więcej piwa?- Zaśmiał się gospodarz.
-A może losowanie?- Zaproponowała Carrie.
-Dobry pomysł!- Zauważyłam i wyciągnęłam z kieszeni monetę- Kto zgadnie w której ręce mam pieniążek, ten śpi z Carrie... Znaczy się dzieli z nią pokój.- Szybko się poprawiłam pod presją wywieraną przez pełne wrogości oczy Carrie, które szybko wróciły do normalności; czasami była straszna...
-Dobra.- Powiedzieli równocześnie, a ja schowałam ręce za siebie i zaczęłam przerzucać monetę z ręki do ręki.
-No, wybierajcie.- Oznajmiłam
-Prawa!- Odpowiedzieli równocześnie
-Zdecydujcie się.- Ponaglił Johan
-Ja biorę prawą.- Odpowiedział zdecydowanie Aiden (jak to miał w zwyczaju)
-To ja lewą.- Ustąpił Jeremy, wiedział, że nie warto się z nim spierać, bo i tak postawiłby na swoim...
-Więc, z Carrie zamieszka...- Zrobiłam teatralną pauzę, aby zwiększyć ich ciekawość-...Jeremy!- Oznajmiłam z radością w głosie, a chłopak uśmiechnął się, po czym przytulił do siebie Carrie i szepnął jej coś na ucho; co? nie wiem, na pewno coś w stylu ,,Dzisiejszej nocy to ja będę cię bronił, My Princess" lub coś podobnego...
W każdym razie, przez cały wieczór dziewczyny trzymały się swoich ,,ochroniarzy" (łącznie z Katie, co mnie bardzo dziwiło). Troche pośpiewaliśmy, co bardziej przypominało wycie zranionego jelenia, zjedliśmy kiełbaski, kilka osób wypiło po puszce piwa. Akurat ja nie miałam ochoty, więc pozostałam trzeźwa, w sumie tak jak dziewczyny. Gdy zbliżała się już pierwsza w nocy wszystkim zachciało się spać, więc postanowiliśmy rozejść się do swych domków, lecz zanim to nastąpiło, ustaliliśmy, że zostaniemy tu dłużej....
Carrie
Wraz z Jeremy'm weszłam do domku, w którym było tak ciepło, że miałam ochotę zdjąć kilka warstw ubrań z siebie, jednakże zaprzestałam tego, ponieważ miałam towarzystwo, a nie chciałam dla nieco wydawać się łatwa i nie chciałam żeby pomyślał, że już chcę wskoczyć mu do łóżka lub jeszcze Bóg wie co.
- Zmęczona? - Zapytał mnie Jeremy, gdy ściągną koszulkę. Był to oszałamiający widok, bo jego pierś była cudownie wyrzeźbiona i po prostu smakowita, tak jak na mnie przystało.
- Nie, a ty?- Odpowiedziałam, gdy poczułam, że się lekko rumienię.
- Wcale. - Odpowiedział - Może coś porobimy? - Zapytał po chwili ciszy, która sie wkradła w naszą rozmowę. Wyglądał na odrobinę spiętego, tak jakby się obawiał spędzania czasu ze mną.
- A co proponujesz, My Prince? - Odezwałam się pokrótce.
- No nie wiem, co powiesz na pooglądanie filmów?
- Jak dla mnie bomba, ale nie mam laptopa ze sobą. - Wspomniałam.
- Nic nie szkodzi, ja mam. - Wyjął laptop z plecaka i położył go na swoim łóżku, które było po prawej stronie pokoju, ja wolałam spać po lewej.
- Zawsze jesteś tak przygotowany? - Zadałam pytanie, gdy zauważyłam, że wyjmuje z plecaka żelki, czekoladę i colę.
- Nie zawsze, ale miałem tym razem pewne przeczucie, które mnie do tej pory nie zawiodło. - Odpowiedział tak, że poczułam chęć zadania kolejnego pytania. Aż mknie korciło.
- A masz może jakieś przeczucia co do reszty tego wieczoru? - Dopytywałam się zaciekle.
- Może mam, może nie, ale na pewno ci bym ich nie zdradził, jeślibym je miał. - Orzekł.
- A to czemu? - Pytałam się i pytałam.
- Bo bałbym się, że to wszystko zniszczy między nami, a dopiero się zaczęło, a poza tym nie chcę się śpieszyć.
- Czemu sądzisz, że to wpłynie na naszą relację?
- Po prostu to wiem, nie pytaj się mnie więcej o to. - Poprosił.
- Okej, jak chcesz, chciałam z tobą tylko porozmawiać, ale widzę, że z tego nici jak i z oglądania filmu. - Powiedziałam i wyszłam na dwór się przewietrzyć.
O matko, wyszłam na idiotkę! - Pomyślałam.
Szłam przed siebie rozwścieczona na swą osobę i w sumie też Jeremy'ego. Niepotrzebnie zaczęłam się z nim kłócić. Chyba zaprzepaściłam jakąkolwiek szansę na związek z nim. O matko! Chcę umrzeć!
Nagle poczułam coś ciepłego i silnego na dłoni. To była męska dłoń.
Obróciłam się wokół własnej osi i poczułam coś gorącego na swych ustach. Na początku nie wiedziałam co to, bo byłam w szoku, ale po chwili dowiedziałam się skąd pochodzi ciepło. Jego źródłem były wargi Jeremy'ego.
Po chwili usta Jeremy'ego oderwały się od moich, jednakże nadal czułam na swych wargach jego oddech, i powiedział:
- Nigdy więcej ode mnie nie uciekaj.
Poczułam ogrom ciepła w swoim ciele i dopiero zjarzyłam się, że Jeremy wyszedł na dwór bez jakiegokolwiek okrycia. Aż zaczęłam się rumienić pod wpływem tego niezwykłego widoku, który rozpalał moje wszystkie zmysły. Odwróciłam wzrok i już miałam zacząć patrzeć na podłoże, ale powstrzymała mnie przed tym wielka dłoń chłopaka, która chwyciła mój podbródek i lekko go uniosła.
Z wielkim trudem przełknęłam ślinę i oddychałam. Można by powiedzieć, że postać Jeremy'ego zapierała mi dech w piersiach.
- Weź głęboki wdech, a potem wydech. - Powtarzał te słowa, aż mój oddech wrócił do normy - Miło wiedzieć, że przeze mnie nie dasz rady oddychać. - Po tych słowach uśmiechnął się szeroko.
- Dzięki. - Tylko tyle zdołałam z siebie wydusić.
- Wracajmy do domku, bo jeszcze sie przeziębisz. - Powiedział po minucie ciszy.
- Kto tu niby się przeziębi, przecież to ty łazisz prawie na golasa po podwórku w taki mróz.
- Tak, ale mi jest gorąco, a ty dygoczesz z zimna.
- Skąd ten pomysł, że to z zimna? - Odparłam.
- Czy ty coś tu insynuujesz? - Zapytał.
- Nieee, wcaaale. - Przeciągałam.
- Niech ci będzie, My Princess. - Na pewno uległ memu urokowi osobistemu.
- Dziękuję, My Prince.
Wróciliśmy do domu i postanowiliśmy w końcu obejrzeć film. Padło na Szybkich i Wściekłych. Bardzo lubiłam ten film, więc nie miałam oporów co do niego.
Ułożyliśmy się wygodnie na moim łóżku, ja oczywiście leżałam na jego klacie i od czasu do czasu wsłuchiwałam się w rytm bicia jego serca. Był to piękny dźwięk, który mogłam słuchać po kres swoich dni, ale cóż, nie było mi to przeznaczone, mimo iż on był dla mnie teraz całym moim światem. Przynajmniej tak czułam, ale byłam ciekaw co on o mnie myśli.
Czy mu się podobam? Czy mnie kocha? Czy chciałby ze mną być?
Tyle pytań, a tam mało czasu, aby uzyskać odpowiedzi, które mam ochotę usłyszeć. Całą swoją duszą i całym swoim sercem chcę z nim być, chcę go wspierać, przytulać się do niego, być ostatnią osobą, o której myśli przed zaśnięciem i pierwszą, o której myśli, gdy wstaje. Tyle rzeczy chciałabym zrobić, tyle chciałabym dla niego znaczyć lecz to tylko puste i nieważne marzenia, które nigdy się nie spełnią, bo nigdy nie będę dość dobra dla niego. Nigdy nie będę dla niego najważniejszą osobą w życiu, nigdy nie będzie mnie kochał tak jak ja jego, nigdy nie będzie w stanie pojąc ogromu mej miłości, której do niego żywię i której najchętniej bym się wyzbyła, bo jest bolesna, jednakże też chciałabym ją zachować, bo przypomina mi o nim i o tym, że potrafię kochać i o tym, że można mieć marzenia, nawet jeśli się nigdy nie spełnią.
Powoli podążałam w stronę objęć Morfeusza, jednakże powstrzymywałam się przed zaśnięciem, mimo że otaczały mi kojące ramiona Jeremy'ego, który już dawno zasnął. Ale ja chciałam na niego popatrzeć. Miałam przed sobą przepiękny widok śpiącego chłopaka, którego darzyłam miłością, którą puściłabym w niepamięć, gdyby nie płynęła prosto do serca Jeremy'ego. On tak spał nieświadomy niczego, nieświadom tego, że go kocham jak nikogo innego. I w końcu ja uległam, zasnęłam i zaczęłam śnić o nim, o moim Księciu.
Jenny
Kiedy wreszcie padłam na łóżko na brzuch, westchnęłam ciężko i już miałam zasypiać, gdy nagle coś mnie przygniotło:
-Johan, zabieraj swoje sadło, bo mnie wgniatasz w łóżko.- Jęknęłam zmęczona
-Oj tam, przynajmniej mam pewność, że nic ci sie nie stanie...- Mruknął wtulając swoją twarz w moje włosy; jak ja tego nienawidziłam, ale na swój sposób kochałam, taka miłość-nienawiść
-Zaraz ci się stanie, jak mi się cycki zrobią płaskie,- Zagroziłam i spróbowałam się podnieść, co mi się w jednej setnej udało, lecz po chwili z powrotem padłam jak martwa.- Złaaaaaź ze mnie.- Jęknęłam żałośnie, chciałam już zdjąć bejsbolówkę i komin, bo gorąco mi się robiło
-No dobra, ale coś w zamian.- Mruknął mi do ucha
-Ok, byle byś ze mnie zlazł.- Odparłam i wreszcie poczułam się lżej. Powoli się podniosłam i usiadłam na łóżku. Johan stał przede mną roznegliżowany (w samych bokserkach), nie wiedziałam nawet kiedy się rozebrał... Noo w każdym razie poczułam, że się nieźle rumienię oraz, że wstaję i jak zahipnotyzowana delikatnie opuszkami palców przejeżdżam po jego klatce piersiowej i mięśniach brzucha. Faktem było to, że również posiadałam kaloryfer, lecz delikatny, a poza tym on był bardziej umięśniony... Jego skóra w dotyku była taka miękka i rozżarzona niczym gorące węgle. W końcu udało mi się wyrwać z transu i wbrew sobie zadarłam głowę do góry i spojrzałam mu w oczy. Uśmiechał się i to w taki sposób, że mógł roztopić mi tym uśmiechem serce. Nagle poczułam jego dłoń na moim policzku. Była tak duża, że praktycznie mógł nią objąć pół mojej głowy. Swoją dłoń położyłam na jego i tak staliśmy wpatrując się sobie w oczy. W końcu popchnęłam go na swoje łóżko, po czym zdjęłam swe okrycie wierzchnie oraz buty i zbliżyłam się do niego na tyle blisko, by nasze twarze znajdowały się niebezpiecznie blisko:
-Czyżby gra wstępna?- Zapytał unosząc brew; już wiem czemu to tak bardzo irytowało Carrie...
-Przymknij się i całuj mnie.- Nakazałam uśmiechając się łobuzersko, a on delikatnie ujął mą twarz i pocałował mnie. Najpierw raz-delikatnie i nie śmiało, później drugi- bardziej pewnie i trzeci- namiętnie, czasami nawet brutalnie. Nagle wywalił mnie na łóżko i pochylał się nade mną. Znów przypomniał mi się moment, gdy go po raz pierwszy pocałowałam, tylko że tym razem miało być inaczej, a przynajmniej tak sobie postanowiłam. Być odważną i otwartą...
Chłopak uśmiechał się zadowolony, z ja poczułam się bardzo zmęczona:
-Dobra, już wystarczy tego dobrego. Złaź ze mnie i idź spać.- Powiedziałam to i przekręciłam się na bok zamykając oczy
-No co ty!- Zaprotestował żywiołowo- Przed chwilą mnie rozpaliłaś, więc...
-Oooo nie!- Przerwałam mu- Nie będę się z tobą pieprzyć!
-Nieeee! To nie o to chodzi! Wy, kobiety, macie o nas mniemanie, że mężczyźni to zboczeńcy i szowinistyczne świnie, ale my tak na prawdę też potrzebujemy czułości i miłości, tak jak wy.- Odparł górując nade mną i robiąc oburzoną minę
-Yhym, ciekawe.- Odparłam przewracając się znów na plecy i patrząc w jego krystalicznie czyste błękitne oczy; wiedziałam, że to go zirytuje- A wiesz, że jesteś podpity?
