wtorek, 12 lipca 2016

Rozdział 10 (Wtorek)

Jenny
Wieczorem przyśnił mi się koszmar. W mym śnie byłam w pustej szkole nocą. Sceneria niczym z amerykańskiego horroru. Światła migały, wszystkie sale były otwarte na oścież, a na ścianach była krew. Wiedziałam, że ta krew należała do moich znajomych i przyjaciół. Bałam się wchodzić do sal, gdyż miałam przeczucie, że kryje się w nich coś znacznie gorszego niż obcy z filmu ,,Obcy kontra Predator", którego od dzieciństwa się bałam... Jednak nie miałam innego wyboru i weszłam do pierwszej, lepszej sali. Już wchodziłam do pomieszczenia, gdy nagle się obudziłam, cała zalana zimnym potem. Mój oddech był przyśpieszony, tak jak bicie mego serca. Przełknęłam głośno ślinę i sprawdziłam godzinę. Na wyświetlaczu mego telefonu wyświetlała się trzecia czternaście. Westchnęłam i wstałam z łóżka. Starając stawiać delikatnie kroki zeszłam na dół i usiadłam na kanapie. Starałam się jak najszybciej zapomnieć o tym co przed chwilą widziałam we śnie. Nagle rozległ się odgłos kroków, a ja spanikowana położyłam się na kanapie, by osoba, która schodziła na dół mnie nie zauważyła. Usłyszałam odgłos otwieranej lodówki oraz jakby ktoś coś pił. Delikatnie wyjrzałam z mej kryjówki i ku mojej uldze był to nikt inny jak Johan. Właśnie pił zimne mleko z gwinta i gdy mnie dostrzegł mało się nie zakrztusił:
-A ty co tu robisz?? Wiesz jak mnie wystraszyłaś?- Wyszeptał wycierając sobie mleczne wąsy
-Wybacz, nie mogłam zasnąć, więc przyszłam tutaj.- Skłamałam, chcąc uniknąć niepotrzebnych pytań i czułości chłopaka
-Serio? Trzeba było przyjść do mnie...
-A ty czemu nie śpisz?- Zainteresowałam się
-Cierpię na bezsenność.- Odparł krótko i wziął łyk mleka
-Aha, spoko... Może ja już chyba pójdę?- Rzekłam i już wstawałam z kanapy, gdy chłopak mnie powstrzymał
-Jeśli chcesz możesz przyjść do mnie. Obecnie oglądam film na laptopie, więc jeżeli też nie możesz spać, to ja nie mam nic przeciwko byś oglądała ze mną.- Zaproponował
-Na prawdę nie byłoby to dla ciebie problemem?- Zapytałam bardziej siebie niż jego
-Jasne, że nie. Chodź.- Chwycił mnie za rękę i pociągnął za sobą na góre do swojego pokoju.
I znów znalazłam się w tym miejscu, które bezlitośnie przypominało mi o tym, co tutaj zaszło w sobotę. Starałam sie o tym nie myśleć, lecz było to dosyć trudne. Johan zamknął za nami drzwi i zapalił światło. Cóż... W pokoju panował istny chaos. Ubrania były praktycznie wszędzie, kołdra leżała na podłodze razem z poduszkami, a książki zajmowały całe biurko:
-Wiem, że najczyściej tu nie jest, ale chyba się nie obrazisz?
-Raczej nie.- Pocieszyłam go; zauważyłam, że nie zwracałam się już do niego z taką wrogością jak wcześniej
-No to siadaj.- Zaproponował pokazując na łóżko, które było pozbawione czegokolwiek- Jak chcesz możesz wziąć sobie poduszki i kołdrę.
-A tobie się nie przydadzą?- Zapytałam
-Nieee, gorąco mi jest.- Odparł szybko, po czym wziął laptopa z biurka i usiadł z nim koło mnie- Co chcesz obejrzeć?
-A co masz?- Odpowiedziałam pytaniem
-Co tylko chcesz.- Odrzekł śmiejąc się
-Hmm... Masz może ,,Igrzyska Śmierci: Kosogłos cz.1"?
-Mam.- Powiedział i zaczął szukać wyznaczonego przeze mnie filmu, a ja szczelnie okryłam się jego kołdrą, która była przyjemnie ciepła.
-Johan...- Zaczęłam
-Nom.
-...Czy ja... Czy ja ci sie podobam?- Zapytałam nieśmiało patrząc gdzieś w bok, a on nagle przestał szukać, odłożył laptop i popatrzył się na mnie jakby zbierając myśli
-Czy mi się podobasz?- Powtórzył pytanie drżącym głosem i rumieniąc się- Wiesz...- Podrapał się po nosie i się do mnie zbliżył; z każdą sekundą jego twarz było co raz bliżej mojej. Gdy już stykaliśmy się nosami wyszeptał tak cicho, że ledwo usłyszałam:- Dla mnie jesteś najpiękniejszą dziewczyną jaką kiedykolwiek w życiu widziałem, Jenn.- Pogładził swą ręką mój policzek i kontynuował swoją wypowiedź- Odkąd się tu pojawiliśmy zawsze cię obserwowałem i podziwiałem. Byłaś dla mnie jak bogini i jakikolwiek kontakt z tobą, nawet kłótnia dawała mi radość z tego, że mogę być obok ciebie i rozmawiać z tobą. Wiem, że to brzmi bardzo dziwnie i zapewne uznasz mnie za wariata, ale ja cię kocham...
-Wow...Johan, ja...- Zatkało mnie; przez kilka lat myślałam, że on jest moim wrogiem numer jeden, a tu nagle okazuje się, że on po prostu był we mnie zakochany-Ja... Nie wiem co powiedzieć...- Bardzo mocno się zarumieniłam i powoli od niego odsunęłam, tak że dotykałam plecami ściany, a on jeszcze bardziej się do mnie zbliżył
-Powiedz to co myślisz.- Poradził szeptem lekko onieśmielony, a za razem ciekawy mej odpowiedzi
-Myślę, że...Ch-chyba już pójdę.- Szybko zerwałam się z łóżka i potruchtałam do swojego pokoju, gdy nagle chłopak złapał mnie za rękę (ach te jego długie ręce...) i przyciągnął do siebie, po czym otoczył mnie ramionami w żelaznym uścisku
-Błagam, powiedz mi, Jenn. Ty wiesz, że ja nigdy bym cię nie skrzywdził...- Zapewniał mnie
-A wiesz, że gadasz jak psychopata?- Zapytałam
-Serio?- Odpowiedział pytaniem szczerze zdziwiony
-Tak, a teraz puść mnie, bo obudzę cały dom.- Zagroziłam, a on mnie puścił
-Przepraszam...- Westchnął i wstał po to, by odłożyć laptop na biurko; stałam lekko oszołomiona i zmieszana; nagle zdałam sobie sprawę, że go przez cały czas raniłam; postarałam się przez krótką chwilę wczuć w jego sytuację i szczerze mówiąc, gdybym powiedziała chłopakowi, że mi się podoba, a on by mnie odtrącał i myślał o mnie jak o wariatce, to bynajmniej szczęśliwa bym nie była, no ale kurka, przecież ja go nie kocham! Możemy być TYLKO przyjaciółmi, nikim więcej!
-To ja przepraszam...- W końcu się odezwałam- Nie powinnam była ciebie cały czas odtrącać i obrażać.- Spuściłam nisko głowę i patrzyłam na swe nogi; nagle zauważyłam stopy Johana, które były przed moimi i były o wieeele większe
-Nie musisz mnie przepraszać.- Podniósł moją głowę do góry i posłał ciepły uśmiech- Nie ważne jak bardzo mnie skrzywdzisz, ja dalej będę cię kochał. Kochał, aż do końca mych dni, chociażby w samotności...- To wyznanie na tyle mną wstrząsnęło, aż się poryczałam jak dziecko i z emocji przytuliłam się do niego; ściskałam go mocno, a on wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego tymczasowego pokoju, po czym położył na łóżko i usiadł obok:
-Idź już spać, zmęczona jesteś.- Poradził mi i już miał zamiar wstawać, gdy złapałam go za dłoń i zawyłam
-Nie zostawiaj mnie! Ja... Ja nie chcę być sama...- Zaszlochałam, a on przytulił się do mnie opierając swój policzek o moją głowę
-Zostanę ile będziesz tylko chciała.- Szepnął, a ja kiwnęłam głową twierdząco
-Johan, ja chyba nie jestem jeszcze gotowa na posiadanie chłopaka. Nie chcę, byś był na mnie zły czy coś...
-Mogę poczekać!- Zadeklarował
-Nie, posłuchaj. Nie chciałabym cię całkiem odtrącać, więc czy nie moglibyśmy zachowywać się jak rodzeństwo? W sensie być blisko siebie, ale nie za blisko. Wiesz, jak starszy brat i młodsza siostra...- Zaproponowałam
-A może związek bez zobowiązań?- Podał inną propozycję
-Czyli?- Nie miałam pojęcia o co mu chodziło
-Noo, że jesteśmy razem, ale możemy umawiać się z innymi itp...- Opowiedział szybko w skrócie
-To jak być w związku, a za razem jak w nim nie być... To głupie!- Zaprotestowałam
-Ale to jedyne wyjście w tej sytuacji.- Oznajmił
-Noo może i tak...- Fuknęłam przyznając mu rację; faktem było to, iż nie chciałam go ranić oraz to, że na oku miałam już jednego chłopaka; ostatecznie się zgodziłam
-No i fajnie.- Podsumował
-Ale wprowadźmy pewne zasady!- Zadeklarowałam
-Zasady?
-Tak.
1. Nie okazujemy uczuć w miejscach publicznych
2. Nie atakujesz każdego chłopaka, z którym rozmawiam
3. Nie chodzisz cały czas za mną; masz trzymać się ode mnie na dystans co najmniej czterech metrów
4. Nikomu nie mówimy o tym, że jesteśmy razem
5. Możesz mnie objąć tylko za moim pozwoleniem (Gdy tylko to powiedziałam, Johan odskoczył ode mnie jak poparzony)
6. Ty gotujesz.
-I tylko tyle?- Zapytał zdziwiony
-A co, chcesz więcej?- Odpowiedziałam pytaniem drocząc się
-Nie!- Zaprotestował szybko
-No i dobra. Zapisz to wszystko sobie gdzieś i idź spać.- Oznajmiłam kładąc głowę na poduszkę
-Jak sobie życzysz.- Rzekł uśmiechając się i nagle zapytał- Mogę?
-Co możesz?
-Noo boo mówiłaś, że mogę cię przytulać tylko za twoją zgodą...
-Ech, tutaj możesz.- Również się uśmiechnęłam, a on podszedł i mnie przytulił, po czym życzył dobrej nocy i zniknął za zamkniętymi drzwiami; westchnęłam głośno i zasnęłam


Carrie
Wstałam o świcie. Nie dałam razy spać, a do tego umierałam z głodu i pragnienia. Nie pozostawało mi nic, tylko zejście na paluszkach na dół i poszperanie w lodówce. No cóż, taki los głodomora. Jenn nawet czasem mówiła o mnie jako chodzący przewód pokarmowy, bo mogłam jeść i jeść czasem bez końca, a wciąż byłam głodna. Na szczęście takie sytuacje ostatnio prawie w ogóle się ne zdarzały, pewnie przez stres i szkołę, która co chwila staje się coraz większym ciężarem na mych barkach. Nie przypuszczałam, że w tym roku będzie taki natłok pracy, no bo przecież dopiero zaczynam naukę w tym liceum, a tu już kartkówki i sprawdziany lecą jak z nut. Jak dla mnie to za dużo i to jeszcze w pierwszym semestrze, a do tego wszystkiego dochodzi teraz moje kalectwo, które będzie mi towarzyszyło jeszcze przez jakiś czas, to jest nieuniknione. Po prostu jestem straszną niezdarą, mimo że się nie urodziłam w piątek trzynastego, czyli oznacza to tylko jedno. Ktoś w rodzinie miał strasznego pecha i przekazał go mnie. Wychodzi również na to, że nie mieli zbyt wielkiego szczęścia w miłości, bo ja również go nie posiadam, gdyż czepia się tylko mnie nieszczęśliwa nieodwzajemniona miłość, która nie daje mi nigdy spokoju. Jak zakocham się w jednym to ten ma inną lub boję się powiedzieć mu co czuje albo po prostu uważa mnie w ciul brzydką. Ostatecznie zakończyłam mój głupi oraz bardzo bezsensowny monolog i w końcu poszłam na dół po żarcie do lodówki. Postawiłam na szybki posiłek, więc miałam do wyboru albo płatki albo kanapki albo jogurt. Wybrałam jogurt. Zabrałam go do swojego pokoju i tam go wypiłam i przy okazji zerknęłam na wyświetlacz telefonu ukazujący godzinę drugą trzynaście. Nie było zbyt wcześnie ani zbyt późno, czyli było idealnie na położenie się do łóżka o raz drugi, czym nie potrafiłam pogardzić, tak samo jak bym nie pogardziła, gdybym dostała żyjącego Deamona z Obsydianu autorstwa pani Jennifer. Gdy wstałam ponownie, przyszedł czas aby szykować się do szkoły, której tak nie cierpię. Tak więc zaczęłam od podstawowych czynności, dzięki którym choć trochę przypominałam człowieka, a nie zombie. Nie powinno nikogo zdziwić, że miałam małe utrudnienie w ich wykonaniu, ponieważ moja noga była teraz ogromnym dla mnie balastem, którego nie miałam możliwości się pozbyć. No niestety, musiałam sobie jakoś poradzić z tym niedogodnieniem, do którego się już powoli przyzwyczajałam. Zbyt wiele razy coś sobie robiłam, aby nie mieć już wprawy w tym i owym. Gdy byłam już po wszystkich zabiegach upiększających postanowiłam zjeść śniadanie, bo mój brzuch wydawał wcześniej nieznane mi odgłosy.
- Widzę, że ktoś tu jest głodny. - Wyśpiewał tata. 
- I to bardzo. - Podeszłam do taty i ucałowałam go w policzek. - Co na śniadanko? - Zatarłam już rękawy do jedzenia.
- Dzisiaj jemy jajka z bekonem. - Wyświergotał aż ze szczęścia. 
- Pyszotka. - Oblizałam językiem wargi, gdy tata postawił mi pod nos pachnące jedzonko. 
- Wcinaj ile wlezie, musisz mieć dużo energii, pamiętaj o tym. - Tycnął mnie palcem w czubek nosa. 
- Pamiętam, tatku, ale mam nadzieję, że i ty pamiętasz o tym, że dziś zawozisz mnie do szkoły. 
- Oczywiście, że pamiętam, kruszynko. 
- Tato, możesz przestać na mnie tak mówić? - Zapytałam się, robiąc przy tym słodkie oczka, na które nie potrafił się oprzeć. 
- Ale taka prawda. - Powiedział to i poszedł siorbać tą swoja czarną fusiastą kawę, której nie lubiłam.
Po moim bardzo porządnym  posiłku, poszłam na górę po swoje rzeczy i zeszłam z powrotem na dół, gdzie mój tata czekał już przygotowany do wyjścia, a wtedy zadzwonił dzwonek od drzwi. Tak więc otworzyłam je a w nich stał sam diabeł wcielony.
- Dzień dobry, panie Swan. - Przywitał mojego tatę, który stał tuż za mną.
- Witaj, Aidenie. - Odrzekł mój tata.
- Czy nie miałby pan nic przeciwko, gdybym zawiózł dzisiaj pańską córkę do szkoły? - Zapytał się bardzo ładnym wypowiedzeniem, co dało mu plusa w oczach mego ojca.
- Jeśli to nie byłby kłopot, to nie widzę przeciwwskazań. - Odrzekł mój tatko.
- Oczywiście, że nie. - Od razu opowiedział mu chłopak.
- No to jedźcie, bo jeszcze się spóźnicie. - Powiedział zbyt entuzjastycznie mój rodzic.
- Do widzenia, panu.
- Papa, tato.
- Żegnajcie dzieci. - I oto w ten dziwny sposób rozpoczął się mój dziwny dzień.
W samochodzie co chwila Aiden na nie zerkał, a raczej na moją nogę. Chyba coś mu się nie podobało w jej wyglądzie albo coś go bardzo zaskoczyło. W każdym razie to było jak na niego bardzo niespotykane i naprawdę naprawdę dziwne. (wiem, że dwa razy napisałam to samo). Trudno było się mi przez to skupić, bo moje myśli wciąż krążyły wokół gapiących się paczadeł Aidena.
- Czy mógłbyś łaskawie, się nie lampić tak na moją nogę? - Zapytałam się go, bo już nie wytrzymywałam. Po prostu nie cierpiałam, gdy ktoś się na mnie gapił, bo mnie to denerwowało i też onieśmielało.
- Czemu się tak irytujesz?
- Nie odpowiedziałeś na pytanie. - Zauważyła.
- Ty też nie. - Spostrzegł.
- Zapytałam się pierwsza. To jak, nie będziesz się na mnie tak gapił? - Zapytałam się po raz drugi.
- Nie gapie sie na ciebie, ale na twój gips. - Podkreślił.
- A to nie to samo? - Powiedziałam wyraźnie zirytowana.
- Nie, gdybym się na ciebie gapił, to bym patrzył ci w oczy, gdyby oczywiście to było moim celem, ale nim nie jest. Ja patrzę się na gips, czyli na rzecz, którą umieszczono na twojej nodze. - Wyjaśnił mi bardzo jasno i klarownie.
- Acha... To wiele wyjaśnia. - Powiedziałam w końcu.
- Nie sądzisz?
- Sądzę, że jesteś strasznie pyszałkowaty. - Odgryzłam się, bo wyczułam w jego słowach pewien sarkazm.
- Skoro ty tak mówisz, to na pewno tak jest. - Puścił do mnie oczko, jak to miał zwyczaj robić.
Gdy ostatecznie zaparkowaliśmy na parkingu szkolnym, niemal wyskoczyłam z auta i zaczęłam niczym truchtać do tej szkoły, która była teraz moim wybawieniem z rąk szatana.
 - Gdzie tak pędzisz, młoda damo? - Zawołał do mnie.
- Stary się odezwał - Mruknęłam pod nosem, a po chwili odezwałam się do Aidena. - Do szkoły. A co nie mogę? - Odezwałam się bardzo śmiale i odważnie, jak nigdy dotąd.
- Możesz, jednakże nie powinnaś tak bardzo przeciążać nogi. W ten sposób ni wrócisz szybko do zdrowia. - Zwrócił mi uwagę głupek jeden.
- A ty co? Lekarz? -  Rzuciłam niemile, co nie było zbyt często u mnie widziane. Musiałam mieć paskudny humor, aby do kogokolwiek tak się odzywać.
- Nie lekarz, ale jak na razie twój osobisty opiekun. - Opowiedział równie niesympatycznie jak ja. Chyba nie chciał być gorszy.
- A to z jakiej racji?! - Mało brakowało, abym krzyknęła.
- Bo twój ojciec mnie o to wczoraj poprosił! - Uniósł chłopka głos.
- Że co?!?! - Byłam bardzo zaskoczona, bo mój tata nigdy nie wywijał takich numerów.
- To co słyszysz. - Już mówił spokojnym i opanowanym głosem.
- Dobra, może i ci powiedział,a le nie chcę abyś się wtrącał do mojego szkolnego czycia, czyli wara ode mnie na kilometr w szkole. Zrozumiano?!
- Boże, widzisz, a nie grzmisz. - Powiedział. - To dla twojego dobra. Dlaczego musisz być taka uparta?
- Nie zmienisz świata, zmień siebie. - Jakoś coś mnie naszło żeby to powiedzieć.
- Co cię nie zabije, to cię wzmocni, Ja cię nie zabiję, więc wzmocnię.
- Od kiedy ty taki życiowy jesteś?
- Od zawsze. - I tu właśnie wyczułam kolejny sarkazm. Z tą chwilą złość mi przeszła, a zagościł w mym sercu smutek z nie wiadomo jakiego powodu.
- Dobra, koniec tej kłótni, idę na lekcję.
- Dobra. - I tak po prostu odszedł bez pożegnania, ale w sumie sama chciałam to zrobić, więc jak mogłam się na niego złościć.
Gdy szłam powoli pod salę lekcyjną od biologi, zderzyłam się z czymś miękkim i o mało nie uderzyłam o podłogę, ale zostałam uratowane przez ciepłe duże dłonie. Spojrzałam do góry i mym oczom ukazała się piękna twarz Jeremy'ego .
- Nic ci nie jest? - Zapytał tym swym ślicznym głosem, który wprowadzał mnie w zachwyt.
- J-jasne, dzięki za uratowanie mnie przed spotkaniem z podłogą.
- Nie ma za co, piękna.
- Jest za co. Mało brakowało, abym była jeszcze większą kaleką niżeli jestem. - Powiedziałam cichym i milutkim głosem, bo byłam onieśmielona i do prawdy zachwycona.
- Oj tam, oj tam. To przeze mnie o mało nie wylądowałaś na podłodze, więc teraz powinienem cię przeprasza albo przynajmniej się przestawić.
- Nie musisz robić żadnej z tych rzeczy. Wiem jak się nazywasz.
- Do prawdy? - Zapytał z zaskoczeniem. - Skoro wiesz jak ja się nazywam, to sądzę, że byłoby uczciwie, gdybym i ja poznał twoje imię o piękności. - Był taki szarmancki, ale nie wiedziałam, że jest również taki... taki... taki..., aż zabrakło mi słów by opisać jego niesamowitość
- Mam na imię Carrie.
- Ta Carrie?
- Jaka "ta Carrie"?
- No ta od bycia niezwykle piękną niezdarą?
- Nie wiedziałam, że jest jeszcze inna Carrie niż ja i że też jest niezdarą?
- Wiem tylko, że mam na nazwisko Swan i jest córką pisarza i bizneswoman.
- To ktoś w ogóle mnie tak nazywa?
- Nooo... wiele chłopaków z tego co słyszałem. - Powiedział lekko zawstydzony. Myślałam, że faceci tacy jak on nie czują wstydu.
Zadzwonił dzwonek i zniszczył mi tę przepiękną chwilę.
- No to do zobaczenia wkrótce, mam nadzieję.
- Ja też. Pa. - jakimś cudem popędziłam pod salę lekcyjną i zdążyłam nim nauczyciel się zjawił.
Reszta dnia minęła mi bardzo żmudnie, ale jakoś wytrwałam resztę lekcji i podróż do domu z Aidenem. Gdy byliśmy już niedaleko budynku pożegnałam się i wyszłam z auta jak najszybciej.
Weszłam do domu jak burza i popędziłam na górę, aby wziąć kąpiel i udać się na upragnioną drzemkę, która tak mi się marzyła przez cały dzień. Gdy wykąpałam się, ubrałam się w cieplutkie dresy i udałam się na spoczynek. Nie obudziłam się, aż do rana.