-Czyżbyś mi nie wierzyła?- Zapytał unosząc brew
-Ani trochę.- Wyszczerzyłam zęby
-No to patrz.- Powiedział, po czym zlazł znade mnie i położył się obok, obejmując mnie. Następnie wtulił w me włosy swoją twarz i tak ze mną leżał. Czułam się trochę jak w objęciach misia grizzly. Było mi ciepło, miękko, a przede wszystkim miałam poczucie całkowitego bezpieczeństwa. W końcu zrobił mi się za gorąco, więc uwolniłam się z żelaznych objęć Johana, który zdążył już zasnąć i zdjęłam z siebie całe ubranie, zostawiając tylko bieliznę. Po zdjęciu z siebie ubrań walnęłam się na swoje miejsce i wtuliłam w jego nagą klatkę piersiową, po czym zasnęłam...
Niespodziewanie, około trzeciej w nocy do pokoju wtargnęła Katie...:
-Jenn!- Krzyknęła przerażona, a my z Johanem na wpół śpiący odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni cali czerwoni na twarzy (nie muszę dodawać, ze Katie również była czerwona)
-No... Co tam?- Zapytałam onieśmielona i zawstydzona niczym mała dziewczynka zakrywając się kołdrą, a chłopak szybko wyszedł do łazienki
-Jenn...- Powtórzyła zipiąc ze zmęczenia- ...W lesie słychać jakieś głosy...-Dokończyła
-No i?- Nie wiedziałam co w tym dziwnego
-Tutaj... Tutaj straszy!- Prawie krzyknęła, a ja dostrzegłam jej paniczny strach w oczach
-Skąd to wiesz?- Zapytałam lekko zdenerwowana
-M-może to dziwnie zabrzmieć, ale w-widziałam ducha...- Jęknęła
-Ducha?- Nigdy nie wierzyłam w duchy, ani w byty nie z tego świata; jednym z powodów było to, że się strasznie ich bałam...
-Tak...- Sapnęła
-Ale skąd wiesz, że to był duch?
-A czy kobieta, trupio blada, w koszuli nocnej, z mokrymi włosami i sznurem wokół szyi nie byłaby wystarczającym dowodem?- Odpowiedziała pytaniem, a mi przeszły ciarki po plecach
-M-musiało ci się wydawać.- Sama zaczęłam się bać- N-na pewno ci się przywidziało! Może to była Carrie?- ,,Tylko dlaczego miałaby mieć sznur wokół szyi i koszulę nocną?" zapytałam siebie w myślach
-To nie była Carrie! Ja widziałam zupełnie obcą kobietę! S-spytaj Taylora!- Powiedziała krzycząc z przerażenia
-A-a no właśnie, gdzie Taylor?- Zaciekawiłam się- Zostawiłaś go tam samego?!- Zdziwiłam się
-Powiedział, że odpowiedniej by było gdybym to ja do was przyszła...- Wymamrotała
-No d-dobra.- Powiedziałam i zaczęłam się ubierać w swoje ubrania, a ona usiadła
na łóżku na przeciwko; nastała kłopotliwa cisza
-Nie chcę być zbyt ciekawska, ale ty i Johan...?- Zapytała nagle, a ja wiedziałam o co jej chodzi i w sumie nawet nie byłam na nią zła; każdy by chciał wiedzieć...
-Ciężko mi to wyjaśnić.- Podrapałam się po głowie zakłopotana, po czym zbliżyłam się do niej i szepnęłam jej na ucho- Zobaczymy co z tego wyjdzie, ale na razie cicho sza.- Puściłam jej oczko i założyłam komin.- Johan idziesz?- Krzyknęłam
-Dogonię was!- Usłyszałyśmy głos z łazienki i opuściłyśmy mój domek.
Szłyśmy w dosyć ciemną i mroźną noc, a księżyc oświecał nam drogę. Obie zachowałyśmy milczenie, aczkolwiek szłyśmy dosyć blisko siebie. Poszłyśmy prosto do jej domku, gdyż nie chciałam przerywać Carrie jej ,,nocy marzeń"; wiedziałam, że od zawsze podobał jej się Jeremy i nie zamierzałam psuć jej tej chwili rozkoszy, chociaż w sumie tylko Bóg jeden wie co oni teraz robią...:
-Wchodź.- Przerwała moje rozmyślania Katie otwierając drzwi domku
-Dzięki.- Odparłam i weszłam do środka.
Jedno łóżko było prawie pozbawione pościeli i poduszek, gdyż leżały one porozrzucane na podłodze. Natomiast równoległe łóżko wyglądało normalnie, a poza tym znajdował w nim się Taylor.
-Żyjesz?- Powiedziałam, a on podskoczył w miejscu
-Tak...- Mruknął podnosząc się do pozycji siedzącej
-Powiedz jej!- Nakazała zlękniona Katie
-Co...? Aaaa, no, widzieliśmy kobietę!- Krzyknął z tym samym przerażeniem w oczach co jego ruda współlokatorka
-I niby gdzie ta kobieta była?- Zapytałam drwiąco krzyżując ręce na piersi
-S-stała, o tam!- Tay wskazał kąt pokoju, który był najbliżej jeziora; podeszłam w to miejsce i przykucnęłam włączając latarkę (wcześniej zabrałam ją ze swojego domku) chcąc obejrzeć dokładnie podłogę. Nagle coś dostrzegłam
-Mówiłaś, że ta kobieta miała mokre włosy?- Zapytałam głośno przełykając ślinę
-Yhym.- Odparła siadając obok Taylora i ściskając go za ramię (czyli nie tylko my się do siebie zbliżyliśmy?)
-Okey...- Powiedziałam niepewnie i spojrzałam w górę świecąc latarką; zrobiłam wielkie oczy i opuściłam przedmiot, który trzymałam w dłoni, po czym zaczęłam się drzeć. Dokładnie nade mną na suficie ,,leżała" owa kobieta z wytrzeszczonymi oczami i otwartymi ustami, w których brakowało zębów i języka. Gdy tylko Taylor i Katie dostrzegli to co ja również zaczęli krzyczeć se strachu. Szybko odskoczyłam od tego miejsca jak poparzona, a drzwi wejściowe się otworzyły i do domku wtargnął Johan (już był ubrany). Gdy spojrzał w miejsce, gdzie wszyscy się wpatrywali, podbiegł do mnie i odciągnął stamtąd, gdyż byłam sparaliżowana ze strachu. Myślałam, że zemdleję... Oddychałam bardzo szybko, a moje serce biło nieregularnie i z przyspieszonym tempem. Tam wisiała PRAWDZIWA martwa kobieta! I to w dodatku wyglądała jak ta z opisu Katie... Nagle szkarada się poruszyła i spadła z sufitu. Katie zemdlała, a my odsunęliśmy się pod drzwi i przytulaliśmy się do Johana (tak, Taylor też). Był z nas największy, najsilniejszy oraz najstarszy. Niespodziewanie usłyszeliśmy czyjś śmiech. Spojrzeliśmy w miejsce, gdzie wcześniej była kobieta i zauważyliśmy dziurę, z której wyłoniła się znajoma twarz. Aiden zeskoczył ze strychu i rzekł rozbawiony:
-Szkoda, że się nie widzieliście.- Pękał ze śmiechu chłopak
-To nie było śmieszne!- Wrzasnęłam ze łzami w oczach, a Taylor podniósł nieprzytomną Katie z podłogi i położył ją na jej łóżko; jeszcze nigdy się tak nie bałam
-Oj, no księżniczko, daj spokój. Na starość będziesz się z tego śmiać...- Nie dokończył, bo mu przerwałam
-Przez ciebie mogłam tej starości nie dożyć!- Krzyknęłam i opuściłam domek.
Prawie przez całą drogę płakałam, dla mnie to nie było ani trochę śmieszne. W końcu dołączył do mnie mój ,,stróż":
-Hej, Jenn, poczekaj!- Krzyknął za mną, lecz go nie posłuchałam i szłam dalej- Hej...- Usłyszałam jego głos tuż przy moim uchu i przystanęłam. Chłopak otoczył mnie ramieniem i staliśmy tak w połowie drogi do naszego lokum. Nagle obrócił mnie twarzą do siebie i wyszeptał:
-Wiesz, że ja ciebie obronię? Przy mnie zawsze będziesz bezpieczna.- Zadeklarował i wtulił moją głowę w jego ramię, a ja objęłam go i zaczęłam ryczeć jeszcze bardziej; czemu on musi być taki... taki... taki uroczy, szczery i... niewinny?
-Wiem.- Odszepnęłam w końcu, gdy się uspokoiłam
-Kocham cię Jenn.- Szepnął mi na ucho,a ja poczułam ,,motylki w brzuchu"; zacisnęłam dłonie w pięści i odpowiedziałam mu:
-Ja ciebie też, Johan...- Chłopak jakby zamarł w bezruchu. Odsunął mnie powoli od siebie i patrzył na mnie z niedowierzaniem. Podniosłam głowę, tak by popatrzeć mu w oczy i powtórzyłam:- Ja siebie też kocham.- Po czym wspięłam się na palcach, by go pocałować, lecz on przykucnął i sam to uczynił. Jego wargi były tak anielsko ciepłe, że dałabym sobie rękę uciąć, że jest moimi aniołem stróżem. Nasze usta sprawiały wrażenie, jakby było do siebie idealnie dopasowane. Moglibyśmy stać tam w wieczność, lecz nagle powiał chłodny wiatr i zrobiło mi się zimno:
-Może chodźmy do domku?- Zaproponowałam
-Dobry pomysł.- Przytaknął i wziął mnie na ręce
-Co ty robisz?- Zapytałam zdezorientowana
-Chcę mieć ciebie blisko siebie, a bliżej niż teraz się nie da.- Odpowiedział i przyspieszył kroku, a ja uśmiechnęłam się i wtuliłam swoją głowę w jego obojczyk...
Gdy wreszcie wróciliśmy do domku Johan delikatnie położył mnie na łóżku i starannie przykrył kocem:
-Nie idziesz spać?- Zapytałam, kiedy siadł obok mnie
-Nie.- Odparł stanowczo- Będę pilnował czy pewna osoba nie ma zamiaru robić nam głupich kawałów...- Specjalnie zaakcentował ,,pewną osobę"
-Daj spokój, na pewno już poszedł spać...- Ziewnęłam
-Kiedy masz coś cennego, to starasz się to chronić najlepiej jak umiesz i dbasz o to.- Wytłumaczył tylko i dalej siedział wpatrzony w drzwi; poczułam jak robi mi się cieplej i położyłam swoją dłoń na jego. Spojrzał na nasze dłonie i je razem splótł; teraz czułam, że mogę mu bezgranicznie ufać. Było mi tak dobrze, że ledwo przymknęłam oczy, a już spałam...
niedziela, 7 sierpnia 2016
Rozdział 12 (Czwartek)
Carrie
Wstałam o tej samej porze jak co dzień, ale byłam bardziej wyspana niż zwykle, chociaż nie działo się tak, gdy czułam się jak na szpilkach, nie takich do noszenia, ale takich do wpinania w coś. W każdym razie, byłam lekko zestresowana i przerażona tym co miało jutro nastąpić, a mianowicie randka z Jeremym. Obawiałam się tego,, że wyjdę przy nim na kompletną idiotkę, niedorajdę i do tego przyniosę mu wstyd na oczach całej szkoły, bo nigdy nie byłam na prawdziwej, i tu podkreślam prawdziwej, randce, bo pocałunki i fałszywe zaloty Aidena nie podlegają do prawdziwego życia towarzyskiego.
Gdy wygrzebałam się z cieplutkiego łóżeczka odbyłam swoją poranną toaletę i zeszłam na dół na śniadanie, które składało się z kawy i pączka z toffi. Było one bardzo pożywne ze względu na to, że ledwo zmusiłam się do przekąszenia czegokolwiek. Mój żołądek kurczył się na samą myśl o jutrzejszym wieczorze, więc bałam się, że umrę z głodu do soboty, bo mój organizm nie chciał przyswajać teraz żadnego jedzenia.
Gdy byłam z powrotem na górze, przyszedł do mnie SMS o treści:
"Gotowa?" - To był ostatni SMS od Aidena, który dzisiaj dostałam, ale były jeszcze inne, które wysłał do mnie w odstępach dziesięciominutowych.
"O której po ciebie wpaść", albo "Wstałaś już, księżniczko?"
Szczerze nienawidziłam, gdy mnie nazywał księżniczką, mimo że lubiłam bajki o księżniczkach i książętach, jednakże słowo "księżniczka" padające z jego ust, wpływa na mnie bardzo dziwnie i nie mam tu na myśli miłego odczucia a coś wręcz przeciwnego.
Nagle usłyszałam donośny głos taty.
- Carrie, Aiden przyjechał po ciebie! - Krzyknął do mnie tatuś z dołu.
- Dobra, już schodzę. - Rzuciłam z piętra.