   

Jenny
Rano obudziłam się w dosyć nietypowy sposób. Zawsze gdy ktoś patrzy na mnie podczas snu budzę się. Tak było i tym razem, a osobą, która mnie podziwiała był mały Joachim:
-Hej.- Przywitałam się powoli otwierając oczy
-Ojej! Obudziłem cię!- Wystraszył się; był ubrany w ciemno zieloną bluzkę i szare dresy
-Nie! Wcale nie!- Zaprotestowałam szybko- Ja już po prostu wstałam. Zawsze mam tak w zwyczaju.- Zapewniałam go
-Serio? Uff... Już się wystraszyłem, że mama na mnie nakrzyczy.- Zaśmiał się lekko zakłopotany i w tym momencie do pokoju wtargnął Johan
-Te, młody, wypad.- Powiedział bez ani krztyny wesołości, a jego młodszy brat szybko opuścił pomieszczenie
-Czemu byłeś dla niego taki niemiły?- Zapytałam oburzona; bardzo lubiłam Joachima ( z oczywistych powodów...)
-Jest zbyt ciekawski jak na swój wiek...- Uciął i zaczął mi się w ciszy przyglądać
-No co?
-Wyglądasz inaczej...
-No i...?
-Hmmm, chyba eksperymentowałaś z fryzurą tak?- Zażartował, a ja prychnęłam śmiechem
-Amerykę odkryłeś.- Zaśmiałam się
-Nie Amerykę, tylko twoją drugą naturę.- Oznajmił z dumą opierając się o framugę drzwi
-Idź z tym do telewizji.- Popatrzyłam na niego z kpiną i wygramoliłam się z łóżka sprawdzając godzinę- 6:30? Serio?
-Nom. My wcześnie wstajemy.- Odparł chłopak
-O Boże... Ja przy odrobinie szczęścia wstane o dziesiątej sama.
-Na prawdę?- Uniósł brew i zaczął do mnie podchodzić
-Eeee!- Zwróciłam mu uwagę
-Ach no tak... Mogę?
-Hmm...- Zastanowiłam się, po czym odpowiedziałam- Jak się ubiorę, więc wypad z pokoju.
-Ok.- Oznajmił i opuścił mój pokój, a ja zostałam w nim sama. Kilka minut później byłam już w miarę ogarnięta i ubrana, został mi tylko makijaż. Podeszłam do mojej torby podróżnej i wyjęłam z niej małą kosmetyczkę. Z jej wnętrza wydobyłam tusz do rzęs oraz korektor, który mniej więcej miał odcień pasujący do mojej skóry. Podczas malowania rzęs do pokoju weszła Greta z zapytaniem co chciałabym zjeść na śniadanie. Odpowiedziałam jej szybko, że cokolwiek i zniknęła. Gdy już zrobiłam się na ,,bóstwo" chwyciłam swój plecak i zeszłam na dół do kuchni, lecz zanim to nastąpiło w drzwiach swego pokoju wpadłam na Johana, który znienacka dosyć mocno sie pochylił i pocałował mnie w czoło:
-Eeeeej!- Krzyknęłam lekko wystraszona i poirytowana
-No co? Powiedziałaś, że mogę jak się ubierzesz!- Szybko się obronił, a ja przeklęłam swoją głupotę i nieuwagę
-Lepiej chodźmy na dół. Już za dziesięć siódma.- Ponaglałam, gdyż nie chciałam być z nim sam na sam
-Jest jeszcze wczee...- Nie dokończył, bo pociągnęłam go za bluzę po schodach na dół.
Gdy już byliśmy w połowie drogi puściłam go i popędziłam na śniadanie. Allie przygotowała francuskie bagietki oraz pełen słój Nutelli. Szybko rzuciłam plecak pod drzwi i czym prędzej siadłam do stołu:
-Hej.- Przywitałam się na początku z matką Johana
-Oh, witaj. Myślałam, że później wstajesz.- Zagadała kobieta
-Niee no co ty. Jestem porannym ptaszkiem!- Skłamałam, ale tylko po to, by chronić małego Joachima, który skradł me serce
-To miło.- Rzekła i powróciła do robienia kanapek do szkoły, lecz nagle zadała mi pytanie- Z czym chciałabyś kanapkę?
-Co? Ach, kanapkę. Nie rób mi! Sama sobie poradzę.- Odparłam jedząc śniadanie
-Och, Jenn. Pozwól się rozpieścić i powiedz z czym lubisz.- Zaśmiała się kobieta
-Ech, skoro nalegasz... Zrób mi z serem i pomidorem.- Oznajmiłam
-Dobrze.- Odpowiedziała krótko i zabrała się za robienie mojego drugiego śniadania
-Mamooo...!- Rozległ się pełen irytacji głos Grety na górze
-Słucham skarbie?
-On znowu zabrał moje słuchawki!- Poskarżyła się nastolatka
-Który?- Zapytała Allie spokojnie
-Johan!- Krzyknęła Greta pełnym żalu głosem
-Johan!- Krzyknęła na Johana jego matka ze złością
-No co? To po pierwsze są MOJE słuchawki, a po drugie mówiłem jej, że je pożyczam.- Bronił się chłopak
-Wcale nic nie mówiłeś!- Wrzasnęła dziewczyna schodząc ze schodów
-Mówiłem!- Odkrzyknął jej brat- Tylko, że ty nigdy mnie nie słuchasz i każesz mi wyp...-Przerwała mu matka
-Eeee bez takich. Macie się natychmiast uspokoić i przeprosić!- Nakazała Allie
-Co tu się dzieje?- Zagrzmiał potężny głos głowy rodziny czyli pana Bruno, który niczym duch nagle pojawił sie po drugiej stronie stołu i popijał poranną kawę
-Nic!- Krzyknęli wszyscy troje jednocześnie i wrócili do swoich standardowych czynności.
Po śniadaniu razem z Johanem wyszliśmy na przystanek autobusowy, a mąż Allie zawiózł pozostałą dwójkę do ich szkół, które znajdowały się w przeciwnym kierunku niż nasze liceum.
Na przystanku staliśmy standardowo jak najdalej od siebie, każde ze słuchawkami w uszach z lecącą w tle ulubioną muzyką.
Po jakichś trzydziestu minutach znajdowaliśmy się już w szkole. Pierwszą moją, a właściwie naszą lekcją był wuef. Bożee... Jak ja nienawidziłam ćwiczyć z rana! No ale cóż... Trzeba to trzeba. Bez zbędnych narzekań przebrałam się w dres i białą koszulkę, po czym usiadłam na ławce przed salą czekając na moje koleżanki z klasy.
Jak się okazało dzisiaj miała być piłka nożna czyli mój ulubiony sport. Nigdy nie byłam za niska do tej gry oraz całkiem nieźle sobie radziłam. Drużyna, w której skład wchodziłam, zawsze osiągała zwycięstwo, więc nie zdziwiłabym się, gdyby i dzisiaj wygrała moja grupa.
Po zakończonym wuefie miałam angielski, więc szybko przebrałam się w swoje codzienne ciuchy i popędziłam pod salę. Oczywiście musiałam po drodze wpaść na Taylora, który jakoś dziwnie się zachowywał:
-Hej!- Przywitałam się radośnie
-O, h-hej.- Zająknął się patrząc w podłogę
-Coś się stało?- Zapytałam patrząc na niego podejrzanie
-N-nie nic!- Odpowiedział za szybko, rozglądając się jakby w obawie przed czyimś spojrzeniem; nagle rozległ się obok nas głos tak irytujący i który znałam na pamięć:
-Ooo tutaj sobie gołąbeczki gruchacie?- Zaśmiał się były oprawca Katie czyli Lider (jak go nazywałam w myślach); Był to chłopak niezbyt wysoki (wyższy ode mnie i mniej więcej równy wzrostem z Taylorem) i umięśniony. Ma włosy czarne jak węgiel oraz złowrogo i chytrze błyszczące zielone oczy. Na ogół niczym szczególnym się nie wyróżnia prócz swojego głośnego zachowania, częstych bójek oraz uszczypliwych uwag i dokuczania.
Tym razem za swój cel obrał mnie i mego towarzysza, który prawdopodobnie przed nim starał się ukryć...
-Czego chcesz?- Zapytałam groźnie
-Cóż, chcę ci tylko uświadomić, że ta łajza nie jest ciebie warta...
-A co, uważasz, że dla mnie jesteś więcej warty niż on? Bardzo śmieszne, dla mnie jesteś nikim! Jesteś zerem, które poniża innych tylko po to, aby dowartościować siebie.- Jak zwykle stanęłam w obronie słabszych
- Zamknij morde szmato! Jesteś nic nie wartym gównem tak samo jak ten, którego bronisz. Ten przydupas i tak nigdy nie będzie...- Nie dokończył, bo mocno uderzyłam go w piszczel, a on zgodnie z moimi oczekiwaniami padł na jedno kolano, co od razu wykorzystałam i sprzedałam mu drugiego kopniaka, tylko tym razem w twarz. Chłopak potoczył się po ziemi, masując swoją szczękę i wycierając ze swoich warg świeżą krew- Ty...!- I znów nie dokończył ,bo zbliżał się nauczyciel biologi- Jeszcze się policzymy.- Zagroził mi i szybko się ulotnił
-Wszystko ok?- Zapytałam się troskliwie Taylora
-N-nie wiem. Chyba tak... Dzięki Jenny.- Wypowiedział swe podziękowanie z ogromnym zakłopotaniem
-Nie ma sprawy. Wyzwiska nie robią na mnie wrażenia.W ogóle nie obchodzi mnie jego opinia co myśli o mnie...- Mruknęłam spuszczając głowę
-Co masz na myśli?- Zapytał nagle
-Nic ważnego.- Szybko na mej twarzy zagościł słodki i wyćwiczony uśmiech, po czym pożegnałam się z nim i poszłam pod salę gdzie miałam mieć angielski. Niczym bumerang wróciły do mnie wspomnienia ze szkoły z Norwegii. Pamiętam, że w tamtym czasie to ja byłam kozłem ofiarnym w swojej klasie z powodu niskiego wzrostu. Nikt mnie nie bronił i nie chcąc martwić rodziców starannie maskowałam wszelkie siniaki i rany. Codziennie spotykałam się z wyzwiskami i poniżaniem. Przy nauczycielach i rodzinie zawsze przyodziewałam maskę szczęśliwej dziewczynki, która dobrze się uczy i non stop się uśmiecha oraz śmieje. Natomiast we własnym pokoju, nocą wypłakiwałam oceany łez. Robiłam to po cichu, w ukryciu. Nie chciałam, by ktokolwiek zmieniał o mnie swoją opinię. Przez te kilka lat zdążyłam wyćwiczyć swój słodki uśmiech, który mówił: ,,Hej wszystkim, jestem Jenn, wszystko u mnie ok, może też się uśmiechniesz?". Gdy wreszcie przeprowadziliśmy sie do Paryża postanowiłam  nigdy więcej nie dać się poniżyć. Kiedy dostrzegałam, że ktoś jest gnębiony od razu reagowałam, gdyż brak jakiejkolwiek interwencji mógł spowodować nieszczęście. Wiem o tym dobrze, bo sama byłam kiedyś bliska szaleństwa...
Po lekcjach, jak rzep do psiego ogona przyczepił się do mnie Johan:
-A ty tu czego?- Zapytałam, a raczej mruknęłam
-Pilnuję cię.- Oznajmił- Myślisz, że nie widziałem co działo się na korytarzu?
-A bo ja wiem...
-Nie chcę by oni cię krzywdzili z powodu tego pedała...- Nie dokończył, bo się na niego wydarłam
-On nie jest pedałem!
-To powiedz mi: jaki NORMALNY chłopak chodzi w rurkach i zachowuje się jak baba?
-On jest po prostu wrażliwy i tyle.- Mruknęłam idąc przed siebie, prosto na przystanek
-Może i tak, ale... Zaraz, gdzie ty idziesz?- Zapytał nagle
-Na przystanek.
-Ale który?
-Chcę zobaczyć się z tatą.- Wyjaśniłam krótko
-No dobra. Chodźmy.- Oznajmił i wyrównał ze mną krok, na co zareagowałam zbyt ostro
-Nie ma i nie będzie żadnego MY Johan! Chcę się z nim zobaczyć SAMA! Zrozum to! Nie potrzebuję cie, sama se świetnie radzę...
-No to skoro tak świetnie sobie radzisz to zamieszkaj sobie sama w swoim domu i nie będziesz miała wtedy pretensji do całego świata!- Odparł równie gniewnie chłopak
-A żebyś wiedział, że tak zrobie!- Wrzasnęłam i zaczęłam iść żołnierskim krokiem zostawiając oniemiałego sąsiada w tyle na środku chodnika.
Resztę drogi przebyłam sama. Gdy wreszcie doszłam na przystanek, usiadłam na ławce i czekając na autobus włączyłam muzykę w telefonie na słuchawkach. Byłam strasznie przygnębiona i...sama. Tak. Powoli zaczynałam się czuć jakbym była sama, samiuteńka na tym świecie i nie było osoby, która mnie zrozumie. Chociaż w sumie istniała, a tą osobą była Carrie, tylko że jak zdołałam zaobserwować biedaczka miała nogę w gipsie i chciałam, by trochę ode mnie ,,odpoczęła".
Z mych rozmyśleń wyrwało mnie stuknięcie dwoma palcami w lewe ramię. Powoli wyjęłam słuchawkę z jednego ucha i zadarłam głowę do góry. Nade mną stała cicha i nieśmiała Katie:
-Hej.- Przywitałam się bezbarwnie
-Cześć.- Odpowiedziała lekko onieśmielona na me powitanie- Co ty tutaj robisz? Myślałam, że mieszkasz obok Johana.- Zagadnęła
-Bo mieszkam.- Mruknęłam
-Aha, ciekawie.- Odparła i zapadła między nami cisza; lubiłam ją za to, że nie była taka ciekawska oraz że nie zadawała niepotrzebnych bądź niewygodnych pytań, była po prostu miła i tyle
-A ty gdzie mieszkasz?- Zapytałam lekko zainteresowana moją towarzyszką
-Niedaleko szpitala. Moja ciocia jest pielęgniarką.- Wyjaśniła
-Serio? To ty nie mieszkasz z rodzicami?
-Nie. Oni są w Irlandii. Mnie wysłali do Paryża tylko po to, bym nauczyła się francuskiego i ,,poznała trochę świat".
-Och, spoko.- Rzekłam i w tej chwili nadjechał autobus.
Obie wsiadłyśmy do jego wnętrza, lecz każda siadła na innym miejscu. Tak więc mój ponury humor powrócił i wyglądałam niczym chmura burzowa. Gdy wreszcie dojechałam do szpitala okazało się, że mój tata nadal się nie obudził. Bardzo mnie to zaniepokoiło, lecz doktor zapewniał, że to normalne, ale ja czułam, że to NIE JEST normalne. Postanowiono na nowo przeprowadzić badania i tym razem okazało się, że mój tata ma wstrząśnienie mózgu. Siedziałam na krześle u lekarza, który zajmował się tatą i słuchałam jego wyjaśnień. Mężczyzna tłumaczył mi, że on z tego wyjdzie oraz, że musi odleżeć jeszcze kilka dni i wszystko będzie w porządku. Po tej pogadance weszłam jeszcze na chwilę do sali mego ojca i poleżałam na jego łóżku przytulona do niego. Szczęście, że akurat Janette miała dyżur, bo inna pielęgniarka na pewno pogoniłaby mnie z łóżka chorego. Po godzinie przeleżanej z nieprzytomnym tatą ruszyłam w drogę powrotną do MOJEGO domu. Nie chciałam wracać do domu sąsiadów po swoje rzeczy. Nie dziś. Teraz chciałam tylko położyć się i zasnąć, a najlepiej zasnąć i więcej się nie budzić...
Już kładłam się do łóżka ubrana w swoją drugą piżamę, gdy nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Westchnęłam głośno i niezbyt entuzjastycznie poszłam przywitać mego gościa. Jak się okazało był nim nikt inny jak mój sąsiad...:
-Po co tu przyszedłeś?- Zapytałam zmęczonym tonem
-Wszystko w porządku?- Zamiast odpowiedzi otrzymałam pytanie
-Jak na razie tak...- Odparłam i już miałam zamykać drzwi, kiedy zablokował je butem i wszedł do mego domu.
-Jenn...- Zaczął
-Jeżeli masz zamiar powiedzieć, że mnie kochasz to daruj sobie.- Od razu mu przerwałam
-Posłuchaj mnie. Lubię cię, codziennie martwię się o ciebie, nawet znoszę to, gdy rozmawiasz z Taylorem i patrzysz na niego tak, jak ja patrze na ciebie...
-Wynoś się!- Warknęłam przerywając mu
- Posłuchaj mnie Jenn, chociaż przez chwilę, tylko o tyle cię proszę. 
- Masz minutę.- Zawyrokowałam
- Każdego dnia, gdy patrzę na ciebie, moje serce skacze z radości. Gdy rozmawiasz ze mną, czuję się szczęśliwy jak nigdy przedtem, ale gdy mnie całujesz, czuję, że mogę wszystko, Jesteś dla mnie kimś bardzo ważnym i wiedz, że już NIGDY nie będziesz sama. Nawet jeśli powiesz bym się odwalił, ja już zawszę będę przy tobie.- To wyznanie było na tyle ,,głębokie", by dotrzeć do mego zabliźnionego i zlodowaciałego serca; zaczęłam płakać i z powodu braku równowagi oparłam się plecami o ścianę i zakryłam twarz dłońmi. Johan patrzył na mnie zdziwiony, ale zaraz podszedł do mnie i opierając ręce o ścianę schylił się na tyle nisko, by jego twarz była tuż przy mojej. Poczułam, że się rumienię i odwróciłam głowę w inną stronę. On już nic nie mówił, po prostu ujął mą twarz w swe duże dłonie i nagle poczułam coś przyjemnie ciepłego na mych wargach. Chwyciłam go za nadgarstki chcąc go trochę od siebie odsunąć, lecz on zignorował to i dalej mnie całował. Była to dla mnie przełomowa chwila. Wreszcie poczułam się lżej, jakbym nie musiała wszystkiego sama znosić. Teraz wiedziałam, że jest ze mną ktoś, kto tak łatwo mnie nie opuści. Gdy już wreszcie odsunął swoją twarz od mojej, wtuliłam się w jego szerokie ramię i oparłam swoją głowę o jego. Trzymałam go bardzo, ale to bardzo mocno, lecz on się nie odzywał. Wiedział, że ta cisza znaczy dla mnie więcej niż cała wiązanka pięknych słów. Tak więc staliśmy przytulani do siebie w ciszy.
Po tej uroczej chwili Johan pociągnął mnie za rękę do swojego domu, przy okazji zamykając mój na klucz. Później nakazał mi się umyć i iść spać. Uczyniłam tak jak mi kazał. Dzisiejszej nocy spałam jak zabita i nic nie mogło mnie obudzić.

niedziela, 10 lipca 2016

Rozdział 9 (Poniedziałek)

Jenny
Rano czułam się jak połamana. Co było najdziwniejsze wstałam dwie godziny przed budzikiem, więc zdołałam sobie jeszcze przez ten czas poleżeć. Następnie wedle mych rytuałów ogarnęłam swój wygląd potrąconej mumii egipskiej na normalną nastolatkę imieniem Jenny Hunter, po czym ubrałam się w kremową bluzę z sową, podarte jeansy trzy czwarte z podwijanymi nogawkami, czarne trampki za kostkę, również czarne kolczyki, które były imitacją tuneli oraz tradycyjnie mój ulubiony naszyjnik z metalowymi piórkami. Później zeszłam na dół, lecz nikogo tam nie zastałam. Prawdopodobnie mój tata spał, ponieważ wrócił całkiem późno z pracy. Sama zrobiłam sobie kanapkę do szkoły oraz śniadanie. Po cichu wyszłam z domu wkładając słuchawki do uszu i ruszyłam na przystanek autobusowy.
Niestety stał już na nim Johan. Przełknęłam głośno ślinę i spuściłam głowę mając nadzieję, że mnie nie pozna, lecz się myliłam. Gdy tylko doszłam na miejsce chłopak uśmiechnął się do mnie i pomachał mi ręką, a ja odwróciłam głowę w drugą stronę i udawałam, że go nie zauważyłam. On natomiast uśmiechną się łobuzersko, po czym podszedł do mnie i wyciągnął mi z ucha jedną ze słuchawek:
-Nawet się nie przywitasz?
-Cześć.- Odparłam chłodno i wyrwałam mu z ręki słuchawkę
-Coś ty taka nie w sosie?- Dopytywał się z nutą rozbawienia, podczas gdy ja byłam śmiertelnie poważna i zdenerwowana
-Bo tak!- Powiedziałam szybko i z powrotem wsadziłam słuchawkę do ucha; Johan popatrzył się na mnie zdziwiony i nagle jakby coś go oświeciło
-Jesteś zła z powodu tego co się wydarzyło w sobotę?
-...- Nie odpowiedziałam mu, lecz dodatkowo skrzyżowałam swe ręce na piersi
-Czyli tak.- Westchnął i objął mnie, na co zareagowałam natychmiastowo, poprzez wbicie mu łokcia w brzuch. Chłopak zgiął się w pół i odsunął się ode mnie. Gdy wreszcie nadjechał autobus wsiadłam do niego pierwsza i usiadłam na swym stałym miejscu jak najbliżej drzwi, natomiast Johan poszedł na sam tył jak zawsze. Znów na pozór byliśmy dawnymi wrogami.
Nasza podróż do szkoły nie trwała zbyt długo więc niebawem siedziałam pod salą i przeglądałam swój zeszyt z francuskiego. Nagle ktoś się potknął i runął przede mną na podłogę. Gdy podniosłam wzrok z zeszytu zauważyłam Taylor'a, który pocierał dłonią swój obolały policzek:
-Hej.- Przywitałam się
-O, Jenn! Cześć, co słychać?- Uśmiechnął się do mnie ciepło i pomogłam mu wstać- Dzięki. Straszna niezdara ze mnie.- Podrapał się po głowie. Był ode mnie wyższy tylko o niecałą głowę, więc nie musiałam aż tak zadzierać do góry głowy, tak jak podczas rozmowy z Johanem.
-Aparat cały?- Zapytałam
-Aa aparat? Nie! Znaczy się tak! Aj... Jest w domu i mam nadzieję, że jest w jednym kawałku.
-To chyba dobrze.- Odparłam
-Noo można tak powiedzieć. Czego się uczysz?
-Patrzę co ostatnio było na francuskim.- Odpowiedziałam uśmiechając się
-Yhym. Wiesz co? Ja nie rozumiem jak można stosować tyle znaków! W dodatku ta pisownia i wymowa. W angielskim jest o wiele łatwiej...
-Hah. Jak od dziecka mówisz po angielsku to masz już ten język opanowany, tak jak ja norweski...- Nie dokończyłam, bo mi przerwał
-Umiesz norweski???- Zdziwił się
-Noo taaak. Przecież jestem Norweżką.- Odparłam zupełnie nie rozumiejąc jego zdziwienia
-A ja myślałem, że jesteś Francuską! Wcale nie wyglądasz na Norweżkę! W dodaku świetnie mówisz po francusku.
-A czego się spodziewałeś? Dziewczyny-wikinga?- Zapytałam drwiąco
-Eeem... No.- Odpowiedział i oboje zaczęliśmy się śmiać; nagle zadzwonił dzwonek na lekcje i Taylor pożegnał się ze mną i czym prędzej pobiegł na swoje lekcje przy okazji wpadając na kilku uczniów
-Ciapa.- Mruknęłam pod nosem rozbawiona i weszłam do sali.
Po lekcji francuskiego miałam historię, a co za tym szło lekcję obok nas miała mieć klasa Taylor'a. Oczywiście znów spotkałam chłopaka i ponownie zaczęliśmy rozmawiać:
-O, masz tutaj lekcje?- Zapytał
-Taak.- Odpowiedziałam pochylając się nad nim, gdyż on siedział na podłodze
-Miło, a co robisz po lekcjach?
-Po lekcjach? Noo w sumie nie mam jeszcze...- Nie dokończyłam, gdyż ktoś chwycił mnie od tyłu, podniósł i zaniósł na drugi koniec korytarza- JOHAN!- Wydarłam się na mego sąsiada
-Po lekcjach idziesz ze mną.- Powiedział twardo
-Wcale nie! Umówiłam się z Taylor'em! Nie jestem twoją dziewczyną!
-Ale będziesz!- Oznajmił
-Nie! Choćbym miała zdechnąć, nie będę z tobą chodzić! Odwal się ode mnie.- Warknęłam na koniec i powróciłam do mego przyjaciela na drugim końcu korytarza- Wybacz. Ten idiota nie daje mi spokoju.- Pożaliłam się
-Masz z nim problem?- Zapytał zdziwiony- Jeśli chcesz mogę go rozwiązać.- Oznajmił i już wstawał, lecz go powstrzymałam
-Nieee! Taylor, siadaj. On może cię poważnie zranić.
-No i co z tego?- Powiedział i zaczął zmierzać w kierunku Johana. Trzeba przyznać. że Tay w porównaniu z Johanem wyglądał jak chihuahua przy dobermanie. Musiałam szybko jakoś temu zaradzić. Podbiegłam do bruneta i przytuliłam się do niego od tyłu wtulając swoją twarz w jego brązową bluzkę. Cały korytarz wstrzymał oddech, a czas stanął w miejscu. Mocno go ściskałam, aż w końcu wyszeptałam:
-On cię skrzywdzi. Zostaw go w spokoju.- Chłopak szybko się obrócił twarzą do mnie i przyglądał mi się zmieszany i cały czerwony; przełknął głośno ślinę i rzekł:
-O-od kiedy ty się o mnie martwisz? Nie rozumiem...- Również wyszeptał, a ja widząc jak bardzo się stresuje chwyciłam go za rękę i pociągnęłam na dół do szatni. Gdy w końcu się zatrzymaliśmy puściłam go i uderzyłam plecami o ścianę cała zestresowana i czerwona ze wstydu. Powoli zsunęłam się i padłam na tyłek. Ciężko oddychałam jakbym przebiegła dwa kilometry i zakryłam twarz dłońmi. Nie płakałam, lecz byłam bliska omdlenia. Mój stan szybko zauważył Taylor, który podał mi butelkę z wodą i usiadł obok mnie:
-Przepraszam.- Powiedziałam cicho- Nie chciałam narobić ci wstydu...
-Nie masz za co przepraszać.- Popatrzył na mnie troskliwie i się uśmiechną ciepło- Powinienem ci podziękować, no bo gdyby nie ty, zapewne trafiłbym do szpitala.
-Zapewne tak.- Również się uśmiechnęłam, lecz mój uśmiech wyglądał bardziej jakbym zjadła cytrynę
-I wiesz co? Wcale nie narobiłaś mi wstydu.- Przeczesał dłonią swoje gęste brązowe włosy, po czym położył mi na ramieniu swoją drugą rękę i rzekł- Jestem szczęśliwy, że mam taką przyjaciółkę jak ty.
-Dzięki.- Mruknęłam nadal lekko osłabiona; wzięłam głęboki wdech i wstałam otrzepując spodnie. Spojrzałam na niego, posłałam mu mój słodki i wyćwiczony uśmiech, po czym poszłam pod salę lekcyjną z myślą, że dziś będzie o mnie głośno. Gdy tylko pojawiłam się na korytarzu kilkadziesiąt par oczu zwróciło się w moją stronę, a ja udawałam, że tego nie dostrzegam. Usiadłam pod salą i w tym samym momencie przede mną przykucnął Johan, który był mega wściekły:
-Chcesz mi robić na złość?
-Co cie to obchodzi.- Fuknęłam i wyjęłam z torby zeszyt z historii, który po chwili otworzyłam i zaczęłam ignorować chłopaka
-Bardzo mnie obchodzi.- Powiedział to wyrywając mi zeszyt z rąk i patrząc głęboko w oczy
-Ej, oddawaj!- Rzuciłam się na niego i zaczęliśmy się taczać po podłodze jak dzieci w przedszkolu bijące się o klocek. Po kilku uderzeniach w twarz oddał mi mą własność, a ja wróciłam na swoje miejsce cała wnerwiona. Teraz już nikt na mnie nie raczył spojrzeć, ponieważ każdy się bał, że w każdej chwili mogę zaatakować.
Dalsza część dnia minęła mi strasznie wolno. Johan trzymał się ode mnie na dystans, lecz cały czas bacznie mnie obserwował, a Taylora widywałam bardzo rzadko. Chyba zaczął mnie unikać, bo ciągle jak go widywałam spieszył się i nawet nie patrzył w moją stronę.
Gdy już wyszłam ze szkoły zaczęłam iść na przystanek lekko się ociągając. Byłam wykończona po tym dniu. Czułam się bardzo słabo i trochę mnie mdliło. Nagle pociemniało mi przed oczami i zemdlałam. Po jakimś czasie usłyszałam zatroskany głos Taylora:
-Jenn!!! Jenn, wake up!!!- Krzyczał chłopak lekko uderzając mnie w policzek, co było strasznie irytujące, więc chwyciłam jego rękę i otworzyłam oczy- Oh, God. Aleś mnie wystraszyła!- Odetchnął z ulgą
-Co ty do diabła robisz?- Warknęłam ostro zła
-Noo próbuję cię ocucić?- Odpowiedział niepewny swej odpowiedzi i lekko wystraszony
-To gratulację, twa misja się powiodła, a teraz wybacz, ale spóźnię się na autobus.- Powiedziawszy to wstałam z ziemi i ruszyłam w kierunku przystanku. Nagle chłopak chwycił mnie za rękę i wydukał:
-...Jenn...J-ja...- Nie dokończył, gdyż w tejże chwili za drugą rękę chwycił mnie Johan i dosłownie pociągnął za sobą na przystanek; nawet się nie sprzeciwiłam, miałam już dość tego dnia...