Zlazłam powoli jak ślimak na dół i ujrzałam twarz mego kierowcy. Wyglądał trochę inaczej, pewnie zmienił strój codzienny. Na pewno go zmienił, miałam stu-procentową pewność, że to uczynił, bo prezentował się jakoś inaczej, lepiej niż zwykle.
Tak naprawdę, zawsze uważałam go za przystojnego, jednak jego charakter nie dobijał. Czasem miałam chęć go zabić, bo m ie tak irytował, więc na wdzięki zewnętrzne nie byłam odporna jednak jego charakter załatwiał całą sprawę, dlatego też nigdy się w nim nie podkochiwałam. A wracając do tematu jeszcze przed Aidenem to... to ja już sama nie wiem co o tym wszystkim mam myśleć. Próbuje wyzbyć się Aidena z moich myśli, ale gdy tylko go widzę, mój umysł nieświadomie zaczyna interesować się chłopakiem, mimo że moje serce mówi, że jest zakochane w kimś innym.
- Co tak długo to trwało?- Zapytał się Aidden w samochodzie.
- Ciekawa jestem jak długo ci by zajęło, gdybyś miał nogę w gipsie. - Rzuciłam już z popsutym humorem, jednak wiedziała kto może go poprawić. Jenn. Z resztą i tak potrzebowałam rozmowy z nią. Musiałam się jej wygadać, a poza tym strasznie za nią tęskniłam, w końcu to moja Best Friend Forever.
Tak więc wyjęłam telefon z kieszeni spodni i napisałam do swojej najlepszej przyjaciółki.
"Możemy się dzisiaj spotkać? Muszę w końcu wygadać, bo nie wytrzymam. Plz" - Nie czekałam zbyt długo na odpowiedź, która wykazywała szczere zainteresowanie tymże spotkaniem.
Poszłam do szkoły i zaczęłam się przygotowywać do lekcji w razie niezapowiedzianej kartkówki lub odpowiedzi. Nienawidziłam być pytaną, ale wolałam być przygotowana bardziej niż nie, bo raz mi się zdarzyło to małe nieprzygotowanie i dostałam dwóję z plusem, ale to była jednorazowa sytuacja i teraz starałam się takich unikać. W sumie wcześniej też, ale nie tak efektywnie jak w ostatnim czasie.
Gdzieś tam między lekcjami dowiedziałam się o jakiejś żarówce, która wyrządziła szkody w bloku sportowym, a dokładniej dowiedziałam się ledwo przed lekcją, co oznaczało, że mam nieplanowaną małą wycieczkę do biblioteki, która tak bardzo kochałam i wielbiłam ponad wszystkie rzeczy, no dobra nie wszystkie, ale prawie, bo moje łóżko to świętość, której nikt nie ma prawa naruszać, oczywiście wszyscy poza mną i Jenn, która była na równi ze mną dla mojego łóżka.
Nie daleko, a precyzując to obok, lekcje historii miała klasa Jenn, więc istniało ogromne prawdopodobieństwo, że zobaczę ją szybciej niż planowałam.
- Hej Carrie. - Odezwała się ma parabatai, gdy do mnie podeszła. Tak, byłyśmy parabatai, czyli BFF w wersji książek Cassandry Clare, których serie nas zauroczyły.
- Hej, Jenn. - Odpowiedziałam wystarczająco głośno, aby mnie usłyszała, co było trudne, bo wszyscy dookoła darli się w niebo głosy.
- To o czym chciałaś porozmawiać? - Zapytała.
- Wiesz, wolałabym o tym tutaj nie gadać. Może pójdziemy do nie i pogadamy?
- Jak wolisz, mi tam bez różnicy. - Odpowiedziała z obojętnym wyrazem twarzy.
- Okej, to do potem. - Odpowiedziałam, bo nauczycielka historii już nie stała w korku a pod salą lekcyjną i czekała aż klasa się uspokoi i zauważy jej obecność.
- No, papa. _ Rzuciła przez ramię, bo już prawie cała jej klasa weszła do sali, jednakże ja ruszyłam w kierunku wyjścia ze szkoły, a zarazem biblioteki.
Odwiedziłam me ulubione miejsce w mieście i zaczęłam się
rozglądać za jakimiś nowościami, z którymi nie miałam jeszcze do czynienia.
Znalazłam kilka cudownych książek, a że miałam jeszcze dużo czasu do spotkania z Jenn, to postanowiłam zacząć czytać jakąś. Wybrałam oczywiście "Spętanych przez bogów", która może nie jest nowością, jednakże tak bardzo ją kochałam, że czytałam ja przynajmniej raz na rok. Fabuła książki była zbyt piękna, aby móc ją zapomnieć, przynajmniej dla mnie.
Tak wiec zabrałam się za czytanie. Mimo, że czytałam tę książkę po raz kolejny, to wciąż mnie zaskakiwała i czegoś uczyła, jak każda książka, która zawsze przekazuje jakieś mądrości. Tym razem nauczyła mnie, aby chronić rodzinę i tych, których się kocha, bo te osoby są w naszym życiu najważniejsze, a strata ich bywa bardzo i to bardzo bolesna. Dostałam kiedyś podobną lekcję od życia, gdy moja babcia zmarła. Tak bardzo za nią tęsknie, to ona nauczyła mnie kochać książki i nauczyła mnie tego, że każda książka zawiera w sobie ważną lekcję, która nigdy nie zostanie przeprowadzona w szkole.
Czytałam i czytałam, aż doszłam do zakończenia przecudownej książki. Spojrzałam na zegarek i zjarzyłam się, że jest już po szóstej. Dla mnie ten czas, który upłynął, był niczym mgnienie oka. Prawie tak, jakby go w ogóle nie było. Po prostu tak się wciągnęłam w całą tą historię Heleny Hamilton, że czas, który poświęciłam na czytanie, był nieistotny, z resztą tak samo jak świat, który mnie otacza.
Postanowiłam wrócić do domu, by rodzice się o mnie nie musieli martwić, o tak dawałam im wiele powodów do tego. Gdyby dali mi choćby samochód, to sądzę, że byłabym wcześniej w domu i nie musieliby się zastanawiać jak wrócę lub też gdzie jestem. A gips na pewno nie przeszkodziłby mi w prowadzeniu, bo mogę normalnie zginać nogę, a przycisnąć pedał to nie jakaś wielka sztuka, która wymaga całej nogi bez gipsu.
Zdążyłam na autobus, który był w pół do siódmej, a przystanek nie znajdował się za daleko od biblioteki, więc zaszłam na przystanek spacerkiem i miałam jeszcze okazje postać i posłuchać ostatnio ściągniętej muzyki z telefonu. Teraz gustowałam w zespole Our Last Night. Ich piosenki są po prostu niesamowite, a covery, które wykonują są niezapomniane i czasem miliny razy lepsze niż oryginały. Przynajmniej dla mnie, bo nie mogę się wypowiadać za innych.
Gdy przyszłam do domu z autobusu, nikogo nie było. PO prostu cisza, no i kartka na stole. Od mamy!
Kochanie, zostajesz sama do końca tygodnia. Wyjechałam w delegację, a tata pojechał gdzieś na promocję swojej najnowszej książki. Zostawiam ci swoje auto do dyspozycji. Mam nadzieję, że dobrze wykorzystasz wolny czas, dom i moje auto :)
Jak miło, że będę miała cały dom dla siebie, choć mnie w nim nie będzie od piątku. Dobrze, że mama zostawiła swój samochód, bo nie chciałam jechać z Aidenem, a z Jeremym też nie miałam duzej ochoty, mimo że go bardzo lubię. W sumie, lubię to za mało powiedziane, on jest moim księciem na białym koniu, o którym całe życie marzyłam, czyli się w nim po prostu podkochuję, bo nie wiem, czy on czuje coś do mnie. Czy czuje to co ja do niego.
Poszłam na górę, z resztą jak zawsze po szkole, i przebrałam się w wygodniejsze ciuchy czyli bardzo luźną bluzkę z krótkim rękawem i szorty ledwo zakrywające mój tyłek. To było moje ulubione ubranie, jeśli chodziło o siedzenie w domu i nic nierobienie, bo do szkoły w życiu nie poszłabym tak ubrana. Jeszcze by mnie wyśmiali albo coś a tak mogłam sobie rozwalić się jak chcę i nic mnie nie obchodziło
Usłyszałam dzwonek do drzwi, ale nie spodziewałam się nikogo poza Jenn, która wiedziała gdzie jest klucz do mojego domu i mogła sobie wchodzić kiedy chce, więc by nie dzwoniła do drzwi. Ciekawe kto to...
Zeszłam prędko na dół, tak prędko jak mi na to pozwalała noga, i otworzyłam drzwi. A w nich stał, nie kto inny jak...
- Hej, Carr. - To był oczywiście nasz uroczy Aiden (wcale tak o nim nie myślę).
- Nie nazywaj mnie tak. - Odparłam krótko.
- Nawet się nie przywitasz? Coś ty taka nie w sosie? - Zapytał się niby opiekuńczo.
- Mów co chcesz i wypad.
- Jakaś ty się drażliwa stałaś. - Stwierdził.
- O co chodzi?
- Mój tata kazał mi do ciebie zajrzeć, bo podobno twoich starych nie ma i nie ma też kto się tobą zaopiekować.
- I co w związku z tym?
- Mam na ciebie mieć oko.
- Dobra, wypełniłeś już swoje zadanie, możesz iść.
- Nie mogę, bo mój stary zauważy, że ze sobą nie gadaliśmy, a poza tym on nadal ma uważać, że jesteś we mnie szaleńczo zakochana, a nie że się pokłóciliśmy czy coś.
- A pokłóciliśmy się? - Zapytałam.
- Chyba nie, ale jesteś jakaś naburmuszona, wiec nie jestem pewien.
- Achaa. Okej, właź tylko błagam cię, niczego nie zepsuj.
- Kto tu jest pechowy, ty czy ja? - Oburzył się.
- Niby ja, ale z tobą to nigdy nic nie wiadomo.
- I racja.
Oprowadziłam go po całym domu, opuszczając łazienkę rodziców oczywiście, i na końcu doszliśmy do mojego szaro-niebieskiego pokoju, którego kochałam, bo był mój.
- Niezły pokój. - Odrzekł. - Jak na dziewczynę rzecz jasna. - Wtrącił ostatecznie, gdy się lekko uśmiechnęłam.
- Wiem. - Nie umiałam przyjmować zbytnio od niego komplementów. Czułam się wtedy dziwnie, gdy ktoś coś mówił o mnie i o moich prywatnych rzeczach.
- To gdzie mogę się walnąć? - Zapytał się tak, jak na niego przystało.
- Myślę, że koło biurka.
- Ok. - Powiedział krótko.
- Jak chcesz to możesz skorzystać z mojego laptopa, ja sobie wezmę tablet.
- Dobra. - A podobno to ja nie jestem zbyt gadatliwa.
Siedzieliśmy w ciszy, dopóki oboje nie zrobiliśmy się głodni.
- Ugotuję coś dla nas.
- Okej, pomogę ci.- Zaoferował.
- Jak nie chcesz to nie musisz, wiesz o tym?
- Tak, wiem, ale chcę ci pomóc. - To była chyba najmilsza powiedziana przez niego rzecz.
Zeszliśmy na dół i zrobiliśmy naradę wojenną na temat tego, co ugotujemy. Postawiliśmy na naleśniki, bo była to chyba najłatwiejsza rzecz do zrobienia.
Sporządziliśmy ciasto według mego przepisu, który znajdował się w mojej głowie. Potem było dopiero pod górkę, bo Aiden nie potrafił smażyć placków. Podjęłam się misji nauczenia go tej czynności, co nie było taką prostą sprawą, bo był średnio pojętnym uczniem, dlatego też było kilka zakalcowych placków, a potem doszedł w końcu do wprawy.
Gdy posmażyliśmy całe ciasto, zabraliśmy się do jedzenia. Wyszły nam przepyszne naleśniki, które mogłam wcinać, aż się nie przejadłam, tak samo Aiden, który zjadł jeszcze więcej niż ja. Nie wiem jakim cudem tego dokonał, ale było to godne podziwu, bo to podobno ja jestem chodzącym przewodem pokarmowym.
Całkiem fajnie spędziliśmy razem czas, nie licząc sprzątania po sobie po robieniu posiłku. Chłopak prawie cały czas rzucał we mnie mąką, więc byłam cała brudna, z resztą tak jak on, a poza tym skosztowałam słodkiego smaku zemsty, ale niestety mąka walała się prawie po całej kuchni, co oznaczało, że musieliśmy dużo czasu poświęcić na pozbieranie jej.
Gdy wszystko było ogarnięte, Aiden musiał już jechać do domu, więc zostało mi tylko pożegnanie go, umycie się i pójście do wyra, bo na szczęście nie miałam nic zadanego. Tak więc uczyniłam to co musiałam i tym zakończyłam swój czwartkowy dzień i z niecierpliwością wyczekiwałam piątkowego.