Carrie 
Był poniedziałkowy poranek, czyli najgorsza część dnia w każdym tygodniu mego życia. Byłam strasznie zaspana, bo w nocy budziłam się kilka razy z rzędu, bo wciąż widziałam w śnie scenę mojego pierwszego pocałunku, który został skradziony przez kogoś, kto miał ze mną małą umowę. Wiem, sama się o to prosiłam, jednak nie podejrzewałam takiego obrotu akcji. Myślałam, ze zrobi coś innego, ale nie, musiał akurat mnie pocałować, aby udowodnić mą omylność. Przecież ja się tylko drażniłam, a on wziął to na poważnie i mogę teraz stwierdzić, że doigrałam się. Zwlekłam się z łóżka i poszłam do łazienki, aby się jakoś ogarnąć przed wyjściem do szkoły. Szybko umyłam włosy i całą siebie, a następnie wzięłam się za wbicie w codzienne ciuszki i nałożenie lekkiego makijażu, bo nie miałam ochoty ani czasu na to, aby guzdrać się z tymi wszystkimi pędzelkami i nie tylko, więc użyłam tylko bronzera, eye-linera i błyszczyku do ust, a na koniec popryskałam się perfumami o słodkim wiosennym zapachu. Nie zostało mi nic, tylko zejście na dół i zjedzenie śniadania przed wyjściem do szkoły. Nie zastałam nikogo oprócz kartki i gotowego posiłku. Na kartce była informacja, że rodzice pojechali już do pracy i wrócą późno wieczorem, czyli tak jak zwykle byłam pozostawiona sama sobie, a nie, jeszcze kochanej kucharce, która często dotrzymywała mi towarzystwa.
Udałam się na przystanek autobusowy, gdzie wyjęłam z torby telefon i załączyłam muzykę. Niespodziewanie przede mną ujrzałam sportowe autko Aidena, co było niecodziennym widokiem.
-Wsiadasz, czy czekasz na specjalne zaproszenie? 
-Wypchaj się nutellą. - Oczywiście wsiadłam do samochodu, bo nie miałam zbyt wielkiego wyboru. Oblizał swoje usta, zamruczał jak kot i powiedział: 
-Mniam. A teraz jedziemy do szkoły, bo nie wydaje mi się, że lubisz się spóźniać. 
-Co prawda, to prawda. 
Jechaliśmy do szkoły nie odzywając się do siebie, czasami zmieniając kanał w radiu, bo leciała badziewna muzyka. Gdy w końcu dojechaliśmy do budynku szkoły, rzuciłam krótkie słowa pożegnania i poszłam pod salę, w której miałam mieć pierwszą lekcję, czyli wf. Nie czekałam tam za długo na dzwonek, gdyż przyjechaliśmy prawie na styk. Po przebraniu się w ubranie sportowe, nauczyciel zarządził rozgrzewkę, a w międzyczasie pytał się niećwiczących o obecność. Dzisiaj miała być koszykówka, więc musiałam być dobrze rozgrzane, gdyż właśnie w czasie kosza obrywałam najwięcej i też najczęściej sobie coś łamałam.
 Po rozgrzewce trener podzielił nas na drużyny pięcioosobowe i kazał się rozstawić. Oczywiście moja grupa grała pierwsza, od razu po pierwszym zaliczonym koszu źle stanęłam nogą i poczułam ból w kostce u prawej nogi. Trener od razu zauważył, że coś jest nie tak i zareagował na mą niemą prośbą o pomoc.  
- Zawieź ją jak najszybciej do lekarza. - Nauczyciel zwrócił się do Aidena. - We dwoje jesteście zwolnieni z reszty zajęć.
Aiden z zawrotną szybkością zawiózł mnie do najlepszego prywatnego lekarza w okolicy i szybko mnie zarejestrował. Byłam mu za to bardzo wdzięczna, jednakże nie bardzo mogłam mu się teraz odwdzięczyć, bo skręcałam się z bólu kostki i miałam ochotę w coś walnąć. Od razu zostałam przyjęta i zbadana. Diagnoza lekarza potwierdziła me przypuszczenia, miałam skręconą i lekko przestawioną kostkę. Aiden niemal chciał mnie nieść na rękach do gipsowni. Na serio. Chyba nie mógł znieść wyrazu mojej twarzy, który ukazywał, że cierpię. Aiden dostawał szału jeszcze bardziej niżeli ja, a muszę podkreślić, że z bólu mogłam kogoś zabić, więc co mógł chcieć zrobić Aiden.
Gdy wypuścili mnie z pomieszczenia z nogą w gipsie, nie odczuwałam bólu i byłam szczęśliwa, że już po wszystkim, mimo że czekały mnie dwa tygodnie 
- Jak się czujesz? - Zapytał się mnie zatroskany Aiden. Pierwszy raz widziałam go w takim stanie.
- Myślę, ze przeżyję.
- Cieszę się bardzo, ale teraz muszę cie odwieźć do domu i musimy zawiadomić twoich rodziców.
- Pewnie masz racje, ale poczekajmy z tym do wieczora. Nie chcę teraz słuchać ich zatroskanych gadek i w ogóle, wolałabym teraz pójść i odpocząć.
- To co proponujesz?
- Kawa i kino?
- Wedle twego życzenia, księżniczko.
- Nie musisz mnie tak nazywać.
- Ale chcę.
- Wedle twego uznania, książę.
- Czyżbyś nazwała mnie księciem? - Zapytał się mnie z niedowierzaniem
- Raz mogę być dla ciebie miła, kiedy nie udajemy, skoro uratowałeś mnie opresji.
- Okej. Ale wiedz, że jutro i ja nie będę też taki potulny.
- Wiem.
- W porządku. To teraz jedziemy na tę kawę, a potem do kina na jakiś film. 
Wpadliśmy na kawę do kawiarni, w której byliśmy ostatnio. Aiden zamówił dla mnie jak i dla siebie to co zwykle pijaliśmy. Gdy kelner przyniósł nam nasze zamówienie, my byliśmy zbyt pochłonięci rozmową, aby go zauważyć. Głownie paplaliśmy na temat samochodów i całej reszty związanej z naszym układem, jednak niczego konkretnie nie ustaliliśmy jak to my,zawsze niezgodni, jednakże jedna rzecz była pewna, całujemy się tylko wtedy, gdy sytuacja tego wymaga.
Po naszej dłuższej konwersacji postanowiliśmy jednak nie iść do tego kina, bo cały dzień by nam zleciał, a musieliśmy zrobić jeszcze kilka ważnych rzeczy, do których należało przekazanie złej wiadomości  o moim kalectwie moim rodzicom. Odrobinę bałam się reakcji rodziców, gdyż nigdy nie wiedziałam co uczynią, czy nakrzyczą czy może otulą mnie troską i folią bąbelkową, bo był i też taki pomysł, ale ostatnio nie podległ realizacji, ale nigdy nic nie wiadomo, jak to już mówiłam.
Gdy przyjechaliśmy do mojego domu, zauważyłam samochód, który nie należał do mych rodziców i którego nie rozpoznawałam, jednak Aiden wręcz przeciwnie.
- Co tu robi samochód mego ojca? - Zapytał się, jednak sądziłam, że nie oczekuje ode mnie odpowiedzi.
- Chodźmy do środka, zaraz może się czegoś dowiemy. - Odrzekłam.


Jenny
Gdy wreszcie wróciłam do domu krzyknęłam szybkie ,,Wróciłam" i powlokłam się na górę. Walnęłam się na łóżko i od razu zasnęłam. Właśnie tak działa na mnie zazdrość Johana. Co za upierdliwy dupek. Czy on nie może zrozumieć, że ten durny pocałunek nic nie znaczył? Nagle zaczął dzwonić mój telefon. ,,Pewnie Johan dzwoni" przeleciało mi przez głowę, lecz na ekranie telefonu wyświetlał się nieznany numer. Pomimo wszelkich oporów i złego przeczucia odebrałam telefon:
-Halo?
-Dzień dobry. Tu młodszy aspirant Simons. Czy dodzwoniłem się do Jennifer Hunter?- Zapytał młody głos mężczyzny, który nie brzmiał bynajmniej radośnie
-Tak, to ja.- Odpowiedziałam drżącym głosem i wybiegłam z pokoju do salonu. Nikogo w nim nie było...
-Muszę panią poinformować iż pani tata miał wypadek samochodowy i obecnie jest w szpitalu...- Te słowa wstrząsnęły mną dogłębnie, nie dałam rady wydusić z siebie słowa- Czy jest pani pełnoletnia?
-Nie.- Odpowiedziałam ochrypłym głosem
-A czy jest z panią mama bądź inna osoba pełnoletnia?
-Nie.
-W takim razie proszę poczekać, niebawem przyjadę po panią.- Zadeklarował głos
-Dobrze.- Powiedziałam bezbarwnym tonem i ze łzami w oczach padłam na kolana na samym środku domu i zaczęłam płakać. Właśnie teraz mogłam stracić ojca, który przez ostatnie pięć lat pełnił rolę kochającej matki, ojca oraz najlepszego przyjaciela. Postanowiłam wziąć się w garść i mieć nadzieję, że będzie żył. Szybko wytarłam łzy i poprawiłam ubranie. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Z ciężko bijącym sercem otworzyłam je i zamiast policjanta zastałam w nich Johana. Chłopak szybko zauważył moje czerwone oczy:
-Płakałaś?- Zapytała, ale gdy mu nie odpowiedziałam zaczął się rozglądać; w końcu zauważył brak samochodu na podjeździe i skapnął się o co chodzi- Gdzie twój tata?
-W szpitalu...- Wyszeptałam bliska kolejnego napadu płaczu
-C-co się stało?
-Nie wiem... Miał wypadek.- Pociągnęłam nosem, a on nieoczekiwanie mnie przytulił. Nawet nie miałam niczego przeciwko temu uściskowi, wręcz przeciwnie, jeszcze mocniej wtuliłam się w jego klatkę piersiową i zaczęłam płakać.
W końcu pod mój dom podjechał radiowóz policyjny, a z niego wytoczył się młody mężczyzna, z zapewne którym rozmawiałam przez telefon i drugi, trochę starszy i o wiele grubszy:
-Dzień dobry. To ty jesteś Jennifer?- Zadał mi pytanie Simons
-Tak, to ja.- Otarłam swą twarz z łez
-Zapraszam do samochodu...- Powiedział wskazując na radiowóz, a ja posłusznie razem z dwoma mężczyznami wsiadłam do machiny i pojechaliśmy do szpitala zostawiając Johana zupełnie samego na moim podwórku.
Po trzydziestu minutach w zupełnej ciszy dojechaliśmy do celu podróży. Czym prędzej wyskoczyłam z samochodu i popędziłam do recepcji. Podałam nazwisko mojego taty, a pielęgniarka zaprowadziła mnie na salę, w której leżał mój tata. Był nieprzytomny i podłączony do kroplówki. Ten widok na zawsze wyrył mi się w pamięci. Podeszłam do niego powoli i chwyciłam go delikatnie za rękę:
-Jestem przy tobie, tato.- Szepnęłam ze łzami w oczach.
Miał bandaże na obu rękach i głowie oraz liczne siniaki. Nagle do sali weszli policjanci i zaczęli mini przesłuchanie:
-Od kiedy nie widziała pani swojego taty?
-Od wczoraj. Miał na szóstą do pracy, więc od tej pory go nie widziałam, aż do teraz.
-Yhym. A nie zauważyła pani nieobecności swego ojca w domu wieczorem?
-N-niestety nie. Myślałam, że śpi, więc nie chciałam go budzić...
-No dobrze.- Zakończył przesłuchanie Simons i zaczął opowiadać co się wydarzyło:
-Wczoraj wieczorem otrzymaliśmy telefon o wypadku na skrzyżowaniu przy wieży Eiffla. Gdy zajechaliśmy na miejsce wypadku zastaliśmy skasowany czarny samochód marki suzuki oraz całkiem sporego tira z poważnie uszkodzonym przodem i kabiną kierowcy. Oboje myśleliśmy, że kierowca osobówki zginął na miejscu, lecz usłyszeliśmy jak ktoś cicho woła o pomoc. Znaleźliśmy pani ojca leżącego na drodze, kilka metrów przed miejscem wypadku. W ten czas ustaliliśmy, że nim auto zderzyło się z ciężarówką pani ojciec zdołał opuścić swój pojazd. Szybko zaczęliśmy sprawdzać, czy kierowca nie doznał poważniejszych obrażeń, lecz niestety stwierdziliśmy złamane trzy żebra i nogę oraz liczne zadrapania. Zdołaliśmy tylko zapytać pani ojca o imię zanim stracił przytomność. Dosyć ciężko było znaleźć panią, gdyż wszystkie dokumenty pani ojca zostały w skasowanym samochodzie i trochę czasu minęło nim je odzyskaliśmy. Tak więc mamy nadzieję, że pani tata szybko wróci do zdrowia, a na chwilę obecną musimy się pożegnać. Do widzenia.- Po tej rozmowie oboje wyszli z sali i zostałam sam na sam z moim nieprzytomnym od wczoraj tatą. Miałam szczerą nadzieję, że niedługo się obudzi.
Nagle do pokoju wpadła prawie cała rodzina Johana. Całemu orszakowi przewodził nikt inny jak sam Johan, tuż za nim truchtała zmartwiona do granic możliwości Allie, a za nią kroczył pewnie jej mąż:
-Boże, dziecko!- Wykrzyknęła rodzicielka mego sąsiada, gdy tylko zobaczyła mnie siedzącą obok taty i się do mnie przytuliła- Nie martw się skarbie, wszystko będzie dobrze, my się tobą zajmiemy. Możesz zamieszkać u nas! Prawda Bruno?- Popatrzyła wyczekująco na męża, który nie odrywając wzroku od mojego ojca kiwnął twierdząco głową- Och ty biedna, co ten los od ciebie chce? Przecież i tak się tyle nacierpiałaś!- W dalszym ciągu się do mnie tuliła, a ja nie miałam niczego przeciwko. Johan stał na końcu pokoju i przyglądał się zaistniałej scenie.
Nagle niespodziewanie do pokoju weszła Janette, moja zaprzyjaźniona pielęgniarka:
-Ooo proszę, ledwie minął tydzień, a ty już wróciłaś?- Zapytała lekko się uśmiechając; szybko zlustrowała wzrokiem wszystkich tu zgromadzonych i zadała kolejne pytanie- To twoja mama, brat i wujek?
-Nie, to moi sąsiedzi... -Odpowiedziałam zgodnie z prawdą-...I przyjaciele.- Dodałam po chwili patrząc na zatroskaną Allie
-W takim razie masz wspaniałych sąsiadów.- Podsumowała Janette
-Wiem.- Posłałam jej smutny uśmiech i nagle doszedł mnie ochrypły głos ojca Johana
-Wracajmy już do domu. Musicie oboje odrobić lekcje, a poza tym Jenn musi zabrać swoje rzeczy do nas.- Oznajmił mężczyzna, na co wszyscy zgodnie pokiwali głową oprócz mnie; chciałam jeszcze pobyć z tatą, być z nim wtedy, gdy się obudzi, lecz dzisiaj to chyba niemożliwe. Dałam za wygraną i razem z nimi opuściłam szpital, ale zanim to nastąpiło szepnęłam Janette do ucha: ,,Jak się obudzi to zadzwoń" i wręczyłam jej zwinięty papierek z mym numerem telefonu, po czym poszłam do samochodu naszych sąsiadów.
Po dojechaniu do domu Johana szybko wysiadłam z samochodu i poszłam do domu po swoje ubrania i inne potrzebne mi rzeczy. Następnie opuściłam swój dom z dosyć pokaźną torbą podróżną. Całe szczęście, że mieszkają tuż obok nas. Dalej z torbą pomógł mi Johan, który zaniósł mój bagaż na górę do pokoju gościnnego, który był ciasny, aczkolwiek bardzo przytulny. Postanowiłam sie rozpakować, więc usiadłam na łóżku i zaczęłam opróżniać zawartość torby. Nawet nie zauważyłam, kiedy na podłodze, po drugiej stronie mej torby usiadł Johan i zaczął się we mnie wpatrywać:
-Co chcesz?- Zapytałam bezbarwnym głosem
-Może mógłbym ci pomóc...?- Nie dokończył, bo mu od razu przerwałam
-Nie potrzebuję twojej pomocy, chcę pobyć sama...- Oznajmiłam w dalszym ciągu wypakowując swe rzeczy. Chłopak posłusznie opuścił pokój zamykając za sobą drzwi.
Gdy w końcu skończyłam opróżniać swoją torbę zaczęłam wkładać swe ubrania do pustej szafy. Następnie przygotowałam potrzebne mi do umycia się rzeczy i ruszyłam w stronę łazienki. Na miejscu okazało się, że łazienkę okupuje Greta, która przechodziła okres buntu. Postanowiłam zaczekać grzecznie pod drzwiami. Oparłam się plecami o ścianę i rozmyślałam o dzisiejszym dniu. Chciałam się chodź na chwilę oderwać od tej okropnej rzeczywistości i jak najszybciej położyć się spać. Minęło już dziesięć minut, a dziewczyna nadal nie wychodziła. Zaczęłam się powoli martwić, czy wszystko z nią ok. Postanowiłam zajść do Johana, ponieważ jego pokój był najbliżej łazienki. Delikatnie zapukałam do drzwi:
-Proszę.- Krzyknął i zajrzałam do jego pokoju
-Hej, co robisz?
-Uczę się trochę. Jak się czujesz? Już nie potrzebujesz pobyć sama?
-Nie, chcę się umyć, lecz twoja siostra chyba dalej się myje...- Zaczęłam, lecz mi przerwał
-Greta? Ona już dawno wyszła z łazienki.
-To kto teraz tam jest?- Zapytałam zdziwiona
-Zaraz się przekonamy.- Oznajmił i ruszył przede mną; gdy w końcu znaleźliśmy się przed łazienką zapukał i zawołał:
-Jest tam ktoś?- Odpowiedziała mu cisza, więc postanowił otworzyć drzwi; jak się okazało nikogo tam nie było- Na pewno ta idiotka zapomniała zgasić światła.- Mruknął pod nosem i gestem zaprosił mnie do łazienki.
Muszę przyznać, że to pomieszczenie było niezwykle zadbane. Najpierw umyłam swe zęby, a następnie wzięłam szybką kąpiel. Z łazienki wyszłam w turbanie z ręcznika oraz w swojej ulubionej piżamie, która składała się z krótkich siwych spodenek sportowych i wyblakłej, czarnej bluzki z czerwonym napisem ,,Lordi". Z powodu zaistniałych okoliczności pod koszulką miałam biustonosz.
Gdy opuściłam łazienkę, na swą kolej czekał Johan, który gdy mnie ujrzał oniemiał:
-No co?- Zapytałam bez ani krztyny złośliwości
-N-nic, tylkoo nooo... Ładnie wyglądasz.- Zaczął się rumienić i drapać po plecach
-Dzięki.- Mruknęłam omijając go i znikając w moim tymczasowym pokoiku.
Od razu walnęłam się na łóżko i zasnęłam. To był meega męczący i długi dzień.

Carrie 
Gdy weszliśmy do mojego domu, było słychać śmiech dobiegający z kuchni. Postanowiliśmy podążyć za trzema głosami. Zastaliśmy ich siedzących przy kuchennym stole oraz pijących białe wino i rozmawiających. 
- Ooo, witam, coś długo nie wracaliście, więc zaczęliśmy bez was. - Wskazała mama na w pół pełen kieliszek i talerz z resztkami jedzenia.
- Coś nas zatrzymało. - Ja natomiast wskazałam na swoją kostkę u prawej nogi.
- O mój Boże, dziecko, co ci się stało?! - Wykrzyknęła moja rodzicielka i od razu do mnie podbiegła w swoich olśniewających szpilkach. Schyliła się i przyjrzała się memu obrażeniu.
- Miałam mały wypadek na wuefie, ale to nic takiego, za dwa tygodnie będzie po wszystkim.
- Chociaż i to dobrze, ale szkoda, że w tym czasie będziesz musiała sama siedzieć i się nudzić.
- Nie jest sama. - Wtrącił się Aiden do naszej rozmowy. - Nadal jestem ja i Jenn, jej najlepsza przyjaciółka od serca czy jak to tam się nazywa oraz kupa przyjaciół, którzy ją kochają.
- No tak, racja, ale wciąż będzie jej ciężko, bo jak ona ma niby chodzić.
- Służę pomocą. - Ukłonił się chłopak i uśmiechnął czarująco.
- Jaki z ciebie miły młodzieniec, jak dobrze, że Carrie cię ma u swego boku. Jesteś skarbem. 
- Bez przesady, po prostu lubię pomagać ludziom w potrzebie. - Rzekł niby nieśmiało Aiden i puścił mi oczko.
- Czy ty aby na pewno nie jesteś jej aniołem stróżem? 
- Mamo, nie męcz go już tak, jesteśmy zmęczeni dzisiejszym dniem, myślę, że przyda nam się coś do jedzenia i odpoczynek, dużo odpooczynku.
- Przysiądźcie się do nas. Zostało jeszcze dużo z tego co zamówiliśmy w seczuańskiej restauracji.
- Dzięki za propozycję, ale... - Przerwał mi Aiden.
- Chętnie dołączymy. - Powiedział i popatrzył przekonująco na mnie.
- Siadajcie. - Wskazali na dwa krzesła znajdujące się między siedzeniem mojej mamy i taty Aidena.
Po tym jak usiedliśmy na wolnych miejscach, mama postawiła na stole dwa dodatkowe talerze i niezbędne do posiłku sztućce. Nałożyliśmy na talerze jedzenie i zaczęliśmy zajadać z apetytem, a w między czasie rozmawialiśmy ze wszystkimi na różne tematy, Teraz musieliśmy udawać prawdziwie zakochaną parę, która nie widzi świata poza sobą i tak robiliśmy. Dłoń Aidena co chwila lądowała na mym ramieniu lub też głaskała mnie po plecach. Było to bardzo miłe uczucie.
- Oj, ubrudziłaś się. - Otarł kciukiem kącik mych ust, który był ubrudzony. Uśmiechnęłam się nieśmiało, a ten dał mi buziaka w policzek na co zareagowałam dość niecodziennie, bo zaczęłam się jeszcze bardziej uśmiechać i spiekłam buraka.
- Dzięki. - Nadal uśmiechałam się, ale tym razem trochę bardziej nieśmiało.
- Nie ma za co, proszę bardzo. - Odpowiedział szarmancko, czyli tak jak lubiłam.
- No dzieciaki, może przejdziemy do głównego tematu tego spotkania. - Wtrącił swoje trzy grosze ojciec chłopaka.
- Jasne. - Odpowiedziałam równocześnie z Aidenem, co spowodowało, że wszyscy zebrani zaczęli się śmiać.
- Może ty im powiesz, Rosallie? - Zaproponował mój tata.
- Dobrze. - Zaczęła mówić moja mama. - Ta więc narodził się pomysł, a żeby wspólnie wyjechać w góry na święta i sprawa polega na tym, czy wy dwoje wyrażacie swoją zgodę na zrealizowanie tego pomysłu. Nie chcemy was do niczego zmuszać.
Wymieniliśmy z Aidenem porozumiewawcze spojrzenia i wydaje mi się, że we dwoje mieliśmy to samo na myśli, bo chłopak po chwili już chciał dać im odpowiedź.
- Myślę, że to dobry pomysł. - Wyraził swą opinię mój "chłopak".
- Ja też. - Od razu zareagowałam.
- To świetnie. - Klasnęła w dłonie moja rodzicielka i uśmiechnęła się szeroko. - Nie sądziłam, że pójdzie tak łatwo, ale widocznie niebiosa mi sprzyjają.
- Jak to by powiedział Rejent z Zemsty "Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba". - Zacytował mój kochany tata.
- Już nie szpanuj nam tu cytatami, Harry. - Zażartował sobie tata Aidena.
- No co? Czy tylko ja tu czytam książki?  - Powiedział z lekkim zaskoczeniem w głosie mój tatuś.
- Nie, tato. Ja czytam książki i dobrze o tym wiesz, a poza tym Aiden też coś tam czyta.
- Dokładnie to książki przygodowe i fantasy, no i od czasu do czasu psychologiczne.
- Jestem pod wielkim pozytywnym wrażeniem, chłopcze. Myślę, że będą z ciebie ludzie. - Powiedział dość poważnie tata.
- Dziękuję. - Teraz i ton Aidena był poważny.
Reszta wieczoru minęła bardzo miło i spokojnie. Atmosfera była bardzo przyjemna tak samo jak wszystko inne co się działo podczas dalszego ciągu spotkania. Gdy zaczęliśmy się wszyscy robić zaspani i zmęczeni, co nastąpiło około godziny 23, mama zaproponowała żeby spotkać się innego dnia i dokończyć to, co dzisiaj zaczęliśmy omawiać. Moja rodzina pożegnała gości, ja musiałam pożegnać dość czule Aidena, bo było to częścią umowy, więc się d niego przytuliłam i powiedziałam dobranoc, na co dostałam miłą odpowiedź:
- Dobranoc, księżniczko. - Wtedy chłopak pocałował mnie w usta, nie tak jak ostatnio, ale czule i pociągająco, po czym szepną mi do ucha. - Już nie mogę się doczekać następnej rundy. - Po czym ugryzł kawałek swojej wargi.
Już chciałam mu rzucić jakąś ciętą ripostę, ale obecność naszych rodziców utrudniała sprawę i to bardzo, więc powiedziałam:
- Ja również nie mogę się doczekać naszego kolejnego spotkania. - Obniżyłam lekko ton głosu i specjalnie zrobiłam to pociągająco, aby zdał sobie sprawę, że pewne warunki naszego układu wkrótce zostaną zmienione.
Po tym jak we dwoje odjechali, ja wzięłam szybki prysznic i poszłam do mojego kochanka, a mianowicie do łóżka.

środa, 6 lipca 2016

Rozdział 8 (Niedziela)