Jenny
Rano wstałam ok. 6:30, gdyż od tej godziny dało słyszeć się liczne kroki oraz odgłosy krzątania się. Ach, już czwartek, jak miło. Wygramoliłam się z łóżka i ubrałam w swe codzienne ciuchy. Następnie cichaczem opuściłam swój pokój i przeszłam do łazienki. Szybko się uczesałam oraz umalowałam, po czym zeszłam na dół na śniadanie. Przy stole siedziała już cała rodzina mych sąsiadów. Wszyscy jedli naleśniki i popijali je różnymi napojami. Usiadłam między Gretą, a Allie i zaczęłam wcinać swoją porcję. O dziwo posiłek odbywał się w ciszy. Po zjedzeniu naleśników razem z Johanem wyszliśmy na przystanek i czekaliśmy na autobus. W końcu pierwszy odezwał się chłopak:
-Wyspałaś się?- Zapytał jakby od niechcenia, co nie było w jego stylu
-Tak, dzięki, a ty?- Odparłam z uśmiechem; od rana byłam w dobrym humorze
-Nawet, nawet.
-Wszystko w porządku?- Zmartwiłam się tym, że jest jakiś nie swój
-T-tak. Czemu miałoby być nie w porządku?- Odrzekł niepewnie
-Tylko tak się pytam... Wydajesz się jakiś dziwny.
-Dziwny? Niee. Wyjątkowo źle dzisiaj spałem i tyle.- Zakończył nasza rozmowę i do przyjazdu autobusu staliśmy w ciszy oddaleni od siebie o kilka kroków.
Przed szkołą dostrzegłam jak mi się wtedy wydawało Taylora. Podeszłam do chłopaka i się przywitałam:
-Hej Tay.- Przywitałam się radośnie, a chłopak, z którym się przywitałam odwrócił się i również się przywitał
-Siemka Jenn.- Posłał mi lekki uśmiech Jeremy
-O ja...! Wybacz Jeremy, od tyłu jesteście do siebie bardzo podobni...- Starałam się jakoś wytłumaczyć z mej gafy; znałam Jeremy'ego już od jakiegoś czasu, tak samo jak ja lub mój kolega lubił polować i inne tematy łowieckie, więc zakolegowanie się z nim nie było problemem
-Tak podobni, jak owczarek niemiecki i ratlerek...- Skomentował to ponuro Johan i powitał się ze swym przyjacielem poprzez uścisk ręki
-Co tam u was słychać?- Zapytał nas chłopak- Jak widzę już się aż tak nie nienawidzicie.- Zauważył
-Noo... Pewne rzeczy z biegiem czasu się zmieniają.- Rzekłam
-Oczywiście.- Zaśmiał się chłopak i nagle mu się coś przypomniało- Ej, robię jutro ognisko, może wpadniecie?
-W sumie czemu nie.- Wzruszyłam ramionami chętna na jego propozycję
-Może przyjde.- Odparł ponuro Johan; coś było z nim wyraźnie nie w porządku i mi się to nie podobało
-No to świetnie.- Powiedział wesoło chłopak i już miał odchodzić, gdy go zapytałam
-A czy ktoś oprócz nas został tam zaproszony?
-Jasne, że tak. Na przykład: Carrie, Aiden i mój fajtłapowaty brat.
-A mogłabym kogoś jeszcze przyprowadzić?- Zadałam kolejne pytanie
-Oczywiście! Im więcej nas tym lepiej.- Oznajmiwszy to zniknął we wnętrzu szkoły
-Niby kogo jeszcze chcesz zaprosić?- Zadał mi pytanie Johan
-To tajemnica.- Odparłam z uśmiechem i również poszłam za przykładem Jeremiego.
Wolę pominąć co się działo podczas lekcji, gdyż nie jest to zbyt ciekawe...Nooo może poza tym, że pani z historii się spóźniła z powodu korku i miałam okazję przez chwilę pogadać z Carrie.
Po szkole postanowiłam odwiedzić tatę. Już szłam na przystanek, gdy nagle ktoś złapał mnie za nadgarstki i przyszpilił do ściany szkoły, po czym zaczął namiętnie całować mnie w usta. Z początku myślałam, że to Johan, ale gdy otworzyłam oczy zauważyłam ,,Lidera". Przeraziłam się jak nigdy w życiu. Zaczęłam się szarpać i kopać, lecz on dalej mnie całował. Na szczęście to nie trwało długo, gdyż wystarczyło dziesięć sekund na reakcję mojego ,,anioła stróża". Johan mocno uderzył chłopaka pięścią w twarz, a ten odleciał ode mnie na dwa metry. W oczach mego kolegi dostrzegałam groźne ogniki, które sugerowały, że jest bardzo, ale to BARDZO wściekły. Podszedł do ,,Lidera" i zaczął go okładać pięściami. W tym czasie, ja stałam pod ścianą oniemiała i czułam się jak jakaś ostatnia dziwka. Każdy może mnie pocałować, przytulić i tym podobne, nawet takie zero jak ,,Lider", którego imienia nawet nie znałam. Po moim policzku zaczęła swobodnie spływać łza pełna goryczy i smutku. Zasłoniłam usta dłonią, jakby dopiero teraz rozumiejąc co się stało. Chciałam jak najszybciej zmyć z nich kwaśny i okropny smak ust szkolnego chuligana. Szybko wróciłam do wnętrza szkoły i czym prędzej pognałam do damskiej toalety. Gdy tylko odpadłam umywalkę zaczęłam przemywać swe usta dłonią i je dokładnie płukać. Miałam ochotę zwymiotować. Nagle doszło mnie pukanie do drzwi i zmartwiony głos Johana:
-Hej, Jenn. Wszystko ok?
-Nie, nie jest ok!- Odkrzyknęłam mu z wodą w ustach
-Myślisz, że mogę wejść?- Zapytał przez drzwi
-Możesz, nikogo oprócz mnie tu nie ma.- Odparłam wycierając się chusteczką higieniczną, a on zajrzał do środka. Zapewne ujrzał dosyć żałosny widok: dziewczynę, która zawsze jest optymistycznie nastawiona i pełna radości, a teraz jest załamana i oszołomiona.
-Widzę, że kiepsko z tobą.- Zauważył
-No wow.- Odpowiedziałam mu ze złością i poirytowaniem w głosie
-Chodź do mnie.- Rozłożył swe ogromne ramiona, a ja skorzystałam z tego, że byliśmy sami i się do niego przytuliłam lekko pociągając nosem- Już jest ok. On cię już nigdy nie skrzywdzi. Nawet nie zaczepi cię. Już ja sie o to postaram.- Zapewniał mnie głaszcząc moją głowę wtuloną w jego czarną bluzę, która pachniała moim ukochanym lasem. Mogłabym z nim tak stać cały dzień, gdyby nagle nie zadzwonił mój telefon. Odsunęłam się od Johana i go odebrałam:
-Halo?
-Hej...Czy to ty Jenny?- Zapytał znajomy głos
-Tak, to ja...- Odpowiedziałam ostrożnie
-Uff, czyli dobrze sie dodzwoniłam. Twój tata już się obudził.- Już wiedziałam z kim rozmawiam, to Janette zgodnie z obietnicą zadzwoniła do mnie z informacją o stanie mego taty; z radości, aż podskoczyłam w miejscu
-Obudził się?- Zapytałam nie dowierzając w swoje szczęście
-Tak, dać go do telefonu?
-Nie!- Szybko zaprotestowałam, chociaż kusiło mnie by powiedzieć ,,tak"- Chcę mu zrobić niespodziankę, nic mu nie mów.- Zakończyłam rozmowę i się rozłączyłam
-Twój tata się obudził?- Zadał mi pytanie Johan
-Tak!- Krzyknęłam uradowana i rzuciłam mu się na szyje co w praktyce było dosyć trudne; gdy już skończyłam go dusić, pognaliśmy co sił na autobus, który zawiózł nas pod szpital. Co prawda po drodze mijaliśmy to co zostało z ,,Lidera", a trzeba przyznać, że był nieźle poturbowany, lecz niestety nadal żył.
Gdy już znaleźliśmy się w szpitalu mało nie staranowałam innych pacjentów oraz lekarzy. Gdy tylko wpadłam cała zdyszana do sali mym oczom ukazał się mój tata, który na wpół leżąc oglądał telewizję:
-Pappa!- Krzyknęłam z radością i łzami w oczach, po czym odrzuciłam plecak na bok i podbiegłam przytulić się do niego
-No hej Jenny.- Przywitał mnie słabym głosem tata- Co u ciebie? Wszystko w porządku?- Dopytywał się
-Tak, wszystko u mnie ok. Jak się czujesz?
-Nawet znośnie. Trochę boli mnie głowa.- Odparł- A z kim mieszkasz? Ktoś się tobą opiekuje?- Nagle zapytał
-Taaak. Mieszkam chwilowo u Johana. Jest ok. Dobrze mnie karmią, jest ciepła woda i są tam wygodne łóżka.- Powiedziałam z uśmiechem, na co odpowiedział mi tym samym
-Mam nadzieję, że niebawem wyjdę. Zapewne domyślasz się po kim odziedziczyłaś swoje ,,ADHD".
-Oczywiście, że tak.- Wiedziałam to już wcześniej
-Proszę pana...- Zaczął nieśmiało Johan
-No słucham.- Zwrócił się do chłopaka mój tata
-Czy nie miałby pan nic przeciwko, gdybym jutro poszedł z Jenn na ognisko i ją pilnował?
-Ognisko? Kto pali ognisko w środku września?!
-Jeremy.- Odpowiedziałam- Będą tam Carrie, Taylor, Katie...
-Czyli to o nią się pytałaś.- Odgadną Johan
-Tak, o nią. No, wracając do tematu: zostałam na nie zaproszona, a że mam pewnego natrętnego wielbiciela Johan idzie ze mną dla bezpieczeństwa.- Wytłumaczyłam, chociaż liczyłam się z tym, że chłopak tak na prawde ma inne zamiary niż tylko chronienie mnie...
-Cóż, w takim razie zgadzam się.- Odrzekł mój tata, a ja rzuciłam się mu na szyję- Ej, ej, kark mi połamiesz.- Ostrzegł śmiejąc się, a ja rozluźniłam uścisk
-Hej, Jenn, nie chciałbym poganiać, ale niedługo będzie ostatni autobus...- Zauważył Johan
-Ach, to lećcie.- Przytaknął tata- Zobaczymy się jutro albo w sobotę, Jenny.- Obiecał
-Ale...- Chciałam zaprotestować
-Spokojnie, nigdzie się stąd nie ruszę.- Pocieszył mnie i gestem nakazał bym się do niego zbliżyła, po czym pocałował mnie w czoło i życzył bezpiecznego powrotu.
-Pa!- Pomachałam mu niechętnie wychodząc z sali, lecz z uśmiechem na twarzy
-Pa.- Również się pożegnał i odmachał mi
Gdy byliśmy w drodze na przystanek spotkaliśmy Katie:
-O, hej!- Przywitałam się
-Cześć.- Również się przywitała; już nie była aż tak niepewna co do mnie, a Johana jakby nie zauważyła
-Katie, co robisz jutro po szkole?- Zapytałam od razu.
-Jutro? Raczej nic... A co?
-Bo mój znajomy.- Dostałam lekko łokciem w żebra od mego sąsiada- Au! Ech, NASZ znajomy...- Specjalnie zaakcentowałam ,,nasz"- ...Robi jutro ognisko po szkole i czy nie chciałabyś wpaść...
-Nie!- Odpowiedziała za szybko- Wybacz, musze pomóc cioci.- Chciała się wywinąć, ale mnie tak łatwo nie da się pokonać
-Ej, co jest? Nie lubisz ognisk?- Zapytałam
-Nie o to chodzi... Ja... Nie lubię poznawać nowych ludzi.- Odpowiedziała nieśmiało
-Spokojnie. Wszystkich tam znasz. Są to osoby z naszej szkoły, a poza tym ja i Johan tam będziemy, więc nie masz czego się bać. Zobaczysz, będzie świetnie.- Zapewniałam ją i kopnęłam lekko Johana, by mi pomógł
-Jasne, że tak. Jeremy jest mistrzem kawałów, a Jenn zna świetne historie...- Odezwał się, a Katie najwyraźniej się przekonała i rzekła
-Wiecie, skoro tak uważacie, to chyba pójdę...- Odpowiedziała, a ja posłałam jej ciepły uśmiech i się pożegnaliśmy, gdyż zauważyłam nasz nadjeżdżający autobus, a my staliśmy od przystanka jakieś 50 metrów. Zaczęłam biec z ciężkim plecakiem za autobusem, a Johan za mną, chociaż powoli zaczął mnie wyprzedzać. Gdy już mniej więcej znalazł się obok mnie, chwycił moją dłoń i pociągnął za sobą. Wskoczyliśmy do autobusu dosłownie w ostatnim momencie, gdyż gdy tylko me stopy dotknęły podłogi pojazdu, drzwi zatrzasnęły się z trzaskiem. Mój oddech był lekko przyspieszony, więc oparłam się o jedną z szyb. Mój sąsiad stanął na przeciwko mnie i oczywiście patrzył na mą osobę, przez co byłam poirytowana. W ogóle mam pewne zasady, więc się do nich dostosuj, jeżeli ze mną rozmawiasz:
1. Nie patrz się na mnie jak sroka w gnat (wnerwia mnie to)
2. Nie podchodź do mnie zbyt blisko (cenię sobię przestrzeń osobistą)
3. Nie gestykuluj za dużo (to irytujące)
4. Jeżeli nie jesteś moim przyjacielem, nawet mnie nie dotykaj (grozi to utratą danej kończyny)
5. Nie patrz często mi w oczy (rozprasza mnie to)
No i to tak w skrócie...