Carrie
Promienie słoneczne wpadające przez okno do pokoju wybudziły mnie z pięknego snu. Nie chciało mi się wstawać, więc przewróciłam się na drugi bok, a wtedy poczułam coś ciężkiego i ciepłego na mym ciele, chyba rękę, ale nie byłam tego pewna do czasu, gdy otworzyłam swe oczęta i ujrzałam śpiącego Aidena. Zbiło mnie to całkowicie z tropu. Co ja robiłam z nim w jednym łóżku i gdzie ja do cholery jestem?! I wtedy przypomniało mi się... Wczoraj wieczorem byłam tak zmęczona, że Aiden pozwolił mi podrzemać na jego łóżku, ale miał mnie zbudzić. Czemu tego nie zrobił?! O matko! Pewnie mama strasznie się martwiła. Nie wiedziała nawet, gdzie jestem. O bosz...
Wstałam natychmiastowo z łóżka, co przyczyniło się do zbudzenia Aidena ze snu.
- Kobieto, daj mi spać. Jest tak cholernie wcześnie. Idź spać. - Marudził zaspany.
- Czemu mnie wczoraj nie zbudziłeś? -  Miałam do niego pretensje za to, co uczynił, a raczej z to czego nie uczynił.
Wstał z łóżka, a mym oczom ukazał się tors godny boga. O matko! Chciałam dotknąć tego muskularnego brzucha i bicepsów, ale musiałam sie opanować, bo zaraz straciłabym oddech.
- Oddychaj powoli. - Powiedział to, gdy zauważył, że mnie kompletnie zatkało. - Tak słodko spałaś, że już nie chciałem cie budzić. Wybacz, następnym razem cię zbudzę.
- Nie będzie następnego razu.
- A szkoda. Jak spałaś, bardzo się do mnie kleiłaś, wiesz?
- Na pewno tego nie robiłam!
- Oj tak. Nie wypieraj się.
- Ja się nie wypieram, tylko stwierdzam fakty.
- Jasne, że tak. Już nie musisz się wstydzić, przecież wiem, że jestem niesamowicie seksowny i ty też tak uważasz. Nie ma czego tu się wstydzić. - Zaśmiał się tak bardzo seksownie, że przestałam się z nim kłócić, jednak nie przyznałam mu racji.
- Skończmy ten temat. Muszę wracać do domu. Mama na pewno się o mnie martwi. - Odparłam.
- Prawdę mówiąc to nie za bardzo.
- Co masz na myśli? - Powiedziałam lekko zaskoczona i zdumiona.
 No, mój tata zadzwonił wczoraj do twojej mamy i powiedział, że zasnęłaś oglądając film i że nie chcieliśmy cię budzić, więc zostajesz u nas na noc.
- I co ona na to.
- Zgodziła się.
- I tyle?
- I tyle, a teraz chciałbym wziąć prysznic i tobie też to radzę.
- Czy ty mi tu coś insynuujesz?
- Gdzie tam, ale myślę, że chciałabyś wziąć prysznic i zdjąć moją podkoszulkę, chociaż muszę przyznać, że do twarzy ci w niej. -  Zaśmiał się złowieszczo, ale to nadal był jego śmiech.
- Co?! - Wrzasnęłam zszokowana i spojrzałam na to, w co byłam ubrana i zdałam sobie sprawę, że naprawdę jestem w jego podkoszulce i że nieźle na mnie leżała, ale to nie jest najważniejszą sprawą. - Debil. - Tylko na to było mnie stać.
- Myślisz, że nie umiem cię przebrać w moją koszulkę bez patrzenia? Otóż nie, ale nie mówię, że nie patrzyłem - Znowu usłyszałam ten jego złowieszcze śmiech, ale to było już lekkim przegięciem.
- Wiesz, jesteś pieprzonym zboczeńcem.
- Oj tam, oj tam. I tak nie było co oglądać.
- Teraz to mnie wkurzyłeś. - Sięgnęłam po poduszkę z łóżka i rzuciłam nią w niego.
- Przecież żartowałem. - Zaczął się śmiać, co mnie jeszcze bardziej zdenerwowało, ale co gorsza to i on wziął poduszkę i we mnie nią rzucił. Dzięki temu rozpętała się trzecia wojna światowa na poduszki.
Wszystkie poduszki, które znajdowały się w pokoju Aidena, latały teraz jak samoloty, a pierze się z nich wysypywało. To była całkiem dobra zabawa i sztuką było się nie śmiać, gdy któreś z nas obrywało miękką poduszką. Sypialnia wciąż była wypełniony naszym śmiechem i różnymi odgłosami, gdy poduszki nie trafiały w cel swojej podróży.
Po kilku minutach wyczerpującej bitwy na poduszki, Aiden obwieścił, że idzie wziąć prysznic i że zaraz wraca, co umożliwiło mi pobycie przez chwilę samą. Gdy poszedł, zastanawiałam się nad tym, co się ostatnio wydarzyło w w moim życiu, które nigdy nie było tak pogmatwane jak teraz. Nie wiem, jak mogłam dopuścić do tego, że sama się gubię w tym, co robię i w tym co czuje, bo czuje dziwne rzeczy. Chyba powoli zaczynam go lubić, jednak nadal uważam to za niemożliwe do wykonania i nie wydaje mi się, że jest on osobą, która zniża się do mego poziomu. Nie żeby był nisi, ale jednak za niski jak dla niego. On gustuje w wymalowanych lalkach barbie, takich jak występują w bajkach lub jeszcze gorzej. W każdym razie jego typ to na pewno pusta lata z dużym zapleczem i nie tylko.
Czas, w którym Aiden brał prysznic, nie był zbyt długi, więc moje rozmyślenia nie trwały zbyt długo. Niestety przerwał mi je pewien widok, któremu nie sposób si nie oprzeć, nawet mi. Ujrzałam ponownie tors młodego boga i mnie po prostu zatkało.
- No co? - Zapytał się stojący w ręczniku Aiden jak gdyby nigdy nic. - Myślałem, że jesteś na mnie odporna, więc co się tak na mnie patrzysz? - Zabrzmiało to odrobinę sarkastycznie, no dobra, bardzo sarkastycznie nawet jak na jego.
- Mam oczy, to się patrzę. - Opowiedziałam poirytowana.
- A dlaczego akurat tam, gdzie podobno nie powinnaś?
- Bo akurat napatoczyłeś mi się na widok, a teraz, gdybyś mógł, to weź się do jasnej ciasnej ubierz, to nie plaża nudystów, ze możesz łazić goły.
- Jestem w ręczniku, jakbyś nie zauważyła, skarbie. - Znowu to  zrobił, znowu mnie tak nazwał! Jasny gwint, zaraz go uduszę!
- Wiesz, ślepa nie jestem, jednak jesteś częściowo nagi, więc...
- To już we własnym domu nie można chodzić w przepasanym ręczniku? - To chyba było pytanie retoryczne.
- Znaczy się, ja tam nic do tego wizerunku nie mam, ale przydało by się, abyś się w końcu ubrał, no bo wiesz, mam zamiar niedługo wrócić do domu no i... yyy. Nom, to czy w końcu włożysz ciuchy? - Powiedziałam to lekko zmieszana.
- Oczywiście, ze mogę ale nie chcę. Jeśli ci to nie pasuje to możesz teraz sama wziąć prysznic, a ja ci obiecuję, nie będę miał nic przeciwko, gdybyś miała ochotę porobić za nudystkę. - Odparł sarkastycznie, jak to na niego przystało.
- Pieprz się. - Powiedziałam tylko to i ruszyłam w stronę łazienki wraz z moimi ciuchami.
- Z tobą? Zawsze. - Powiedział to specjalnie, aby mnie zdenerwować.
- Idź do diabła. - Rzekłam wkurzona.
- To może ty do mnie przyjdziesz, mały diabełku? - Teraz to na prawdę się wściekłam, gdy przezwał mnie tym małym diabełkiem.
- Jak jeszcze raz mnie tak nazwiesz, to oberwiesz. Zrozumiano?! - Powiedziałam bardzo wyraźnie i klarownie.
- No to chodź po mnie, mały diabełku. - I jeszcze podkreślił dwa słowa, za które oberwie, i za które popamięta mnie na całe życie.
- Już nie żyjesz! - Rzuciłam ciuchy, które trzymałam w rękach na podłogę i zaczęłam biec w stronę Aidena. Ten albo się przestraszył albo chciał się ze mną podrażnić, ale przez to musiałam latać za nim po całym pokoju. Gdy go e końcu dopadłam, złapał mnie i oboje wywaliliśmy się na wielkie łoże, bo próbowałam wydostać się z jego objęć. Jednak moje starania i wysiłki poszły na marne, gdy nie dość, że mnie powstrzymał przed zbiciem go, to jeszcze sprawił, że prawie nie mogłam się ruszać.
Leżałam na ciele Aidena i oboje ciężko oddychaliśmy z powodu tej gry. Przyznałam się do porażki z wielkim trudem, nie lubiłam przegrywać, a tym bardziej z nim. Był mim rywalem od zawsze i to się nigdy nie zmienić. Będę walczyć z nim do upadłego, aż któreś z nas odniesie wielkie zwycięstwo w tej odwiecznej wojnie. On teraz wygrał bitwę, ale ja zamierzałam wygrać wojnę i nie ulegać swym słabościom.
- Mógłbyś mnie puścić?
- Czemu? Przecież jest nam tak miło. Zostańmy tak przez chwilę. - Powiedział i zrobił oczka szczeniaczka, które powoli sprawiały, że w środku robiłam się jak budyń, który tak kocha Jenn, albo jak czekolada, której nie potrafię niczego odmówić.
- Czyżby podobała ci się ta pozycja ze względu na to, że twoje ręce znajdują się na moim tyłku, czy może, dlatego że nie chce cię mnie odwozić do domu? - Zapytałam tym razem dość miłym i uprzejmym głosem.
- Oba.
- Tak też myślałam. Jesteś taki przewidywalny. - Powiedziałam niby zawiedziona.
- Ja? Przewidywalny? - Mówił z lekkim niedowierzeniem.
- Tak, ty. - Droczyłam się.
- Nie jestem przewidywalny. - Powiedział pewny siebie.
- Skoro tak, to udowodnij.
- Jak?
- Nie wiem, zaskocz mnie. - Kontynuowałam tą grę, tak jak on się ze mną bawił.
I stało się to, czego się w ogóle nie spodziewałam. Poczułam na wargach coś ciepłego, a tym czymś były gorące usta Aidena, które sprawiały, że cała się w środku gotowałam. Był porywczy, a zarazem delikatny. Nie wiem jak to opisać, nigdy czegoś takiego nie czułam. Było to la mnie takim zaskoczeniem, że nie potrafiłam teraz o niczym innym myśleć niżeli o ustach chłopaka, które sprawiały, że chciałam więcej, a zarazem błagam aby w końcu to się skończyło, bo moje serce miało zamiar zaraz wyskoczyć  mi z piersi. Kiedy wargi Aidena oddaliły się od moich, w końcu odzyskałam możliwość myślenia, co nie było takie proste. Moje ciało upominało się o więcej, nie chciało mnie słuchać, nie to co mózg i serce, bo te dwa bardzo ważne w moim życiu narządy zostały opanowane i powróciły do normy.
- Aiden, z-zostaw mnie. - Wyjąkałam po cichutku, ale chłopak i tak mnie usłyszał.
- Jak sobie życzysz, księżniczko. - Powiedział. po czym uśmiechnął się łobuzersko. W tej chwili już nie myślałam o tym, jak mnie nazwał, ale o tym co przed chwilą miało miejsce. Miałam nadzieję, ze to się nigdy nie powtórzy i szybko o tym wydarzeniu zapomnę.
Puścił mnie. Wstałam od razu z łóżka, na którym leżeliśmy i szybko ruszyłam po swoje rzeczy, a następnie pod prysznic. Chciałam zmyć z siebie zapach i uczucie dotyku Aidena. Tego było już mi po uszy. Pomyślałam, że ciepła woda dobrze mi zrobi, bo uwielbiam myć się w ciepłej wodzie, w sumie to prawie gorącej.
Kiedy skończyłam brać orzeźwiający prysznic, ubrałam się prędko i wyszłam z luksusowej łazienki. W pokoju czekał już na mnie ubrany i gotowy do wyjścia Aiden. Byłam zdziwiona tym jak Aiden zachowywał się tak normalnie po tym, co się między nami zdarzyło. Dla niego to na pewno nic nie znaczyło, bo całował się z tabunem dziewczyn, ale to był mój pierwszy pocałunek, który był przeznaczony dla innej wyjątkowej osoby, która miała mnie kochać z całego serca, a nie drwić ze mnie przy każdej sposobności. To nie tak miało być, ale cóż, nie zmienię tego co wydarzyło się w przeszłości, mogę jedynie zmienić przyszłość.
- Gotowa? - Zapytał się mnie na luzie chłopak.
- Prawie, muszę znaleźć swoją torbę i telefon. - Odparłam.
- Telefon leży na biurku, a torba na kanapie. - Podpowiedział mi.
- Dzięki. - Zabrałam swoje rzeczy i ruszyłam za Aidenem do samochodu, tory znajdował się w garażu.
Gdy byliśmy w drodze do mojego domu, dostałam SMS-a od Jenn.
"Spotkajmy się w parku za 30 minut, musimy pogadać" - Od razu jej odpisałam.
"Ok :)" - I  na tym skończyła się nasza krótka konwersacja.
Poinformowałam Aidena o zmianie planów, a on na to przystał, bo byliśmy niedaleko od parku, w którym często spotykałam się z Jenn. To było jedno z naszych ulubionych miejsc poza kawiarnią, w której podawali jej ukochane rogaliki i pitną czekoladę.
Aiden wysadził mnie tuż przed wejściem do parku i tam się pożegnaliśmy. Ruszyłam w stronę ulubionej ławki, znajdującej się pod drzewem. Po dotarciu na miejsce, rozsiadłam się wygodnie, włączyłam muzykę w telefonie i czekałam na przybycie mej przyjaciółki. Ciekawa była tego, co miała mi do powiedzenia, poza tym sama miałam jej coś do powiedzenia...



Jenny
W nocy ledwo zasnęłam. Cały czas myślałam o mnie, Johanie oraz o naszych złączonych ustach. Czułam się jakbym straciła dziewictwo lub dopuściła się jakiejś zbrodni. Cały czas doskwierał mi dziwny ,,ból" brzucha. Przez całą noc leżałam w łóżku jak struta i co chwila odtwarzałam me wspomnienia, aż w końcu zasnęłam. Rano (czyli o jedenastej) obudziłam się i nawet nie byłam głodna. Poczułam tylko potrzebę powiedzenia o tym pewnej zaufanej osobie, którą na pewno nie był ani mój tata, ani Allie. Chwyciłam szybko swoją komórkę i napisałam SMS-a do Carrie z prośbą o spotkanie. Następnie doprowadziłam się do porządku i wyszłam z domu niezauważona, gdyż mój tata od godziny szóstej był w pracy. Jakimś cudem udało mi się złapać spóźniony autobus i znaleźć wolne miejsce siedzące. Po jakichś dwudziestu pięciu minutach dotarłam do parku. Szłam w stronę naszej ulubionej ławki mijając przechodniów. Byłam strasznie niecierpliwa i za razem podekscytowana. Gdy wreszcie doszłam do wyznaczonego miejsca spotkania, na ławce siedziała Carrie i słuchała muzyki patrząc się w taflę stawu jak zahipnotyzowana. Postanowiłam ją wyrwać z transu i pomachałam ręką przed jej oczami, na co zareagowała z lekkim opóźnieniem:
-O, witaj Jenn!- Przywitała się lekko za głośno
-Hej, zdejmij słuchawki.- Powiedziałam dodatkowo pokazując na uszy
-Co tam słychać? Stęskniłaś się?- Dopytywała się
-No, a jak myślisz?- Zadałam jej pytanie retoryczne i gestem pokazałam byśmy usiadły na ławce- Wiesz... Muszę coś ci powiedzieć...- Chciałam jak najszybciej się jej zwierzyć, ta sprawa strasznie mnie gryzła i dręczyła
-Zamieniam się w słuch.
-No booo...- Zaczęłam nerwowo tarmosić kosmyk moich blond włosów- Noo... Johan mnie pocałował...- Powiedziałam to zdanie z prędkością światła mając nadzieję, że nie usłyszy, lecz się myliłam
- Serio? Opowiadaj jak było!- Była strasznie podekscytowana, chociaż spodziewałam się nieco innej reakcji z jej strony; w każdym razie opowiedziałam jej wszystko co się wydarzyło i oczywiście na koniec dodałam:
-Tylko nikomu ani słowa! To się nigdy nie wydarzyło...
-Jasne, spoko, spoko.- Zapewniała mnie, a ja wiedziałam, że mogę jej zaufać; w sumie wiedziałam o tym już od piątej klasy podstawówki, kiedy to powiedziałam jej w kim się ,,kocham".
-Od tamtej pory jakoś dziwnie się czuję...- Nie dokończyłam, bo mi przerwała
-To miłość! Mówię ci!- Aż podskoczyła w miejscu
-Taa, miłość...- Prychnęłam nie dowierzając
-Mów co chcesz, ja wiem lepiej.- Odparła patrząc na mnie z wyczekiwaniem, aż przyznam jej rację
-A co się ostatnio wydarzyło u ciebie? Wybacz, że tak od razu zaczęłam nawijać o sobie, ale to było strasznie męczące.- Zmieniłam temat
-U mnie?- Zaczęła niechętnie- No w sumie też zaliczyłam swój pierwszy pocałunek...
-Ha!- Miałam niezłą radochę, gdyż nie byłam jedyną z nas, która przechodziła pierwszy pocałunek i byłam z tego dumna- I któż skradł twe usteczka?- Zapytałam unosząc brew
-Och, weź ogarnij swoje brwi, bo ci nie powiem.- Zaszantażowała mnie
-No doobra.
-Więc, cóż... Przede wszystkim trzymaj się mocno ławki, bo możesz spaść z wrażenia...- Przerwałam jej
-Jeremy??
-Chciałabym.- Odpowiedziała ze smutkiem, a następne słowo, a raczej imię wypowiedziała z ciężką goryczą- Aiden.
-Cooooooooo???!!!- Miała rację, prawie spadłam z ławki- Przecież...!! Przecież wy się nie znosicie!!!!
-A ty i Johan to niby inaczej???- Próbowała się usprawiedliwić
-My mamy rozejm!!- Krzyknęłam lekko rozbawiona, gdyż nie wiedziałam już czy mam sie śmiać czy płakać
-No i co z tego??? Też się nienawidzicie!
-Nienawidziliśmy...- Poprawiłam ją i ciężko westchnęłam- Wiesz, ja już sama nie wiem czy go lubię czy nienawidzę... Jest mi w sumie obojętny, a ten pocałunek nic dla mnie nie znaczył ani nie znaczy!- Rzekłam twardo
-Mam identycznie z Aiden'em!- Oznajmiła 
-No widzisz. Witaj w klubie.- Przytuliłyśmy się i nagle zdałam sobie sprawę, że dziwne uczucie zostawiło mój żołądek w spokoju i zgłodniałam- Hej, może przejdziemy się do kawiarni? Rano niczego nie jadłam, a w kieszeni mam pare drobnych...
-Jasne! Muszę przyznać, że sama zrobiłam się głodna.- Po tej wymianie zdań wstałyśmy z ławki i ruszyłyśmy w stronę naszej kawiarenki.
Gdy wreszcie dotarłyśmy na miejsce tradycyjnie zamówiłam z cztery rogaliki i gorącą czekoladę, natomiast moja przyjaciółka raczyła się poczęstować dwoma babeczkami i aromatyczną latte macchiato. Później znów porozmawiałyśmy, lecz o bardziej przyziemnych rzeczach, takich jak szkoła, w co się jutro ubrać lub o ostatnio przeczytanych książkach/ mangach oraz obejrzanych serialach/anime. Następnie obie ruszyłyśmy na przystanek i poczekałyśmy każda na swój autobus. Jej transport przyjechał szybciej, więc kilka minut postałam sama i po jakimś czasie przybył i mój bus. Nawet nie zauważyłam kiedy znalazłam się w domu i siedziałam tradycyjnie na facebook'u pisząc z Taylor'em. Reszta dnia zleciała mi szybko i monotonnie...