Po powrocie do domu Johana razem z sąsiadami zjadłam obiad i poszłam do swego pokoju odrobić lekcje. W sumie nie miałam w planie nigdzie już dzisiaj wychodzić, więc ubrałam się w swą piżamkę (czarną koszulkę z krwawym napisem ,,Lordi" oraz siwe spodenki sportowe). Siedziałam na dywanie pośród otwartych książek oraz zeszytów i rozwiązywałam zadania domowe. Nagle mój telefon zabrzęczał, a ja wiedziałam, że dostałam SMS-a. Sięgnęłam po mego smartfona i odczytałam wiadomość:
,,Hei Jenn, det er Jessica. Jeg har hørt at det er du som tar vare på, og at jeg er så nær Paris flyter inn i deg for et par dager, så vær forberedt på mitt besøk. Kysser, Jessica" (Hej Jenn, tu Jessica. Doszły mnie słuchy, że nie ma się tobą kto zająć, a jako iż jestem w pobliżu Paryża wpadnę do ciebie na kilka dni, więc przygotuj się na moją wizytę. Całusy, Jessica)
-Ooooo nie!- Szepnęłam zdziwiona i poirytowana tą norweską wiadomością; Jessica jest moją kuzynką od strony taty i ma osiemnaście lat, metr siedemdziesiąt, również blond włosy i jest mega wnerwiająca. Chociaż czasami jest znośna, na ogół jest okropna... I teraz miała się mną opiekować! Jakbym, kurka wodna, sama nie potrafiła o siebie zadbać. To na pewno sprawka taty... Uuugh. Teraz się wściekłam na maksa i w dodatku do pokoju wszedł Johan:
-Hej, co masz w drugim z matmy?- Zapytał z zeszytem w dłoni
-Spadaj stąd.- Mruknęłam rzucając telefon na łóżko
-Aaaaha, to ja może już pójdę...- Już miał wyjść, gdy rzuciłam piórnikiem w drzwi, które się zamknęły- Albo nie.- Odpowiedział po chwili
-Siadaj.- Nakazałam- I patrz!- Znów wzięłam telefon do ręki i pokazał mu SMS-a, którego oczywiście nie zrozumiał, więc musiałam mu go przetłumaczyć
-No i co z tego?- Zapytał zdziwiony
-To to, że my się nie cierpimy, a ona tu jedzie zatruć mi życie!- Prawie krzyknęłam i zrezygnowana walnęłam głową w jego ramię, a on poklepał mnie przyjacielsko po plecach
-Spoko, będzie OK. Zobaczysz.- Zapewniał mnie, a ja wiedziałam, że to nieprawda
-Wcale nie...- Usłyszał mój jęk, który był lekko przytłumiony przez jego koszulkę
-Oj tam Jenn. Nie przejmuj się. Zamiast pozwolić jej na to, sama zatruj jej życie.- Odparł
-Co???- Szybko podniosłam swoją głowę i popatrzyłam na niego osłupiała
-To co słyszałaś.
-Ja jej??? Chyba sobie żartujesz!- Zaprotestowałam oburzona- Ona jest jak Godzilla!!! Przychodzi, niszczy wszystko i odchodzi!
-Ha ha ha ha!- Zaśmiał się, po mimo iż mówiłam całkowicie poważnie; przez to wnerwiłam sie jeszcze bardziej i przywaliłam mu książką od biologii w głowę- Ałaa, ha ha ha...- Nadal się śmiał
-To nie jest śmieszne!- Warknęłam naburmuszona i skrzyżowałam swe ręce na piersi
-Oj, no już, nie gniewaj się...- Powiedział roześmiany, po czym przeciągnął mnie po dywanie za ramiona i przytulił do siebie
-Spadaj idioto!- Zaczęłam się wyrywać, a on pocałował mnie w policzek, co było dla mnie zaskoczeniem i spowodowało chwilowy paraliż
-Jak się nie ruszasz to jest wygodniej.- Odrzekł i wtulił swą szczękę w moje ramie
-Obiecuję ci to: jak tylko dostanę łuk albo kusze w ręce to od razu się zastrzelę.- Powiedziałam to nie wiedząc czy żartuję, czy też mówię to zupełnie poważnie
-Dobrze.- Odpowiedział Johan i tak siedzieliśmy, dopóki nie usłyszałam początku piosenki zespołu Skillet ,,Whispers In The Dark". Chłopak posłusznie uwolnił mnie ze swych bezpiecznych objęć i pozwolił odebrać telefon:
-Oui? (Tak?)- Zapytałam po francusku
-Du trenger ikke å snakke med meg i fransk, idiot... (Nie musisz do mnie mówić po francusku, idiotko...)- Usłyszałam głos mej kuzynki
-Jessica?- Zapytałam nie dowierzając; zazwyczaj do mnie nie dzwoniła, bo roaming... Czyli to oznacza, że już jest w Paryżu!
-Nei, vet du, Arnold Schwarzenegger . Selvfølgelig, det er meg! (Nie, wiesz, Arnold Schwarzenegger. Oczywiście, że ja!)- Oburzyła się Jessica
-H-hvorfor ringer du meg? (P-po co do mnie dzwonisz?)- Zapytałam po norwesku
-Åpne døren for meg, sigøynere. Og hvordan ikke la meg angre! (Otwórz mi drzwi, cyganie. A jak mnie nie wpuścisz to pożałujesz!)- Zagroziła, a ja zerwałam się z miejsca i pobiegłam mając na sobie tylko piżamę na dwór z telefonem w dłoni. Popatrzyłam w lewo i zauważyłam na podjeździe mego domu krwisto czerwoną toyotę raw.
-Cholera!- Zaklęłam pod nosem i już się cofałam, by wrócić z powrotem do wnętrza domu sąsiadów, gdy nagle za moimi plecami pojawił się Johan
-Co się stało?- Zapytał zmartwiony
-Ona już tu jest!!- Zawyłam żałośnie i wtuliłam się w jego pierś, chcąc się w nią wtopić i udawać, że mnie tu nie ma
-To świetnie! Chodźmy ją przywitać.- Chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę mojego domu.
-Zaczekaj! Zimno mi w nogi... Jestem nieubrana!- Protestowałam, a on podszedł do szafy na ubrania, która była w przedpokoju i wyciągnął z niej swoją bluzę oraz trampki jego młodszej siostry, a dla siebie tylko swoje glany.
-Masz.- Powiedział wręczając mi to co wziął i znów pociągnął w stronę domu, gdy się wreszcie ubrałam. Szłam najwolniej jak umiałam szurając przy tym lekko za małymi trampkami. Musiałam przyznać mu jedno. Jego bluza pomimo iż była na mnie sporo za duża, była mega miękka i ciepła. Zakochałam się w niej od pierwszego założenia...
-No nareszcie!- Krzyknęła nam na powitanie Jessica- Chodź tu szybciej i otwieraj! Nogi mi zdrętwiały.
-Wow...- Szepnął z zachwytu Johan, gdy tylko ją zobaczył, a ja poczułam się zazdrosna
-Już idę.- Mruknęłam otwierając drzwi i wpuszczając tą gadzinę do środka.
-Hmm, nie sprzątałaś.- Stwierdziła rzucając swe klamoty na samym środku przedpokoju i przechodząc w swych ciężkich butach na obcasie do kuchni
-No co ty nie powiesz...- Rzekłam cicho poirytowana idąc za nią
-A to kto?- Zapytała nagle zauważając Johana
-To mój sąsiad. Johan- Jessica, Jessica- Johan.- Przedstawiłam ich sobie
-Cześć.- Uśmiechnął się ciepło chłopak i wyciągnął w jej kierunku rękę
-Witaaj.- Powiedziała to uśmiechając się zalotnie jak to miała w zwyczaju
-Dobra, nie podrywaj już go, wszyscy wiedzą, że jesteś piękna...Co chcesz zjeść?- Zapytałam od niechcenia, byle by się od niego odczepiła...
-Masz piwo?- Odpowiedziała pytaniem
-Nie.- Odrzekłam ponuro
-Hmmm, a wino, tequile? No cokolwiek!
-Też nie. Tata nie pije...
-Nosz cholera, muszę jechać do sklepu...- Zaklęła i spojrzała na Johana- Chciałbyś się przejechać ze mną?- Posłała mu słodki i wyćwiczony uśmiech, a on już miał się zgadzać, gdy zainterweniowałam
-Johan zostaje ze mną. Udzielam mu korepetycji z matmy. Chcesz to sama jedź, a jak nie to lodówka jest do twojej dyspozycji.- Chwyciłam szybko chłopaka za rękę i pociągnęłam za sobą do jego domu, zanim ta bestia zorientuje się, że się jej sprzeciwiłam.
Gdy już byliśmy ponownie w moim pokoju padłam zrezygnowana na łóżko:
-Ej no, weź. Ta twoja kuzynka jest...- Nie mógł znaleźć odpowiednich słów
-...Piękna?- Dokończyłam- Przecież to oczywiste. ,,Jessica Hunter. Popularna modelka i świetny myśliwy. Pilna uczennica i cudowna córka..."- Warknęłam poirytowana; w sumie całkiem nieźle pasowałaby do Aiden'a...
-Eemmm...- Zamruczał zbity z tropu Johan- Nie chodziło mi o to, że...
-Daj już spokój!- Przerwałam mu wnerwiona- A z resztą jak chcesz to jedź z nią do tego cholernego sklepu...- Mruknęłam zbierając książki z podłogi
-Jenn, ja...- Nie dokończył, bo znów mu przerwałam
-Wynoś sie stąd!- Krzyknęłam i wypchnęłam go z pokoju zamykając drzwi na klucz. Usiadłam na podłodze i zaczęłam rozmyślać nad tym wszystkim. Ona autentycznie chciała odbić mi chłopaka... Co z tego, że to jest związek bez zobowiązań, ale ja się przywiązałam do Johana i nie życzę sobie, by jakakolwiek istota płci żeńskiej się do niego zalecała!
W każdym razie nie zamierzałam wracać do mego domu, gdyż grasowała w nim ta szkarada. Postanowiłam, że spędzę tutaj jeszcze jedną noc i dopiero wtedy się wyprowadzę i zamieszkam z Godzillą. Po tym jak poskładałam książki dostałam SMS-a od gadziny, że mam wrócić w tej chwili do domu, lecz ja nie miałam zamiaru jej słuchać, po czym odpisałam jej, by się odwaliła i że zostaję tu na noc. Oczywiście była oburzona i poskarżyła się mojemu tacie, który zadzwonił do mnie i usiłował tłumaczyć, że ściągnął ją dla mojego dobra:
-Ale tato! Mogłaby to być ciocia Meg albo chociaż wujek Mattias! Czemu akurat ona?!- Lamentowałam
-Bo ona akurat miała mieć sesję zdjęciową w Paryżu, więc pomyślałem, że bez sensu byłoby tu ciągnąć starą ciotkę Meg taki kawał drogi...- Tłumaczył się tata
-Tato... Ciocia Meg ma trzydzieści sześć lat i jest o wiele młodsza od ciebie...- Zauważyłam
-Cicho! W każdym razie powiem jej, że dzisiaj nocujesz u sąsiadów, a jutro masz ognisko, więc niech zostawi cię w spokoju i że ma dom do swojej dyspozycji.- Podsumował
-Dzięki tato.- Odetchnęłam z ulgą, że nie będę musiała dzisiaj spać z tą paskudą pod jednym dachem.
-Nie ma sprawy kochanie. Idź spać i baw się dobrze jutro.
-Kocham cię.- Odpowiedziałam z miłością
-Ja ciebie też, Jenn.- Powiedział i rozłączył się, a ja odłożyłam telefon na etażerkę i poszłam spać.
Wstałam o tej samej porze jak co dzień, ale byłam bardziej wyspana niż zwykle, chociaż nie działo się tak, gdy czułam się jak na szpilkach, nie takich do noszenia, ale takich do wpinania w coś. W każdym razie, byłam lekko zestresowana i przerażona tym co miało jutro nastąpić, a mianowicie randka z Jeremym. Obawiałam się tego,, że wyjdę przy nim na kompletną idiotkę, niedorajdę i do tego przyniosę mu wstyd na oczach całej szkoły, bo nigdy nie byłam na prawdziwej, i tu podkreślam prawdziwej, randce, bo pocałunki i fałszywe zaloty Aidena nie podlegają do prawdziwego życia towarzyskiego.
Gdy wygrzebałam się z cieplutkiego łóżeczka odbyłam swoją poranną toaletę i zeszłam na dół na śniadanie, które składało się z kawy i pączka z toffi. Było one bardzo pożywne ze względu na to, że ledwo zmusiłam się do przekąszenia czegokolwiek. Mój żołądek kurczył się na samą myśl o jutrzejszym wieczorze, więc bałam się, że umrę z głodu do soboty, bo mój organizm nie chciał przyswajać teraz żadnego jedzenia.