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Rozdział 7 (Sobota)

Jenny
Nareszcie sobota. Myślałam, że wyśpię się do dwunastej, lecz około siódmej rano dostałam SMS-a. Jak się okazało jego nadawcą był Johan, którego miałam zamiar w najbliższym czasie ukatrupić. Treść wiadomości była następująca:
,,Hej, Jenn, masz ochotę może wyskoczyć na miasto??? Ewentualnie do lasu lub parku???"
,,Zabiję cię idioto!!! To po pierwsze, a po drugie jest sobota i chciałabym odpocząć od widoku twojej zacnej twarzy, więc moja odpowiedź brzmi: NIE! Pisz tylko w pilnych sprawach!!!"- Odpisałam mu z prędkością światła i padłam znowu na poduszki usiłując zasnąć, lecz nagle znów dostałam od tego przygłupa wiadomość:
,,Czyli mam rozumieć, że nie chcesz połazić po targach łowieckich???"- Uderzył w sedno; oprócz polowań uwielbiałam chodzić na zakupy a w szczególności na targi łowieckie (sprzedaje się tam różne skóry, futra, wypchane zwierzęta, breloczki i takie tam bzdety, które uwielbiam)
,,Przed moim domem za trzydzieści minut"- Odpisałam i szybko pobiegłam doprowadzić się do porządku. Uczesałam włosy w koński ogon, lecz z grzywką na twarzy, pomalowałam się i założyłam swój strój codzienny czyli beżowy wełniany sweter, jasne jeansy, buty wojskowe, kolczyki-krzyże oraz naszyjnik z metalicznymi pozłacanymi piórami. Po doprowadzenia się do znośnego stanu pościeliłam swe łóżko, troszeczkę posprzątałam w pokoju, aby tata nie miał się do czego przyczepić i zeszłam na dół do kuchni na szybkie śniadanko w postaci gorącej czekolady i francuskich rogalików. Mój tata siedział w salonie i oglądał ,,Kaczą Dynastię". Gdy tylko usłyszał dźwięk mikrofali zawołał:
-Co tak wcześnie?
-Kolega zaprosił mnie na...- Nie dokończyłam, bo mój ojciec siedział odwrócony od telewizora i wpatrywał się we mnie ustalając jaką bronią zabić owego osobnika, który mnie gdzieś zaprosił.
-Gdzie cię zabiera, o której wrócisz, jak ma na imię, jest godzien zaufania i czy chociaż jest przystojny?- Zadał mi te wszystkie pytania na raz
-Tato... To nie jest randka. Po prostu wychodzę z Johanem na targi łowieckie...- I znów nie dokończyłam, bo mi przerwał
-Mogę iść z wami, dawno nie byłem.- Zaoferował i w tym samym czasie rozległ się nasz dzwonek do drzwi. Tata szybko poderwał się z kanapy i wpuścił chłopaka do środka.
Usłyszałam jak tata prowadzi chłopaka do salonu i każe mu usiąść na kanapie. Prawdopodobnie mieli odbyć męską pogadankę typu ,, Jak coś się jej stanie już nie żyjesz" lub ,,Jeśli ją skrzywdzisz to ja skrzywdzę ciebie". No, w każdym razie po męskiej rozmowie z idealnym wyczuciem czasu wstąpił do nas ojciec Johana z prośbą o pomoc do mojego taty. Nasz sąsiad miał problem ze swoim starym Jeep'em, a jako iż mój tata był mechanikiem najszybciej było mu się zwrócić właśnie do niego. Z domu wyszliśmy razem i już zmierzaliśmy na przystanek, gdy mój tata rzucił memu koledze kluczyki od naszego czarnego jak węgiel Suzuki Grand Vitara z rocznika 2006:
-Ani jednej rysy.- Zabrzmiał groźnie, po czym dodał ,,Dobrej zabawy" co w odniesieniu do Johana miało oznaczać ,,Opiekuj się nią dobrze, albo będzie z tobą źle". Po zapakowaniu się do samochodu chłopak odpalił silnik i powoli wycofał maszynę z podjazdu, po czym pomknęliśmy na targi łowieckie, które jak co miesiąc odbywały się pod Wierzą Eiffla.
Cóż, z miejscem parkingowym mieliśmy niemały problem, ale jakoś sobie poradziliśmy. Jak się okazało Johan był całkiem zdolnym kierowcą, więc mój tata mógł być spokojny o samochód.
Przechadzaliśmy się, a właściwie przedzieraliśmy się przez tłumy łowców oraz turystów i oglądaliśmy różne stragany. Najbardziej zaciekawił mnie ten z biżuterią, do którego przyczepiłam się jak Carrie do swojego łóżka wieczorem. Cały czas stałam i przeglądałam przeróżne kolczyki, wisiorki i tym podobne bzdety. Oczywiście nie obyłoby się bez ponagleń Johana, który twierdził, że jeszcze tu wrócimy oraz że chce obejrzeć jeszcze inne stragany, zanim znikną. Dla świętego spokoju dałam za wygraną i znów przedzieraliśmy sie od straganu do straganu. W końcu nadarzył się jeden z breloczkami z lisich, wiewiórczych, łasiczych i Bóg wie jeszcze jakich kit. Były nawet tanie, więc kupiłam jedną małą czarną kitę i wolałam nie zagłębiać się do jakiego zwierza należała. Później po zakończonych oględzinach i po obejrzeniu wszystkich straganów zgodnie z obietnicą Johan pomógł mi się przepchnąć do straganu z biżuterią. Musze przyznać, że tutaj miałam niemały dylemat. Ceny były nawet znośne, lecz produkty olśniewające i od pierwszego wejrzenia zakochałam się w nich.
Stałabym przy tym straganie prawdopodobnie cały dzień, gdyby ktoś nagle nie wpadł na mnie i mnie nie wywrócił. Już myślałam, że odnowi mi się ból pleców, lecz na szczęście Johan stał po mojej lewicy i mnie złapał chroniąc przed upadkiem:
-Uważaj szczylu jak łazisz.- Warknął Johan do osobnika, który powoli podnosił się z ziemi
-J-ja bardzo przepraszam.- Rzekł chłopak z amerykańskim akcentem i otrzepał swe ubranie
-Spoko, nie przejmuj się. Wszystko jest OK.- Odparłam radośnie chcąc dodać otuchy chłopakowi; wiedziałam jaki jest Johan, gdy poznaje nowe osoby, więc chciałam, by nowo poznany chłopak aż tak sie nie spinał- Jak masz na imię?
-Taylor.- Odparł i podał mi z lekkim uśmiechem swoją dłoń, którą chyba zbyt mocno uścisnęłam, bo dosłyszałam lekki jęk w jego głosie
-Wybacz. Przyzwyczajenie...- Powiedziałam przepraszającym głosem, po czym dodałam- ...i cecha charakteru.
-Nic nie szkodzi.- Odrzekł ten nieśmiało
-Jestem Jenny, ale możesz mówić mi Jenn.
-Miło cię poznać, Jenn.
-A to jest Johan.- Wskazałam na z mojego sąsiada, który stał za mną i przewyższał mnie o półtora głowy
-C-ciebie też miło poznać.- Posłał mu niepewny uśmiech, który spotkał się z kamiennym wyrazem twarzy Johana i od razu przygasł
-Może wyjdziemy z tego tłumu?- Zaproponowałam i jakoś przecisnęliśmy się do samochodu mojego taty- Więc co tutaj robisz Taylor?- Zapytałam
-Ja? Robię zdjęcia do gazetki...-Nie dokończył, bo mu przerwałam
-Zdjęcia? Ojej, twój aparat w jednym kawałku? Nie został uszkodzony?- Dopytywałam się
-Nieee, wszystko z nim w porządku.- Odrzekł łagodnie
-Uff, całe szczęście. A do jakiej szkoły chodzisz?- Znów zadałam pytanie
-Do Lycée Condorcet, drugi rok.- Miał lekki kłopot z wymową nazwy liceum, do którego wszyscy troje uczęszczaliśmy
-My też!- Rzekłam radośnie- Razem z Johanem jesteśmy na pierwszym roku.
-Serio? Ach, no tak. Ty musisz być TĄ Jenny Hunter, która broni słabszych uczniów i jest podobno mega miła. Muszę stwierdzić, że to prawda.- Uśmiechnął się lekko rumieniąc, na co Johan położył swe ogromne (i ciepłe) łapska na moich ramionach
-Miło to słyszeć.- Wyszczerzyłam swe białe zęby, a on zarumienił się jeszcze bardziej
-Johana też znam. Mówi się o nim ,,Syn Myśliwego" i że jest bardzo silny...-Powiedział lekko drżącym głosem w obawie przed potężnym głosem mego sąsiada
-Noo to też prawda.- Przyznałam- Szkoda, że nie mówią jeszcze o tym, że jest mega irytujący i uparty.- Zaśmiałam się, a Johan w dalszym ciągu piorunował wzrokiem Taylora
-A wy jesteście...?- Zapytał niepewnie brunet, a ja w mig zrozumiałam o co mu chodzi
-Nieeee!- Zawyłam lekko (bardzo) oburzona i troszeczkę urażona- My nie jesteśmy parą, po prostu Johan pilnuje, by nic mi się nie stało. Wiesz, taki osobisty ochroniarz.- Puściłam oczko brunetowi, a ten nagle zaproponował:
-Może przejdziemy się do parku?
-Po co iść tyle drogi skoro mamy samochód.- Oznajmiłam, po czym postukałam w dłoń Johana wskazując wzrokiem na samochód. Chłopak zrozumiał. Zdjął jedną rękę z mojego ramienia i sięgnął nią do czeluści swej kieszeni wyjmując z niej po chwili kluczyk. Otworzył nasze auto i zapakowaliśmy się do niego wszyscy troje, po czym pomknęliśmy do Parc des Buttes Chaumont.
Trzydzieści minut później siedzieliśmy na ławce nieopodal całkiem sporego stawu i rozmawialiśmy:
-Jakoś nie widziałam cię jeszcze w naszej szkole.- Odparłam
-Serio? Cóż, zazwyczaj wtapiam się w tłum i wglądam dosyć pospolicie, więc nic dziwnego, że wcześniej mnie nie dostrzegałaś.- Wyjaśnił
-Bardzo możliwe.- Przyznałam mu rację- A czym się interesujesz?
-Głównie fotografią...- Rzekł i nagle coś sobie przypomniał- Czekajcie, mogę wam zrobić zdjęcie?
-Po co?- Nagle odezwał się ponuro Johan, aż przeszły mi ciarki po plecach
-Nooo jesteście dosyć podobnie ubrani, więc wyszłoby całkiem niezłe zdjęcie, mogę?- Dopytywał się
-W sumie dawno nikt mi zdjęć nie robił.- Uśmiechnęłam się i wstałam z ławki gotowa do pozowania
-No to super. Podejdźcie do tego drzewa. Jedno z jednej strony, a drugie z drugiej. O tak! Świetnie. Oboje ustawcie się bokiem do pnia, ale w przeciwnych kierunkach. IDEALNIE!- Kierował nami Taylor, który wyraźnie był w swoim żywiole- Tylko się nie ruszajcie!- Polecił i chwycił swój aparat
-No co ty nie powiesz.- Mruknął poirytowany Johan i dalej pozował.
Po tej interesującej sesji brunet pokazał nam wyniki swojej pracy:
-Wow. Jest piękne.- Rzekłam zachwycona
-Nawet znośne.- Przyznał Johan, a Taylor pękał z dumy
-Jesteś świetnym fotografem.- Przyznałam
-A wy idealnymi modelami. Może chcielibyście ze mną współpracować?- Zaproponował,a jego oczy błyszczały 
-W sumie czemu nie. Ja się zgadzam.- Odpowiedziałam za siebie, a po chwili Johan kiwnął głową również się zgadzając
-Jeeej, jak się cieszę. Jesteście moimi pierwszymi modelami!- Zakrzyknął uradowany
-Na serio?- Zapytałam z niedowierzaniem
-No niestety. Latem dorabiam sobie pod Wierzą Eiffla. Sporo turystów prosi mnie o zdjęcie, więc interes jakoś sie kręci.
-No to dobrze.- Skomentowałam; chłopak się najwyraźniej przyzwyczaił do naszego towarzystwa, gdyż był już bardziej pewny siebie
-A ty Johan? Jakoś ci idzie sprzedawanie skór i tym podobnych?- Zainteresował się mym sąsiadem
-Nawet, nawet, ale my głównie zatrzymujemy je dla siebie.- Odparł, nadal wrogo nastawiony do bruneta
-Nooo ciekawie, ciekawie.- Skomentował Taylor nie zwracając uwagi na jego oschły ton
-Hmm, chyba powinniśmy już wracać.- Zwróciłam sie do Johana, a on jakby się rozpromienił
-Tak szybko? Szkoda. Może spotkamy się jutro..?- Nie dokończył, bo przerwał mu mój sąsiad
-Jutro Jenn idzie na polowanie, więc wątpię by się z tobą spotkała.- Rzekł ponuro, chwycił mnie w pasie i pociągnął w stronę samochodu rzucając przez plecy szybkie ,,Nara".
-Co to było?- Zapytałam go, gdy wreszcie wsiedliśmy do samochodu
-Prawda.- Rzekł odpalając silnik czarnej Grand Vitary- Jutro idziesz ze mną na polowanie.
-Co?- Zapytałam z niedowierzaniem- Przecież ja nie mogę polować! Mam zakaz wchodzenia do lasu.
-A kto powiedział, że idziemy do lasu?- Rzekł Johan z chytrym uśmiechem
-No to na co będziemy polować i niby gdzie?- Zadałam pytanie
-Myślałem, że lubisz biżuterię, więc miałem pomysł, by zabrać cię do galerii, ale skoro nie chcesz...
-Jasne, że chcę!- Zaprotestowałam szybko, ale nagle uświadomiłam sobie, że on oczekiwał, że tak zrobię
-No to świetnie. Chyba, że chcesz teraz jechać. Dla mnie bez znaczenia.- Odparł
-Dzisiaj raczej nie. I tak dużo dzisiaj chodziłam. Może wpadnijmy do kawiarni.- Wpadłam na całkiem ciekawy pomysł, a on kiwnął głową i skierował samochód w stronę kawiarni Les Deux Magots.
Gdy wreszcie dotarliśmy do kawiarni było kilka minut po dziesiątej. Ku mojemu zdziwieniu Johan zapłacił za moją gorącą czekoladę (którą osobiście uwielbiałam pić w tym lokalu) oraz za swoją zwykłą czarną kawę. Siedzieliśmy i o dziwo normalnie rozmawialiśmy, bez żadnych kłótni i docinek. Chociaż czasami miałam ochotę rzucić mu jakąś ripostę, lecz uznałam, że przy ludziach nie wypada.
Głównym tematem naszej pogawędki były polowania, szkoła, a nawet moje zdrowie. W końcu postanowiłam poruszyć temat dzisiejszego spotkania z Taylorem:
-Czemu byłeś do niego tak wrogo nastawiony?
-Wrogo?- Odpowiedział pytaniem na pytanie
-Tak. Byłeś dla niego dosyć oziębły...
-Mało cię nie wywrócił.- Odrzekł chłopak broniąc się
-No i co z tego? Każdemu może się wydarzyć mały wypadek.- Broniłam bruneta
-Ale ten twój ,,mały wypadek" mógł zakończyć się wizytą u lekarza i jeszcze dłuższym zwolnieniem.- Warknął Johan
-Od kiedy ty się interesujesz moim zdrowiem?- Zapytałam rozwścieczona
-Jakoś tak odkąd znalazłem cię ledwie przytomną na chodniku przed szkołą.- Odparł agresywnie
-No pewnie, zacznij mi teraz wypominać chwile, kiedy mi pomagałeś.
-Jesteś tego pewna? Będzie tego sporo.- Ostrzegł mnie podniesionym głosem- Najpierw przed szkołą, później w szkole, a ostatnio dzisiaj...Więc chyba jakieś ,,dziękuję" się należy?
-Ale ja cię o to nie prosiłam, więc nie oczekuj niczego w zamian!- Uderzyłam  dłońmi w stół (przez co wszystkie oczy w kawiarni zwrócone były w naszą stronę) i opuściłam lokal obrażona. Szłam ulicą i nawet nie wiedziałam gdzie iść. Z każdym kolejnym krokiem złość uchodziła ze mnie, a na jej miejsce wchodził smutek i przygnębienie. W końcu zauważyłam drewnianą ławkę, więc postanowiłam na niej usiąść. Powoli po mym policzku zaczynały spływać łzy. Zaczęłam żałować, że się tak na niego niepotrzebnie wydarłam. Przecież on starał się być dla mnie miły, nawet mi pomagał, a ja zachowywałam się jak ostatnia debilka i nawet nie powiedziałam mu tego durnego ,,dziękuję". Było mi strasznie głupio. Nagle poczułam czyjeś znajome ręce na mych ramionach i czyjąś twarz przy moim prawym uchu:
-Przepraszam.- Wyszeptał Johan, a ja nie dość, że się zarumieniłam na prawie bordowy kolor to jeszcze zaczęłam płakać jak dziecko, aż chłopak się zdziwił i usiadł obok mnie nic nie rozumiejąc- Hej, Jenn...- Zaczął troskliwym głosem, ale mu przerwałam
-Jest OK. Tylko...- Pociągnęłam nosem-... To było miłe kiedy mnie przeprosiłeś, po mimo iż byłam taką wredną...- Nie dokończyłam, bo chłopak zasłonił mi ręką usta i szepnął mi na ucho:
-To ja byłem wredny, nie powinienem był żądać od ciebie czegokolwiek w zamian. No już, wytrzyj się, zanim spłoszysz wszystkie ptaki.- Podał mi chusteczkę i uśmiechnął się ciepło
-Dzięki Johan.- Posłałam mu słodki uśmiech i przytuliłam się do niego przyjacielsko. Na początku musiał być zdziwiony, bo dopiero po pięciu sekundach poczułam jego ręce na moich plecach, co było oznaką, że odwzajemnia mój uścisk.
Po tych ,,szczerych chwilach" wróciliśmy do mnie do domu. Jak się okazało nikogo nie było w środku, więc poszliśmy do Johana. Zgodnie z moją damską intuicją mój tata przebywał u sąsiadów i razem z panem Bruno siedzieli w garażu. Allie zrobiła nam kanapki i chłopak zaprosił mnie do swojego pokoju. Po drodze spotkaliśmy Gretę, jego młodszą siostrę, która tylko popatrzyła na mnie niepewnie, lecz szybko się uśmiechnęła i znów ruszyła w swoją stronę. Gdy wreszcie doszliśmy na górę okazało się, że jego pokój jest zaskakująco podobny do mojego. Na podłodze skóry zwierząt, na ścianie różnego rodzaju poroża, drewniane meble oraz kilka porozrzucanych ubrań:
-Wybacz za ten bałagan...- Był trochę zakłopotany
-Nie no spoko, u mnie jest podobnie, więc jestem już przyzwyczajona.- Uspokoiłam go.
-To może usiądź gdzieś, a ja to szybko ogarnę.- Zaproponował, lecz ja postanowiłam bardziej szczegółowo obejrzeć jego pokój. Ogółem jego pokój prezentował się bardziej schludniej niż mój, pomimo iż byłam dziewczyną.  Na półkach miał różne zdjęcia przedstawiające jego rodzinę, kilka zabytków niemieckich oraz jego samego. Praktycznie na każdym zdjęciu się nie uśmiechał. Spojrzałam na niego i pomyślałam, że teraz jest zupełnie inny. W sumie ja też się sporo zmieniłam pod względem charakteru, więc to go usprawiedliwia.
Gdy wreszcie skończył oznajmił, że musi na chwilę zejść na dół i żebym poczekała. Kiwnęłam głową zgadzając się, a on szybko wyszedł ze swego lokum. W między czasie, gdy na niego czekałam do pokoju zajrzał Joachim, który radośnie się ze mną przywitał i zaczął rozmawiać:
-Johan musi cię lubić, skoro wpuścił cię do swojego pokoju.- Oznajmił uśmiechając się
-Na serio?- Zdziwiłam się
-Ja (Tak). Tylko tata, ja, ty i Jeremy tu byliśmy...
-Wow. Nawet waszej mamy tu nie wpuszcza?
-Nein (Nie).- Potwierdził krótko i szybko się pożegnał, gdyż Johan już wracał.
-I co, nie zdemolowałaś mi pokoju? Karniaki wstawione na facebook'a?- Dopytywał się
-A jak myślisz?- Odpowiedziałam pytaniem i zaczęliśmy się śmiać; wolałam mu nie mówić o rozmowie z jego młodszym bratem- A tak w ogóle to po co mnie tu sprowadziłeś?
-Wiesz... Chciałbym wiedzieć, czy ...- Zaczął się pocić i popadać w zakłopotanie, a ja poczułam cię okropnie ciekawa
-Noooom.- Ponaglałam
-...Czy...- Wciąż nie mógł powiedzieć niczego sensownego- ...Czy mogłabyś mi pożyczyć jakieś mangi?- W końcu udało mu się coś z siebie wydusić
-I tylko tyle?- Byłam rozczarowana
-Noo tak.
-Jesteś beznadziejny.- Popatrzyłam na niego i wstałam z jego łóżka, na którym oboje siedzieliśmy.
Nagle złapał mnie z rękę i pociągnął do siebie, tak że padłam na jego kolana, a on objął mnie swoimi silnymi ramionami.
-Nie idź jeszcze.- Szepnął mi błagalnie do ucha, a ja byłam lekko spanikowana, przełknęłam głośno ślinę i powiedziałam:
-Nie wiem co zamierzasz zrobić, ale pożałujesz tego.- Ostrzegłam, a on wtulił swą twarz w moje włosy, co spowodowało, że poczułam ciarki na plecach; czułam się strasznie niekomfortowo i zakłopotana- Johan, przestań- Zaprotestowałam i usiłowałam się wydostać z jego uścisku, lecz on jeszcze mocniej mnie objął i powalił na łóżko. To było straszne, gdy ja leżałam, a on pochylał się nade mną. Cała drżałam ze strachu, chociaż to nie w moim stylu. Nagle chłopak to dostrzegł:
-Ej, co jest z tobą?- Zmarszczył brwi i spojrzał mi w oczy, w których mógł dostrzec paniczny strach- Jenn, czy ty...  ty się mnie boisz?- Zapytał zmartwiony i zatroskany, a gdy nie dostał żadnej odpowiedzi zszedł znade mnie, usiadł na podłodze po drugiej stronie pokoju i zakrył swoją twarz dłońmi. Zrobiło mi się go strasznie szkoda. Nie chciałam go urazić, ale nie moja wina, że to mi się nie podobało. Postanowiłam przełamać tak zwane ,,pierwsze lody", po czym podeszłam do niego, uklękłam i go przytuliłam. Nie będę ukrywać, że był mega zdziwiony, lecz chętnie przyjął to, że obdarowałam go uściskiem:
-Przepraszam...Znowu.- Rzekł- Nie nadaję się do niczego. Jestem okropnym facetem.- Skrytykował się
-Wcale nie.- Zaprotestowałam i ujęłam jego twarz w swoje dłonie- Jesteś całkiem miły i fajny.- Uśmiechnęłam się do niego i popieściłam jego policzek kciukiem, na co również się uśmiechnął
-Jenn, ja na serio przepraszam. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Nie chciałem cię przestraszyć ani urazić...
-Nie uraziłeś mnie. Noo może troche przeraziłeś, ale mniejsza o to.- Powiedziałam, po czym pocałowałam go lekko w usta, które były miękkie i ciepłe; dalej trzymałam jego twarz, natomiast on delikatnie, jakby bojąc się, że zaprzestanę wykonywanej przeze mnie czynność, objął swymi rękami tył mojej głowy. Gdy w końcu się odsunęłam czułam się... o dziwo dobrze, chociaż w dalszym ciągu doskwierało mi zakłopotanie. Spuściłam wzrok gdzieś w bok, a on delikatnie ujął swoim kciukiem i palcem wskazującym mój podbródek i tym razem on mnie pocałował. Mogłabym z nim tak cały dzień, ale w końcu rozległ się głos mojego taty, że pora wracać do domu. Szybko się rozłączyliśmy, popatrzyliśmy na siebie jakby dopiero teraz uświadamiając co robiliśmy, po czym wstaliśmy i zeszliśmy na dół. Byliśmy lekko onieśmieleni, lecz co jakiś czas posyłaliśmy sobie ciepłe uśmiechy. Chyba zakochałam się w Johanie...