Gdy byłam z powrotem na górze, przyszedł do mnie SMS o treści:
"Gotowa?" - To był ostatni SMS od Aidena, który dzisiaj dostałam, ale były jeszcze inne, które wysłał do mnie w odstępach dziesięciominutowych.
"O której po ciebie wpaść", albo "Wstałaś już, księżniczko?"
Szczerze nienawidziłam, gdy mnie nazywał księżniczką, mimo że lubiłam bajki o księżniczkach i książętach, jednakże słowo "księżniczka" padające z jego ust, wpływa na mnie bardzo dziwnie i nie mam tu na myśli miłego odczucia a coś wręcz przeciwnego.
Nagle usłyszałam donośny głos taty.
- Carrie, Aiden przyjechał po ciebie! - Krzyknął do mnie tatuś z dołu.
- Dobra, już schodzę. - Rzuciłam z piętra.
Zlazłam powoli jak ślimak na dół i ujrzałam twarz mego kierowcy. Wyglądał trochę inaczej, pewnie zmienił strój codzienny. Na pewno go zmienił, miałam stu-procentową pewność, że to uczynił, bo prezentował się jakoś inaczej, lepiej niż zwykle.
Tak naprawdę, zawsze uważałam go za przystojnego, jednak jego charakter nie dobijał. Czasem miałam chęć go zabić, bo m ie tak irytował, więc na wdzięki zewnętrzne nie byłam odporna jednak jego charakter załatwiał całą sprawę, dlatego też nigdy się w nim nie podkochiwałam. A wracając do tematu jeszcze przed Aidenem to... to ja już sama nie wiem co o tym wszystkim mam myśleć. Próbuje wyzbyć się Aidena z moich myśli, ale gdy tylko go widzę, mój umysł nieświadomie zaczyna interesować się chłopakiem, mimo że moje serce mówi, że jest zakochane w kimś innym.
- Co tak długo to trwało?- Zapytał się Aidden w samochodzie.
- Ciekawa jestem jak długo ci by zajęło, gdybyś miał nogę w gipsie. - Rzuciłam już z popsutym humorem, jednak wiedziała kto może go poprawić. Jenn. Z resztą i tak potrzebowałam rozmowy z nią. Musiałam się jej wygadać, a poza tym strasznie za nią tęskniłam, w końcu to moja Best Friend Forever.
Tak więc wyjęłam telefon z kieszeni spodni i napisałam do swojej najlepszej przyjaciółki.
"Możemy się dzisiaj spotkać? Muszę w końcu wygadać, bo nie wytrzymam. Plz" - Nie czekałam zbyt długo na odpowiedź, która wykazywała szczere zainteresowanie tymże spotkaniem.
Poszłam do szkoły i zaczęłam się przygotowywać do lekcji w razie niezapowiedzianej kartkówki lub odpowiedzi. Nienawidziłam być pytaną, ale wolałam być przygotowana bardziej niż nie, bo raz mi się zdarzyło to małe nieprzygotowanie i dostałam dwóję z plusem, ale to była jednorazowa sytuacja i teraz starałam się takich unikać. W sumie wcześniej też, ale nie tak efektywnie jak w ostatnim czasie.
Gdzieś tam między lekcjami dowiedziałam się o jakiejś żarówce, która wyrządziła szkody w bloku sportowym, a dokładniej dowiedziałam się ledwo przed lekcją, co oznaczało, że mam nieplanowaną małą wycieczkę do biblioteki, która tak bardzo kochałam i wielbiłam ponad wszystkie rzeczy, no dobra nie wszystkie, ale prawie, bo moje łóżko to świętość, której nikt nie ma prawa naruszać, oczywiście wszyscy poza mną i Jenn, która była na równi ze mną dla mojego łóżka.
Nie daleko, a precyzując to obok, lekcje historii miała klasa Jenn, więc istniało ogromne prawdopodobieństwo, że zobaczę ją szybciej niż planowałam.
- Hej Carrie. - Odezwała się ma parabatai, gdy do mnie podeszła. Tak, byłyśmy parabatai, czyli BFF w wersji książek Cassandry Clare, których serie nas zauroczyły.
- Hej, Jenn. - Odpowiedziałam wystarczająco głośno, aby mnie usłyszała, co było trudne, bo wszyscy dookoła darli się w niebo głosy.
- To o czym chciałaś porozmawiać? - Zapytała.
- Wiesz, wolałabym o tym tutaj nie gadać. Może pójdziemy do nie i pogadamy?
- Jak wolisz, mi tam bez różnicy. - Odpowiedziała z obojętnym wyrazem twarzy.
- Okej, to do potem. - Odpowiedziałam, bo nauczycielka historii już nie stała w korku a pod salą lekcyjną i czekała aż klasa się uspokoi i zauważy jej obecność.
- No, papa. _ Rzuciła przez ramię, bo już prawie cała jej klasa weszła do sali, jednakże ja ruszyłam w kierunku wyjścia ze szkoły, a zarazem biblioteki.
Odwiedziłam me ulubione miejsce w mieście i zaczęłam się
rozglądać za jakimiś nowościami, z którymi nie miałam jeszcze do czynienia.
Znalazłam kilka cudownych książek, a że miałam jeszcze dużo czasu do spotkania z Jenn, to postanowiłam zacząć czytać jakąś. Wybrałam oczywiście "Spętanych przez bogów", która może nie jest nowością, jednakże tak bardzo ją kochałam, że czytałam ja przynajmniej raz na rok. Fabuła książki była zbyt piękna, aby móc ją zapomnieć, przynajmniej dla mnie.
Tak wiec zabrałam się za czytanie. Mimo, że czytałam tę książkę po raz kolejny, to wciąż mnie zaskakiwała i czegoś uczyła, jak każda książka, która zawsze przekazuje jakieś mądrości. Tym razem nauczyła mnie, aby chronić rodzinę i tych, których się kocha, bo te osoby są w naszym życiu najważniejsze, a strata ich bywa bardzo i to bardzo bolesna. Dostałam kiedyś podobną lekcję od życia, gdy moja babcia zmarła. Tak bardzo za nią tęsknie, to ona nauczyła mnie kochać książki i nauczyła mnie tego, że każda książka zawiera w sobie ważną lekcję, która nigdy nie zostanie przeprowadzona w szkole.
Czytałam i czytałam, aż doszłam do zakończenia przecudownej książki. Spojrzałam na zegarek i zjarzyłam się, że jest już po szóstej. Dla mnie ten czas, który upłynął, był niczym mgnienie oka. Prawie tak, jakby go w ogóle nie było. Po prostu tak się wciągnęłam w całą tą historię Heleny Hamilton, że czas, który poświęciłam na czytanie, był nieistotny, z resztą tak samo jak świat, który mnie otacza.
Postanowiłam wrócić do domu, by rodzice się o mnie nie musieli martwić, o tak dawałam im wiele powodów do tego. Gdyby dali mi choćby samochód, to sądzę, że byłabym wcześniej w domu i nie musieliby się zastanawiać jak wrócę lub też gdzie jestem. A gips na pewno nie przeszkodziłby mi w prowadzeniu, bo mogę normalnie zginać nogę, a przycisnąć pedał to nie jakaś wielka sztuka, która wymaga całej nogi bez gipsu.
Zdążyłam na autobus, który był w pół do siódmej, a przystanek nie znajdował się za daleko od biblioteki, więc zaszłam na przystanek spacerkiem i miałam jeszcze okazje postać i posłuchać ostatnio ściągniętej muzyki z telefonu. Teraz gustowałam w zespole Our Last Night. Ich piosenki są po prostu niesamowite, a covery, które wykonują są niezapomniane i czasem miliny razy lepsze niż oryginały. Przynajmniej dla mnie, bo nie mogę się wypowiadać za innych.
Gdy przyszłam do domu z autobusu, nikogo nie było. PO prostu cisza, no i kartka na stole. Od mamy!
Kochanie, zostajesz sama do końca tygodnia. Wyjechałam w delegację, a tata pojechał gdzieś na promocję swojej najnowszej książki. Zostawiam ci swoje auto do dyspozycji. Mam nadzieję, że dobrze wykorzystasz wolny czas, dom i moje auto :)
Mama
Ps.Tylko go nie skasuj!Jak miło, że będę miała cały dom dla siebie, choć mnie w nim nie będzie od piątku. Dobrze, że mama zostawiła swój samochód, bo nie chciałam jechać z Aidenem, a z Jeremym też nie miałam duzej ochoty, mimo że go bardzo lubię. W sumie, lubię to za mało powiedziane, on jest moim księciem na białym koniu, o którym całe życie marzyłam, czyli się w nim po prostu podkochuję, bo nie wiem, czy on czuje coś do mnie. Czy czuje to co ja do niego.
Poszłam na górę, z resztą jak zawsze po szkole, i przebrałam się w wygodniejsze ciuchy czyli bardzo luźną bluzkę z krótkim rękawem i szorty ledwo zakrywające mój tyłek. To było moje ulubione ubranie, jeśli chodziło o siedzenie w domu i nic nierobienie, bo do szkoły w życiu nie poszłabym tak ubrana. Jeszcze by mnie wyśmiali albo coś a tak mogłam sobie rozwalić się jak chcę i nic mnie nie obchodziło
Usłyszałam dzwonek do drzwi, ale nie spodziewałam się nikogo poza Jenn, która wiedziała gdzie jest klucz do mojego domu i mogła sobie wchodzić kiedy chce, więc by nie dzwoniła do drzwi. Ciekawe kto to...
Zeszłam prędko na dół, tak prędko jak mi na to pozwalała noga, i otworzyłam drzwi. A w nich stał, nie kto inny jak...
- Hej, Carr. - To był oczywiście nasz uroczy Aiden (wcale tak o nim nie myślę).
- Nie nazywaj mnie tak. - Odparłam krótko.
- Nawet się nie przywitasz? Coś ty taka nie w sosie? - Zapytał się niby opiekuńczo.
- Mów co chcesz i wypad.
- Jakaś ty się drażliwa stałaś. - Stwierdził.
- O co chodzi?
- Mój tata kazał mi do ciebie zajrzeć, bo podobno twoich starych nie ma i nie ma też kto się tobą zaopiekować.
- I co w związku z tym?
- Mam na ciebie mieć oko.
- Dobra, wypełniłeś już swoje zadanie, możesz iść.
- Nie mogę, bo mój stary zauważy, że ze sobą nie gadaliśmy, a poza tym on nadal ma uważać, że jesteś we mnie szaleńczo zakochana, a nie że się pokłóciliśmy czy coś.
- A pokłóciliśmy się? - Zapytałam.
- Chyba nie, ale jesteś jakaś naburmuszona, wiec nie jestem pewien.
- Achaa. Okej, właź tylko błagam cię, niczego nie zepsuj.
- Kto tu jest pechowy, ty czy ja? - Oburzył się.
- Niby ja, ale z tobą to nigdy nic nie wiadomo.
- I racja.
Oprowadziłam go po całym domu, opuszczając łazienkę rodziców oczywiście, i na końcu doszliśmy do mojego szaro-niebieskiego pokoju, którego kochałam, bo był mój.
- Niezły pokój. - Odrzekł. - Jak na dziewczynę rzecz jasna. - Wtrącił ostatecznie, gdy się lekko uśmiechnęłam.
- Wiem. - Nie umiałam przyjmować zbytnio od niego komplementów. Czułam się wtedy dziwnie, gdy ktoś coś mówił o mnie i o moich prywatnych rzeczach.
- To gdzie mogę się walnąć? - Zapytał się tak, jak na niego przystało.
- Myślę, że koło biurka.
- Ok. - Powiedział krótko.
- Jak chcesz to możesz skorzystać z mojego laptopa, ja sobie wezmę tablet.
- Dobra. - A podobno to ja nie jestem zbyt gadatliwa.
Siedzieliśmy w ciszy, dopóki oboje nie zrobiliśmy się głodni.
- Ugotuję coś dla nas.
- Okej, pomogę ci.- Zaoferował.
- Jak nie chcesz to nie musisz, wiesz o tym?
- Tak, wiem, ale chcę ci pomóc. - To była chyba najmilsza powiedziana przez niego rzecz.
Zeszliśmy na dół i zrobiliśmy naradę wojenną na temat tego, co ugotujemy. Postawiliśmy na naleśniki, bo była to chyba najłatwiejsza rzecz do zrobienia.
Sporządziliśmy ciasto według mego przepisu, który znajdował się w mojej głowie. Potem było dopiero pod górkę, bo Aiden nie potrafił smażyć placków. Podjęłam się misji nauczenia go tej czynności, co nie było taką prostą sprawą, bo był średnio pojętnym uczniem, dlatego też było kilka zakalcowych placków, a potem doszedł w końcu do wprawy.
Gdy posmażyliśmy całe ciasto, zabraliśmy się do jedzenia. Wyszły nam przepyszne naleśniki, które mogłam wcinać, aż się nie przejadłam, tak samo Aiden, który zjadł jeszcze więcej niż ja. Nie wiem jakim cudem tego dokonał, ale było to godne podziwu, bo to podobno ja jestem chodzącym przewodem pokarmowym.
Całkiem fajnie spędziliśmy razem czas, nie licząc sprzątania po sobie po robieniu posiłku. Chłopak prawie cały czas rzucał we mnie mąką, więc byłam cała brudna, z resztą tak jak on, a poza tym skosztowałam słodkiego smaku zemsty, ale niestety mąka walała się prawie po całej kuchni, co oznaczało, że musieliśmy dużo czasu poświęcić na pozbieranie jej.
Gdy wszystko było ogarnięte, Aiden musiał już jechać do domu, więc zostało mi tylko pożegnanie go, umycie się i pójście do wyra, bo na szczęście nie miałam nic zadanego. Tak więc uczyniłam to co musiałam i tym zakończyłam swój czwartkowy dzień i z niecierpliwością wyczekiwałam piątkowego.
Jenny
Rano wstałam ok. 6:30, gdyż od tej godziny dało słyszeć się liczne kroki oraz odgłosy krzątania się. Ach, już czwartek, jak miło. Wygramoliłam się z łóżka i ubrałam w swe codzienne ciuchy. Następnie cichaczem opuściłam swój pokój i przeszłam do łazienki. Szybko się uczesałam oraz umalowałam, po czym zeszłam na dół na śniadanie. Przy stole siedziała już cała rodzina mych sąsiadów. Wszyscy jedli naleśniki i popijali je różnymi napojami. Usiadłam między Gretą, a Allie i zaczęłam wcinać swoją porcję. O dziwo posiłek odbywał się w ciszy. Po zjedzeniu naleśników razem z Johanem wyszliśmy na przystanek i czekaliśmy na autobus. W końcu pierwszy odezwał się chłopak:
-Wyspałaś się?- Zapytał jakby od niechcenia, co nie było w jego stylu
-Tak, dzięki, a ty?- Odparłam z uśmiechem; od rana byłam w dobrym humorze
-Nawet, nawet.
-Wszystko w porządku?- Zmartwiłam się tym, że jest jakiś nie swój
-T-tak. Czemu miałoby być nie w porządku?- Odrzekł niepewnie
-Tylko tak się pytam... Wydajesz się jakiś dziwny.
-Dziwny? Niee. Wyjątkowo źle dzisiaj spałem i tyle.- Zakończył nasza rozmowę i do przyjazdu autobusu staliśmy w ciszy oddaleni od siebie o kilka kroków.
Przed szkołą dostrzegłam jak mi się wtedy wydawało Taylora. Podeszłam do chłopaka i się przywitałam:
-Hej Tay.- Przywitałam się radośnie, a chłopak, z którym się przywitałam odwrócił się i również się przywitał
-Siemka Jenn.- Posłał mi lekki uśmiech Jeremy
-O ja...! Wybacz Jeremy, od tyłu jesteście do siebie bardzo podobni...- Starałam się jakoś wytłumaczyć z mej gafy; znałam Jeremy'ego już od jakiegoś czasu, tak samo jak ja lub mój kolega lubił polować i inne tematy łowieckie, więc zakolegowanie się z nim nie było problemem
-Tak podobni, jak owczarek niemiecki i ratlerek...- Skomentował to ponuro Johan i powitał się ze swym przyjacielem poprzez uścisk ręki
-Co tam u was słychać?- Zapytał nas chłopak- Jak widzę już się aż tak nie nienawidzicie.- Zauważył
-Noo... Pewne rzeczy z biegiem czasu się zmieniają.- Rzekłam
-Oczywiście.- Zaśmiał się chłopak i nagle mu się coś przypomniało- Ej, robię jutro ognisko, może wpadniecie?
-W sumie czemu nie.- Wzruszyłam ramionami chętna na jego propozycję
-Może przyjde.- Odparł ponuro Johan; coś było z nim wyraźnie nie w porządku i mi się to nie podobało
-No to świetnie.- Powiedział wesoło chłopak i już miał odchodzić, gdy go zapytałam
-A czy ktoś oprócz nas został tam zaproszony?
-Jasne, że tak. Na przykład: Carrie, Aiden i mój fajtłapowaty brat.
-A mogłabym kogoś jeszcze przyprowadzić?- Zadałam kolejne pytanie
-Oczywiście! Im więcej nas tym lepiej.- Oznajmiwszy to zniknął we wnętrzu szkoły
-Niby kogo jeszcze chcesz zaprosić?- Zadał mi pytanie Johan
-To tajemnica.- Odparłam z uśmiechem i również poszłam za przykładem Jeremiego.
Wolę pominąć co się działo podczas lekcji, gdyż nie jest to zbyt ciekawe...Nooo może poza tym, że pani z historii się spóźniła z powodu korku i miałam okazję przez chwilę pogadać z Carrie.
Po szkole postanowiłam odwiedzić tatę. Już szłam na przystanek, gdy nagle ktoś złapał mnie za nadgarstki i przyszpilił do ściany szkoły, po czym zaczął namiętnie całować mnie w usta. Z początku myślałam, że to Johan, ale gdy otworzyłam oczy zauważyłam ,,Lidera". Przeraziłam się jak nigdy w życiu. Zaczęłam się szarpać i kopać, lecz on dalej mnie całował. Na szczęście to nie trwało długo, gdyż wystarczyło dziesięć sekund na reakcję mojego ,,anioła stróża". Johan mocno uderzył chłopaka pięścią w twarz, a ten odleciał ode mnie na dwa metry. W oczach mego kolegi dostrzegałam groźne ogniki, które sugerowały, że jest bardzo, ale to BARDZO wściekły. Podszedł do ,,Lidera" i zaczął go okładać pięściami. W tym czasie, ja stałam pod ścianą oniemiała i czułam się jak jakaś ostatnia dziwka. Każdy może mnie pocałować, przytulić i tym podobne, nawet takie zero jak ,,Lider", którego imienia nawet nie znałam. Po moim policzku zaczęła swobodnie spływać łza pełna goryczy i smutku. Zasłoniłam usta dłonią, jakby dopiero teraz rozumiejąc co się stało. Chciałam jak najszybciej zmyć z nich kwaśny i okropny smak ust szkolnego chuligana. Szybko wróciłam do wnętrza szkoły i czym prędzej pognałam do damskiej toalety. Gdy tylko odpadłam umywalkę zaczęłam przemywać swe usta dłonią i je dokładnie płukać. Miałam ochotę zwymiotować. Nagle doszło mnie pukanie do drzwi i zmartwiony głos Johana:
-Hej, Jenn. Wszystko ok?
-Nie, nie jest ok!- Odkrzyknęłam mu z wodą w ustach
-Myślisz, że mogę wejść?- Zapytał przez drzwi
-Możesz, nikogo oprócz mnie tu nie ma.- Odparłam wycierając się chusteczką higieniczną, a on zajrzał do środka. Zapewne ujrzał dosyć żałosny widok: dziewczynę, która zawsze jest optymistycznie nastawiona i pełna radości, a teraz jest załamana i oszołomiona.
-Widzę, że kiepsko z tobą.- Zauważył
-No wow.- Odpowiedziałam mu ze złością i poirytowaniem w głosie
-Chodź do mnie.- Rozłożył swe ogromne ramiona, a ja skorzystałam z tego, że byliśmy sami i się do niego przytuliłam lekko pociągając nosem- Już jest ok. On cię już nigdy nie skrzywdzi. Nawet nie zaczepi cię. Już ja sie o to postaram.- Zapewniał mnie głaszcząc moją głowę wtuloną w jego czarną bluzę, która pachniała moim ukochanym lasem. Mogłabym z nim tak stać cały dzień, gdyby nagle nie zadzwonił mój telefon. Odsunęłam się od Johana i go odebrałam:
-Halo?
-Hej...Czy to ty Jenny?- Zapytał znajomy głos
-Tak, to ja...- Odpowiedziałam ostrożnie
-Uff, czyli dobrze sie dodzwoniłam. Twój tata już się obudził.- Już wiedziałam z kim rozmawiam, to Janette zgodnie z obietnicą zadzwoniła do mnie z informacją o stanie mego taty; z radości, aż podskoczyłam w miejscu
-Obudził się?- Zapytałam nie dowierzając w swoje szczęście
-Tak, dać go do telefonu?
-Nie!- Szybko zaprotestowałam, chociaż kusiło mnie by powiedzieć ,,tak"- Chcę mu zrobić niespodziankę, nic mu nie mów.- Zakończyłam rozmowę i się rozłączyłam
-Twój tata się obudził?- Zadał mi pytanie Johan
-Tak!- Krzyknęłam uradowana i rzuciłam mu się na szyje co w praktyce było dosyć trudne; gdy już skończyłam go dusić, pognaliśmy co sił na autobus, który zawiózł nas pod szpital. Co prawda po drodze mijaliśmy to co zostało z ,,Lidera", a trzeba przyznać, że był nieźle poturbowany, lecz niestety nadal żył.
Gdy już znaleźliśmy się w szpitalu mało nie staranowałam innych pacjentów oraz lekarzy. Gdy tylko wpadłam cała zdyszana do sali mym oczom ukazał się mój tata, który na wpół leżąc oglądał telewizję:
-Pappa!- Krzyknęłam z radością i łzami w oczach, po czym odrzuciłam plecak na bok i podbiegłam przytulić się do niego
-No hej Jenny.- Przywitał mnie słabym głosem tata- Co u ciebie? Wszystko w porządku?- Dopytywał się
-Tak, wszystko u mnie ok. Jak się czujesz?
-Nawet znośnie. Trochę boli mnie głowa.- Odparł- A z kim mieszkasz? Ktoś się tobą opiekuje?- Nagle zapytał
-Taaak. Mieszkam chwilowo u Johana. Jest ok. Dobrze mnie karmią, jest ciepła woda i są tam wygodne łóżka.- Powiedziałam z uśmiechem, na co odpowiedział mi tym samym
-Mam nadzieję, że niebawem wyjdę. Zapewne domyślasz się po kim odziedziczyłaś swoje ,,ADHD".
-Oczywiście, że tak.- Wiedziałam to już wcześniej
-Proszę pana...- Zaczął nieśmiało Johan
-No słucham.- Zwrócił się do chłopaka mój tata
-Czy nie miałby pan nic przeciwko, gdybym jutro poszedł z Jenn na ognisko i ją pilnował?
-Ognisko? Kto pali ognisko w środku września?!
-Jeremy.- Odpowiedziałam- Będą tam Carrie, Taylor, Katie...
-Czyli to o nią się pytałaś.- Odgadną Johan
-Tak, o nią. No, wracając do tematu: zostałam na nie zaproszona, a że mam pewnego natrętnego wielbiciela Johan idzie ze mną dla bezpieczeństwa.- Wytłumaczyłam, chociaż liczyłam się z tym, że chłopak tak na prawde ma inne zamiary niż tylko chronienie mnie...
-Cóż, w takim razie zgadzam się.- Odrzekł mój tata, a ja rzuciłam się mu na szyję- Ej, ej, kark mi połamiesz.- Ostrzegł śmiejąc się, a ja rozluźniłam uścisk
-Hej, Jenn, nie chciałbym poganiać, ale niedługo będzie ostatni autobus...- Zauważył Johan
-Ach, to lećcie.- Przytaknął tata- Zobaczymy się jutro albo w sobotę, Jenny.- Obiecał
-Ale...- Chciałam zaprotestować
-Spokojnie, nigdzie się stąd nie ruszę.- Pocieszył mnie i gestem nakazał bym się do niego zbliżyła, po czym pocałował mnie w czoło i życzył bezpiecznego powrotu.
-Pa!- Pomachałam mu niechętnie wychodząc z sali, lecz z uśmiechem na twarzy
-Pa.- Również się pożegnał i odmachał mi
Gdy byliśmy w drodze na przystanek spotkaliśmy Katie:
-O, hej!- Przywitałam się
-Cześć.- Również się przywitała; już nie była aż tak niepewna co do mnie, a Johana jakby nie zauważyła
-Katie, co robisz jutro po szkole?- Zapytałam od razu.
-Jutro? Raczej nic... A co?
-Bo mój znajomy.- Dostałam lekko łokciem w żebra od mego sąsiada- Au! Ech, NASZ znajomy...- Specjalnie zaakcentowałam ,,nasz"- ...Robi jutro ognisko po szkole i czy nie chciałabyś wpaść...