Carrie
Moja pobudka o dziesiątej rano nie była łatwa. Moje nogi, mimo że wypoczęte, odmawiały mi posłuszeństwa. Widocznie wczorajszy bankiet wdał się im we znaki. Ich wygląd jednak wciąż był taki sam, więc po prostu nie chciało im się wstawać. Z resztą tak jak i mnie, sama najchętniej pozostałabym w cieplutkim łóżeczku, jednak głód był zbyt silny, abym mogła kontynuować wyprawę w krainę snu, którą tak kochałam.
Zeszłam na dół lekko obolała i śmiertelnie głodna. Mogłam zjeść konia z kopytami tylko po to, aby poskromić tego wilka, który teraz we mnie drzemał. Ten wilk mógł nawet pożreć trzy świnki z tej popularne bajki, której wyjątkowo nie cierpiałam, bo ogólnie kochałam wszystkie bajki dla dzieci. Tak, byłam odrobinę dziecięca, ale dla większości ludzi to nie przeszkadzało tak jak i mnie. Lubiłam bajki, a szczególnie książęta, które w nich występowały, bo chłopacy w rzeczywistości to w większości debile, ale oczywiście Jeremy i jego brat są wykluczeni z tego grona.
 Na dole od razu poczułam zapach naleśników z bitą śmietaną oraz kakaa, które tak kochałam. Widocznie mama wcześnie wstała i zrobiła najcudowniejsze śniadanie na świecie, które tylko ona umie robić. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, jak tęskniłam za robionymi przez mamę posiłkami, ale teraz to wiem i muszę przyznać. że to wspaniałe uczucie, gdy własna mama ci gotuje, a nie kucharka.
Zjadłam pyszne śniadanko oglądają moją ukochaną bajkę, czyli Piękną i Bestię. Często marzyłam o przeżyciu podobnej historii miłosnej co Bella, ale wiedziałam, że to niemożliwe, bo gdzie ja znajdę taką bestię, a tak na prawdę to nie musiałam szukać bestii z wyglądu. Już znałam podobna bestię, ale z charakteru, bo twarz miał idealną, ale charakterek to miał straszny. Nawet po tym opisie już wiadomo o kogo chodzi. Jeśli nie to poinformuję, chodzi o Aidena, bożyszcze nastolatek w moim liceum. O wilku mowa. właśnie przyszedł do mnie SMS o treści"
" Cześć, słoneczko. Wstałaś już?" - Od razu zabrałam się za odpisanie mu.
" Hej, wstałam. Co chcesz?" - Wpisałam na klawiaturze w telefonie i wysłałam. Po sekundzie otrzymałam odpowiedź.
"Czyżby księżniczka wstała lewą nogą?" - Jak ja nienawidziłam, gdy on tak do mnie mówił.
"To raczej nie twoja sprawa, a teraz mów co chcesz, bo chcę miło spędzić sobotę." - Od razu odpisał.
" A propos tego, idziemy za godzinę na kawę, a potem do mnie."  - Czy on mi rozkazywał?
" Nie rozkazuj mi!" - Nie wiem ile razy już mu to mówiłam żeby mi nie mówił co mam robić. Do niego chyba nie docierało to, co starałam się wbić mu do głowy. 
" Zastanowię się nad tym, ale teraz muszę zająć się czymś innym." - Nie wiedziała co mu odpisać przez minutę, ale w końcu wpadłam n właściwe sformułowanie.
"To gdzie się chcesz spotkać na tą kawę?" - Zapytałam się od niechcenia.
"W Les Deux Magots. Pasuje?"  - Znowu się pytał, mimo że znał odpowiedź.
"Jasne." - I na tym nasza rozmowa się skończyła. Zapisałam jego numer w telefonie żeby wiedzieć czyj to kontakt, ale sądzę, że i bez nazwy bym sobie poradziła ze zidentyfikowaniem właściciela numeru.
Godzina oczekiwania na spotkanie z Aidenem niemiłosiernie się mi dłużyłam. Pół godziny przed czasem byłam już gotowa do wyjścia, ale gdybym wtedy wyszła z domu, ominęłoby mnie skosztowanie ciasteczek mamy zrobionych według przepisu babci, a tego za wszelką cenę nie chciałam. Ciasteczka babuni były moim ulubionym przysmakiem z Wenecji jaki pamiętałam, a pamiętałam dość sporo weneckich smaków.
Wreszcie przyszedł czas na to, abym się udała na spotkanie z Aidenem. Troszkę się denerwowałam, bo każde spotkanie z nim było nie do przewidzenia, a raczej to, co miało się tam stać. Bałam się, że coś pójdzie nie tak i nasza umowa ujrzy światło dzienne, a tego nie chciałam tak jaki i kilku innych rzeczy, o których wolałabym nie mówić. Ale cóż, raz kozie śmierć. Weszłam do budynku kawiarni i od razu mym oczom ukazała się postać Aidena. Był ubrany tradycyjnie, czyli skórzana kurtka, bluza, t-shirt, czarne spodnie oraz stylowe buty air force, które wpadły mi w oko, mimo że były męskie.
- Witam księżniczkę. - Odezwał się Aiden.
- Nie przy ludziach.
- Coś ty taka nie w sosie? Zawsze byłaś bardziej zabawna.
- Jakoś dzisiaj mi nie do śmiechu. - Zajęliśmy najlepszy stolik. Po chwili przyszedł kelner i we dwoje złożyliśmy zamówienie. Ja poprosiłam latte macchiato, a mój towarzysz o caffé macchiato.
- Coś się stało, słońce?
- Ty się stałeś.
- Wiesz, tylko ty i ta twoja przyjaciółka jesteście na mnie odporne. Jestem pod lekkim wrażeniem.
- Czyżbyśmy były jedynymi, które c odmówiły?
- A chcesz usłyszeć prawdę czy może kłamstwo?
- Preferuję prawdę.
- No to tak, wy jedyne jesteście na me uroki odporne.
- A ty nadal zbyt pewny siebie. Nie sądzisz, że może ci się ego trochę rozdąć.
- Nie.
- Chyba lubisz dawać, krótkie odpowiedzi.
- A ty chyba lubisz się ze mną drażnić tak jak ja z tobą.
- Chyba tak.
- Witam w klubie.
Wypiliśmy nasze napoje i przestaliśmy sobie dogryzać. Uznaliśmy, że skoro mamy spędzać ze sobą więcej czasu to lepiej zrobić zawieszenie broni na czas tego układu. Mi to pasowało, przynajmniej częściowo, bo obiecał, że nie będzie nazywał mnie takimi wyrażeniami jak: kotku, słonce, słoneczko, skarbeńku, myszko i misiaczku za co byłam mu ogromnie wdzięczna.
Gdy byliśmy gotowi do wyjścia, zapłaciłam za swoją latte macchiato, a Aiden za swój napój. Wyjął kluczyki z kieszeni spodni i ruszył w stronę samochodu, a ja za nim. Przyszedł czas na małą wycieczkę do jego domu, czego chciałabym uniknąć, jednak nie mogłam, nie miałam wyboru, więc gdy byliśmy na miejscu czułam się ponownie bardzo źle. Nie chodzi o to, że jego dom mi sie nie podobał, ale czułam się w nim odrobinę nieswojo, tak samo jakbym spała w cudzym łóżku. Łóżko Jenn się nie liczyło, bo było spałam w nim już kilkanaście razy, wiec byłam do niego przyzwyczajona na równi z jej całym domem, a z domu Aidena od razu miałam ochotę uciec i się zaszyć w moim przytulnym pokoju.
Po raz drugi weszłam do pokoju chłopaka i po raz drugi byłam nim całkowicie  oczarowana. Mimo ze kochałam mój pokój, to jednak z pokojem Aidena mogłam dopuścić się zdrady, a szczególnie z jego łóżkiem, a nie z nim. Jego nawet bym nie tknęłam na trzeźwo, ale po dobrej dawce alkoholu dałabym rade go pocałować, ale nic więcej. Musiałabym być martwa żeby pójść z nim do łóżka, wyjść za niego za mąż i mieć z nim pewnego dnia dzieci. A wracając do tematu to na widok jego łoża
 chciałam płakać ze szczęścia, bo wyobraziłam sobie, jak na nim śpię i snie o moim księciu z bajki, którym na pewno nie jest Aiden. Najwyżej mógłby zostać złym czarnoksiężnikiem, takim jaki był w Księżniczce Łabędzi. Moim księciem był Jeremy, najcudowniejszy i najprzystojniejszy chłopak na Ziemi, który nie zwracał na mnie uwagi. Wiem, że nie jestem w jego typie, ale pomarzyć zawsze można, bo czasem marzenia się spełniają.  Mam nadzieje, że moje marzenie kiedyś się spełni.
Z moich rozmyśleń wyrwał mnie głos Aidena.
- Rozgość się. - Rzucił słowa na wiatr, którego w tym pokoju nie było. - Spędzisz tutaj trochę czasu, więc sądzę, że to ci się przyda. - Podał mi laptop do ręki. - Możesz go tutaj używać.
- Dzięki, ale nie musisz pożyczać mi laptopa.
- Dzisiaj chyba muszę, swojego raczej nie wzięłaś. Nie mam racji?
- Dobra, masz rację.
- Siadaj gdzie chcesz, tylko nie wchodź mi za bardzo w paradę.
- Jasne. - Usadowiłam się na jego łóżku, które było strasznie wygodne. Rozpływałam się w jego miękkości i zapachu. Nie wiem dlaczego, ale jego woń była tak piękna, że mogłam się wtulać w pościel i czuć cudowny zapach.
Włączyłam laptopa i od razu weszłam w aplikację odpowiadająca za internet. Załączyłam słuchawki i puściłam ulubiona muzykę. W między czasie też przeleciałam szybko po facebooku i sprawdziłam aktywność znajomych. Jenn oczywiście nie było. Pewnie odpoczywała w nieznany mi sposób, ale jej się należało. W ostatnim czasie bardzo dużo przeszła i nie powinna się teraz przemęczać.
W czasie, gdy ja zajmowałam się bardzo przyziemnymi rzeczami, Aiden włączył swoje komputery i patrzył jakieś części do samochodu. Bardzo mnie to zainteresowało, bo sama kochałam samochody, ale niewiele osób wiedziało o tej mojej pasji.
Wstałam z łóżka i przybliżyłam się do osoby Aidena, a następnie powiedziałam.
- Pomóc ci jakoś?
- A co ty możesz wiedzieć o samochodach? - Powiedział z lekką pogarda w głosie, co nie było wcale miłe.
- Wiem całkiem sporo.
- Niby skąd?
- Po prostu lubię auta i czasem bardziej zagłębiałam się w ich budowę.
- Dobra, niech ci będzie.
- To czego szukamy? - Zapytałam się, po tym jak usiadłam w jednym z foteli, a były ich dwa.
Zaczął wyjaśniać mi co jest mu potrzebne. Niestety były to części rzadko spotykane, bo model jego samochodu nie był zbyt często kupywany ze względu na kosmiczną cenę i nie dziwie się im.
Spędziliśmy dwie i pół godziny na szukaniu tych części i w końcu na nie natrafiliśmy. Aiden od razu zamówił je przez internet. Bardzo się cieszył z powodu naszego znaleziska z reszta tak samo jak ja. To były męczące poszukiwania i chciało mi się strasznie spać, na co Aiden zareagował dość wyrozumiale. Powiedział, że mogę się zdrzemnąć na jego łóżku, a on mnie potem obudzi. Tak więc ułożyłam się wygodnie na jego łożu i dość szybko zasnęłam. Na chwile zrobiło mi się zimno, a potem poczułam coś miękkiego na sobie. Zapewne koc.