-Nie!- Odpowiedziała za szybko- Wybacz, musze pomóc cioci.- Chciała się wywinąć, ale mnie tak łatwo nie da się pokonać
-Ej, co jest? Nie lubisz ognisk?- Zapytałam
-Nie o to chodzi... Ja... Nie lubię poznawać nowych ludzi.- Odpowiedziała nieśmiało
-Spokojnie. Wszystkich tam znasz. Są to osoby z naszej szkoły, a poza tym ja i Johan tam będziemy, więc nie masz czego się bać. Zobaczysz, będzie świetnie.- Zapewniałam ją i kopnęłam lekko Johana, by mi pomógł
-Jasne, że tak. Jeremy jest mistrzem kawałów, a Jenn zna świetne historie...- Odezwał się, a Katie najwyraźniej się przekonała i rzekła
-Wiecie, skoro tak uważacie, to chyba pójdę...- Odpowiedziała, a ja posłałam jej ciepły uśmiech i się pożegnaliśmy, gdyż zauważyłam nasz nadjeżdżający autobus, a my staliśmy od przystanka jakieś 50 metrów. Zaczęłam biec z ciężkim plecakiem za autobusem, a Johan za mną, chociaż powoli zaczął mnie wyprzedzać. Gdy już mniej więcej znalazł się obok mnie, chwycił moją dłoń i pociągnął za sobą. Wskoczyliśmy do autobusu dosłownie w ostatnim momencie, gdyż gdy tylko me stopy dotknęły podłogi pojazdu, drzwi zatrzasnęły się z trzaskiem. Mój oddech był lekko przyspieszony, więc oparłam się o jedną z szyb. Mój sąsiad stanął na przeciwko mnie i oczywiście patrzył na mą osobę, przez co byłam poirytowana. W ogóle mam pewne zasady, więc się do nich dostosuj, jeżeli ze mną rozmawiasz:
1. Nie patrz się na mnie jak sroka w gnat (wnerwia mnie to)
2. Nie podchodź do mnie zbyt blisko (cenię sobię przestrzeń osobistą)
3. Nie gestykuluj za dużo (to irytujące)
4. Jeżeli nie jesteś moim przyjacielem, nawet mnie nie dotykaj (grozi to utratą danej kończyny)
5. Nie patrz często mi w oczy (rozprasza mnie to)
No i to tak w skrócie...
Po powrocie do domu Johana razem z sąsiadami zjadłam obiad i poszłam do swego pokoju odrobić lekcje. W sumie nie miałam w planie nigdzie już dzisiaj wychodzić, więc ubrałam się w swą piżamkę (czarną koszulkę z krwawym napisem ,,Lordi" oraz siwe spodenki sportowe). Siedziałam na dywanie pośród otwartych książek oraz zeszytów i rozwiązywałam zadania domowe. Nagle mój telefon zabrzęczał, a ja wiedziałam, że dostałam SMS-a. Sięgnęłam po mego smartfona i odczytałam wiadomość:
,,Hei Jenn, det er Jessica. Jeg har hørt at det er du som tar vare på, og at jeg er så nær Paris flyter inn i deg for et par dager, så vær forberedt på mitt besøk. Kysser, Jessica" (Hej Jenn, tu Jessica. Doszły mnie słuchy, że nie ma się tobą kto zająć, a jako iż jestem w pobliżu Paryża wpadnę do ciebie na kilka dni, więc przygotuj się na moją wizytę. Całusy, Jessica)
-Ooooo nie!- Szepnęłam zdziwiona i poirytowana tą norweską wiadomością; Jessica jest moją kuzynką od strony taty i ma osiemnaście lat, metr siedemdziesiąt, również blond włosy i jest mega wnerwiająca. Chociaż czasami jest znośna, na ogół jest okropna... I teraz miała się mną opiekować! Jakbym, kurka wodna, sama nie potrafiła o siebie zadbać. To na pewno sprawka taty... Uuugh. Teraz się wściekłam na maksa i w dodatku do pokoju wszedł Johan:
-Hej, co masz w drugim z matmy?- Zapytał z zeszytem w dłoni
-Spadaj stąd.- Mruknęłam rzucając telefon na łóżko
-Aaaaha, to ja może już pójdę...- Już miał wyjść, gdy rzuciłam piórnikiem w drzwi, które się zamknęły- Albo nie.- Odpowiedział po chwili
-Siadaj.- Nakazałam- I patrz!- Znów wzięłam telefon do ręki i pokazał mu SMS-a, którego oczywiście nie zrozumiał, więc musiałam mu go przetłumaczyć
-No i co z tego?- Zapytał zdziwiony
-To to, że my się nie cierpimy, a ona tu jedzie zatruć mi życie!- Prawie krzyknęłam i zrezygnowana walnęłam głową w jego ramię, a on poklepał mnie przyjacielsko po plecach
-Spoko, będzie OK. Zobaczysz.- Zapewniał mnie, a ja wiedziałam, że to nieprawda
-Wcale nie...- Usłyszał mój jęk, który był lekko przytłumiony przez jego koszulkę
-Oj tam Jenn. Nie przejmuj się. Zamiast pozwolić jej na to, sama zatruj jej życie.- Odparł
-Co???- Szybko podniosłam swoją głowę i popatrzyłam na niego osłupiała
-To co słyszałaś.
-Ja jej??? Chyba sobie żartujesz!- Zaprotestowałam oburzona- Ona jest jak Godzilla!!! Przychodzi, niszczy wszystko i odchodzi!
-Ha ha ha ha!- Zaśmiał się, po mimo iż mówiłam całkowicie poważnie; przez to wnerwiłam sie jeszcze bardziej i przywaliłam mu książką od biologii w głowę- Ałaa, ha ha ha...- Nadal się śmiał
-To nie jest śmieszne!- Warknęłam naburmuszona i skrzyżowałam swe ręce na piersi
-Oj, no już, nie gniewaj się...- Powiedział roześmiany, po czym przeciągnął mnie po dywanie za ramiona i przytulił do siebie
-Spadaj idioto!- Zaczęłam się wyrywać, a on pocałował mnie w policzek, co było dla mnie zaskoczeniem i spowodowało chwilowy paraliż
-Jak się nie ruszasz to jest wygodniej.- Odrzekł i wtulił swą szczękę w moje ramie
-Obiecuję ci to: jak tylko dostanę łuk albo kusze w ręce to od razu się zastrzelę.- Powiedziałam to nie wiedząc czy żartuję, czy też mówię to zupełnie poważnie
-Dobrze.- Odpowiedział Johan i tak siedzieliśmy, dopóki nie usłyszałam początku piosenki zespołu Skillet ,,Whispers In The Dark". Chłopak posłusznie uwolnił mnie ze swych bezpiecznych objęć i pozwolił odebrać telefon:
-Oui? (Tak?)- Zapytałam po francusku
-Du trenger ikke å snakke med meg i fransk, idiot... (Nie musisz do mnie mówić po francusku, idiotko...)- Usłyszałam głos mej kuzynki
-Jessica?- Zapytałam nie dowierzając; zazwyczaj do mnie nie dzwoniła, bo roaming... Czyli to oznacza, że już jest w Paryżu!
-Nei, vet du, Arnold Schwarzenegger . Selvfølgelig, det er meg! (Nie, wiesz, Arnold Schwarzenegger. Oczywiście, że ja!)- Oburzyła się Jessica
-H-hvorfor ringer du meg? (P-po co do mnie dzwonisz?)- Zapytałam po norwesku
-Åpne døren for meg, sigøynere. Og hvordan ikke la meg angre! (Otwórz mi drzwi, cyganie. A jak mnie nie wpuścisz to pożałujesz!)- Zagroziła, a ja zerwałam się z miejsca i pobiegłam mając na sobie tylko piżamę na dwór z telefonem w dłoni. Popatrzyłam w lewo i zauważyłam na podjeździe mego domu krwisto czerwoną toyotę raw.
-Cholera!- Zaklęłam pod nosem i już się cofałam, by wrócić z powrotem do wnętrza domu sąsiadów, gdy nagle za moimi plecami pojawił się Johan
-Co się stało?- Zapytał zmartwiony
-Ona już tu jest!!- Zawyłam żałośnie i wtuliłam się w jego pierś, chcąc się w nią wtopić i udawać, że mnie tu nie ma
-To świetnie! Chodźmy ją przywitać.- Chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę mojego domu.
-Zaczekaj! Zimno mi w nogi... Jestem nieubrana!- Protestowałam, a on podszedł do szafy na ubrania, która była w przedpokoju i wyciągnął z niej swoją bluzę oraz trampki jego młodszej siostry, a dla siebie tylko swoje glany.
-Masz.- Powiedział wręczając mi to co wziął i znów pociągnął w stronę domu, gdy się wreszcie ubrałam. Szłam najwolniej jak umiałam szurając przy tym lekko za małymi trampkami. Musiałam przyznać mu jedno. Jego bluza pomimo iż była na mnie sporo za duża, była mega miękka i ciepła. Zakochałam się w niej od pierwszego założenia...
-No nareszcie!- Krzyknęła nam na powitanie Jessica- Chodź tu szybciej i otwieraj! Nogi mi zdrętwiały.
-Wow...- Szepnął z zachwytu Johan, gdy tylko ją zobaczył, a ja poczułam się zazdrosna
-Już idę.- Mruknęłam otwierając drzwi i wpuszczając tą gadzinę do środka.
-Hmm, nie sprzątałaś.- Stwierdziła rzucając swe klamoty na samym środku przedpokoju i przechodząc w swych ciężkich butach na obcasie do kuchni
-No co ty nie powiesz...- Rzekłam cicho poirytowana idąc za nią
-A to kto?- Zapytała nagle zauważając Johana
-To mój sąsiad. Johan- Jessica, Jessica- Johan.- Przedstawiłam ich sobie
-Cześć.- Uśmiechnął się ciepło chłopak i wyciągnął w jej kierunku rękę
-Witaaj.- Powiedziała to uśmiechając się zalotnie jak to miała w zwyczaju
-Dobra, nie podrywaj już go, wszyscy wiedzą, że jesteś piękna...Co chcesz zjeść?- Zapytałam od niechcenia, byle by się od niego odczepiła...
-Masz piwo?- Odpowiedziała pytaniem
-Nie.- Odrzekłam ponuro
-Hmmm, a wino, tequile? No cokolwiek!
-Też nie. Tata nie pije...
-Nosz cholera, muszę jechać do sklepu...- Zaklęła i spojrzała na Johana- Chciałbyś się przejechać ze mną?- Posłała mu słodki i wyćwiczony uśmiech, a on już miał się zgadzać, gdy zainterweniowałam
-Johan zostaje ze mną. Udzielam mu korepetycji z matmy. Chcesz to sama jedź, a jak nie to lodówka jest do twojej dyspozycji.- Chwyciłam szybko chłopaka za rękę i pociągnęłam za sobą do jego domu, zanim ta bestia zorientuje się, że się jej sprzeciwiłam.
Gdy już byliśmy ponownie w moim pokoju padłam zrezygnowana na łóżko:
-Ej no, weź. Ta twoja kuzynka jest...- Nie mógł znaleźć odpowiednich słów
-...Piękna?- Dokończyłam- Przecież to oczywiste. ,,Jessica Hunter. Popularna modelka i świetny myśliwy. Pilna uczennica i cudowna córka..."- Warknęłam poirytowana; w sumie całkiem nieźle pasowałaby do Aiden'a...
-Eemmm...- Zamruczał zbity z tropu Johan- Nie chodziło mi o to, że...
-Daj już spokój!- Przerwałam mu wnerwiona- A z resztą jak chcesz to jedź z nią do tego cholernego sklepu...- Mruknęłam zbierając książki z podłogi
-Jenn, ja...- Nie dokończył, bo znów mu przerwałam
-Wynoś sie stąd!- Krzyknęłam i wypchnęłam go z pokoju zamykając drzwi na klucz. Usiadłam na podłodze i zaczęłam rozmyślać nad tym wszystkim. Ona autentycznie chciała odbić mi chłopaka... Co z tego, że to jest związek bez zobowiązań, ale ja się przywiązałam do Johana i nie życzę sobie, by jakakolwiek istota płci żeńskiej się do niego zalecała!
W każdym razie nie zamierzałam wracać do mego domu, gdyż grasowała w nim ta szkarada. Postanowiłam, że spędzę tutaj jeszcze jedną noc i dopiero wtedy się wyprowadzę i zamieszkam z Godzillą. Po tym jak poskładałam książki dostałam SMS-a od gadziny, że mam wrócić w tej chwili do domu, lecz ja nie miałam zamiaru jej słuchać, po czym odpisałam jej, by się odwaliła i że zostaję tu na noc. Oczywiście była oburzona i poskarżyła się mojemu tacie, który zadzwonił do mnie i usiłował tłumaczyć, że ściągnął ją dla mojego dobra:
-Ale tato! Mogłaby to być ciocia Meg albo chociaż wujek Mattias! Czemu akurat ona?!- Lamentowałam
-Bo ona akurat miała mieć sesję zdjęciową w Paryżu, więc pomyślałem, że bez sensu byłoby tu ciągnąć starą ciotkę Meg taki kawał drogi...- Tłumaczył się tata
-Tato... Ciocia Meg ma trzydzieści sześć lat i jest o wiele młodsza od ciebie...- Zauważyłam
-Cicho! W każdym razie powiem jej, że dzisiaj nocujesz u sąsiadów, a jutro masz ognisko, więc niech zostawi cię w spokoju i że ma dom do swojej dyspozycji.- Podsumował
-Dzięki tato.- Odetchnęłam z ulgą, że nie będę musiała dzisiaj spać z tą paskudą pod jednym dachem.
-Nie ma sprawy kochanie. Idź spać i baw się dobrze jutro.
-Kocham cię.- Odpowiedziałam z miłością
-Ja ciebie też, Jenn.- Powiedział i rozłączył się, a ja odłożyłam telefon na etażerkę i poszłam spać.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)